Komentarze I Analizy

Akcjonariat pracowniczy – kolejna mrzonka rodem z PRL-u?

Na jednej z ostatnich stron broszury programu Polski Ład (strona 97) w części zatytułowanej Dobry klimat dla firm, w sekcji „Dla dużych przedsiębiorstw” znalazł się akapit zatytułowany „Ustawa o programach akcjonariatu pracowniczego”. Nie znamy jeszcze szczegółów tego projektu, ale zwięzły opis znajdujący się w broszurze programowej Polskiego Ładu każe zadać sobie pytanie, jakie kiedyś wyśpiewała Maryla Rodowicz – „ale to już było”. Akcjonariat pracowniczy, który szykują nam politycy opcji rządzącej, może przynieść wiele szkód. 

Akcjonariat pracowniczy, źli oligarchowie i ich duże przedsiębiorstwa

Opis zawarty w treści broszury jest stosunkowo lakoniczny. W pierwszym zdaniu znajdujemy, że

„w skali makro efektem będzie stworzenie mechanizmu sprzyjającego budowie silnej klasy średniej i unikaniu bądź ograniczaniu alokacji bogactwa narodowego jedynie w rękach nielicznych oligarchów”.

No to zaczyna się, jako to mówi młodzież „grubo”, bo wygląda na to, że w orbicie zainteresowania rządzących nie jest podzielenie się z polskimi obywatelami akcjami spółek skarbu państwa, ale „ograniczenie alokacji bogactwa … w rękach nielicznych oligarchów”. Siłą rzeczy powstaje pytanie, kogo rządzący uważają za oligarchów. Czy będą to najbogatsi Polacy z listy 100? A może akcjonariusze spółek giełdowych. Tego nie wiemy, ale dowiedzieliśmy się z Polskiego Ładu, że dzisiaj mamy w Polsce w gospodarce jakichś oligarchów. Logiczną konsekwencją wprowadzenia przedmiotowej ustawy o akcjonariacie pracowniczym ma być to, że powstanie dzięki niemu „silna klasa średnia”. Problem w tym, że nie powiedziano jak.

Co Ci przypomina pomysł ten?

Najstarsi z nas być może pamiętają Kazika, który śpiewał „Wałęsa oddaj mi moje 100 milionów”, a nasi rodzice, jeśli poszperają znajdą w domach tzw. książeczkowe dowody osobiste to znajdą w nich pieczątki, jakie wstemplowywano do dowodu przy okazji rozdawania powszechnych świadectw udziałowych NFI (narodowych funduszy inwestycyjnych), w ramach tzw. Programu Powszechnej Prywatyzacji. Był to rok 1995. Program NFI co do zasady zakończył się spektakularną porażką, a świadectwa, a potem akcje zostały skupione przez różne firmy, a po latach w dużej części przypadków słuch o tym wszystkim zaginął. Powyższe nie zmienia faktu, że dzięki temu rozwiązaniu udało się sprywatyzować – to jest oddać Polakom – kilkaset państwowych spółek działający na początku lat 90. To, że większość z nich nie przetrwała próby czasu i wejścia w etap gospodarki rynkowej, to już inna sprawa. Operacja się udała, tylko pacjent zmarł.

Czy pracownicy znowu dostaną akcje KGHM, PKO BP czy PGE?

A może za pomysłem ustawy o akcjonariacie pracowniczym kryje się pomysł rządzących na wycofanie się państwa z gospodarki? Może dzisiejsi pracownicy KGHM, PKN Orlen, PKP, ENEA czy innej państwowej spółki otrzymają akcje pracownicze? Tak jak miało to miejsce na początku lat 90., kiedy 15% akcji prywatyzowanej spółki Skarbu Państwa trafiało do jej pracowników. Niektórzy pamiętają nagle nowe auta, telewizory czy lodówki, jakie z dnia na dzień pojawiały się wtedy u naszych dziadków zatrudnionych na państwowych posadach.  Ale dzisiejszy pomysł tak nie wygląda. Państwo nie zamierza chyba rozdawać akcji PGE, PGNIG, Lotosu czy PZU ich pracownikom. Skoro więc nie ma mowy o powszechnym rozdawnictwie akcji państwowych spółek dla wszystkich obywateli, ani nawet o budowie nowej klasy średniej z pracowników spółek skarbu Państwa, to należy przyjąć, że ustawa o akcjonariacie pracowniczym ma chyba dotyczyć innych podmiotów? Tylko jakich?

