Komentarze I Analizy

Paradoks euro, czyli dlaczego trzeba porzucić wspólną walutę

Tekst stanowi syntetyczne streszczenie oraz omówienie najciekawszych (moim zdaniem) wątków z książki pt. „Paradoks euro – jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?” autorstwa Stefana Kawalca i Ernesta Pytlarczyka. Pierwsza postać to były wiceminister finansów, współtwórca planu Balcerowicza, natomiast E. Pytlarczyk jest głównym ekonomistą Banku Pekao.

Polska w ramach traktatu akcesyjnego zobowiązała się przyjąć euro, ale nie został określony termin graniczny, kiedy ma to nastąpić. Na przystąpienie do strefy euro się nie zanosi. Beata Szydło 1 stycznia 2016 roku, zgodnie z zapowiedzą wyborcza, zlikwidowała urząd Pełnomocnika Rządu do Spraw Wprowadzenia Euro przez Rzeczpospolitą Polską. Zgodnie z opinią autorów stosunek do euro, zarówno społeczeństwa, jak i decydentów może się zmieniać. Zatem mimo, że wprowadzenie euro nie jest na pierwszych stronach gazet, można wykorzystać ten czas na świadomą debatę.

Paradoks euro — ratujmy UE, skończmy z euro

Główny wydźwięk książki jest następujący:

Postulujemy kontrolowane rozwiązanie strefy euro po to, by uratować Unię Europejską i wspólny rynek. Jeśli zadanie rozwiązania strefy euro nie zostanie wykonane przez proeuropejskich i prorynkowych przywódców krajów Unii Europejskiej, to najprawdopodobniej, dokonają tego ich antyeuropejscy i antyrynkowi następcy. W tym drugim przypadku Unia Europejska i wspólny rynek zostaną również zniszczone.

Euro jest wyniszczające dla krajów południa Europy, ponieważ uniemożliwia powrót do konkurencyjności gospodarki przez dewaluacje waluty. Alternatywą pozostaje tak zwana wewnętrzna dewaluacja, która polega na obniżeniu kosztów pracy przez deflację. Wiąże się to z zacieśnieniem polityki fiskalnej (mniej wydatków), dzięki czemu spada popyt, spadają ceny i również płace. Problem w tym, że płace są nieelastyczne w dół – ludzie się buntują przeciw obniżkom wynagrodzeń. Zatem polityka wewnętrznej dewaluacji funduje krajom Południa straconą dekadę: bez rozwoju i z masowym bezrobociem. Generuje to frustracje społeczne i tarcia wewnątrz UE.

Według autorów pierwsze ze strefy euro powinny wyjść Niemcy, ponieważ nie spowoduje to gwałtowanego osłabienia się nowej niemieckiej marki i tym samym „runu na banki”. Taka sytuacja byłaby bardzo prawdopodobna w przypadku wyjścia ze strefy euro słabszych krajów Południa. Dla przykładu Grecy, spodziewając się powrotu do drachmy, popędziliby do banków wypłacając euro w gotówce, aby uchronić się przez znacznym osłabieniem nowej greckiej waluty. Euro jest oczywiście mocniejsze niż wynika to z potencjału gospodarczego Grecji.

Zdaniem autorów rozwiązanie strefy euro powinna zainicjować Francja. Wyjście z inicjatywą Niemiec mogłoby być uznane za chęć porzucenia krajów znajdujących się w trudnej sytuacji, a taka propozycja ze strony Południa może budzić ich obawy o odcięcie pomocy w czasie kryzysu. Francja jest symbolicznym inicjatorem euro. Same interesy Francuzów są zbieżne z odejściem od wspólnej waluty, ponieważ utrudnia ona odzyskanie konkurencyjności, a od strony politycznej skazuje Francję na zajmowanie drugorzędnej pozycji politycznej.

