Motoryzacja

Recenzja: Mitsubishi ASX to przykład starej szkoły robienia motoryzacji

Mitsubishi ASX to światowy bestseller obecny na rynku od 2010 roku. W tym czasie sprzedano ponad 350 tys. sztuk, a sam model doczekał się kilku modyfikacji.

Gdy zadzwoniło do mnie Mitsubishi z pytaniem, czy chcemy potestować najnowszego ASX-a, bez wahania się zgodziłem. Auta tej marki są obecne w mojej rodzinie od lat i bardzo chętnie chciałem przetestować także ASX-a, który bez dwóch zdań jest hitem sprzedażowym japońskiego producenta.

Wygląd

Zacznijmy może od tego, co pierwsze rzuca się w oczy, czyli wygląd. O gustach się nie dyskutuje, jednak z racji, że to moja autorska recenzja-opinia-felieton, to wypowiem się co nieco na ten temat, bo mogę. Nowy ASX otrzymał całkowicie nowy przód, który został przeklejony z nowego Outlandera. Oczywiście pisząc „nowy” mam na myśli kolejny lifting tej konstrukcji, ponieważ od momentu rozpoczęcia produkcji w 2010 roku mamy cały czas do czynienia z tym samym modelem, który przechodzi tylko drobne zmiany.

Pożyczenie przodu od starszego brata sprawiło, że front auta wygląda na ciężki i nadaje autu mocarności (co też czuć podczas jazdy, ale o tym później). Niestety oglądając auto z boku można odnieść wrażenie, że ASX jest sklejony z dwóch różnych samochodów. Przód niespecjalnie koresponduje wizualnie z tyłem. Napompowany i mocarny przód od Outlandera bardzo szybko przechodzi w filigranowy tył od ASX-a, co wygląda trochę jak moja praca z plastyki w podstawówce. Najpierw się starałem by mój rysunek był arcydziełem sztuki, po czym 10 minut przed końcem zajęć kapnąłem się, że mam zrobione 30 proc. roboty i ostro przyspieszałem z pracami. Ostatecznie moje dzieło było połączeniem dwóch różnych nurtów w sztuce. I podobnie jest w przypadku ASX-a.

Niemniej jednak mimo, że przód i tył nie bardzo ze sobą korespondują, a auto wygląda trochę jak sklejka dwóch różnych samochodów, to i tak jest to ładna sklejka. Należy pamiętać, że mówimy o liftingu auta, które można mieć za mniej niż 70 tys. złotych. Jak dla mnie wygląd ASX-a to 7/10, co należy traktować jako bardzo przyzwoitą notę.   

Wnętrze

Przed odbiorem auta nie wiedziałem czego spodziewać się w przypadku ASX-a. Z jednej strony japońskie samochody nigdy nie były przykładami arcydzieł wykończenia wnętrz, z drugiej jednak strony samochody Mitsubishi często były wyjątkami na tej płaszczyźnie. I faktycznie, testowany egzemplarz miał bardzo przyzwoity środek. Pierwsze co rzuciło się w oczy to 8 calowy dotykowy ekran, który działał całkiem sprawnie i po kliknięciu odpowiedniej funkcji nie trzeba było długo czekać na jego reakcję, co zdarza się w niektórych autach tej klasy. Wyświetlał się na nim też widok z kamery cofania upiększony o linie wspomagające manewrowanie. Kamera mogłaby pokazywać nieco lepszy obraz, zwłaszcza po zmroku, kiedy jego jakość odbiegała od standardów do których przywykliśmy.

Z racji tego, że testowałem jedną z bogatszych wersji, to miałem do dyspozycji kierownicę wypełnioną przyciskami, które były bardzo rozsądne usadowione dzięki temu z łatwością można obsługiwać zestaw multimedialny, czy też wykonać połączenie telefoniczne.

asx3

Plastiki, do czego przyzwyczaiło już Mitsubishi, były naprawdę dobrej jakości. Dobrze spasowane i miękkie. Nie trzeszczały nawet na próbie offroadowej, gdzie miały do tego prawo. Wykończenie wnętrza jest na naprawdę dobrym poziomie. Fotele bardzo dobrze sprawdzały się nawet na długich trasach autostradą, co również zostało przetestowane.

W środku jest dużo miejsca nawet dla osób, które mają ponad 190 cm wzrostu. Oczywiście dzieje się to kosztem osób siedzących na tylnej kanapie, jednak nawet po maksymalnym cofnięciu przedniego fotela osoby siedzące w drugim rzędzie mogą odbywać komfortową podróż.

Muszę się jednak przyczepić do umieszczenia niektórych przycisków. Przycisk INFO, który pozwalał sprawdzać na komputerze takie parametry jak spalanie, czy też ile możemy jeszcze przejechać kilometrów na tym co mamy w baku, był umieszczony za kierownicą pod zegarami. Umiejscowienie było nieco niefortunne bo osoba średniego wzrostu, do której się zaliczam  przycisku nie widziała, bo zasłaniało ją koło kierownicy. Naciśniecie go wymagało szukania palcami na oślep w lekkim pochyle ciała, ponieważ rąk również nie starczało. To z kolei sprawiało, że chcąc sprawdzić, czy na paliwie z baku dojadę do domu musiałem najpierw upodobnić się do Quasimodo. W mojej opinii nie najlepiej zostały również umieszczone przyciski otwierania szyb. Zbyt mocno przesunięto je do przodu przez co intuicyjnie kładąc rękę na „podłokietnik” w drzwiach pod palcami mamy przyciski do otwierania tylnych szyb. By otworzyć przednie musimy przesunąć rękę. Oba te mankamenty to detale, ale warte odnotowania, bo być może projektanci zwrócą przy następnej wersji na to uwagę.

