Jawność zeznań podatkowych szkodzi biednym; becikowe poprawia stan zdrowia noworodków; sieć znajomości ludzi bogatych jest równie cenna jak pieniądze – to wnioski z wybranych najnowszych ekonomicznych badań naukowych.

Ricardo Perez-Truglia przygotował pracę „The Effects of Income Transparency on Well-Being: Evidence from a Natural Experiment” (Wpływ jawności dochodów na samopoczucie: dowody z naturalnego eksperymentu). Bada w niej skutki wprowadzenia w 2001 r. w Norwegii faktycznej jawności zeznań podatkowych w internecie. Te zeznania były jawne już od XIX w., ale wcześniej, by je zobaczyć, trzeba było się zwrócić z oficjalną prośbą do organu podatkowego, co skutecznie zniechęcało większość ciekawskich.

W 2001 r. norweskie media zdigitalizowały dane z formularzy podatkowych i udostępniły je w internecie. W szczycie popularności strona z tymi informacjami była bardziej popularna niż portal Youtube.

Autorzy ustalili, iż wbrew intencjom twórców, strona z danymi podatkowymi nie jest używana głównie do tropienia oszustów podatkowych, tylko do szpiegowania swoich znajomych. Na przykład użytkownicy mogli sobie zrobić prywatny ranking znajomych z Facebooka od tych z najwyższymi dochodami, do tych z najniższymi albo na mapie zaznaczyć dochody osób mieszkających w danej lokalizacji.

Norweskie media określiły tego typu informacje mianem „podatkowego porno”. Autorzy porównali wskaźniki zadowolenia z życia i poczucia szczęści sprzed i po 2001 r. Okazuje się, że jawność dochodów poprawiła humor bogatym i zepsuła biednym. Różnica w poczuciu szczęścia między bogatymi a biednymi wzrosła o 29 proc. a w satysfakcji z życia o 21 proc.

John Lynch, Aurélie Meunier, Rhiannon Pilkington i Stefanie Schurer opracowali analizę „Baby Bonuses and Early-Life Health Outcomes: Using Regression Discontinuity to Evaluate the Causal Impact of an Unconditional Cash Transfer” (Dodatki na dzieci i ich skutek na zdrowie: ocena wpływu bezwarunkowych transferów gotówkowych). Badają w niej skutki wprowadzenia przez rząd Australii jednorazowej wypłaty z tytułu urodzenia dziecka (nazwanej „australijskim bonusem na dziecko”) w wysokości równowartości ok. 9 tys. zł (3000 dolarów australijskich).

Dodatek ten wprowadzono dla dzieci urodzonych od 1 lipca 2004 r. Autorzy porównali dzieci urodzone tuż przed tą datą i tuż po niej (co istotne, dodatek był niezapowiedziany więc nie mógł wpłynąć na decyzję o posiadaniu dzieci). W przypadku uboższych australijskich rodzin dodatek stanowił równowartość płacy za dziesięć tygodni pracy. Z analizy wynika, iż dzieci których rodzice otrzymali dodatek rzadziej o 29 – 45 proc. zgłaszali się na ostry dyżur z przypadkami chorób oddechowych dzieci. Rodzice, którzy otrzymali dodatkowe pieniądze częściej wydawali je na prywatne ubezpieczenie medyczne oraz na opłacenie mediów, w tym ogrzewania.

Oba te wydatki mogły istotnie zmniejszyć zachorowalność na choroby dróg oddechowych maluchów. Wpływ „becikowego” na zdrowie dzieci mógł być tak duży także dlatego, że w momencie wprowadzenia go Australia była jedynym rozwiniętym krajem, obok USA, w którym nie było płatnego urlopu macierzyńskiego. Tak więc dzięki dodatkowym pieniądzom świeżo upieczeni rodzice mogli po prostu więcej czasu spędzić z dzieckiem, opiekując się nim.