Europejski Bank Centralny nie musiałby być likwidowany, mógłby być organem nadzoru bankowego dla krajów, które tego chcą. Co więcej, do zadań EBC zaliczałaby się kontrola kursów walutowych w ramach danego przedziału wahań. EBC mógłby bez problemu to zrobić mogąc emitować dowolne waluty. Nie wystąpiłoby tu ryzyko „wyczerpania się rezerw”. Mogąc emitować zarówno niemiecką markę jak i grecką drahmę, EBC mógłby dowolnie kontrolować kurs wymiany obu walut, tak samo jak wszystkich innych byłych krajów strefy euro.

Własna waluta amortyzuje szoki gospodarcze

Mechanizm osłabienia się waluty danego kraju pomaga w krótkim czasie i przy praktycznie zerowym społecznym koszcie przywrócić konkurencyjność. Na przełomie 2008 i 2009 roku polski złoty osłabił się o 30% doskonale amortyzując wstrząs związany z kryzysem. Taka skala deprecjacji byłaby bardzo przydatna w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. Osłabienie się złotego pomogło utrzymać płace i zatrudnienie oraz zwiększyło naszą konkurencyjność na rynku międzynarodowych o 30%.

Powszechnie sądzi się, że niskie stopy procentowe, które gwarantuje przystąpienie do strefy euro stanowią czynnik stymulujący gospodarkę. Na przykładzie Hiszpanii można wykazać, że dzieje się tak jedynie w krótkim terminie. Niskie stopy spowodowały boom na rynku nieruchomości i szybki wzrost płac, przekraczający produktywność, co wpędziło kraje w wieloletnią stagnację bez możliwości dostosowania kursu walutowego.

Alternatywą dla krajów w strefie euro była wewnętrzna dewaluacja, zwana również polityką deflacyjną. Polega ona na zacieśnianiu polityki fiskalnej, czyli podnoszeniu podatków i zmniejszaniu wydatków budżetowych. Ma to doprowadzić do spadku popytu, spadku cen, a przez to do spadku płac. Problem polega na tym, że płace są nieelastyczne w dół, pracownicy nie godzą się na obniżki wynagrodzeń, dlatego taka polityka często wiąże się z koniecznością zwolnień. Co więcej, narastają niepokoje społeczne, przecież prawie nikt nie chce żyć w kraju, gdzie rośnie stopa bezrobocia i płace maleją.

PKB realny w 2014 roku względem 2007 roku wynosił: 74% w Grecji, 91% we Włoszech, 93% w Portugalii i 94% w Hiszpanii. Dla porównania w Niemczech było to 105%, w USA 107%, a w Polsce 123%.

Dzisiejsza polityka wewnętrznej dewaluacji prowadzona w obronie euro, przypomina tę z lat 30. XX wieku prowadzoną w obronie standardu złota w USA. Standard złota ostatecznie się załamał, a jego obrona  doprowadziła do pogłębienia kryzysu i zagroziła demokracji w wielu krajach.

Problemem krajów południa Europy jest utrata konkurencyjności. Objawia się to w nadmiernym względem produktywności wzroście płac w sektorach, których dobra uczestniczą w wymienianie międzynarodowej. Gdy tak się dzieje, podmioty zagraniczne wypierają te krajowe, przez co w tych sektorach spada produkcja i zatrudnienie. Nie musi to automatycznie oznaczać spadku PKB i zatrudnienia, ponieważ sektory, których dobra nie polegają wymienianie międzynarodowej mogą zagospodarować uwolnione zasoby. Tymi sektorami są głownie usługi i budownictwo. Jednak ta sytuacja powoduje pogorszenie bilansu handlowego i zwiększenie deficytu na rachunku obrotów bieżących. Nie musi to prowadzić do destrukcji, tak długo jak kraj ma środki na finansowanie deficytu w handlu. W takiej sytuacji szczególnie zagrożona była Grecja, Włochy i Portugalia ze względu na wysoki poziom długi publicznego. Paradoksalnie na dobrej pozycji była Hiszpania, która jeśli chodzi o dyscyplinę fiskalną swego czasu wypadała lepiej niż Niemcy. Jednak przyczyną spadku konkurencyjności była ekspansja zadłużenia prywatnego, która napędzała boom na rynku nieruchomości i wzrost płac.

