Komentarze I Analizy

Permakultura – przemijająca moda czy powrót do korzeni

Kiedy po przemianach ustrojowych coraz więcej ludzi stać było na wyprowadzkę na przedmieścia, gdzie założyć można własny ogród, działkownictwo zaczęło być utożsamiane z rozrywką dla emerytów, którzy i tak nigdzie się już nie przeprowadzą, bo i po co, skoro w położonym obok ogródka bloku mieszkają już 30 lat? Od tego czasu minęło jednak już ponad 30 lat, a rosnące sentymenty ekologiczne ludności miejskiej sprawiły, że powstał nowy termin na właściwie to samo – permakultura. Ale czy na pewno jest to to samo?

Na przełomie wieków XIX i XX narodziła się idea, mająca zbliżyć mieszkańców coraz bardziej zatłoczonych, brudnych i pozbawionych zieleni miast, z powrotem do natury.  Pierwsze ogródki działkowe na terenach dzisiejszej Polski powstały w niemieckim wówczas Grudziądzu w 1897 i w Warszawie w 1902 (ten do dziś istnieje w sercu Górnego Mokotowa). Dalszy rozwój idei ogrodnictwa społecznego nastąpił w czasach II RP. Wtedy jednak uwydatniły się różnice między dawnymi zaborami.

Komuna wobec działek

Prawdziwy rozkwit koncepcji małych gospodarstw w centrach miast nastąpił jednak już po II Wojnie Światowej, kiedy ludność wyrywana ze wsi, w przeciwieństwie do tej mieszkającej w Wielkiej Brytanii czy Niderlandach, osiedlającej się w szeregówkach z własnymi ogródkami, lądowała w blokach wyposażonych najwyżej w nasłoneczniony balkon. I tak samo jak mieszkanie z balkonem i przydziałowy samochód, działka stała się obiektem pożądania wzorowego obywatela państwa socjalistycznego, któremu taki spłachetek ziemi przydzielano za dobrą pracę w zakładzie. Do tego bardzo dużo dodawał fakt, że własna działka była źródłem cennego pożywienia w czasach, kiedy jedzenia w sklepach brakowało, co w gospodarce centralnie planowanej zdarzało się nad wyraz często. Dlatego też naturalnym biegiem historii, już w dekadzie rządów Edwarda Gierka, działki zaczęły odchodzić od centralizacji w ramach jednego państwowego ciała, a zamiast tego przechodziły z rąk do rąk właściwie na zasadach rynkowych. Jeszcze bardziej swoje działki Polacy docenili w czasach totalnego kryzysu lat 80. i początku 90. (który dla niektórych ciągnął się dobrze w głąb kolejnej dekady). Wciąż jednak, mimo sentymentu wielu rodaków do takiej formy roli, jest ona z wielu stron krytykowana – między innymi za biedną estetykę, szpecącą miasto, czy za bycie wtrętem w naturalne ciągi komunikacyjne.

Przychodzi nowe

Permakultura jest – można by stwierdzić – tym samym, co działkownictwo, jedynie z nowym określeniem ukutym przez “millenialsów”. Moda ta jednak narodziła się już wtedy, kiedy dzisiejsi millenialsi ledwo odchodzili od matczynej piersi. Przyniosła ją książka Billa Mollisona z 1988 roku zatytułowana “Permakultura: podręcznik projektanta”. W tym dziele autor zawarł trzy główne zasady, mające przyświecać głoszonej przez niego  idei: troszcz się o ziemię, troszcz się o ludzi, dziel się nadmiarem. Z pozoru nic nowatorskiego, jednakże dostrzec można różnice między tym, w co przekształciły się koncepcje Mollisona, a tradycyjnym działkownictwem. Przede wszystkim to ostatnie skupiało się zawsze na potrzebach wyłącznie ludzi – tych związanych z dostępem do zieleni, czy tych bardziej przyziemnych, jak wyżywienie. Tymczasem permakultura bierze pod lupę integralność całych ekosystemów, uważając człowieka jedynie za ich element, a nie pana-demiurga.

Permakultura – zasady

By wymienić je wszystkie, trzeba by było napisać artykuł na kilkanaście stron, można tu jednak wspomnieć o najważniejszych podziałach. Przede wszystkim istnieje 13 podstawowych zasad projektowania permakulturowego, które skupiają się głównie na harmonizowaniu działalności ludzkiej z naturalnym ekosystemem na danym terenie, ale też na niewytwarzaniu odpadów czy zachowywania energii (jak w mikroretencji). Kolejnymi ważnymi elementami permakultury są podziały: na wertykalne przestrzennie warstwy ekosystemu, na gildie, czyli grupy organizmów, cechujące się współpracą ze sobą nawzajem, czy horyzontalne przestrzennie strefy, określane na podstawie odległości od siedliska ludzkiego.

Przykładowe zabiegi

Oprócz wspomnianej wcześniej mikroretencji, którą w praktykach permakulturowych osiąga się często na wiele oryginalnych sposobów, np. poprzez zakopywanie we wzgórzach kłód drzew, które nasiąkając, mają stanowić rezerwuar wody uprawnej na cięższe czasy. Bardzo dużą wagę przykładają zwolennicy permakultury do wykorzystywania jedynie materiałów pochodzenia organicznego w swoich gospodarstwach, także do budowy domów. Inne praktyki obejmują: ekologiczne leśnictwo, ściółkowanie warstwowe, naśladujące naturalne warstwy występujące w przyrodzie, czy wykorzystywanie naturalnych potrzeb zwierząt do oporządzania gospodarstwa – np owiec jako “kosiarek” albo świń jako “bron”.

Permakultura — krytyka

Podstawowym elementem krytyki praktyk permakulturowych jest brak naukowego potwierdzenia ich skuteczności w walce z patologiami nawarstwionymi przez dziesiątki lat prowadzenia intensywnego rolnictwa i przemysłu. Nie wiadomo także, czy da się utrzymać jakąkolwiek populację z gospodarstwa produkującego wyłącznie metodami permakulturowymi. Bądź co bądź, “naturalny porządek rzeczy”, do którego nawiązuje idea, występował więcej niż setki lat temu, kiedy ludność była mniej liczna, a jej potrzeby mniej wygórowane.

Zobacz także: Mikroretencja lekarstwem na susze i powodzie

Polecane artykuły

Back to top button