Komentarze I Analizy

Spór o cenę prądu, czyli jak rząd i opozycja robią ludziom wodę z mózgu [FELIETON]

Inflacja w kraju rośnie, wzbudzając coraz większe niezadowolenie społeczne. Wzrost cen napędza obecnie głównie energia elektryczna czy ceny gazu. Sytuacja oczywiście została wykorzystana politycznie zarówno przez rząd jak i opozycję. Jedni twierdzą, że rosnące ceny prądu to wina rządu, a inni, że źródłem problemu jest UE. Jak jest prawda? Zapraszam do lektury.

Jeżeli sam już nie masz pojęcia kto jest winny za wzrost inflacji w naszym kraju to jest to lektura dla Ciebie. Postaram się w prostych słowach wytłumaczyć gdzie leży wina, a przy okazji zaprezentuje kilka ciekawych metod manipulacyjnych stosowanych codziennie przez polityków. Tekst kieruje głównie do osób, które z ekonomią dużej styczności nie mają (choć zachęcam do przeczytania każdego), więc pozwolę sobie na zaczęcie od podstaw.

Inflacja w Polsce

U źródeł całego zamieszania leży wspaniały wskaźnik zwany potocznie inflacją. Mówiąc najprościej odzwierciedla on zmianę cen w danym okresie. Ludzi zwykle interesuje jej dynamika w ujęciu rocznym, gdyż pokazuje jak urosły ceny w ciągu ostatnich 12 miesięcy. A ceny rosną w Polsce naprawdę szybko. Ostatni odczyt pokazał 8,6%, a w styczniu ma być „9” z przodu. Inflację w ostatnim czasie i jej wystrzał w zeszłym roku pokazuje poniższy wykres autorstwa GUS.

Inflacja w Polsce

Jak zapewne wszyscy wiemy – nikt nie lubi wzrostu cen. I wbrew powszechnej opinii nie lubi go też rząd. Powód jest tutaj dość oczywisty – wyższa inflacja to niższe poparcie. Ludzie tak już mają, że jak coś się zbiega w czasie to uważają jedno za przyczynę drugiego. I tak do dziś wiele osób oskarża Tuska o wzrost bezrobocia w Polsce. Kto by się przejmował faktem, że w tym czasie wybuchł globalny kryzys finansowy, a bezrobocie wzrosło na całym świecie? Może ekonomiści. Z pewnością Tusk samodzielnie zwalniał biednych ludzi i cieszył się z każdego nowego bezrobotnego. I choć piszę to oczywiście ironicznie, to zdaje się, że są osoby, które mogłyby się pod tym podpisać na serio. Tutaj chciałbym omówić swój ulubiony typ manipulacji. Bardzo prosty w działaniu oraz niezwykle skuteczny – wykorzystanie koincydencji czasowej.

A za PO…

Z pewnością wielu z was kojarzy memy porównawcze. Sam spotkałem się z dziesiątkami i mało który z nich miał jakiś sensu. Jedni porównywali bezrobocie za Tuska (w okresie globalnego kryzysu) do tego w czasie prosperity za rządów Morawieckiego. Co bardziej absurdalne porównania pokazują różnicę w płacy minimalnej. I ku mojemu zdziwieniu, te cieszą się sporym uznaniem. Co z tego, że rośnie ona praktycznie co roku? To tak jakby się żalić, że za Tuska nasze dziecko ledwo składało literki w pojedyncze wyrazy, a w czasie rządów PIS rozwiązuje skomplikowane zadania matematyczne. Ignorujemy przy tym fakt, że w czasach Tuska było ono w przedszkolu i stale się rozwijając dotarło do liceum. I wtedy z niebios stąpił inny rząd, a dziecko stało się genialne. No to taki mniej więcej ma sens takie porównanie. Oczywiście nie chodzi mi o to, aby w tym tekście pokazać, że jedna strona manipuluje, bo robią to obie (choć nie zawsze w równym stopniu!). Oto przykład z drugiej strony barykady:

Ponad 2 tys. polubień, setki retweetów. Wniosek wydaje się być chyba dość oczywisty. Przyszedł PIS, a wraz z nim inflacja. Za to za Tuska ona spadała. Do podobnych wniosków doszła polityk PO, pani Leszczyna.

