Finanse

Deficyt budżetowy w 2020 roku ma wynieść 100 mld zł!!!

Od dwóch dni telewizja, gazety i portale internetowe podają opinii publicznej informację, że deficyt budżetowy w 2020 roku ma wynieść nawet 100 mld złotych. Większość z tych przekazów ma negatywne nacechowanie, co jest dla mnie bardzo niezrozumiałe.

Deficyt budżetowy w 2020 roku ma wynieść 100 mld zł!!!

W środę minister finansów Tadeusz Kościński podał informację, że na koniec 2020 roku deficyt budżetowy może wynieść nawet 100 mld złotych. Przy przewidywanym spadku PKB o 4,5-4,6 proc. deficyt budżetowy w stosunku do PKB w 2020 roku osiągnie poziom około 5 proc.

I w tym miejscu rozpoczęła się medialna burza. Media oczywiście nie podawały jednoznacznie czy to dobrze czy nie, jednak narracja materiałów i tekstów poruszających problematykę deficytu w znacznej mierze miała wydźwięk negatywny.

Zobacz także: Konstytucyjny limit długu, czyli próg, o który wybijemy sobie zęby

Nim jednak przejdę do wyjaśnień warto podać, że dług ten jest i tak nieco ukrywany. Nie wliczają się w niego tarcze Polskiego Funduszu Rozwoju oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. Obie instytucje są instytucjami publicznymi jednak w statystykach budżetowych mają być pomijane. To w rzeczywistości oznacza, że dług jest jeszcze wyższy niż się podaje.

Ponadto wśród głównych zarzutów wobec rządu jest to, że tak wysoki deficyt będzie niezgodny z Paktem Stabilności i Rozwoju, który nakłada na kraje członkowskie UE. Jego zapisy mówią o tym, że deficyt budżetowy nie może przekraczać 3 proc. PKB, natomiast dług publiczny 60 proc. PKB.

Wysoki deficyt budżetowy nie jest złą sytuacją

To wszystko prawda, ale nie zgodzę się z narracją wielu mediów mówiących, że wysoki deficyt budżetowy to zła sytuacja. Zła sytuacja byłaby wtedy, gdybyśmy się nie zadłużali. Wpompowanie pieniędzy w gospodarkę było koniecznością i niezależnie od tego czy będzie to 100 mld złotych, czy trzy razy tyle. Kluczowe było utrzymanie gospodarki przy życiu, utrzymanie na powierzchni przedsiębiorstw oraz niedopuszczenie do tego by wystąpiło masowe bezrobocie. Brak działań na tej płaszczyźnie doprowadziłby prawdopodobnie do istotnych problemów gospodarczych i w ostateczności PKB spadłoby jeszcze mocniej weszlibyśmy w fazę kilkuletniej recesji, a poziom zadłużenie i deficytu i tak by nam urósł. Wynikałoby to po pierwsze ze spadku PKB, a po drugie ze zmniejszonych wpływów podatkowych i zwiększonych wydatków socjalnych, co byłoby efektem zapaści gospodarczej.

Staliśmy w związku z tym przed wyborem, czy zadłużyć się i spłacać dług przez lata, ale będąc w dobrej kondycji gospodarczej, spokojnie regulować zadłużenia, czy też nie zadłużać się teraz, ale i tak popaść w prawdopodobnie wieloletnie spowolnienie gospodarcze.

Zobacz także: Niedługo rusza budowa III linii metra w Warszawie. Wybrano wykonawcę

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. W obecnej sytuacji jaką jest pandemia koronawirusa zadłużanie się na masową skalę nie było opcją, a koniecznością. Należy to mówić niezależnie od upodobań politycznych.

Media straszą ludzi długiem, zupełnie niepotrzebnie

Media głównego nurtu fetyszują natomiast zbilansowany budżet, który niczemu konkretnemu nie służy zwłaszcza w sytuacji posiadania własnej waluty. Te same media wykorzystują słowo wytrych, którym jest „dług” i wykorzystują go do grania na emocjach. Wielu ludzi ma złe skojarzenia z długiem. Niestety niepotrzebnie, zwłaszcza gdy mówimy o finansach państwa, a nie gospodarstw domowych. Niepotrzebnie także z innej przyczyny, gdyż obecnie jesteśmy w dobie praktycznie darmowego kapitału, którego realne oprocentowanie bardzo często jest ujemne.

W sytuacji takiej jak obecnie, to jest widma gospodarczego kryzysu i taniego kapitału nie powinniśmy zważać na wysokość długu. Naszym priorytetem powinno być utrzymanie przy życiu przedsiębiorstw i zachowanie miejsc pracy. Z tego też powodu mimo, że nie jestem sygnatariuszem Apelu Młodych Ekonomistów, to zgadzam się z nimi i uważam, że należy zrewidować konstytucyjny próg zadłużenia. Jesteśmy ewenementem w skali światowej jeśli chodzi o zapiski dotyczące długu publicznego w Ustawie Zasadniczej. Młodzi ekonomiści w swoim Apelu nawołują do zniesienia sztywnego limitu długu publicznego, który hamuje możliwości rozwojowe. W Polsce konstytucyjny limit wynosi 60 proc. PKB. Polska zakończyła 2019 rok z długiem publicznym na poziomie około 46 proc. PKB, więc z wyraźnym zapasem do 60 proc. Kryzys gospodarczy wywołany Covid-19 okazał się jednak na tyle duży, że niebezpiecznie zaczęliśmy się zbliżać do poziomu 60 proc. Z tego też powodu rządzący zaczęli pompować w gospodarkę środki przez PFR i BGK, które do deficytu i długu nie są wliczane (przynajmniej tak twierdzą urzędnicy Ministerstwa Finansów). Jak widać poziom ten można w jakiś sposób i tak ominąć, a jest on jednak nieco problematyczny.

Zobacz także: Nie zawsze większy dług publiczny znaczy, że jest gorzej [FELIETON]

Dlatego uważam, że może nie powinniśmy znosić tego zapisu z Konstytucji, jednak konstytucyjny próg długu powinien być bardziej dostosowany do realiów gospodarczych i wystąpienia sytuacji takich jak ta obecnie.

UE nikogo nie będzie zmuszać do redukcji deficytu budżetowego

A co z zapisami Paktu Stabilności i Rozwoju? Jeśli chodzi o deficyt budżetowy, to w obecnej sytuacji UE nikogo nie będzie zmuszać do jego redukcji. Jeśli natomiast chodzi o poziom długu publicznego, który wg wspomnianego Paktu nie może wynosić więcej niż 60 proc. PKB (czyli poziom taki sam jak zakłada polska Konstytucja), to powiedzmy sobie wprost – i tak nikt tego nie przestrzega. My natomiast hamujemy sobie możliwości inwestycyjne, które mogą być kluczowe dla dalszego rozwoju gospodarczego i konkurencyjności naszej gospodarki.

Dlatego warto rozpocząć merytoryczną debatę na temat długu i deficytu publicznego, która obecnie opiera się na emocjach i przeświadczeniu że dług to samo zło.

Filip Lamański

Państwo wzięło na swoje barki dług powstały wskutek pandemii

Polecane artykuły

Back to top button