Kolej

Kim nie chce pokazywać swoje zależności wobec Chin. Dlatego do Hanoi będzie jechał 3,5 dnia

Kim Jong Un udał się  w żmudną 3,5-dniową podróż pociągiem, aby spotkać się z Trumpem w Wietnamie. Wynika to z faktu, że pożyczenie samolotu z Chin wprawia Kima w zakłopotanie i stawia w niekomfortowej sytuacji.

Przywódca Korei Północnej Kim Jong Un wybiera się na środowe spotkanie z amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem w Wietnamie, przemierzając pociągiem około 3600 km w ciągu 3,5 dnia. Ta zagrywka ma na celu uratowanie twarzy północnokoreańskiego przywódcy, który nie chce prosić Chin o użyczenie samolotu. Wszystko rozbija się o to by pokazać swoją niezależność i jednocześnie nie ujawniać swoich słabości w tak błahych sprawach jak transport najważniejszych osób w państwie.

W sobotę wieczorem Kim wsiadł do swojego pancernego pociągu i ruszył ze stacji Pjongjang skąd planuje przybyć do Hanoi we wtorek, dzień przed spotkaniem z Trumpem. Kim dotarł do Dandong, chińskiego miasta graniczącego z Koreą Północną póżnym wieczorem w sobotę – donosi Associated Press. Reszta podróży przebiegać będzie przez południowo-wschodnie Chiny, aż do ostatecznego celu podróży jakim jest Hanoi. Kim minął chińskie miasto Hengyang w poniedziałek po południu czasu lokalnego, poinformowała południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap.

Według obliczeń INSIDERA, cały dystans z Pjongjangu do Hanoi to około 3600 km. Plan podróży nie jest do końca jasny. Cytujący wietnamskich urzędników The New York Times doniósł w niedzielę, że Kim opuści pociąg na granicy chińsko – wietnamskiej i ostatnie 105 kilometrów do Hanoi przejedzie samochodem.

Choć długa, trzydniowa podróż pociągiem niewątpliwie da Kimowi dobre spojrzenie na chińskie miasta i krajobrazy, eksperci twierdzą jednak, że powodem wyboru kolei jest raczej duma, a nie turystyka krajoznawcza. W zeszłym roku Kim pożyczył Boeinga 747 od Air China, linii w większości należących do państwa, aby dostać się do Singapuru na swój pierwszy szczyt z Trumpem. Wynikało to z faktu, że jego 40-letni, radziecki samolot Ił-62 został uznany za zbyt niebezpieczny do odbycia tej podróży – podaje Business Insider.

Wykorzystanie chińskiego samolotu przez Kima w zeszłym roku uwidoczniło jego wyraźne uzależnienie od Pekinu, który nie miał żadnych delegatów w Singapurze.

Przywódca Korei Północnej nie był zadowolony z uwag na temat jego uzależnienia od Chin, powiedział w The New York Times Cheng Xiaohe, ekspert w sprawach Korei Północnej na Beijing University w Renmin. Cheng powiedział NYT: „On nie chce pokazywać światu jak ogromna jest jego zależności od Chin, machając ręką przed chińską flagą na chińskim samolocie, tak jak miało to miejsce na lotnisku w Singapurze”.

Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób Kim będzie wracał do Korei.

Trump określił zbliżający się szczyt jako kontynuację pierwszego spotkania, które odbyło się w czerwcu zeszłego roku, podczas którego Kim poczynił niejasne zobowiązanie do pracy w kierunku denuklearyzacji. Wydaje się, że Pjongjang nie zrobił dużych postępów w tej kwestii. A mówi się nawet, że wręcz przeciwnie.

Eksperci z USA ds. Korei Północnej ostrzegają, że Pjongjang prawdopodobnie nie zrezygnuje z broni nuklearnej. W opublikowanym w ubiegłym miesiącu raporcie wywiadu stwierdzono, że przywódcy tego kraju postrzegają broń jądrową jako „krytyczną dla przetrwania reżimu” – możemy przeczytać na stronie Business Insider.

Trump wielokrotnie niszczył nadzieje na nowe otwarcie z Koreą Północną, a w niedzielę powiedział Gubernatorowi Balowi, że „nie naciska na szybką” denuklearyzację Korei Północnej.”Nie spieszy mi się, nie chcę nikogo pospieszać” – powiedział. „Po prostu nie chcę testów, dopóki nie ma testów, jesteśmy szczęśliwi”.

Dodał, że sankcje USA nałożone na Koreę Północną na razie pozostaną. Jednocześnie Pekin od miesięcy wzywa ONZ do złagodzenia niektórych sankcji nałożonych na północnokoreański reżim.

Polecane artykuły

Back to top button