Ostatnie dni w Polsce to ogólnokrajowa debata nad obietnicami wyborczymi Prawa i Sprawiedliwości. Szczególnie popularna stała się propozycja podwyższenia płacy minimalnej najpierw do 3000 złotych brutto w 2021 roku, a w wyniku dalszych podwyżek do 4000 zł brutto w 2024 roku. Postanowiłem się nieco temu przyjrzeć i skomentować plany rządzących.

Ekonomiści co do rezultatów tak drastycznych podwyżek nie są zgodni, ale trudno im się dziwić, nieczęsto płaca minimalna rośnie tak mocno w tak krótkim czasie. Mimo trudności oszacowania skutków takiego działania postanowiłem przeprowadzić polemikę nad planami rządu.

Od przyszłego roku płaca minimalna ma wzrosnąć o 350 zł i osiągnie poziom 2600 zł brutto. Od 2021 roku, zgodnie z obietnicami, będzie to 3000 zł brutto. W obu przypadkach wzrost płacy wyniesie około 15 proc. rok do roku. W naszej gospodarce pensje procentowo rosły nawet szybciej. Okresie szczytu koniunktury od roku 2008 płaca minimalna urosła w stosunku do 2007 roku o ponad 20 proc. Z kolei w 2009 roku urosła o kolejne 13 proc.

linia

Jak widać tak dynamiczny wzrost płacy minimalnej nie jest czymś nowym. Należy jednak zwrócić uwagę na jedną, bardzo istotną, rzecz. Zupełnie inaczej wyglądała polska gospodarka roku 2009, a zupełnie inaczej wygląda gospodarka roku 2019. Wówczas możliwości wzrostu produktywności były znacznie wyższe niż dziś, kiedy jesteśmy znacznie lepiej rozwiniętym krajem. Nie zmienia to jednak faktu, że ciągle mamy na tej płaszczyźnie duże pole do popisu, zwłaszcza gdy spojrzymy na współczynnik robotyzacji polskiego przemysłu, który jest bardzo niski.

Pensja 3000, chleba po 30 zł?

Wielu wieszczy drastyczny wzrost cen wywołany tak silną podwyżką pensji. Może się to wydarzyć, ale nie musi. Są przypadki, na przykład Węgier z okresu początku XXI wieku, które tego nie potwierdzają. W 2001 roku na Węgrzech nastąpiła drastyczna podwyżka płacy minimalnej z 25 500 forintów na 40 000 forintów. To podwyżka o blisko 60 proc.! Rok później – w 2002 roku – podbito płacę minimalną o kolejne 25 proc. do poziomu 50 000 forintów. Dane pokazują, że wcale nie odnotowano zwiększenia się inflacji. Po raz kolejny trzeba zauważyć, że gospodarka Węgier w 2001 roku to zupełnie inna gospodarka niż dzisiejsza gospodarka Polski, ale to nie zmienia faktu, że przykład naszych bratanków pokazuje, iż wcale za drastyczną podwyżką płacy minimalnej nie musi iść drastyczny wzrost cen.

wegry

Oczywiście, tam gdzie możliwości zwiększenia produktywności są niewielkie, ceny z pewnością wzrosną. Usługi fryzjerów, czy też ochroniarzy na pewno będą droższe, gdyż są to profesje, których nie da się zautomatyzować. Zakładamy oczywiście, że pracują oni za minimalną krajową, co na przykład w przypadku fryzjerów nie jest takie oczywiste. Warto jednak zauważyć, że i bez podwyższania płacy minimalnej te ceny by wzrosły. Z prawa Baumola wynika, że wynagrodzenia w zawodach, w których produktywność rośnie wpływają na wzrost wynagrodzeń w profesjach, gdzie możliwości wzrostu tej produktywności są niewielkie.

Najprościej mówiąc – jeśli w przemyśle nastąpiłaby automatyzacja, która wpłynęłaby na efektywność jego pracowników, a w konsekwencji na ich pensje, to nawet bez podnoszenia płacy minimalnej, w końcu fryzjerzy zaczęliby zarabiać więcej.

Czas na automatyzację?

Skoro więc jesteśmy przy automatyzacji, to warto zwrócić na nią uwagę. Osobiście uważam, że to jest niejako próba zmuszenia firm do inwestowania w automatyzację produkcji i taki też może być efekt wprowadzenia tych zmian. Firmy wiedząc, że koszty zaczną rosnąć, postanowią automatyzować się ponosząc jednocześnie nakłady inwestycyjne. Jeśli taki jest faktyczny zamysł rządzących, to niestety obawiam się, że mogą się nieco przeliczyć. Polskie firmy niespecjalnie chcą się automatyzować nawet w porównaniu z innymi krajami naszego regionu. Mam jednak nadzieję, że w dużej mierze taki stan wynikał właśnie z niskich kosztów pracy.

No właśnie, niskie koszty pracy. Dotychczas polska gospodarka rywalizowała niskimi kosztami pracy. Wiadomym jest jednak, że nie będzie to trwało w nieskończoność i faktycznie nasza przewaga na tej płaszczyźnie powoli zaczęła topnieć i prędzej czy później byśmy ją stracili i popadli w pułapkę średniego dochodu. Być może tak szybki wzrost płacy minimalnej jest próbą ucieczki z tej pułapki i przejścia do kraju o wysokich dochodach.