Dewaluacja waluty może wspierać reformy

Osłabienie waluty jest ważnym instrumentem amortyzującym szoki gospodarcze, ale i również trudne społecznie reformy. Zastosowano ją również przy naszej transformacji ustrojowej.

W Polsce wraz z 1 stycznia 1990 roku został wprowadzony w życie plan Balcerowicza, mający wprowadzić gospodarkę rynkową i zatrzymać inflację. Już kilka miesięcy wcześniej przygotowywano grunt pod te zmiany, między innymi obniżając kurs złotego. W czasie transformacji ustalono kurs wymiany 9500 zł za 1 dolara amerykańskiego, co było znaczną dewaluacją względem grudnia 1989 roku kiedy kurs wynosił 5500 zł do dolara. W maju 1991 roku dokonano kolejnej, już mniejszej (14,4%) dewaluacji względem dolara. Jednocześnie od tego dnia kurs złotego był wyznaczany w oparciu o koszyk walut, mimo to dolar miał największy udział (45%), następne miejsca zajmowała marka niemiecka (35%), funt brytyjski (10%), frank francuski (5%) i frank szwajcarski (5%). Od 14 października 1991 roku złoty był każdego dnia delikatnie dewaluowany, co przekładało się na jego osłabienie ok. 1,8% w skali miesiąca. Początkowo ta pełzająca dewaluacja była uzupełniana incydentalnymi, skokowymi dewaluacjami: o 10,7% dnia 26 lutego 1992 roku i o 7,4% dnia 27 sierpnia 1993 roku. W maju 1995 roku wprowadzono dopuszczalny przedział wahań +/- 7% względem kursu centralnego. Następnie skala dewaluacji malała. W grudniu 1995 roku miała miejsca pierwsza rewaluacja kursu o 6%, następnie stopniowo rozszerzane dopuszczalne pasmo wahań, aż w kwietniu 2000 roku, Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała o całkowitym upłynnieniu kursu.

Warto dodać, że spadek PKB był najpłytszy i trwał najkrócej spośród krajów dokonujących transformacji ustrojowej. W dużej mierze zawdzięczamy to osłabianiu złotego w tym czasie.

Dewaluacja waluty pomogła Argentynie, Rosji i Korei Południowej

Argentyna w 1991 roku związała kurs peso z dolarem amerykańskim, aby ustabilizować swoją sytuację gospodarczą i opanować inflację. W pierwszych kilku latach rezultaty były dobre, ale pod koniec lat 90. czynniki zewnętrzne i wewnętrzne zachwiały konkurencyjnością Argentyny, stosowano politykę deflacyjną, nieskutecznie. Po 3 latach recesji w 2001 roku krwawe rozruchy zmusiły rząd do dymisji. Argentyna ogłosiła niewypłacalność i porzuciła sztywny kurs. Peso straciło 70% wartości, ale po kilku miesiącach rozpoczął się wzrost gospodarczy, a luka w bilansie handlowym zniknęła. W ciągu kolejnych 6 lat gospodarka rozwijała się w tempie 7-9% rocznie.

Silna dewaluacja walut amortyzowała kryzys w Korei Południowej w 1997 roku i w Rosji w 1998 roku. Won koreański stracił początkowo 4/5 wartości wobec USD, w rubel po uwolnieniu we wrześniu 1998 roku osłabił się o 2/3. W obu krajach wystąpiły perturbacje, obawiano się masowych bankructw, jednak realny spadek PKB miał miejsce tylko jeden rok, a gospodarki szybko wróciły na ścieżkę wzrostu.

Dewaluacja waluty – narzędzie idealne?

Osłabienie waluty daje efekty natychmiastowe i jest społecznie bezbolesne. Deflacja i obniżka płac są rozłożone w czasie i trudne do zniesienia dla społeczeństwa. Wadą deprecjacji waluty jest jednak fakt, że zyskiwanie przewagi uzyskuje się w relacji do partnerów handlowych. Gdyby wszyscy na raz dokonali dewaluacji, efektu by nie było.

