Bezpieczeństwo EkonomiczneFinanseKomentarze I Analizy

Centralna Informacja Emerytalna, czyli Wielki Brat zagląda nam do portfela

CIE to projekt, który niewiele zmieni

Centralna Informacja Emerytalna to rządowy projekt platformy, który ma pomóc sprawdzić indywidualną wartość swoich rzeczywistych albo wirtualnych aktywów zgromadzonych w celach emerytalnych lub długoterminowego oszczędzania

Brak merytorycznego uzasadnienia do tworzenia CIE

Pomysł utworzenia Centralnej Informacji Emerytalnej (CIE) należy ocenić co najmniej bez entuzjazmu, jeśli nie krytycznie. Choć planowane koszty tego rozwiązania w postaci 215 mln złotych w najbliższych latach nie powalają na ziemię, to w szczególności teraz, w świetle innych wydatków, które pokrywane są dzisiaj z budżetu Państwa, tworzenie CIE wydaje się lekką fantasmagorią. Pomysł CIE nie znajduje w tym momencie żadnego przekonującego uzasadnienia merytorycznego. Ale skoro już pojawia się rządowy projekt, to siłą rzeczy warto odpowiedzieć na pytanie o niezbędność i zasadność tego rozwiązania.

Niepotrzebnie wydane środki

Nie ma co się oszukiwać i trzeba to głośno powiedzieć: Centralna Informacja Emerytalna to niepotrzebnie wydane środki publiczne oraz prywatne, na cele, które nie powinny być dzisiaj priorytetem. W dobie pandemii, inflacji i obecnej sytuacji geopolitycznej są inne, dużo ważniejsze kwestie niż uatrakcyjnienie sposobu dostarczania wiedzy o tym, o czym i tak już dzisiaj w większości wiadomo. Mimo, że w uzasadnieniu projektu ustawy znajdujemy informację, że CIE ma przyczynić się do zwiększenia oszczędności długoterminowych Polaków, to sama konstrukcja tego nowego pomysłu wcale nas do tego deklarowanego celu nie przybliża. Wręcz przeciwnie, to żerowanie na oszczędnościach przyszłych emerytów.

Na czym polega Centralna Informacja Emerytalna?

W dużym uproszczeniu CIE to strona internetowa, na którą każdy zainteresowany będzie mógł się zalogować i sprawdzić indywidualną wartość swoich rzeczywistych albo wirtualnych aktywów zgromadzonych w celach emerytalnych lub długoterminowego oszczędzania. Już z samych założeń dotyczących portalu CIE wynika, że znajdziemy tam tzw. „groch z kapustą”. Bo z jednej strony użytkownik znajdzie tam informacje o swoich środkach (a raczej księgowych zapisach) uwidocznionych w zarządzanym przez ZUS Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale także objętych systemem KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego), gdzie też będzie mógł zobaczyć, co tam u niego w trawie piszczy. Co więcej, poza tymi publicznymi środkami, które dzisiaj w przypadku ZUS można sprawdzić na tzw. PUE ZUS (platforma usług elektronicznych ZUS), w założeniu CIE ma zapewnić dostęp do stanu środków członka w Otwartym Funduszu Emerytalnym (OFE). Czyli tego, co niektórym wydawało się, że jest prywatne, a okazało się publiczne.

Zobacz także: Polski system emerytalny jest rządzony przez ignorancję i demagogię [RAPORT OG]

Dalej, korzystający z CIE ma mieć możność weryfikacji, ile zgromadził na swoim IKE (indywidualne konto emerytalne), IKZE (indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego), na koncie w swoim PPE (pracowniczy program emerytalny) lub w PPK (pracowniczy plan kapitałowy). Wszystkie te ostatnie rozwiązania to produkty prywatne z punktu widzenia prawa własności. Jeśli dodamy do tego, poza zróżnicowanym statusem prawnym poszczególnych rozwiązań, często diametralnie różne zasady wypłat z poszczególnych elementów (np. dożywotnią emeryturę z ZUS, brak wypłat z OFE czy praktycznie jednorazowe wycofanie całości środków z PPE – jak czyni to ponad 90% uczestników PPE), to okazuje się, że na CIE odnajdziemy niezły „miszmasz” danych, które w istocie mogą prowadzić do złudnych konsekwencji.

No bo przecież 300 tysięcy złotych wirtualnie zapisanych na koncie w ZUS nie równa się w żadnym wypadku 300 tysiącom złotych zgromadzonych na IKE. Pytanie, czy twórcy CIE taki szczegół  na portalu wyraźnie zaadresują czy też skrzętnie go pominą? A jeśli ktoś zastanawia się, co takiego nowego znajdzie w nowym systemie… to pewnie oprócz ładnej nowej formy graficznej i częściowo sumarycznego zestawienia różnych kwot, niczego więcej tam zobaczy. Rozczarowanie? Z całą pewnością kolory będą ładne i układ graficzny atrakcyjny. A że nikomu to nie jest potrzebne, to co to kogo obchodzi? Ważne, że informacja emerytalna będzie centralna. Dołączy do zacnego grona takich rozwiązań jak Centralny Port Komunikacyjny, Centralna Biblioteka Wojskowa czy Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców.

Wielki Brat będzie wiedział więcej

Sceptyczni w stosunku do nowego pomysłu Centralnej Informacji Emerytalnej mogą podnosić, i to wcale nie bezzasadnie, że pomysł ten to kolejna centralizacja, a właściwie rozszerzenie wiedzy szeroko rozumianego Państwa Polskiego o większości długoterminowych oszczędności Polaków, w tym przede wszystkim o tych, o których przed wprowadzeniem tej informacji agendy rządowe niekoniecznie musiały wiedzieć.

