Gospodarka

Wojna Rosji z Ukrainą. Jakie byłyby konsekwencje dla polskiej gospodarki?

Wielu ekspertów nie ma wątpliwości, że dojdzie do inwazji Rosji na Ukrainę. Rynek także wycenia spore ryzyko wojny. Zacieśnione relacje gospodarcze pomiędzy Polską a Europą Wschodnią powodują, że ewentualna wojna Rosji z Ukrainą mogłaby mieć negatywne konsekwencje dla naszej gospodarki.

Konflikt Rosji z Ukrainą. Według rynku wojna wisi w powietrzu

Konflikt Rosji z Ukrainą nabiera rozpędu. Trzy kraje członkowskie NATO przekazały już Ukrainie pociski przeciwpancerne oraz amerykańską broń za zgodą Departamentu USA. Według ukraińskiego ministerstwa obrony Rosja jest już prawie gotowa do inwazji. Ostatnimi czasy na granicy Rosji z Ukrainą pojawiło się 127 tys. żołnierzy rosyjskich. Natomiast, jak informuje „New York Times” Putin nakazał ewakuację dyplomatów Federacji Rosyjskiej z ambasady w Kijowie oraz konsulatu we Lwowie.

Spore ryzyko wojny wycenia rynek. W ostatnim czasie dostrzega się odpływ kapitału z rosyjskiej giełdy. Inwestorzy niechętnie lokują tam swoje zasoby finansowe. W związku z powyższym rosyjskie aktywa stale tracą na wartości. W ubiegłym tygodniu notowania indeksu RTS (indeks giełdowy 50 największych spółek notowanych na Moskiewskiej Giełdzie Papierów Wartościowych) spadły aż o 26 proc. w porównaniu ze szczytem z października.

Wykres 1. Notowania indeksu RTS

Oczywiście osłabia się także rubel, którego wartość w stosunku do dolara amerykańskiego spadła o 9 procent w stosunku do października (obecne kurs RUB/USD wynosi 0,013). Sytuacja geopolityczna na linii Rosja-Ukraina wpływa także na rosyjski dług zewnętrzny. Obligacje Federacji Rosyjskiej tracą na wartości, wobec tego ich rentowność wzrosła. Oznacza to, że inwestorzy, dostrzegając spore ryzyko, są gotowi pożyczyć własny kapitał jedynie przy stosunkowo wysokiej stopie procentowej. Wobec tego, koszty obsługi zagranicznego długu rosną dla moskiewskiego rządu. Podobne oznaki obserwować można także na Ukrainie.

Jaki będzie następny krok Rosji?

Generał Bogusław Pacek wskazuje, że Putin może przymierzać się do zajęcia terenów wojennych:

Jeżeli mówimy o opcji teoretycznie możliwej, która satysfakcjonowałaby Władimira Putina i miałaby sens z punktu widzenia interesów Rosji, to jest zajęcie obydwu obwodów, gdzie trwa wojna, czyli ługańskiego i donieckiego. Dałoby to korytarz do Krymu – mówi Pacek

Warto zaznaczyć [jak podkreśla Generał], że ludność na tych terenach popiera separatystów i z pewnością nie będzie stawiała żadnego oporu przeciwko rosyjskim żołnierzom.

Obecnie Putin oczekuje od Zachodu gwarancji bezpieczeństwa. Między innymi poprzez formalne zapewnienie, że Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO. Jeżeli tak się nie stanie [jak podkreśla Agencja Reutera] samozwańcze uznanie Republik Donieckiej oraz Ługańskiej przez Putina należy postrzegać jako następny potencjalny krok.

Tak czy inaczej, do inwazji dojdzie — co do tego nie ma wątpliwości dr Jakub Olchowski, ekspert Instytutu Europy Środkowej. Zasadną niejasnością pozostaje jedynie, na jaką skale:

Dla przywódcy Rosji to już sprawa ambicjonalna. Straciłby twarz, a żaden dyktator nie może na to sobie pozwolić. O ile ryzyko pełnowymiarowej inwazji, z zajęciem całego terytorium, jest niewielkie, to absolutnie nie możemy wykluczyć działań na mniejszą skalę. Szarpania Ukrainy, ataków punktowych. To najbardziej prawdopodobny scenariusz – ocenia dr Olchowski

Zobacz także: Konflikt rosyjsko-ukraiński może uderzyć w rynki światowe i logistykę

Zachwianie relacji gospodarczych z Rosją i Ukrainą

Wymiana handlowa pomiędzy Polską a Ukrainą stale rośnie. Jak podaje RP.pl w ostatnich dziesięciu miesiącach polsko-ukraińskie obroty handlowe wzrosły aż o 44 proc., wynosząc 10,4 mld USD w skali roku.