Co więcej, osłabienie waluty nie zawsze wiąże się z poprawą stanu gospodarki, gdy polityka fiskalna i monetarna sa zbyt ekspansywna, może pojawić się inflacja, która zniweluje pozytywne efekty. Warto też znaczyć, że deprecjacja waluty może bardzo wspomagać trudne społeczne reformy strukturalne w tym poprawę stanu finansów publicznych. Z drugiej strony, niektórzy ekonomiści podkreślają, ze posiadanie własnej waluty i możliwość jej osłabienia obniża motywacje do trudnych społecznie reform mających przywrócić konkurencyjność. Nie jest to argument bez znaczenia, własna waluta nie jest środkiem „magicznym” do zwiększania dobrobytu, trzeba korzystać z tego instrumentu mądrze, w wyjątkowych sytuacjach.

„Dewaluacja sprawia, że stajemy się biedniejsi, gdyż za nasze pieniądze możemy kupić mniej towarów zagranicznych, a wyjazd zagraniczny staje się dla nas droższy. Jednakże, w sytuacji niedostatku konkurencyjności, dzięki dewaluacji gospodarka może odzyskać konkurencyjność i utrzymać miejsca pracy. Dzięki temu całe społeczeństwo może być bogatsze, niż byłoby, gdyby brak konkurencyjności spowodował spadek zatrudnienia i PKB”.

Wielka Brytania i przewartościowany funt pokryty złotem

Wielka Brytania po I WŚ wróciła do przedwojennego parytetu złota (w 1925 roku), mimo że przez lata relacje cen między krajami były już inne. Sprzeciwiał się temu J. M. Keynes pisząc, że oznacza to przewartościowanie funta o 10-15% i w konsekwencji doprowadzi do spadku eksportu i wzrostu bezrobocia. Faktycznie w drugiej połowie lat 20 Wielką Brytanię nawiedziła fala bezrobocia, a zacieśnianie fiskalne i monetarne, które miało chronić złoto przez odpływaniem z WB (skutek deficytu handlowego) dodatkowo dławiło gospodarkę. W tym czasie Francja, która przywróciła wymienialność w 1926 roku według nowego, niedowartościowanego parytetu miała znacznie niższe bezrobocie i wyższy wzrost gospodarczy.

W 1931 roku w Wielkiej Brytanii rząd przygotował kolejne reformy przewidujące obniżki zasiłków dla bezrobotnych i obniżenie wynagrodzeń w sektorze publicznym, a to wywołało protesty i obawę o wypowiedzenie posłuszeństwa przez załogi okrętów wojennych w bazie Invergordon. Bank Anglii stanął w obliczu wyczerpywani się zasobów złota, zwrócił się do korony brytyjskiej o możliwość zawieszenia wymienialności funta na złoto. Rząd nie miał wyboru, we wrześniu 1931 Wielka Brytania odeszła od standardu złota i pozwoliła na osłabienie się funta o 30%. Okazało się to zbawieniem dla gospodarki, produkcja przemysłowa zaczęła szybko rosnąc, a w latach 1932-1937 bezrobocie zmniejszyło się prawie o połowę.

Po tym jak Wielka Brytania zawiesiła wymienialność na złoto, w ślad za nią poszły inne kraje. W USA dopiero Roosevelt zdewaluował dolara względem złota o 40%. Polska pozostała w „złotym” bloku twardo trzymając się wymienialności swojej waluty po danym parytecie. Z roku na rok, kraje złotego bloku zostawały w tyle, za tymi, które zdecydowały się zdewaluować swoje waluty. W skład złotego bloku najdłużej wchodziły: Francja, Belgia, Holandia, Szwajcaria. Przetrwał on do 1936 gdy jego lider – Francja, porzuciła wymienialność waluty na złoto.

