Polska

Brak wykwalifikowanych pracowników – problem polskich firm znów wraca

Podczas Forum Wizja Rozwoju, na jednym z paneli dyskutowano o sytuacji na rynku pracy po pandemii. Zaproszeni eksperci zauważyli, że brak wykwalifikowanych pracowników znów się nasila. 

Jeszcze rok temu wiele firm martwiło się, czy znajdzie się popyt na ich towary i usługi. Wprowadzone z dnia na dzień obostrzenia, zamroziły globalną gospodarkę. Zaniechano zakupów, a firmy zaczęły martwić się o to, czy w ogóle będą miały komu sprzedać, to co produkują. Wskutek olbrzymich programów pomocowych, udało się jednak tę niepewność szybko przezwyciężyć. Widać to doskonale w badaniach GUS, gdzie popyt jako barierę działalności, wskazywało na początku 2020 roku, większość polskich firm. Odsetek ten jednak zaczął szybko spadać do przedpandemicznych poziomów. Sytuacje obrazuje poniższy wykres analityków banku Pekao.

Dziś sytuacja w wielu branżach jest diametralnie inna niż 1,5 roku temu. Firmy już nie martwią się o to, czy będą miały komu sprzedać, a o to, czy będą w stanie wyprodukować. Problemów jest mnóstwo. Po pierwsze są nim rosnące ceny frachtu, które już teraz są na kilkukrotnie wyższych poziomach niż przed pandemią. Powodów takiej sytuacji jest kilka. Pierwszym są słabe wyniki amatorów, którzy ograniczyli ostatnio podaż, aby polepszyć swoje wyniki. Z drugiej strony wskutek pandemii, wielu przewoźników bojąc się o brak popytu, zamroziło zakupy nowych kontenerów. Gdy wiele z nich utknęło w pogrążonej lockdownem Europie, azjatyccy producenci zaczęli bić się o te, które mogły pływać. Dodatkowo olbrzymie programy pomocowe rozgrzały globalną gospodarkę, a podaż przestała nadążać za popytem. Ognia do oliwy dodało zamknięcie terminalu kontenerowego Meishan.

– Ceny transportu morskiego nadal rosną. Nadzieję na złagodzenie napięć w globalnym handlu daje wznowienie pracy w terminalu kontenerowym Meishan, w trzecim największym porcie świata – chińskim Ningbo-Zhoushan. Terminal od 11 sierpnia był zamknięty po wykryciu Covid-19 u pracownika — informują ekonomiści PKO

Kolejnym problemem jest brak półprzewodników. Problemy z podażą oraz ogromny popyt sprawiły, że niektóre sektory muszą wstrzymywać produkcję. Stają fabryki samochodów i elektroniki, a producenci czekają na nowe dostawy chipów. Jak informuje ekonomista Oxford Economics, Oliver Rakau, zaległości niemieckiego sektora motoryzacyjnego wynoszą już z tego powodu 5 miesięcy i stale rosną. Mimo rosnącej liczby zamówień produkcja jest na bardzo niskim poziomie.

Polska gospodarka mimo kryzysu nadal rozgrzana

Silny popyt napędza produkcje także w Polsce. Szczególnie mocno doświadczyły go w czasie pandemii firmy związane z produkcją AGD, RTV czy mebli, gdzie popyt bił kolejne rekordy. Zamknięci w domach europejczycy zaczęli zauważać, że potrzeba im nowej kuchni, telewizora czy lodówki. Na sytuacji skorzystała Polska, która jest jednym z największych globalnych producentów wymienionych dóbr. Widać to zresztą po wynikach produkcji sprzedanej przemysłu, które znalazły się zdecydowanie powyżej trendu z poprzednich lat. Można to łatwo dostrzec na stworzonym przez analityków mBanku wykresie.

Nie tylko przemysł, ale i sektor budowlany ma swoje dobre czasy — doszliśmy do gierkowskich poziomów pod względem liczby oddanych mieszkań.

