Komentarze I Analizy

Minister Marlena Maląg odkrywa świat! Znalazła sposób na poprawę dzietności [FELIETON]

Nie od dziś wiadomo, że obecny rząd pod płaszczykiem pomocy ludziom skutecznie kupuje głosy. Tak było w przypadku 13. i 14. emerytury, obniżki wieku emerytalnego oraz 500+. Każdy z tych programów miał być czymś, co odmieni życie ludziom, a tak naprawdę jeszcze bardziej mieszało w polityce publicznej. Jednak po kilku latach od wprowadzenia tych zmian rząd zaczyna słyszeć głosy ekspertów.


Jeszcze kilka miesięcy temu napisałem tekst o programie Babcia+, który zdaniem minister Marleny Maląg miał być programem prodemograficznym. Wówczas stwierdziłem, że to niesamowita akrobatyka intelektualna, by wspierać seniorów, aby pobudzić dzietność. W tym samym tekście wypunktowałem także Panią minister za inne słowa. Stwierdziła ona w jednej z rozmów, że 500+ jest programem prodemograficznym. Było to w kwietniu tego roku, pięć lat po wprowadzeniu programu. Pięć lat, które wystarczyły, by ten program zweryfikować i móc jednoznacznie stwierdzić, że był on demograficznym niewypałem, kompletną klapą.

Specjaliści już na początku wprowadzenia programu zauważali, że wzrost współczynnika dzietności będzie niewielki i krótkotrwały. Miał on wynikać przede wszystkim z przyspieszenia decyzji o dziecku wśród par, które i tak to dziecko chciały mieć. Jak się okazało, mieli oni rację. W 2020 roku TFR (współczynnik dzietności) wrócił do poziomów sprzed 500+ i obecnie ma się coraz gorzej.

Współczynnik dzietności w Polsce TFR

Głos specjalistów był niesłyszalny

Co jednak mówili specjaliści? Już w 2017 roku Jakub Sawulski podawał, że na wzrost dzietności wpływa bezpieczeństwo. To znaczy, młodzi ludzie nie zdecydują się na dziecko jeśli nie mają pewności, że będą temu dziecku w stanie zapewnić jak najlepsze warunki. Wbrew temu co wiele osób dalej uważa, dziś posiadanie dziecka to świadoma decyzja, a nie efekt wyłączenia prądu jak to było 40 lat temu. Podobnego zdania był m.in. prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Specjaliści byli zgodni i co najmniej od kilku lat podawali, co przede wszystkim decyduje tym, że młodzi ludzie decydują się na dziecko. Było to mieszkanie, stabilne warunki zatrudnienia oraz dostęp do żłobków i przedszkoli. To jest właśnie bezpieczeństwo, o którym pisał Sawulski. Nie był to jednak jedyny głos, a środowisko było co do tego stosunkowo zgodne. Jeśli chcemy myśleć o poprawie demografii, to musimy poprawić mieszkalnictwo i rynek pracy oraz opiekę przedszkolną.

Co w tym czasie robił rząd? Wprowadzał program Rodzina 500+, który miał odmienić demografię Polski. Może wyborcy w to uwierzyli, specjaliści wiedzieli, że to niczego nie odmieni. Obecnie na program wydaje się ponad 40 mld złotych rocznie, po to by wskaźnik dzietności praktycznie się nie zmienił. Co ciekawe, duża część tych środków trafia do 20% najbogatszych gospodarstw domowych? Dlaczego? Bo te gospodarstwa mają już odpowiednie warunki by zdecydować się na dziecko i żadne 500+ nic tu nie zmienia.

500+ okazał się demograficzną klapą. Lepiej sprawdził się pod kątem zmniejszania ubóstwa u dzieci. Sęk w tym, że można to było zrobić o wiele taniej. Co jednak ciekawe rząd przez cały czas nie zmieniał narracji i reklamował 500+ jako program prodemograficzny opowiadając bajki społeczeństwu. Aż do dziś!

Rząd odkrywa, czym są badania, a minister chwali się nimi na Twitterze

Dziś (23.11.2021 r.) stał się cud. Minister Marlena Maląg zmieniła narrację. Okazało, że przeprowadzono badanie dla projektu Strategia Demograficzna. Badanie, jeśli w ogóle miało miejsce, na pewno nie było tanie. Na szczęście ministerstwo dostało w końcu rzeczową analizę. Minister Maląg napisała na Twitterze:

Badania, które zostały przeprowadzone przy tworzeniu projektu #StrategiaDemograficzna jednoznacznie pokazały, że młodzi ludzie, aby zakładali rodziny, potrzebują własnego mieszkania, ale również bardzo ważnym elementem jest pewna i stabilna praca

Kto by się spodziewał? Specjaliści mówili o tym od dawna, ale rząd wolał opowiadać bajki o wzroście dzietności tylko po to, by realizować populistyczne plany i kupować głosy. Teraz pozostaje nam tylko czekać, aż rząd zleci kolejne badania i okaże się, że młode kobiety nie chcą siedzieć w domach z dziećmi tylko rozwijać się zawodowo. Wówczas wnioski mogą być zaskakujące dla rządu. Może się okazać, że potrzebne są żłobki i przedszkola. Polityka prodemograficzna tego rządu jest niedostosowana do zmian kulturowych, jakie zachodzą w polskim społeczeństwie. Panu Czarnkowi, może się to nie podobać, ale zmiany te są nieodwracalne i postępujące. A rząd, albo się do nich dostosuje, albo nic się nie zmieni na płaszczyźnie dzietności.

Martwi mnie jednak co innego. Pani Maląg pośrednio przyznała, że za 500+ nie stały żadne badania. Gdyby stały, to by z pewnością go nie wprowadzono, bo wnioski z nich byłby takie same jak dziś. Możemy więc jednoznacznie stwierdzić, że była to kalkulacja polityczna na kupienie głosów. Zresztą takich zagrywek było całe mnóstwo.

Jest to jednak nieco żałosne. Głosy ekspertów  nie miały żadnego znaczenia w realizacji polityki prorodzinnej. Oczywiście politycy prawdopodobnie doskonale wiedzieli, że naukowcy i eksperci mają racje. Nic jednak z tym nie zrobili, bo nie to było ich celem. Dziś jednak tryumfalnie ogłaszają zwycięstwo, że wiedzą co decyduje o zakładaniu rodziny przez młodych ludzi! Badania, które zlecili, już im wszystko powiedziały. Powiedziały dokładnie to samo, co mówili inni kilka lat wcześniej. Takie to zwycięstwo.

Zobacz także: Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci? Bo państwo nie sprzyja młodym

Polecane artykuły

Back to top button