Polska w okresie międzywojennym też straciła przez zbyt mocną walutę

W szczytowym okresie rozwoju II RP produkcja przemysłowa na głowę była niższa (o ok. 10%) niż na tym samym terenie w 1913 roku. Dwie główne fatalnej kondycji gospodarczej Polski były następujące:

  1. Odcięcie od rynków zbytu. Z Rosją komunistyczną handel był bardzo ograniczony, a z Niemcami trwała długoletnia wojna celna.
  2. Zbyt silna waluta i polityka deflacyjna. Po I WŚ w wielu krajach wystąpiła hiperinflacja (Niemcy, Austria, Polska, Węgry, braje bałkańskie). Na początku 1924 miała miejsce reforma Władysława Grabskiego. Przyczyny inflacji zostały zlikwidowane m.in. przywrócono równowagę budżetowa. Nowoutworzony w kwietniu 1924 roku Bank Polski S.A zaczął wprowadzać nową walutę – złotego, który miał pokrycie złocie według takiego parytetu jak frank szwajcarski. Dokonano wymiany polskich marek na polskie złote w relacji 1,8 mln do 1. W opinii wielu nowa polska waluta była przewartościowana. Do tego doszła klęska nieurodzaju w 1924 roku, co zmusiło nas do importu żywności. W tym czasie również spadły ceny polskich towarów eksportowych (węgla i cukru) oraz rozpoczęto wojnę celną z Niemcami. Skutkiem tych wydarzeń był deficyt handlowy w 1924 roku i na początku roku następnego. Bank Polski musiał interweniować w obronie kursu, jednak wobec niebezpiecznego spadku rezerw zaprzestano tych działań w lipcu 1925 roku i kurs spadł znacznie poniżej parytetu. W listopadzie 1925 roku premier Grabski podał się do dymisji. W 1927 Polska otrzymała pożyczkę stabilizacyjną od grupy banków amerykańskich, które zwiększyły rezerwy Banku Polskiego. Dokonano również oficjalnej dewaluacji złotego o 42%, kurs ten nie był już zmieniany do końca II RP. Załamanie wartości złotego z 1925 roku przyniosło chwilowa ulgę poprawiając konkurencyjność polskiego eksportu, ale od strony psychologicznej miało negatywny wydźwięk.

Polska jako ostatni obrońca złotej waluty

Wielki Kryzys z 1929 roku stanowił wstrząs dla globalnego systemu monetarnego i pokrycia walut z złocie. Już w latach 1929-1930 niektóre kraje Ameryki Południowej i Australia zdewaluowały swoje waluty lub wprowadziły ograniczenia w ich wymienialności. Wstrząsem było wyjście z systemu Wielkiej Brytanii z 1931 roku, za którą podążyło wiele krajów. Kolejnym ciosem była dewaluacji dolara w 1933 roku przez F.D. Roosevelta. Polska znalazła się w gronie siedmiu krajów, które najwierniej trwały przy złocie, tworzyły one tak zwany „złoty blok”, w ramach którego utrzymano wymienialność walut na złoto i zachowano swobodę przepływów kapitałowych. W krajach złotego bloku kryzys okazał się głębszy i dłuższy. W państwach, które zdewaluowały swoje waluty produkcja przemysłowa już w 1934 roku przekroczyła wyraźnie poziom z 1929 roku, a w krajach złotego bloku była wciąż o 22% (!) niższa niż przed kryzysem. W 1936 roku różnica w produkcji przemysłowej między tymi dwoma grupami krajów przekraczała już 40 punktów procentowych (!). Dlaczego tak było? W trakcie recesji występuję niewykorzystanie mocy produkcyjnych i deflacja, zatem stymulacja gospodarki polityką fiskalną i monetarną przynosi świetne rezultaty. W systemie sztywnego parytetu złota nie jest to możliwe, ponieważ powoduje to odpływ złota za granice (pogorszenie bilansu handlowego), przez co nie można utrzymać parytetu wymiany.

Najdłużej w złotym bloku pozostały cztery kraje: Francja, Szwajcaria, Holandia i Polska. Taki był skład ugrupowania w roku 1936. W kwietniu 1936 roku wprowadzono w Polsce reglamentacje dewizową, aby uniknąć utraty rezerw walutowych. We wrześniu 1936 roku Francja, Szwajcaria i Holandia zdewaluowali swoje waluty kończąc funkcjonowanie „złotego bloku”. Reglamentacja walutowa zwolniła Bank Polski z obowiązku wymiany złotego na dewizy, dzięki temu była możliwa bardziej aktywna polityka gospodarcza.

