Polska

Portierzy i portierki już 3 lata walczą o zaległe pensje

Jak donosi poznańska Gazeta Wyborcza- Portierki i portierzy, którzy pracowali w budynkach zarządzanych przez poznański Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalnych (ZKZL), ciągle nie otrzymali pieniędzy za dwa miesiące pracy. 30 lipca protestowali oni przed urzędem miasta, żądając od ZKZL wypłacenia im zaległych wynagrodzeń. 

W 2018 roku wyszło na jaw, że firma Caprea zatrudniona przez ZKZL do ochrony 6 obiektów w Poznaniu, regularnie łamała przepisy prawa pracy. Pokrzywdzeni portierzy i portierki mówią, że warunki pracy były fatalne. Firma Caprea miała zatrudniać na 1/16 etatu, nie odprowadzać składek do ZUS oraz wymuszać długie godziny pracy w złych warunkach. Jedna z byłych pracownic mówi, że gdy nie zgodziła się na obniżenie pensji z 10,5 do 8 złotych za godzinę, została zwolniona z pracy w ciągu 24 godzin. Portierzy skarżyli się, że w zimie musieli pracować po 12 godzin dziennie, bez żadnego ogrzewania. Jak opisała to jedna portierka:

Zimą jest tu zimno, owijamy nogi kocem, aby chociaż trochę się ogrzać.

Zobacz także: Bankierów ubywa szybciej niż górników. Jak zmienia się rynek pracy?

Oszukani portierzy i portierki

Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza (IP) zgłosił te wszystkie uchylenia do ZKZL, które następnie zerwało współpracę z firmą Caprea. Niestety przedsiębiorstwo to nie zapłaciło około 20 zatrudnionym przez siebie pracownikom pensji. Jak opisuje to na swojej stronie Inicjatywa Pracownicza:

„20 osób strzegących miejskich budynków zostało oszukanych łącznie na 235 tys. zł wynagrodzenia (nie licząc narastających odsetek i innych kosztów). W sprawach tych zapadło 27 prawomocnych wyroków przed poznańskimi sądami, nakazujące zapłatę powyższych należności”.

Caprea zniknęła, a portierzy i portierki zostali z niczym

Mimo prawomocnych wyroków pokrzywdzeni pracownicy nie otrzymali od byłego pracodawcy ani złotówki. Komornicy, którzy mieli ściągnąć z firmy należności, są całkowicie bezradni. Przedsiębiorstwo Caprea w momencie utraty zamówienia rozpłynęło się w powietrzu. Było ono całkowicie fikcyjne, nie posiadało żadnego majątku, na jego czele stali obywatele Ukrainy. Co więcej, przedsiębiorstwo pracujące dla miejskiej spółki nie posiadało nawet biura. 

Oszukani pracownicy domagają się, aby to ZKZL zapłaciło im zaległe pensje. Jak ujmuje to Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej:

„Te osoby strzegły obiektów należących do miasta i powinny być opłacone z pieniędzy publicznych. Fakt, że zostały oszukane na pensjach, że były zatrudnione na śmieciowych umowach pokazuje, że zyskała na tym nie tylko firma wyłoniona w przetargu, ale również ZKZL i w konsekwencji samo miasto, ponieważ te pieniądze nie trafiły do odpowiednich osób”.

Przedstawiciele ZKZL zapewniają, że przetarg był dobrze przeprowadzony

Prezes ZKZL Janusz Lewandowski twierdzi, że w tej sytuacji to nie oni są winni. Zapewnia on, że ZKZL dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jak przekonuje Janusz Lewandowski – firma, aby móc wziąć udział w przetargu, musi zatrudniać na umowę o pracę. Do tego godne wynagradzanie portierów miało być dodatkowo punktowane w przetargu. 

Rzecznik ZKZL Łukasz Kubiak w wywiadzie dla Internetowej telewizji WTK stwierdza, że ZKZL przeprowadziło uczciwy przetarg. Przekonuje on w rozmowie z dziennikarzem, że Carpea nie zaoferowała wykonania zadania po nierynkowych cenach. 

Inicjatywa Pracownicza wątpi w uczciwość ZKZL

Członkowie Inicjatywy Pracowniczej nie zgadzają się z tym, co mówią obaj wspomnieni przed chwilą panowie. Na swojej stronie zwracają oni uwagę, że ZKZL nie sprawdził należycie podmiotów, które brały udział w przetargu. Zdaniem związkowców, ZKZL od razu powinien przyjrzeć się działaniu firmy, która żąda za swoje usługi tak niewiele. Jak podaje strona Inicjatywy Pracowniczej:

„Przy zaoferowanej cenie, na każdej z sześciu chronionych nieruchomości wykonawca traciłby kilkanaście tysięcy złotych rocznie (jeżeli faktycznie zatrudniałby na podstawie umów o pracę). Przy czym mówimy tylko o kosztach osobowych”. 

Do tego Inicjatywa Pracownicza podkreśla, że mówienie przez członków ZKZL o stosowaniu klauzuli społecznej podczas przetargów ma raczej charakter marketingowy. Faktycznie ZKZL domaga się, aby pracodawca zatrudniał na umowę o pracę, ale w żaden sposób tego nie kontroluje, więc realnie klauzula społeczna jest jedynie nic nieznaczącym przepisem. 

Autorzy tacy jak Katarzyna Duda czy Marek Szymianiak już od lat w swoich artykułach i książkach nagłaśniają proceder polegający na tym, że instytucje publiczne zatrudniają pracowników przez firmy zewnętrzne. Pracownicy ci często pracują kilkanaście godzin dziennie w złych warunkach, za niskie pensje. 

Zobacz także: Historia rynku pracy III RP na wykresach

Polecane artykuły

Back to top button