Kilkanaście godzin temu zakończyła się tzw. Konferencja Bliskowschodnia, na którą zjechali delegaci z ponad 70 państw świata.

Oficjalnie mówiło się, że konferencja ma mieć charakter pokojowy i nie będzie miała wydźwięku antyirańskiego, co więcej ma pozwolić rozwiązać konflikt na Bliskim Wschodzie. Jestem co do tego mocno sceptyczny zwłaszcza, gdy przyjrzymy się temu jakie na konferencji padały deklaracje.

Mogliśmy usłyszeć m.in. taką wypowiedź wiceprezydenta USA Mike’a Penca:

Autokratyczny reżim w Teheranie tłumi wolność słowa i zgromadzeń, prześladuje mniejszości religijne, brutalnie traktuje kobiety, przeprowadza egzekucje gejów oraz otwarcie opowiada się za zniszczeniem Państwa Izraelskiego.

Dalej mówił:

Wraz ze swoimi sprzymierzeńcami Stany Zjednoczone użyją pełnej siły militarnej do wyrugowania radykalnego islamskiego terroryzmu z powierzchni ziemi.

Muszę przyznać, że bardzo pokojowe i ani trochę antyirańskie. Wtórował mu również izraelski premier Benjamin Netanjahu publikując takiego Twitta:

Ważne w tym spotkaniu jest to, iż nie odbywa się w tajemnicy, bo jest ich tak wiele (krajów arabskich – red.) - to otwarte spotkanie z przedstawicielami wiodących krajów arabskich, które spotykają się z Izraelem, by działać na rzecz wspólnego celu wojny z Iranem.

Iran wcale nie miał prawa czuć się jak dziecko, którego nikt nie lubi i każdy knuje nad tym, jak je zamknąć skutecznie w szkolnej szafce. Nastawienie konferencji było tak pokojowe, że organizatorzy powinni zostać nagrodzeni Pokojową Nagrodą Nobla. Należy im się tak samo jak Obamie.

Arabia Saudyjska uczy demokracji

Dobrze, nie szerzmy już mowy nienawiści. Netanjahu i Pence wystarczająco się o to postarali. Poruszmy inny ciekawy temat, mianowicie rozmowy Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i ich pozostałych przyjaciół z Bliskiego Wschodu nad demokracją w Iranie. Tak, Arabia Saudyjska kraj, który kilka miesięcy temu łaskawie pozwoliła kobietom jeździć autami, nie szanuje praw człowieka i opiera się na fundamentalizmie religijnym, poucza inne kraje w sprawie demokracji. Cała ta sytuacja jest przejawem eklektyzmu, groteski, hipokryzji i wszystkiego co ma sprzeczne konotacje. Świetnie opisuje też, czym była ta konferencja.

A co z tego miała Polska?

Na chwilę obecną oskarżenia, obelgi i ponaglenia.

Dziennikarka amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC Andrea Mitchell stwierdziła, że „powstańcy w getcie warszawskim walczyli przeciwko polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. Oczywiści będzie zmuszona za to przeprosić, ale informacja już poszła w świat, a jak wiemy takie sprawy dużo łatwiej powiedzieć niż później odkręcać.

Z pomocą dziennikarce w krytykowaniu Polaków przyszedł Mike Pompeo, który nawoływał do przyspieszenia prac nad ustawą, dzięki której amerykańscy Żydzi będą mogli otrzymać od Polski odszkodowanie. Pomijając już fakt, że ta kwestia została rozwiązana blisko 60 lat temu, to wydaję mi się, że trochę nie na miejscu jest publiczne i tak bezpardonowe napominanie gospodarza, nieprawdaż?

Netanjahu jednak postanowił przebić wszystkich i (najprawdopodobniej) podczas spotkania z dziennikarzami w Muzeum Żydów Polskich wyśmiał ustawę o IPN mówiąc o tym, że „Polacy kolaborowali z nazistami” dodając, iż nie zna nikogo kto zostałby ukarany za takie słowa. W związku z tym w świat idzie znowu informacja stawiająca Polaków w jednym rzędzie z Nazistami, mówiąca o mordach naszych rodaków na Żydach. I nie ma to znaczenia, czy media będą to stawiać jako pewnik, czy też tylko zacytują Netanjahu, opinia publiczna i tak wyrobi sobie na ten temat swoje zdanie. Prawdopodobnie krytyczne wobec Polski. Oczywiście Prezydent Andrzej Duda postanowił zareagować i oznajmił, że jeśli to prawda, to szczyt V4 nie odbędzie się w Jerozolimie, ale bądźmy realistami. Nikt się tym nie przejmie.

Podsumowując całą tę konferencję, to uważam ją za świetny przykład tego jak jesteśmy traktowani. Pomijając piękne frazesy i slogany, które padają na wszystkich tego typu spotkaniach, warto przyjrzeć się tym, które na takich spotkaniach nie powinny się pojawić. Kontrowersyjne wypowiedzi Pompeo i Netanjahu (których notabene było o wiele więcej) pokazują, że poczuli się oni jak u siebie w domu i nie zamierzali nawet sprawiać pozorów poprawności politycznej.

Media i opinia publiczna nie wiedzą wszystkiego i głęboko wierzę, że tak jest i tym razem i ta konferencja była robieniem gruntu pod większe interesy. Liczę, że wyjdzie z tego jakiś solidny deal i Amerykanie zrobią nam drugie Ramstein (mam na myśli niemiecką bazę wojskową, a nie zespół metalowy) budując Fort Trump i bardzo mocno zwiększając swoją obecność w naszym kraju. Jeśli natomiast w całym tym Circus Maximus nie ma drugiego dna, to muszę z przykrością stwierdzić, że nasi politycy to zwykli dyletanci, a stan polskiej dyplomacji od kilkunastu lat pobija rekordy żenady.

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Najczęściej Czytane