Naukowcy są zgodni, że prowadzenie przez Polskę polityki deflacyjnej i przynależność do „złotego bloku” było nieporozumieniem i przyniosło niewyobrażalne szkody gospodarcze.

Dlaczego chciano za wszelką cenę utrzymać silnego złotego? Wspomnienia hiperinflacji z 1923 roku oraz osłabienie naszej waluty w 1925 roku budziły obawy, że złoty może utracić zaufanie, co byłoby niekorzystne dla nowo powstałej II RP.

Nawet Finlandia miała problemy przez euro

Finlandia przeszła dwa podobne kryzysy, jeden na początku lat 90., gdy sowiecki rynek zbytu przestał być chłonny (do tego doszło załamanie na rynku nieruchomości), a drugi raz po 2008 roku. W pierwszym przypadku kraj szybko stanął na nogi dzięki deprecjacji waluty krajowej, a Nokia podbiła zagraniczne rynki. W 2008 roku było już gorzej – Finlandia miała euro. Mimo, że kraj był i jest zaliczany do najbardziej konkurencyjnych gospodarek świata, w 2014 roku realny PKB Finlandii wynosił tylko 95% poziomu z 2007 roku. Po kryzysie z 2008 roku Finlandia padła ofiarą 4 szoków:

– Nokia utraciła swoją pozycję na rynku międzynarodowym

– załamał się popyt na drewno i papier – główne produkty eksportowe tego kraju

– załamał się eksport do Rosji przez sankcje oraz spadek cen ropy naftowej (główne źródło rosyjskiej siły nabywczej)

– nastąpił znaczny wzrost płac, mimo słabnącej produktywności.

Gubernator Banku Centralnego Finlandii pisał: „Nie wierzę, że gdyby naszą walutą była trochę słabsza fińska marka, to Nokia nie pobiłaby wówczas iPhone’a, a młodzi nie zaczęliby nagle czytać drukowanych książek i gazet, tworząc popyt na produkty fińskich papierni”.

Reforma Hartza w Niemczech w latach 2003-2005 jako dowód skuteczności dewaluacji wewnętrznej?

W 1999 roku, kilka miesięcy po inauguracji euro, brytyjski tygodnik „The Economist” określił Niemcy mianem „chorego człowieka Europy”. Nasi zachodni sąsiedzi od lat rozwijali się wolniej niż inne kraje strefy euro, a bezrobocie było tam wyższe. Zdaniem tygodnika powodem tego był skomplikowany system podatkowy, rozdęte państwo opiekuńcze i zbyt wysokie koszty pracy. Odpowiedzią na ten stan rzeczy były reformy Petera Hartza, wprowadzone w życie przez rząd Gerharda Schrödera. Reformy były wprowadzane w życie między styczniem 2003 roku, a styczniem 2005 roku. Zderegulowano sektor pracy tymczasowej, wprowadzono elastyczne formy zatrudnienia z niższymi podatkami i składkami na ubezpieczenia społeczne. Wprowadzono system grantów dla małych firm, a nawet przedsiębiorstw jednoosobowych. Skrócono czas wypłacania zasiłków dla bezrobotnych, a ich wypłatę uzależniono od tego, czy bezrobotny poszukuje pracy i czy akceptuje przedstawiane mu oferty podjęcia zatrudnienia. Sprawiło to, że Niemcy z ekstremalnie hojnym systemem zasiłków, zbliżyły się do średniej krajów OECD pod tym względem. Zmiany nie podobały się społeczeństwu, kanclerz Schröder w 2005 roku przegrał wybory. Niektórzy ekonomiści uważają, że reformy przywróciły konkurencyjność Niemcom, jednak warto zauważyć, ze w innych krajach UE w tym czasie koszty pracy szybko rosły, zatem w Niemczech wystarczyło zahamować ich wzrost, aby osiągnąć dobre wyniki bez nominalnego spadku płac.