Zobacz także: Polski Ład wprowadził podatkowy nieład [FELIETON]

Akcjonariat pracowniczy zdążył się w Polsce nie sprawdzić

Swoiście rozumiana moralność Kalego pozwala na rozdawanie nie swojej własności. I coś mi się wydaje, że taka idea przyświeca pomysłodawcom ustawy o programach akcjonariatu pracowniczego. Bo jeśli wczytamy się w dalej w treści zawarte w broszurze Polskiego Ładu, to znajdziemy tam stwierdzenie, że

w skali mikro – (chodzi o – dopisek autora) zwiększenie możliwości inwestycyjnych i rozszerzenie źródeł pozyskania kapitału na cele rozwojowe spółek, polepszenie wyników ekonomicznych spółek w rezultacie zwiększonej lojalności i motywacji do pracy zatrudnionych w nich współwłaścicieli, a także zabezpieczenie spółek przed wrogim przejęciem czy likwidacją zakładu pracy”.

Powyższa lista pobożnych życzeń pokazuje niestety jedynie oderwanie się pomysłodawców od rzeczywistości. Poza nielicznymi przypadkami kilku firm w Polsce, gdzie rzeczywiście zadziałała akcjonariat pracowniczy (każdy rząd zwykle chwali się jedną firmą z Torunia), w przytłaczającej większości przypadków historia, a przede wszystkim dane empiryczne wskazują, że w polskich realiach akcjonariat pracowniczy się nie sprawdził. Ktoś dzisiaj jest w stanie wymienić chociaż jedną dawną centralę handlu zagranicznego czy inną prężną spółkę, która działa skutecznie na zasadzie faktycznego współudziału pracowników w zarządzaniu firmą.

Akcjonariaty pracowniczy w Polsce to historyczna mrzonka

Nie ma co się oszukiwać, w polskich realiach akcjonariat pracowniczy to mrzonka. Pracownicy co do zasady nie dysponują kapitałem, który pozwala w sensownym stopniu poszerzać możliwości finansowe spółek, nawet jeśli przykładowo wszyscy pracownicy KGHM zainwestują w swoją spółkę całe swoje roczne pensje, to w świetle skali działania takiego podmiotu i jego potrzeb finansowych będzie to kwota prawie niezauważalna. Twierdzenie o zwiększeniu lojalności i motywacji do pracy akcjonariuszy firm przerabialiśmy już w praktyce w Polsce w latach 90., jak widać, autorzy Polskiego Ładu nie odrobili lekcji z tamtej klęski. A całkowicie kuriozalnym – z uwagi na praktykę funkcjonowania firm w naszym kraju – jest teza o akcjonariacie pracowniczym jako o czynniku zabezpieczającym przed likwidacją firmy. Wręcz przeciwnie silny wpływ pracowników oraz ich przedstawicieli np. związków zawodowych na faktyczne funkcjonowanie przedsiębiorstw w Polsce doprowadził do ich zniknięcia. Ale kogo obchodzą doświadczenia historyczne, szczególnie jeśli są one sprzeczne z deklarowanymi szczytnymi celami.   

Z konstruktywną krytyką poczekajmy na szczegóły

Na dzień dzisiejszy nie znamy jeszcze większości szczegółów tego – nie nowatorskiego pomysłu, jakim jest program akcjonariatu pracowniczego. Niestety treści zawarte w Polskim Ładzie nie napawają optymizmem i boje się, że jak poznamy w końcu szczegóły tego rozwiązania to dopiero będzie pole do konstruktywnej krytyki. Na razie poczekajmy na projekt, bo na razie program akcjonariatu pracowniczego jawi się niestety jako kolejna mrzonka rodem z PRL.

dr Marcin Wojewódka, radca prawy w Wojewódka i Wspólnicy Sp. k.

fot. KGHM

Polski Ład ogranicza rozwój firm. Przepisy w kraju są niejasne, niespójne i niestabilne.

Polecane artykuły

Back to top button