Napęd

Samochód był napędzany 2 litrowym silnikiem benzynowym o mocy 150 KM. Jednostka zastąpiła starszą benzynową jednostkę 1.6. Bardzo mnie cieszy taki dobór silnika, gdyż w dobie downsizingu producenci aut potrafią do blisko 5-metrowego SUV-a wstawić uturbione 1.3 w benzynie, które generuje 200 koni mechanicznych mocy. To droga, która bardzo mi się nie podoba i jako motoryzacyjny konserwatysta jestem bardzo szczęśliwy, z takiego działania po stronie japońskiego producenta. Silnik jest bardzo cichy do momentu gdy nie przekroczy 3 tys. obrotów na minutę. Wówczas zaczyna dość głośno wyć, jednak przy normalnej jeździe jest to bardzo komfortowa jednostka napędowa. 150 KM sprawiało, że auto dynamicznie się poruszało zwłaszcza przy starcie ze świateł, czemu pomagała też automatyczna skrzynia biegów CVT.

asx2

Skrzynia miała zaledwie 5 biegów, co niestety mnie trochę zasmuciło, gdyż uważam, że 6 stopniowa przekładnia lepiej by się w tym aucie sprawdziła. Reagowała naprawdę przyzwoicie na wciśnięcie gazu, w niektórych sytuacjach aż za szybko. Przy delikatnie mocniejszym wciśnięciu pedału gazu skrzynia biegów odczytywała to jako nagłe zapotrzebowanie na moc np. przy wyprzedzaniu i nie zmieniała biegu. Przez to silnik potrafił się kręcić znacznie powyżej 3 tys. obrotów, a bieg przeskakiwał dopiero po odpuszczeniu gazu. Uważam, że ten mechanizm nieco za szybko się uruchamiał. Komputer powinien wysyłać sygnał o niezmienianiu biegu po nieco mocniejszym naciśnięciu na pedał.

Jak wygląda spalanie? Całkiem przyzwoicie. Autem przejechałem 1500 km i średnie spalanie wyszło w okolicach 7,2 litra. Jeździłem zarówno po autostradach jak i po mieście. Zdarzyło się jednak utknąć na odcinku 50 kilometrów za ciężarówką. Wówczas przy prędkości 70 – 80 km/h auto potrafiło zejść do poziomu 6,5 litra na 100 kilometrów. Na autostradach samochód spalał nieco więcej, ale to ciągle były przyzwoite wartości. W mieście spalanie było już mniej ciekawe i podchodziło do 9 litrów na 100 km. Nie ma się jednak co dziwić, to dość duży silnik i niemały samochód. Co istotne nie zauważyłem by spalanie przy włączonym napędzie 4×4 było wyraźnie wyższe.    

Prowadzenie

Auto prowadzi się bardzo przyjemnie. Żwawo reaguje na skręt kierownicą, a w ciasnych uliczkach jest naprawdę zwinny, co przy jeździe po mieście jest bardzo istotne. Na początku wspomniałem, że muskularny przód wpływa na prowadzenie samochodu. Czuć to zwłaszcza na zakrętach, gdyż dociążona przednia oś wprawia auto w podsterowność. Podsterowność, w przeciwieństwie do nadsterowności, znacznie szybciej daje sygnał, że nieco przesadzamy z prędkością, dzięki czemu szybciej i łatwiej możemy zareagować. To też sprawia, że auto jest łatwiejsze w prowadzeniu.

asx4


Podsumowanie

Mitsubishi ASX jest bardzo dobrym autem, które naprawdę daje radość z jazdy. Oczywiście jeśli ktoś oczekuje emocji jak przy użytkowaniu Porsche 911, to niestety powinien szukać na innej półce cenowej. Z samochodem spędziłem tydzień robiąc przez ten czas 1500 km. Po wszystkim naprawdę trudno było mi się z nim rozstać. Mitsubishi w ASX przedstawia to co zawsze było dla mnie ważne w aucie. Prezentuje, rzadką w obecnych czasach, starą szkołę robienia motoryzacji. Stworzyli samochód bez zbędnych udziwnień. Nie nafaszerowali go elektroniką i bajerami, których nigdy nie użyjemy, a które tylko czekają by nam unieruchomić samochód przez przepalony bezpiecznik lub kabelek. Nie wstawili też do auta litrowego benzyniaka wspomaganego przez pięć turbosprężarek dzięki czemu silnik ma 800 koni mechanicznych i żywotność na poziomie 20 tys. kilometrów. To rzadkie w dzisiejszych czasach podejście, które jest doceniane nie tylko przeze mnie, co potwierdzają statystyki sprzedaży. I wcale mnie to nie dziwi. Mitsubishi ASX to naprawdę porządna maszyna. Gdybym rozważał zakup auta do 100 tys. złotych, to z pewnością najnowszy ASX byłby wśród faworytów do nabycia.

Filip Lamański

Chcesz rzetelnego dziennikarstwa? Wesprzyj nas na Patronite!

patornite2

Polecane artykuły

Back to top button