Michał Myck i Mateusz Najsztub przygotowali pracę „Policy in the Pipeline: Identifying Regional Public Investment Priorities Using a Natural Experiment” (Polityka w rurociągu: identyfikując priorytety regionalnej polityki inwestycyjnej korzystając z naturalnego eksperymentu). „Naturalnym eksperymentem” stała się reforma administracyjna w Polsce w 1999 r., która zmieniła liczbę regionów administracyjnych z 49 do 16.

Autorzy porównali jak wyglądał rozwój sieci kanalizacyjnej w gminach, z których jedna znajdowała się województwie mazowieckim a druga w sąsiednim. Pod koniec lat 80. Polska była krajem z niskim pokryciem siecią kanalizacyjną. To się zaczęło szybko zmieniać po zmianie ustroju politycznego. Długość rurociągów wzrosła o 200 proc. tylko od 1990 r. do 2012 r. (najszybszy wzrost zanotowano na początku lat 90.). Ale tempo budowy rurociągów było różne w różnych częściach kraju i zależało od priorytetów samorządów.

Z analizy danych sprzed i po reformie samorządowej wynika, iż gminy, które w wyniku reformy włączono do województwa mazowieckiego zanotowały średnio o 25 proc. większy wzrost sieci kanalizacyjnej, niż sąsiednie gminy z sąsiednich województw. Różnica wynika z wysokiego priorytetu dla budowy rurociągów w województwie mazowieckim. Autorzy konkludują, iż dla gmin włączonych do województwa mazowieckiego była to zdecydowanie korzystna zmiana.

Na koniec ciekawostka historyczna. Philipp Ager, Leah Platt Boustan i Katherine Eriksson opracowali analizę „The Intergenerational Effects of a Large Wealth Shock: White Southerners After the Civil War” (Międzypokoleniowe skutki wielkiej zmiany poziomu zamożności: Biali południowcy po wojnie secesyjnej). Zajmują się w niej skutkami finansowymi zniesienia niewolnictwa w USA, wykorzystując niedawną cyfryzację danych ze spisu powszechnego z 1860 r.

Przed wojną secesyjną południe USA miało bardzo duże nierówności majątkowe. W 1860 r. gospodarstwo domowe, które dysponowało majątkiem większym od 90 proc. współobywateli miało czternaście razy więcej pieniędzy, niż rodzina znajdująca się w środku rankingu zamożności (chodzi o tzw. medianę, czyli poziom poniżej i powyżej którego znajduje się połowa gospodarstw domowych).

Choć trzeba pamiętać, że w tych wyliczeniach nie uwzględnia się Afroamerykanów. Gdyby bowiem uwzględnić także ich i przyjąć, że nie posiadali oni żadnego majątku, to stosunek majątku najbogatszych do „średniaków” rośnie do astronomicznego 350 do 1 (dla porównania, obecnie w USA ten wskaźnik wynosi 12 do 1).

Ale prawie 50 proc. bogactwa południa USA tworzyli niewolnicy. W 1865 r. z dnia na dzień ten majątek przestał istnieć w związku z likwidacją niewolnictwa. W efekcie spadła także wartość ziemi na południu (bo uprawianie jej, gdy ludziom trzeba było płacić za ich pracę stało się bardziej kosztowne). W efekcie majątek mieszkańców południa znajdujących się w środku rankingu zamożności spadł o 38 proc. Ale dla tych najbogatszych (95 percentyl, czyli wysokość majątku poniżej której znajdowało się 95 proc. gospodarstw domowych) spadek wyniósł aż 75 proc.

Najciekawsze jest jednak to, że synowie mieszkający w gospodarstwach domowych, których dużą część majątku stanowili niewolnicy, szybko (do 1880 r.) „odkuli się”, tzn. wartość ich majątku w niedługim czasie przerosła wartość majątku tych, których rodziny miały mniej niewolników. Jak to zrobili? Naukowcy ustalili, że głównym źródłem wzrostu rodzinnego majątku były małżeństwa z zamożniejszymi kobietami oraz wykonywanie dobrze płatnych prac umysłowych. Autorzy konkludują, iż wynik analizy pokazuje, jak dużą wartość ma sieć znajomości zamożnych ludzi.

Aleksander Piński

Otwarta licencja



Bądź na bieżąco

Najczęściej Czytane