Komentarze I Analizy

Kryzys demograficzny, największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki

W mediach, od ekspertów i polityków możemy usłyszeć, że na Polskę czekają przeróżne zagrożenia, które mogą zabrać nam suwerenność, zniszczyć gospodarkę lub sprawić, że nasze relacje międzyludzkie nie będą nic znaczyć. Każda z tych prognoz ma większe lub mniejsze szanse się ziścić. Jako największe zagrożenie, od co najmniej 30 lat, jest przedstawiana Rosja, która już jutro ma zaatakować i wejść do Polski. Prawda jest jednak taka, że dla największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki jest kryzys demograficzny, który już zaczyna się materializować. 

Kryzys demograficzny będzie poważny. Polskie społeczeństwo szybko się starzeje

Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie. Według raportu Eurostatu „Ageing Europe. Looking at lives of older people” w 2018 roku udział osób w wieku 65+ w ogóle populacji był niższy niż średnia UE i wynosił 17,1 proc. w stosunku do 19,7 proc. w UE.

Z kolei relacja osób w wieku poprodukcyjnym (65+) do osób w wieku produkcyjnym (15-64 lata) wyniosła w 2018 roku w UE 23,5 proc., a w Polsce 25,3 proc. Oznacza to, że na jedną osobę w wieku poprodukcyjnym przypadały cztery w wieku produkcyjnym. To bardzo istotne z perspektywy systemu emerytalnego.

Niemniej jednak kryzys demograficzny, z jakim będzie się zmagać w Polsce, będzie miał większą skalę niż w przeważającej większości europejskich państw. Będziemy jednym z czterech krajów (obok Słowacji, Irlandii i Hiszpanii), w których wskaźnik ten wzrośnie od 2018 roku do 2050 roku dwukrotnie. W 2050 roku, czyli za 30 lat wskaźnik ten ma wzrosnąć do 50 proc. Co oznacza, że na jedną osobę 65+ będą przypadać dwie osoby w wieku produkcyjnym.

Zobacz także: Polski system emerytalny jest rządzony przez ignorancję i demagogię [RAPORT OG]

Najnowsze dane Eurostatu pokazują, że w dalszej perspektywie będzie jeszcze gorzej. W 2100 roku Polska ma mieć najgorszy w UE współczynnik liczby osób w wieku poprodukcyjnym do osób w wieku produkcyjnym, który ma wynieść aż 63 proc. Krótko mówiąc, na jedną osobę w wieku 65+ będzie przypadać niespełna 1,6 osoby w wieku 15-64 lata.

Projected old age dependency ratio 2100

Współczynnik liczby osób 65+ do osób w wieku produkcyjnym w krajach UE w 2100 roku.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja według OECD. Organizacja prognozuje, że w 2060 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym będą w Polsce przypadać  73 osoby w wieku 65+.

Z perspektywy systemu emerytalnego to fatalne informacje

Z perspektywy systemu emerytalnego to fatalna informacja. Obecny system emerytalny polega na tym, że emerytury obecnych emerytów są wypłacane ze składek osób pracujących. Innymi słowy, dzisiejsi pracujący finansują świadczenia emerytom i rencistom. Warto przypomnieć, że obecnie na jedną osobę 65+ przypadają 4 osoby w wieku 15-64 lata. Za 30 lat mają to być już tylko dwie osoby, a za 80 lat niespełna 1,6 osoby.

Zobacz także: Air India zatrudnią emerytowanych pilotów, by obsadzić nowe samoloty

Co jednak istotne, osoby w wieku produkcyjnym to nie są osoby pracujące. Wśród nich są uczniowie, studenci oraz osoby, które nie chcą lub nie mogą pracować. W Polsce współczynnik aktywności zawodowej jest niski i wynosi poniżej 60 proc. Co oznacza, że de facto na jednego emeryta przypada znacznie mniej osób pracujących niż mogłyby na to wskazywać dane dot. osób w wieku produkcyjnym. 

Co to oznacza dla Polski?