Jeżeli doszłoby do inwazji Rosji na Ukrainę, mocno odczułby to przemysł metalurgiczny. Rocznie relatywnie sporo importujemy z Ukrainy tzw. metali czarnych — stal, żelazo oraz żeliwo (377 mln dol. w 2020 r.). Poszkodowany byłby również przemysł elektromaszynowy, chemiczny oraz rolno-spożywczy. W tych sektorach Polska zarówno eksportuje, jak i importuje towary na Ukrainę.

Biorąc pod uwagę relacje gospodarcze z Rosją, mielibyśmy problemy z dostępnością węgla, gazu oraz ropy naftowej. Zakładając ewentualne dodatkowe sankcje na Rosję ze strony USA oraz UE należy brać pod uwagę odwet ze strony rosyjskiej, czyli zapewne ograniczenie dostaw surowców. Niesie to za sobą określone ryzyka.

Jak wylicza Małgorzata Starczewska-Krzysztofek, ekonomistka Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego 75 proc. importu węgla w Polsce pochodzi z Rosji, w przypadku gazu jest to 55 proc., a ropy naftowej 65 procent. Ograniczenie dostaw powyższych surowców podwyższyłoby ich ceny (które już są bardzo wysokie) diametralnie. Polskie gospodarstwa domowe dostałyby po kieszeniach.

Prof. Robert Zajdler, ekspert Instytutu Sobieskiego wskazuje, że w przypadku zerwania dostaw surowców energetycznych, zapasy oraz alternatywne źródła energii starczyłyby nam na okres trzech miesięcy, ograniczając tym samym początkowy wzrost cen. Niemniej jednak w długim terminie ceny i tak wywindowałyby w górę. Z kolei zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych załamanie dostaw z Rosji i wyższe ceny surowców miałyby wymiar globalny.

Zobacz także: Rosja i Białoruś zbuduje szybką kolej pomiędzy Chinami a Finlandią

Wojna Rosji z Ukrainą. Ucierpiałyby polskie inwestycje

Niestabilność w regionie wschodnim odbije się także na polskich inwestycjach. Nasze rodzime przedsiębiorstwa nie ograniczają się tylko do ekspansji na rynek zachodni bądź krajowy. Na ukraińskim rynku działają firmy produkcyjne — producent podłóg Barlinek, handlowe — sieć sklepów odzieżowych LPP (m.in. Reserved, Cropp, House) oraz finansowe — PKO BP Kredobank z centralą we Lwowie.

Ewentualna inwazja mogłaby negatywnie wpłynąć na działalność gospodarczą powyższych przedsiębiorstw. Dodatkowo [jak wskazuje RP.pl], jeżeli rosyjska agresja nie ograniczy się tylko do wschodniej części Ukrainy, powody do niepokoju może mieć Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). Polska Grupa Kapitałowa PGNiG w ub. roku zakupiła większość udziałów spółki Karpatgazvydobuvannya, która posiada koncesje na wydobycia gazu blisko granicy z Polską. Był to niezwykle ważny krok zarówno dla PGNiG, jak i polskiej gospodarki.

Jak wskazuje profesor UKSW Konrad Raczkowski, konflikt militarny na danym regionie stwarza ryzyko gospodarcze dla pobliskich krajów:

Każdy konflikt militarny w rejonie granic danego państwa wpływa negatywnie na gospodarkę tego państwa i w przypadku Polski byłoby podobnie – mówi profesor

W przypadku jeszcze bardziej napiętych relacji pomiędzy Rosją a Ukrainą i ewentualnego wybuchu wojny we wschodnim regionie Europy silnie narażony mógłby być również polski rynek walutowy, co mogłoby zdynamizować wzrost cen.