Niestety trudno nie zgodzić się, że Centralna Informacja Emerytalna to trochę taki kolejny „Wielki Brat”, gdzie w jednym miejscu będzie wiadomo, kto i ile zgromadził. Widocznie pomysłodawcy tego rozwiązania nie do końca odczytują naszą narodową cechę przekory, która prowadzi do tego, że wcale z entuzjazmem nie chwalimy się tym co mamy, ale z entuzjazmem interesujemy się tym, co mają inni. Przykład – oświadczenia majątkowe polityków – jeden z często wracających jak bumerang tematów w tabloidach. Warto przypomnieć także powiedzenie, że oszczędności to takie pieniądze, o których państwo nie wie. W tym więc znaczeniu pomysł CIE idzie całkowicie pod prąd zapatrywaniom i potrzebom naszych rodaków. Ale może co innego jest rzeczywistą przyczyną powstania CIE? O tym możemy się nigdy nie dowiedzieć.

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa

Pomysł CIE jest kanibalizacją już istniejących rozwiązań i to takich dalece bardziej zaawansowanych pod względem możliwości skorzystania z nich przez użytkownika. Jeśli jestem dziś jako klient ZUS zalogowany na PUE-ZUS, to nie tylko mogę sprawdzić co tam się dzieje, to jest, ile środków zapisano na moich wirtualnych koncie i subkoncie, ale także, wciąż oczywiście w ograniczonym zakresie, wejść w interakcję formalną z moim organem rentowym (złożyć wniosek, zadać pytanie itp.). Podobnie, jeśli ktoś jest uczestnikiem PPK czy ma IKE bądź IKZE, to duża część dostawców zapewnia mu więcej funkcjonalności niż będzie to oferowane przez CIE. W istocie bowiem CIE ma być takim ładnym, nowoczesnym opakowaniem bez większej wartości merytorycznej. Wszak twórcy CIE nie planują chyba sumować tego, co ktoś posiada zapisane w ZUS, obiecane w KRUS i wpłacone w PPE czy na IKZE. Chociaż znając pomysłodawców nowomowy i propagandy sukcesu rządowych rozwiązań typu PPK, można w tym zakresie wiele się spodziewać.

Zobacz także: Liczba osób w wieku emerytalnym urosła w ciągu 10 lat o 28%!

Skoro więc już dzisiaj jako posiadacz IKE jestem w stanie swobodnie sprawdzić stan mojego rejestru i np. zlecić zamianę funduszy z bardziej bezpiecznych na mniej bezpieczne i mogę to zrobić u mojego dostawcy IKE – bezpośrednio, nie wstając od biurka, to jaką wartość dodaną będzie dla mnie stanowić możliwość sprawdzenia (zestawienia) stanu mojego konta IKE w jakimś „CIE” portalu? To pytanie retoryczne. A swoistym kwiatkiem do kożucha jest pomysł, aby także środki zgromadzone w KRUS były sprawdzalne via CIE. To kolejna chybiona idea, jeśli powiemy sobie, że systemowo w przypadku KRUS wysokość świadczenia emerytalnego nie jest uzależniona od kwoty zgromadzonych „oszczędności emerytalnych”. Może więc lepiej nie uszczęśliwiajcie nas na siłę, nie przenoście nam stolicy do Krakowa.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Stare powiedzenie mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Niestety nie można wykluczyć, że jest tak również w przypadku CIE. Ustaliliśmy już powyżej, że to całkowicie niepotrzebne i bezzasadne rozwiązanie. Tym bardziej zatem tego typu pomysły mogą być okazją do szybkiego i łatwego zarobku. W końcu przecież nikt z tego „Misia na miarę naszych potrzeb” nie będzie korzystał. Ale ponieść koszty trzeba. A przecież jak ktoś wydaje, to ktoś inny zarabia. Na tym polega gospodarka. Kiedyś nazywana „ręcznie”, a teraz już chyba politycznie sterowaną.

Na koniec zapłaci przyszły emeryt

Pewnie większość z nas nie ma dwóch garaży dla swojego jedynego samochodu, a jeśli coś już posiadamy, to jest to pewnie jeden garaż. Pomysł CIE to drugi, siłą rzeczy mało potrzebny garaż. Oczywiście za ten drugi garaż, czyli za CIE, oprócz kilkuset milionów złotych z budżetu Państwa Polskiego, zapłacą w pierwszej kolejności instytucje finansowe, które jednak później w taki czy inny sposób „odbiją” sobie te koszty w opłatach za zarządzanie aktywami w PPK, IKE, IKZE czy PPE. Przykładowo, nie obniżając opłaty w sposób, w który mogliby to zrobić, gdyby nie koszty, jakie muszą ponieść w związku z tworzeniem CIE. Czyli co by nie powiedzieć, za pomysł całkowicie niepotrzebnego CIE zapłaci przyszły emeryt. I to dwukrotnie. Raz w podatkach płaconych do budżetu, a drugi raz w opłatach na rzecz instytucji finansowych. Biznes jak Zabłocki na mydle. A złośliwi, i to wcale nie ci najbardziej złośliwi, podpowiadają, że realizacja projektu CIE w pośrednim stopniu oznacza także niższe emerytury, bo to oszczędzający ze swoich środków będą musieli ten projekt sfinansować.

Centralna Informacja Emerytalna to kolejny przykład megalomańskiego działania tych, którym się wydaje, że jak coś nazwą „centralne”, „polskie” albo „narodowe”, to od razu gawiedź padnie na kolana i rytmicznie klaszcząc będzie wyrażać swój wiekopomny zachwyt. Tylko nad czym, tylko po co?

dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny

Polecane artykuły

Back to top button