Co to oznacza dla Polski? Duże problemy związane z zastępowalnością pokoleń i prawdopodobnie niskie emerytury. Co jeszcze? Podwyżkę wieku emerytalnego. W przypadku tak szybko starzejącego się społeczeństwa jest absolutnie niemożliwym utrzymanie wieku emerytalnego na poziomie, który mamy obecnie, czyli 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Możemy również próbować ratować demografię, ale na to jest jakieś 20 lat za późno. Można próbować robić to za pomocą imigracji, co w jakimś stopniu się dzieje, ale skala tego jest zbyt mała. Dlatego podwyżka wieku emerytalnego jest nieunikniona. Kolejne obniżki i majstrowanie przy systemie będzie działaniem populistycznym i destrukcyjnym z perspektywy całości systemu. System, w którym jeden emeryt jest utrzymywany przez jednego pracującego, wiąże się z niskimi emeryturami lub wysokim oskładkowaniem i opodatkowaniem pracujących. A prawdopodobnie z jednym i drugim.

Dlatego migracja w połączeniu z podwyżką wieku emerytalnego wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Musimy zwiększać liczbę osób pracujących, a jednocześnie uszczuplać liczbę osób pobierających emeryturę. Takim rozwiązaniem jest podwyżka wieku emerytalnego, która opóźni opuszczanie rynku pracy. Oczywiście wraz z podwyżką wieku emerytalnego i starzejącym się społeczeństwem konieczne są zwiększone nakłady na ochronę zdrowia, tak by coraz starsze społeczeństwo mogło jak najdłużej cieszyć się zdrowiem. Bez tego podwyżka wieku emerytalnego w niczym nam nie pomoże.

Zobacz także: Od czego zależy wysokość emerytury? Wyjaśniamy

Kryzys demograficzny nadchodzi, a rząd, zamiast przeciwdziałać, cofa podwyżkę wieku emerytalnego

Dlatego też działania obecnego rządu są kompletnie niezrozumiałe z perspektywy gospodarczej i demograficznej. Podjęto absurdalną decyzję o cofnięciu podwyżki wieku emerytalnego, a nakłady na ochronę zdrowia w stosunku do PKB niespecjalnie rosną.

Przełomowym momentem była decyzja o cofnięciu podwyżki wieku emerytalnego. Rząd Donalda Tuska podjął bardzo niebezpieczną z perspektywy politycznej, ale bardzo potrzebną z perspektywy gospodarczej i demograficznej decyzję podwyższenia wieku emerytalnego. Wbrew temu co się mówiło, nie była to obniżka z dnia na dzień. Mężczyźni wiek 67 lat mieli osiągnąć w 2020 roku, a kobiety dopiero w 2040 roku. Była to decyzja trudna, ale konieczna. Niestety cofnięcie reformy  systemu przez PiS sprawiło, że obecnie sami sobie kopiemy grób. Teraz kwestia podwyżki wieku emerytalnego jest traktowana jako polityczne samobójstwo i będzie odkładana na możliwie najpóźniejszy termin. Oznacza to, że stracimy na tym wszyscy, bo reforma, która jest nieunikniona, będzie przeprowadzona zbyt późno. W momencie, gdy ziemniak będzie już tak gorący, że nie da się go utrzymać w dłoni. 

Zobacz także: Emerytura obywatelska – komu się opłaca, a kto straci?

Zmiana systemu emerytalnego jako całości również jest mało prawdopodobna i jeszcze mniej potrzebna. Obecny system funkcjonuje całkiem nieźle i wbrew temu, co się mówi, on nie upadnie. Będzie miał się coraz lepiej, bo coraz lepiej się będzie bilansował. Znacznie gorzej będzie się miała nasza stopa zastąpienia, czyli stosunek wysokości naszej emerytury do ostatniej wypłaty. Instytut Badań Strukturalnych wyliczył, że w 2060 roku stopa zastąpienia ma wynieść zaledwie 21 proc., podczas gdy obecnie wynosi między 50 a 60 proc.

W związku z tym trzeba jasno powiedzieć. Festiwal populizmów, który został urządzony w systemie emerytalnym, będzie miał długofalowe konsekwencje dla pokolenia ludzi młodych – dzisiejszych 20 i 30 latków. Niska dzietność, starzejące się społeczeństwo i niezrozumienie istoty funkcjonowania systemu emerytalnego będzie dla nas bardzo bolesne. Dziś wielu może jeszcze tego nie dostrzegać, ale staje się to coraz poważniejszym problemem.

Obciążenie demograficzne Polski będzie najwyższe w Unii Europejskiej

Polecane artykuły

Back to top button