Kiedy w 2014 r. Rosja zajęła Krym, złoty osłabił się względem dolara o 15 proc., a względem euro o 3 proc. Z kolei w średnim terminie dwóch lat o kolejne 15 proc. i 2,7 proc. Jeżeli sytuacja ta powtórzyłaby się, wówczas stłumienie inflacji w średnim terminie okazałoby się jeszcze trudniejszym zadaniem niż dotychczas. Zważywszy także na ewentualne [opisane już] skoki cen gazu, ropy i węgla.

Zobacz także: Rosja zwiększy dostawy gazu do Europy. Moskwa stawia jeden warunek

Potencjalny napływ uchodźców

W ostatnich latach obserwowany jest napływ pracowników z Ukrainy. Według szacunków ekonomistów Pawła Strzeleckiego, Jakuba Growca i Roberta Wyszyńskiego ich wkład do wzrostu polskiego PKB wynosi 0,5 pkt proc. rocznie. Natomiast aż 13 proc. wzrostu gospodarczego w okresie 2013-2018 zawdzięczamy właśnie imigrantom ze wschodniej granicy. Obecnie przy niedoborze pracowników stanowią oni niezbędną dodatkową siłę roboczą. Ich liczba może się w najbliższym czasie zwiększyć.

Należy się przygotować, że w przypadku wojny rosyjsko-ukraińskiej fala uchodźców ze wschodniej granicy ruszy w kierunku Polski.

To jest szalenie ważna sprawa [ewentualny napływ uchodźców]. Ja zawsze powtarzam: szafa numer 2, półka numer 4 – tam powinny leżeć już gotowe plany na wypadek exodusu z Ukrainy. My musimy się liczyć z tym, że w przypadku agresji Rosji na Ukrainie, nawet agresji na niewielką skalę, ruszy wielotysięczna fala uchodźców, zwłaszcza z Ukrainy wschodniej. To jest do przewidzenia i należy się na to przygotować — mówi gen. Waldemar Skrzypczak w wywiadzie udzielonym dla 300Gospodarka

Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych Małgorzata Bonikowska uważa jednak, że jako kraj nie jesteśmy na to gotowi:

Rząd ma niechętny stosunek do przyjmowania uchodźców w ogóle. Nie jesteśmy przygotowani ani na ich zwiększoną liczbę, podobnie jak na ich integrację – stwierdza Pani prezes

Ewentualny kryzys migracyjny może okazać się najbardziej problematyczny dla sytuacji gospodarczej w Polsce.

Jak wskazuje były ambasador Rzeczypospolitej Polskiej na Ukrainie Jan Piekło, obecny napływ uchodźców może mieć inny wymiar, aniżeli ten po aneksji Krymu:

Po aneksji Krymu do Polski przyjechało 1,5 miliona Ukraińców. Większość z nich to jednak imigranci zarobkowi. Pracują u nas, płacą podatki i budują nasze PKB. Polska skorzystała na ich przyjeździe, ale przed wojną na Wschodzie uciekać będą również innego rodzaju imigranci, którym będzie trzeba pomóc — mówi były ambasador

Polska gospodarka wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Środki zaradcze

Wobec różnych scenariuszy konfliktu na wschodzie gospodarka polski musi być odpowiednio przygotowania. Biorąc pod uwagę, że konflikt trwa już przeszło osiem lat, rząd miał czas na przygotowanie ewentualnych środków zaradczych.

Polska powinna być przygotowana na każdy scenariusz. Także ten mniej prawdopodobny, czyli podbój całego kraju. Powinna już myśleć o ewentualnym kryzysie migracyjnym, szukać nowych rynków w razie zamknięcia wschodniej granicy, przygotowywać inną strukturę handlową i budować sojusze gospodarczo-handlowe — wskazuje Jan Piekło

Wydarzenia, jakie będą miały miejsce za wschodnią granicą Polski, będą nierozerwalnie połączone ze stanem polskiej gospodarki. W zależności od skali inwazji Rosji na Ukrainę i ewentualnych decyzji NATO oraz UE, Polska mniej lub bardziej odczuje skutki tej sytuacji. Bowiem polityka jest silnie zespolona z ekonomią.

Zobacz także: Putin wspiera przedsiębiorstwa na Białorusi i terenach okupowanych

 

Polecane artykuły

Back to top button