PIS = inflacja?

Zwróćmy tutaj uwagę na narrację jaka jest budowana. Inflacja się pojawiła, bo pojawił się PIS. Typowe proste rozwiązanie problemu, lud zadowolony. Prawda jest jednak nieco inna. Postanowiłem sobie sprawdzić jak wyglądała inflacja w innych państwach regionu. Byłem przerażony. Po dojściu do władzy przez PIS, wzrosła ona nie tylko w Polsce, ale i na Węgrzech, w Czechach i w Rumunii. Wygląda na to, że polski rząd zrujnował nie tylko naszą gospodarkę, ale także wszystkie w regionie. Oczywiście kpię. Nie chcę teraz zanudzać i rozpisywać się nad tym dlaczego inflacja wzrosła wszędzie więc napiszę wprost – globalne trendy. Mówimy tutaj o takich sprawach jak notowania ropy (które w 2015 roku były historycznie niskie – sprawdźcie sami wpisując w google „oil price”), ceny żywności, czy notowania surowców.

Inflacja w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii

Nie chcę też rozwodzić się zbyt długo nad faktem dlaczego inflacja w Polsce jest znacznie wyższa niż na Zachodzie. Mówiąc maksymalnie w skrócie – Polak wydaje większą część pensji na paliwo, żywność, ocieplanie domu (ma to też wpływ z tym, że żyjemy w zimniejszym klimacie) czy rachunki za prąd. Te rzeczy zdrożały ostatnio najmocniej. Jeżeli stanowią one większą część koszyka Polaka, to logicznym będzie, że wzrost ten będzie dla niego bardziej odczuwalny niż dla Niemca. Jeżeli chcesz poczytać więcej to kliknij w link poniżej.

Zobacz też: Inflacja w Europie rośnie. Ekonomiści znów zaskoczeni

Dobrze – ustaliliśmy już jedną bardzo ważną rzecz – główne trendy inflacji w Polsce są zgodne z regionalnymi. Nie oznacza to jednak, że rząd wpływu nie ma żadnego. Ale po kolei. Sama wartość inflacji nie mówi nam o niej za dużo. Dlatego zawsze warto patrzeć na to jakie są jej składowe. Na szczęście co miesiąc pokazują nam je różne zespoły analityków bankowych. Pokażę dla przykładu wykres autorstwa ekonomistów banku Pekao. Pokazuje on bardzo ładnie jak za wzrost inflacji w ciągu ostatnich miesięcy odpowiadała żywność, ceny prądu i gazu czy paliw. Warto tutaj dodać, że obecnie (choć nie ma jeszcze odczytu za styczeń) większy jest udział cen prądu czy gazu, a mniejszy paliw (ma to związek z ustalaniem taryf, czy ostatnimi tarczami antyinflacyjnymi).

Inflacja kategorie

Dlaczego cena prądu i żywności rośnie?

Znów nie chcę się za dużo rozpisywać, bo nie dotrwalibyście do końca, więc powiem w dużym dużym skrócie – za większością wzrostu stoją ceny gazu. Te rosnąc podwyższają ceny owoców (szklarnie ocieplane przy pomocy gazu), koszty nawozów (do ich produkcji używa się gazu) czy koszty prądu z elektrowni gazowych. A ceny gazu pośrednio podbijają ceny żywności. Mało osób wie, ale prąd ma większy wpływ na ceny w rolnictwie niż w przemyśle. W takiej branży mleczarskiej to nawet 20%. Warto tutaj dodać, że ceny rosną także poza UE, a więc to nie tylko kwestia unijnej polityki. Prąd napędza inflację np. w USA. Tutaj mamy do czynienia z jeszcze jednym bardzo ciekawym zjawiskiem. Ceny gazu tak poszły w górę, że opłacalne zaczęło być produkowanie prądu z węgla. Mimo znacznie wyższej emisyjności (a więc i ceny CO2), absurdalnie wysokie ceny gazu sprawiły, że czarne złoto wróciło do łask. To m.in. większa produkcja prądu napędzała ostatnio Polski przemysł. Jeżeli chcesz o tym poczytać, to kliknij w link poniżej.