Hiszpania jest również wskazywana jako kraj, który dobrze przeprowadził wewnętrzną dewaluację. Była za to chwalony przez MFW. Warto jednak zauważyć, ze gospodarka Hiszpanii przez 5 lat była w recesji (!), sukcesem może być wzrost realnych płac o 12% w okresie od 2007 do 2014 roku, jednak osiągnięto ten wynik w zamian za wzrost bezrobocia o 14%. Wzrost produktywności w Hiszpanii był prawdopodobnie skutkiem zwolnienia mniej produktywnego personelu.

Euro a wzrost cen

Euro wprowadzono do obiegu w formie gotówkowej w 2002 roku, powszechnie temu wydarzeniu towarzyszyło przekonanie o wzroście cen. Badania statystycznie nie potwierdziły ogólnego wzrostu cen, ale rzeczywiście wykazane zostały wzrostu cen w niektórych sektorach, głownie w usługach (restauracje, kina, salony fryzjerskie, pralnie itp.).

Euro to projekt polityczny

Do prowadzenia euro nalegały elity francuskie. Wynikało to z siły i wpływu z marki niemieckiej na wymiar walutowo-monetarny w Europie. Gdy Bundesbank zmieniał stopy procentowe, to inne kraje chcąc uniknąć zachwiania na swoich rynkach, musiały podążać za nim. Uważano to za przejaw niemieckiej hegemonii w Europie. Jacques Attali, doradca prezydenta Francji F. Mitteranda określił markę niemiecką mianem „niemieckiej bomby atomowej”, sugerując, że powinna zostać poddana międzynarodowej kontroli.

W 1992 roku redaktor naczelny czołowego francuskiego dziennika „Le Figaro” na tytułowej stronie gazety porównał traktat z Maastricht do traktatu wersalskiego, który kończył I WŚ. Redaktor przekonywał, że wymusi on podzieleniem się przez Niemców władzą monetarną, „z której dziś korzystają i której nadużywają”. Niemcy mieli teraz faktycznie zapłacić, a te zwycięstwo miało przyjść Francuzom łatwo – bez wojny.

Dla Niemców wybór nie był prosty. Z jednej strony euro zabezpieczało ich konkurencyjność, ponieważ dla nich zawsze euro będzie za słabe, przez co do woli będą mogli eksportować swoje towary na rynki europejskie, z drugiej strony musieli oddać kontrolę nad pieniądzem do EBC, którego nie kontrolowali tak jak Bundesbanku. Jedynie 30% Niemców chciało zastąpienia marki przez euro!

W 1998 roku 155 profesorów napisało list wzywający do odłożenia wprowadzenia unii walutowej, ponieważ nie zostały spełnione trwałe warunki gospodarcze niezbędne do odpowiedniego działania strefy. Jednak przywódcy niemieccy byli przekonani o konieczności wprowadzenia wspólnej waluty. Helmut Kohl (kanclerz w latach 1982-1998) uważał, że prowadzenie euro jest konieczne do łagodzenia obaw jakie budziło we Francji zjednoczenie Niemiec. Co więcej, ustanowienie wspólnej waluty miało zabezpieczyć Niemcy przed odrodzeniem starych demonów nacjonalizmu. Kohl bał się, że niewłaściwe zjednoczenie Niemiec może mieć skutek odnowienia radykalnych nacjonalistycznych ideologii, dlatego euro miało zmienić mentalność z „my Niemcy” na „my Europa”.

Euro jest nadal eksperymentem może świadczyć o tym absurdalny z perspektywy czasu cytat z opublikowanego w 2008 roku raportu Komisji Europejskiej:

„Unia Gospodarcza i Walutowa jest ogromnych sukcesem. W ciągu 10 lat swojego istnienia wspólna waluta zapewniła stabilność makroekonomiczną, pobudziła integrację gospodarcza Europy (…), zwiększyła odporność na niekorzystne wstrząsy, stała się filarem regionalnej i globalnej stabilności”.

Czy euro wspiera handel wewnątrz strefy?

Teoretycznie tak, ale dane tego nie potwierdzają, np. udział krajów strefy euro w obrotach handlowych Niemiec systematycznie spadał od. 1999 roku (z 46%) do 2015 roku (do wartości 37%). Zaznaczam, że dane za rok 2015 były ostatnimi ujętymi w książce. W tym czasie udział Polski w obrotach handlowych Niemiec wzrósł z 2,3% do 4,5%. Dane te pokazują, ze wprowadzenie euro wcale nie musi objawiać się zwiększonymi obrotami handlowymi z partnerami ze strefy euro.