Mikro i małe firmy dostaną w kość

Z pewnością najmocniej ucierpią na zmianach mikro i małe firmy, które zatrudniają po 8, 15, czy też 20 pracowników. Takie firmy są wystarczająco duże by odczuć podwyżkę płacy minimalnej, ale ciągle zbyt małe by ponieść duże nakłady inwestycyjne na automatyzację. Niewątpliwie te firmy odczują te zmiany i wiele z nich może upaść. To może, ale nie musi być zła informacja perspektywy gospodarki. W przypadku upadku takich firm ich rynek zbytu zostanie przejęty przez większych i silniejszych konkurentów, a z perspektywy gospodarki lepszym jest rozrost firm, gdyż im większa firma tym jej zdolności inwestycyjne rosną.

Rozrost, czy może walka z szarą strefą?

Podwyższenie płacy minimalnej może nieść za sobą jeszcze inne negatywne konsekwencje. Mianowicie rozrost szarej strefy, do której mogą uciekać się przedsiębiorcy, którzy będą chcieli pozostać na rynku, a nie będzie ich stać na zapłacenie tak dużego wynagrodzenia, gdyż należy pamiętać, że 4000 zł brutto dla pracownika, to koszt 4800 zł dla pracodawcy.

Z drugiej jednak strony taka zagrywka ze strony rządzących może być próbą walki z szarą strefą. Nie od dziś wiadomo, że pensja minimalna na umowie, a reszta pod stołem nie jest czymś niespotykanym w naszym kraju. Być może rząd dysponuje jakimiś danymi na ten temat, z których wynika, że skala tego zjawiska jest większa niż się przypuszcza. Dlatego też podwyższenie płacy minimalnej ma de facto być próbą opodatkowania pensji wypłacanych w sposób nielegalny.

Ewenement na skalę światową

Szacuje się, że w 2024 roku pensja minimalna będzie stanowiła ponad 60 proc. pensji średniej, co będzie ewenementem na skalę światową. Z danych OECD wynika, że w 2017 roku tylko dwa kraje zrzeszone w organizacji miały stosunek płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia większy bądź równy 50 proc. Była to Francja (50 proc.) oraz Kolumbia (58 proc.). Wszystkie pozostałe kraje, łącznie z Polską znajdowały się poniżej poziomu 50 proc., na ogół było to gdzieś pomiędzy poziomem 40 a 50 proc. Polska próbuje przeskoczyć ze współczynnikiem do poziomu około 60 proc. Jeśli faktycznie tak będzie to będziemy świadkami gospodarczego eksperymentu, który jeśli się uda, może zmienić podejście wielu państw na tej płaszczyźnie.

Warto jednak wspomnieć, że poziom 60 proc. zostanie osiągnięty przy średnim wzroście płac na poziomie 7 proc. czyli na poziomie, który miał miejsce dotychczas. Nie wiemy jednak czy ten wzrost zostanie zachowany. Z jednej strony może przyjść spowolnienie gospodarcze, które będzie hamować firmy przed podwyżką średniego wynagrodzenia, zwłaszcza w sytuacji, gdy minimalne wynagrodzenie będzie rosnąć tak szybko. Wtedy ten współczynnik może wyraźnie przekraczać 60 proc.

Z drugiej jednak strony koniunktura może być wystarczająco dobra, co spowoduje, że pojawi się presja płacowa ze strony pracowników zarabiających więcej niż minimalna krajowa. Wówczas wzrost płac może być szybszy niż wspomniane 7 proc. i współczynnik płacy minimalnej do średniej ostatecznie nie dojdzie do poziomu 60 proc.

Niezależnie od tego  jaka będzie wartość wspomnianego wskaźnika, to należy jasno powiedzieć, że poziom 50 proc. w stosunku do średniej zostanie przekroczony. Wielu ekonomistów uważa, że PiS wycofa się z tej propozycji lub będzie ją modyfikował. Ja się pod tą tezą nie podpiszę, gdyż ostatnie cztery lata pokazały, że rządzący są w stanie zrealizować postulaty, które mainstream uważał za niewykonalne.

Do tak dużej podwyżki płacy minimalnej podchodzę jednak nieco sceptycznie, głównie ze względu na wiele niewiadomych. Nie wiemy jak może na to zareagować gospodarka. Wstrzymam się jednak od wyraźnych osądów, gdyż historia gospodarcza świata już nie takie zagrywki widziała.

To będzie ciekawy czas dla ekonomistów.

Filip Lamański

Gdyby każda osoba wchodząca na portal przelewała nam miesięcznie 30 gr, to bylibyśmy w stanie publikować każdego miesiąca kilkadziesiąt jakościowych analiz, które poprawiłyby jakość debaty publicznej w naszym kraju.

Możesz się do tego przyczynić udzielając nam wsparcia i przelewając na nr konta 49 1020 4027 0000 1302 1542 2304 dowolną kwotę



Bądź na bieżąco

Najczęściej Czytane