– W 2020 oddano do użytku 222 tys. mieszkań – to najwięcej od boomu budowlanego lat 70-tych – napisali ekonomiści PKO.

W tym roku, do końca lipca oddano do użytku 123,5 tys. mieszkań — o 2,3% więcej niż w 2020 roku. Rośnie też liczba pozwoleń. W tym okresie wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 200,3 tys. mieszkań, tj. o 35,8% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Rekordy biją też banki, które w samym lipcu udzieliły 24,6 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 8,1 mld zł, co jest absolutnym rekordem. To wzrost liczby kredytów o 45% r/r, a ich wartość jest aż o 70% większa niż w lipcu 2020 roku.

Brak wykwalifikowanych pracowników – rynek pracy się odrodził

To wszystko powoduje, że rynek pracy ma się u nas naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że nadzwyczaj dobrze. Według danych OECD należymy do czterech państw członkowskich, w których stopa zatrudnienia już wróciła do poziomów sprzed pandemii. Warto jednak zaznaczyć, że jesteśmy jedynym państwem europejskim, któremu się to udało. Obok nas udało się to Australii, Japonii i Nowej Zelandii. Dla porównania — Czechom uda się tego dokonać dopiero pod koniec 2024 roku. Czas powrotu prezentuje poniższy wykres z ostatniego outlooka autorstwa OECD.

W takiej sytuacji znów wraca problem ze znalezieniem pracowników. Stopa bezrobocia znów znajduje się na rekordowo niskich poziomach, a brak rąk do pracy odbija się na rosnących pensjach. 

Warto jednak zauważyć, że ten problem nie należy do nowych. Instytut Badań Strukturalnych zauważa, że niedobór pracowników — a w szczególności tych wykwalifikowanych, był przed pandemią historycznie wysoki, co prezentuje poniższy wykres.

Brak wykwalifikowanych pracowników

Ostatnie miesiące przynoszą coraz większe niedobory wykwalifikowanych pracowników.

— W sierpniu wzrósł odsetek przedsiębiorstw, które wskazują, że brak wykwalifikowanych pracowników jest ich bariera rozwojową. W większości branż dotkliwość tej bariery jest jednak wciąż niższa niż bezpośrednio przed pandemią — komentują analitycy PKO.

Brak wykwalifikowanych pracowników

Brak wykwalifikowanych pracowników – słaba edukacja, mało dzieci

Dlaczego w Polsce stale brakuje wykwalifikowanych pracowników? Uczestnicy Forum Wizja Rozwoju zwracali przede wszystkim na zaniedbany temat edukacji zawodowej. Polacy należą do najlepiej wykształconych narodów Europy, a sama Warszawa pod względem odsetka osób młodych z wyższym wykształceniem ustępuje jedynie Wilnu. Wiele osób uważa studia za dużo bardziej atrakcyjne od technikum czy szkoły zawodowej. To odbija się na niedoborze dobrych techników, czy wykwalifikowanych pracowników fizycznych.

Z kolei prezes GUS, Dominik Rozkrut, zauważa, że tych osób nie ma na rynku pracy, ponieważ się nie urodziły. Wskazuje on, że jednym z powodów permanentnego braku siły roboczej jest niska dzietność Polek. Obecny wskaźnik dzietności wynosi nieco ponad 1,4. To zdecydowanie zbyt mało. Aby występowała zastępowalność pokoleń potrzeba dzietności na poziomie 2,1. Wśród powodów tak małej liczby dzieci wskazuje się przede wszystkim słaby dostęp do żłobków i przedszkoli, który utrudnia Polkom łączenie macierzyństwa z karierą zawodową.

Nawet w obliczu rekordowej imigracji z Ukrainy, nasz rynek nadal jest nienasycony. Dodatkowo z Polski wskutek kryzysu sprzed dekady, wyjechało bardzo wiele osób młodych, co odbija się dziś ich brakiem na rynku pracy.

Zobacz także: Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci? Bo państwo nie sprzyja młodym

Polecane artykuły

Back to top button