Erozja idei konsensusu w UE

Budowa instytucji europejskich w drugiej połowie XX wieku opierała się na tworzeniu lepszych warunków funkcjonowania dla wszystkich. Każdy kraj mógł liczyć na zaspokojenie swoich praw. Już w traktacie paryskim z 1951 roku powołującym Europejską Wspólnotę Węgla i Stali zastosowano wyjątek dla Belgów. Mały rynek tego kraju sprawiał, że udział sektorów węgla i stali miał duże znaczenie dla interesu narodowego i korzystał z protekcji państwa. Dzięki temu w traktacie paryskim przewidziano zestaw ulg i subsydiów mających za zadanie ułatwić dostosowanie się chronionego przemysłu do wspólnego rynku.

Za drugi przykład może posłużyć Wielka Brytania, w 1984 roku. M. Thatcher stwierdziła, że jej kraj jest poszkodowany, ponieważ ma mały sektor rolny, a 80% budżetu UE szło na Wspólną Politykę Rolną. Na skutek tych argumentów składka brytyjska została obniżona, a składki wszystkich innych krajów zostały odpowiednio podniesione.

Polityka konsensusu została porzucona gdy wybuchł kryzys w strefie euro. Teraz najważniejszym celem byłą ochrona wspólnej waluty, a głosy poszkodowanych krajów Południa nie były już brane pod uwagę. Np. władze Słowacji wielokrotnie protestowały przeciwko finansowaniu pomocy dla Grecji. Twierdzili, że nie widzą powodów, aby Słowacja – wówczas najbiedniejszy pod względem dochodu na mieszkańca kraj strefy euro, wspomagał bogatszą Grecję. Finalnie Słowacy zagłosowali za pomocą dla Grecji będąc pod stałym naciskiem krajów bogatszych.

Transfery fiskalne nie powoduję zwiększenia tempa rozwoju

Transfery fiskalne otrzymywane przez dany kraj lub region mogą stymulować konsumpcję i podnosić standard życia. Jednak badania pokazują, ze tego typu działania nie podnoszą możliwości regionów do zwiększania dochodów w przyszłości i nie poprawiają ich konkurencyjności, a mogą wręcz tę konkurencyjność osłabiać (np. Lammers 2013; Marzinotto 2012; Shankar, Shan 2009). Transfery fiskalne utrudniają spadek wynagrodzeń, a przez co zdolności do konkurowania nie są zwiększane.

Nieskuteczność transferów fiskalnych doskonale obrazuje przypadek wschodnich Niemiec i południowych Włoch

W momencie zjednoczenia Niemiec w 1990 roku nastąpiło przeliczenie płac NRD z marki wschodniej na markę zachodnią według parytetu 1:1. Przez to większość wschodnioniemieckiej gospodarki stała się niekonkurencyjna. Od chwili zjednoczenia Niemcy Wschodnie otrzymały do 2009 roku 2 biliony euro, co stanowi 700% PKB Niemiec Wschodnich z 2010 roku. Wyraźny efekt doganiania trwał do 1995 roku, później dynamika PKB obu obszarów się do siebie zbliżyła. Udział Niemiec Wschodnich od 1994 roku wynosi ok. 11% PKB całych Niemiec i praktycznie pozostaje na stałym poziomie. Landy wschodnioniemieckie są wyludniają. Niemcy Wschodnie w 1991 odpowiadały za 18,1% całkowitej ludności Niemiec, a w 2013 roku było to 15,5%. Liczba mieszkańców w landach wschodnich zmniejszyła się w latach 1991-2013 o prawie 14%.

Podobny problem mają Włosi transferując gigantyczne środki fiskalne na południe swojego kraju, również z nikłymi rezultatami.

dr Wojciech Świder

Autor prowadzi również własnego bloga na FB, który dostępny jest pod tym linkiem

Polecane artykuły

Back to top button