W mainstreamowych mediach wielokrotnie przewija się temat wpływu procesów demograficznych na stabilność finansową państwa. Różne opcje polityczne wieszczą szybki upadek Polski, która upadnie pod brzemieniem nałożonym na budżet przez przeładowany system emerytalny. To jednak nic bardziej mylnego, a dojść do takiego wniosku można zadając sobie podstawowy trud polegający na przeczytaniu prognoz demograficznych.

tabela1

Powyższa tabela pochodzi z dokumentu dostępnego na stronie ZUS, a przedstawia deficyt funduszu emerytalnego jako % przyszłego PKB. Co istotne, jest ona podzielona na warianty, a każdy z nich przyjmuje odmienne założenia co do stopy inflacji, wzrostu gospodarczego, wzrostu płac, ściągalności składek na FUS, a także bezrobocia. Przyglądając się nawet najbardziej groźnemu wariantowi drugiemu, do ZUS będziemy musieli dopłacać z budżetu centralnego jedynie o 0.8% PKB więcej (2019, a 2026, kiedy deficyt w skali PKB będzie największy). Gdyby porównać to do obecnych dopłat, wówczas byłoby to około 20 miliardów więcej. Jasne, jest to dużo suma, czy jednak nie będziemy w stanie jej w jakikolwiek sposób znaleźć? Wszak limit deficytu 3% PKB daje duże pole do popisu rządowi, a sytuację demograficzną kraju podciąga trzeci najwyższy po Irlandii i Malcie wzrost gospodarczy w Europie, a także ciągle dodatnie saldo migracji.

Nikt oczywiście nie neguje w całości ujemnych prognoz i tego, że gospodarka kraju będzie musiała liczyć się z ciągle rosnącą presją budżetową, jednak nie są to trudności niemożliwe do przejścia. Kończąca się koniunktura w Europie w ciągu następnych 5 lat może dać Polsce następny okres wzrostu jak w ostatnich latach, którego autorzy materiału nie uwzględniają, więc w praktyce obciążenia mogą być jeszcze mniejsze.

Dodatkowym faktem o światowym systemie finansowym są ciągle malejące stopy procentowe. Banki centralne ciągle szukają nowych metod zmniejszenia oprocentowania kredytów w gospodarce tym samym powodując większy wzrost. Polityka ta doprowadziła, że rentowność obligacji skarbowych, a więc główny czynnik wpływający na kwotę widniejącą w budżecie jako “obsługa długu”, stopniowo maleją. Kraje jak Niemcy czy Szwajcaria posiadają ujemne stopy procentowe, a więc każdy nowy pożyczony frank czy euro jest dla nich zyskiem. Polsce daleko do tego stanu, lecz wciąż polepszająca się pozycja kraju, będzie w stanie wyraźnie zmniejszyć wydatki na obsługę długu w stosunku do PKB na ten cel.

tabela2

Wpływy ze składek emerytalnych są zależne od wielu zjawisk. Autorzy raportu wskazują na zarobki, a także bezrobocie jako główne czynniki rentowności systemu. Większe pensje i więcej osób płacących składki, które są przecież zależne od wysokości płac, w sposób oczywisty zwiększają wpływy instytucji.

Znając te kryteria, możemy odrzucić najbardziej pesymistyczne prognozy, gdyż te błędnie przewidziały wzrost wynagrodzeń. W zeszłym roku wyniósł on 5% względem przewidywanych 2% w raporcie, a wzrost gospodarczy przekroczył również 5% z perspektywą na 4.2% w tym roku zamiast około 2%. Poprawiająca się sytuacja polskich pracowników kryje efekty negatywnych z perspektywy systemu przemian demograficznych.

Wskaźnik urodzeń w Polsce wynosi około 1.39 (2017). To poniżej jakichkolwiek wymagań matematycznych, aby utrzymać stałą relację osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym. W międzyczasie, rządy wielu krajów na świecie stosując niekonwencjonalną politykę prorodzinną osiągają w niej sukcesy.

Czy wiecie, że Rosja, kraj, który jest często kojarzony z demograficznym wymarciem, posiada dzietność na poziomie 1.76? To o 0.37 dziecka na kobietę więcej niż w naszym kraju, co jest dość sporą różnicą, zwłaszcza, że tak zwany poziom “sub-replacement”, który jest uważany za odpowiedni dla systemów emerytalnych wynosi około 2.1.

Dlaczego więc obraz kraju się zmienił? Rosja oferuje jednorazowe 9000 dolarów za urodzenie drugiego i każdego następnego dziecka. Pozornie, czym jest 9000 dolarów dla całkowitych kosztów wychowania dziecka? Okazuje się, że dla wielu rodzin jest to ważny dodatek. Dodajmy, że wartość świadczenia jest co roku waloryzowana do inflacji, a te jest udzielane w postaci bonu, który można wydać tylko na wydatki związane z opieką nad dzieckiem.

Kolejny przykład udanej polityki rodzinnej został zastosowany przez rząd Australii. W tym kraju, w 2002 wprowadzono jednorazowe świadczenie rodzinne za urodzenie dziecka, jednak w 2004 roku podwyższono je 3-krotnie, do około 12.000$ w ówczesnej wartości dolara. Efekt? Wysoki wzrost liczby urodzeń, który został zahamowany redukcją świadczenia. Podobne rozwiązania funkcjonują także we Francji, która ma jeden z najwyższych przyrostów demograficznych w Europie, a także w kanadyjskim Quebecu, który po wprowadzeniu świadczenia odnotował znaczny wzrost urodzeń.

Problemy demograficzne rządu mogą być rozwiązane o wiele szybciej niż się to wydaje większości Polaków. Połączenie polityki socjalnej, mechanizmów ulg podatkowych za dzieci, rozbudowy mieszkań socjalnych, a także rozszerzenia urlopów macierzyńskich. Takie działania mogą podnieść relatywnie niskim kosztem. Bonus w postaci 20.000 złotych wymagałoby dodatkowych 10 mld złotych z budżetu, a rozbudowa państwowej gospodarki mieszkaniowej oznaczałaby dodatkowe kolejne 10 miliardów złotych. Wraz z resztą benefitów, koszt nie powinien przekroczyć 25 mld złotych, a więc mógłby zostać śmiało zastąpiony, albo wprowadzony równocześnie z 500+ przy zlikwidowaniu niektórych założeń Nowej Piątki.

Inwestycje w dzietność, rozwój warunków pracowników z naciskiem  na wyższe płace, a także utrzymanie rygoru finansowego w takich dziedzinach jak obrona narodowa, czy zlikwidowanie niektórych przywilejów emerytalnych, jest prostym rozwiązaniem problemów demograficznych kraju. Jeśli jednak na 500+ się poprzestanie i rząd Polski dalej będzie realizował obecną politykę, również nie zbankrutujemy, jak lubi się powtarzać szczególnie w Internecie. Odczujemy parędziesiąt miliardów więcej obciążeń na mniejszych obietnicach socjalnych rządu, czy też wzrostach składek, które jednak mogą zostać uczynione bardziej progresywnymi. Nic jednak nie wskazuje na jednorazowy upadek całego systemu, zwłaszcza, że Polska ma znacznie niższy stosunek długu publicznego do PKB przy ciągle wysokiej luce w rozwoju, która pozwala na obecny, 5% wzrost gospodarczy.

Janusz Biernacki



Bądź na bieżąco

Najczęściej Czytane