Zobacz też: Ceny uprawnień do emisji CO2 są 3 razy wyższe niż rok temu!

Większe zużycie prądu poskutkowało za to zwiększeniem popytu na ceny uprawnień do emisji CO2. To zaś wywindowało ceny CO2 jeszcze bardziej. Należy przy tym zaznaczyć, że ceny nie rosną od kilku miesięcy, a zwiększały się już przed kryzysem związanym z brakiem gazu. Winne temu były bardzo ambitne cele unijnej polityki klimatycznej. Przejdźmy więc do najważniejszej sprawy – jak to jest z tym prądem.

60% kosztów produkcji prądu to cena CO2

Na ulicach polskich miast pojawiły się banery informujące nas o tym, że 60% kosztów wytworzenia prądu stanowi cena CO2. Projekt prowadzony jest od 24 stycznia i potrwa do końca lutego. Autorem akcji billboardowej jest Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie, do którego należą m.in. PGE, Tauron, Enea, Energa. Czyli państwo.

Mówiąc w prostych słowach – państwo prowadzi kampanię w której zrzuca winę za cenę prądu na UE. I w jednym mają rację – udział CO2 w koszcie produkcji prądu jest tak duży i wpływa on na wzrost rachunków. Ale – uwaga – nie dajcie się tutaj wciągnąć w pewną sprytną narrację. Choć faktem jest, że przedstawione liczby są prawdą, to mogą one jednak manipulować odbiorcą. Dlaczego? Ponieważ koszt produkcji energii nie jest równy naszemu rachunkowi. I na to zwraca uwagę Komisja Europejska. Pisze ona o pewnej bardzo ważnej sprawie – twój rachunek za prąd to także podatki krajowe, koszt przesyłu czy marża sprzedawcy.

Rządowa manipulacja. Jaką część ceny prądu stanowi koszt CO2?

Widzimy tutaj inną sprytną metodę manipulacyjną. Oczywiście nikt nie może zarzucić autorom, że kłamią, ale fakty są przez nich przedstawiane w takiej formie, żeby odbiorca miał pomyśleć, że gdyby nie koszt CO2 to jego rachunek byłby o 60% niższy. To przykład sprytnego mieszania narracji, który dobrze wypunktował Demagog. Cena prądu stanowi tylko część naszego rachunku. Koszt CO2 to więc 60% tej części naszego rachunku, a nie całości. W rzeczywistości, CO2 stanowi jedynie 1/4 naszego rachunku. Niedopowiedzenia kłamstwem nie są, ale manipulacją już owszem. Strukturę naszego rachunku przedstawia poniższy wykres autorstwa Forum Energii.

Niepełny obraz sytuacji

Kolejnym aspektem, który rządowa narracja sprawnie omija jest kwestia tego, gdzie trafiają środki ze sprzedaży praw do emisji CO2. Z ust polityków opcji rządzącej nie usłyszymy ile państwo na nim zarabia. A zarabia grube miliardy. Tylko w zeszłym roku do budżetu trafiło 25 mld zł. Pieniądze spływały też w poprzednich latach (choć nie było to aż tyle). Niestety zamiast wsparcia transformacji energetycznej, pieniądze rozpłynęły się w budżecie. Rząd mógł się za to pochwalić mniejszym deficytem. I to jest właśnie główna wina obecnej władzy w aspekcie energetyki. To zaniedbanie rozwoju OZE (m.in. ograniczenie rozwoju energetyki wiatrowej), czy powolne prace nad elektrownią jądrową. I żeby było jasne – nawet gdyby rząd od 2015 roku hojnie wspierał rozwój OZE oraz starał się postawić elektrownie jądrową, to OZE nadal nie grałoby głównej roli, a elektrownia jądrowa by nie działała. Takie rzeczy potrzebują po prostu wielu lat inwestycji. Jednak nasza energetyka na pewno nie byłaby w takim stopniu uzależniona od węgla, a ceny byłyby dzięki temu niższe. Problem więc istnieje, a wielu ekspertów wskazuje, że działania rządu w aspekcie energetyki nie pomagają naszemu krajowi w zmniejszeniu emisyjności.

Opozycja również manipuluje

To nie jest też tak, że tylko jedna strona wpływa na wyborców. Dla przykładu pani Alicja Defratyk, promująca się na bezstronną propagatorkę wiedzy ekonomicznej, podaje dalej takie tweety. Tajemnicą poliszynela jest, że ekonomistka jest zdecydowaną przeciwniczką obecnej władzy. Choć analiza takich rzeczy, jak retweet może wydawać się groteskowa, to właśnie w taki sposób buduje się narrację. Tutaj z kolei ma ona sugerować, że za 77% rachunku odpowiada rząd. Trudno mi nawet merytorycznie odnieść się do tego typu pomysłów, bo nie do końca wiem w jaki sposób twórcy doszli do tych 77%. Musieli chyba od ceny rachunku odjąć 23%, które według analizy Forum Energii stanowi cena CO2. Inaczej mówiąc – absurd goni absurd.

Defratyka ceny prądu

Zamiast słusznie wytykać rządowi manipulowanie odbiorcami, opozycja bawi się we własne narracje. Jedną z nich jest #drożyznaPIS. Akcja Platformy Obywatelskiej ma na celu powiązanie w umysłach wyborców faktu inflacji z PISem. I tutaj oczywiście można śmiało powiedzieć, że są aspekty polityki obecnie rządzących, które nie pomagają w walce z inflacją. Wyróżnić można np. osłabienie złotego, które wpłynęło na inflację towarów importowanych zza granicy. Nie można jednak powiedzieć, że bez PIS inflacji by nie było. Byłaby i to wcale nie niska.

Z nami lub przeciwko nam

Problemem na polskiej scenie politycznej jest silna polaryzacja. Albo rząd jest winny całej inflacji, albo jest ona w całości winą czynników zewnętrznych. Niestety świat nie jest czarnobiały, a procesy gospodarcze są bardzo skomplikowane. Jeżeli ktoś wskazuje jednego wielkiego winnego, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że nie jest to prawda. Warto w tym miejscu polecić obiektywne źródła wiedzy, jak np. ten film dr. Rożka.

Słowem podsumowania – rząd zaniedbał transformację energetyczną i przez to prąd w Polsce jest nadal w  przytłaczającej większości pozyskiwany z węgla. Faktem jest też to, że 60% kosztów produkcji prądu stanowi cena CO2. Jest ona tak wysoka właśnie z powodu dużej emisyjności i braku rozwoju OZE. Dodatkowo koszt produkcji nie równa się naszemu rachunkowi, a sam budżet państwa zarabia miliardy złotych rocznie. Dodatkowo przeprowadza ona za publiczne pieniądze kampanię, która ma na celu wprowadzenia ludzi w błąd. Nie idźmy jednak w drugą stronę. To nie tak, że obecna władza jest jedynym źródłem całego zła. Tak – popełnia ona szereg błędów, ale duży wpływ mają także czynniki zewnętrzne. Inaczej mówiąc – odstawmy emocje na bok i skupmy się na faktach.

Polecane artykuły

Back to top button