GospodarkaPolska

Czy to nadmierny popyt konsumpcyjny jest „problemem” w zwalczaniu inflacji?

Według danych GUS sprzedaż detaliczna w maju wzrosła „tylko” o 8,2% rok do roku. To spory spadek wzrostu względem kwietnia, kiedy było to aż 19%. Silnie wzrosła sprzedaż żywności i napojów, odzieży oraz obuwia, a także produktów farmaceutycznych. Spadła natomiast sprzedaż paliw, samochodów i części, sprzętu RTV oraz AGD wraz z meblami. Nasuwa się wiele wniosków, szczególnie tych dotyczących inflacji w Polsce. 

Wzrost sprzedaży detalicznej w maju słabszy, niż poprzednio

W przestrzeni medialnej krążą dane GUS o sprzedaży detalicznej za maj. Wzrost wyniósł 8,2% r/r względem wzrostu w kwietniu na poziomie 19% r/r. Wyhamowanie jest spore, jednak kwiecień oraz maj to wyjątkowe miesiące dla analityków. Dla danych rocznych dotyczących wzrostu konsumpcji, PKB, produkcji etc. silnie zadziałał efekt bazy. W kwietniu gospodarka znalazła się w częściowym lockdownie ze względu na 3 falę pandemii, wskutek czego poziom konsumpcji gospodarstw domowych był niski. Stąd wynikał tak wysoki poziom wzrostu sprzedaży detalicznej w kwietniu.

Stąd częściowo wynika także stosunkowo niski wzrost sprzedaży majowej, gdyż w analogicznym okresie rok wcześniej, odmrożono gospodarkę. Tak więc baza, względem której szacowany był roczny wzrost dla maja, była wysoka.

PKO Bank Polski                                               

Najbardziej wzrosła konsumpcja dóbr nietrwałych: odzież i obuwie (17,0% r/r), farmaceutyki (15,4% r/r) oraz żywności i napoje (10,5% r/r). Słaby wynik sprzedaży odnotowały dobra trwałe: meble, RTV, AGD (-4,0% r/r) oraz samochody i części (-10,6%). Widać również wpływ rekordowo wysokich cen paliw, które zniechęcały do ich zakupu (-0,6% r/r). 

ING Bank Śląski

Zobacz także: Polska gospodarka hamuje! Realne płace topnieją, a produkcja przemysłowa spowalnia

Silny wzrost konsumpcji na żywność dziwić nie powinien. To głównie efekt napływu uchodźców z Ukrainy, którzy stymulują popyt w gospodarce. Natomiast spadek sprzedaży dóbr trwałych to w bardziej pokłosie załamanych łańcuchów dostaw (w sektorze motoryzacyjnym brak komponentów niezbędnych do produkcji samochodów) i problemów po stronie podażowej, aniżeli niższej skłonności do konsumpcji wśród gospodarstw domowych.

Wolumen sprzedaży jest wciąż poniżej przedpandemicznego trendu. Odchylenie jest jednak niewielkie. Pytanie, jak konsumpcja kształtować się będzie w następnych miesiącach? To zależy od tego, czy silniejszy będzie efekt transmisji monetarnej, czy też fiskalnej.

Analizy Pekao

Czy popyt spowolni i inflacja zacznie słabnąć? A czy to nadmierny popyt jest „problemem”?

Przyczyn obecnej inflacji jest więcej, o czym pisał Filip Lamański w swoim felietonie — Kto odpowiada za inflację w Polsce? Polacy nie mają wątpliwości, a ja owszem [ANALIZA]. Pisaliśmy również o istotnym wpływie spirali marżowo-cenowej, jako czynniku krajowym. Z tego względu nie ma sensu tego wątku ponownie rozwijać. Należy jednak zwrócić uwagę, iż w ogólnym ujęciu, podstawowym źródłem inflacji jest nadwyżka popytu nad podażą, która ceteris paribus prowadzi do wzrostu cen w gospodarce. W teorii, aby zbić inflację, należy więc zbić popyt do poziomu podaży lub podwyższyć podaż do poziomu popytu.

Poniżej przedstawiona jest ilustracja popytu i podaży. Obecnie znajdujemy się w miejscu, w którym jest niedobór podaży. W teorii wzrost cen, jaki mamy obecnie, powinien powodować, że popyt dostosuje się do poziomu podaży (im wyższa cena, tym niższy popyt ceteris paribus). Dlaczego tak nie jest? Ponieważ takie założenie oparte jest o niezmienność innych czynników (ceteris paribus). A te inne czynniki stymulują popyt, a w szczególności ograniczają podaż: Wzrost realnych wynagrodzeń (w maju jednak realne wynagrodzenia spadły) – stymulacja popytu, załamane łańcuchy dostaw — ograniczenie podaży, rosnąca inflacja PPI — ograniczenie podaży, niedobór siły roboczej — ograniczenie podaży, wojna na Ukrainie — ograniczenie podaży. Ważne w tym przypadku są także działania dwóch instytucji: NBP oraz rządu.

Równowaga rynkowa

mFiles

 

Zobacz także: Elektryków przybywa, ładowarek niekoniecznie. Polska niechlubnym liderem zestawienia

Narodowy Bank Polski podnosi stopy procentowe po to, aby udział rat kredytowych w dochodach gospodarstw domowych był większy. W ten sposób spadają dochody pozostające do dyspozycji po wszelkich kosztach i długach. Tę kwotę, polskie rodziny mogą przeznaczyć na konsumpcje albo na oszczędności/inwestycję. Z racji wysokich stóp procentowych, lokaty oraz obligacje są bardziej opłacalne, więc powinna nastąpić alokacja środków pieniężnych z dóbr i usług na wszelkiego rodzaju aktywa oszczędnościowe/inwestycyjne. Z tego względu, a także w wyniku niższych dochodów, konsumpcja powinna maleć. Finalnie, ceny również. Z grubsza taki ma być efekt transmisji polityki pieniężnej. Stopy procentowe oddziałują również na sektor przedsiębiorstw. Jednak niekoniecznie na istniejące już firmy, a na te potencjalnie, które być może weszłyby na rynek, gdyby warunki finansowe były łagodniejsze. Z drugiej strony jest rząd, który zwiększa dochody rozporządzalne gospodarstw domowych oraz zmniejsza udział rat kredytowych w tychże dochodach poprzez: 1) wakacje kredytowe dla wszystkich, 2) obniżenie stawki PIT z 17% do 12% i ogólnie rzecz biorąc, prowadzenie ekspansywnej polityki fiskalnej.

Tak więc popyt krajowy powinien spadać za sprawą podwyżek stóp procentowych, aczkolwiek, ów spadek będzie słabszy za sprawą ekspansywnych działań rządu. Mamy również uchodźców, którzy z jednej strony zwiększają zasób siły roboczej w gospodarce — zwiększają możliwości wzrostu podaży, a z drugiej strony, jak każdy, wydają dostępne pieniądze na dobra i usługi — zwiększają popyt. Jaki jest wniosek? Inflacja spadnie, ale do tego potrzebne będą silne podwyżki stóp procentowych, aby mechanizm oddziaływania polityki NBP był większy, aniżeli rządu. Pytanie, czy to silny popyt jest „generatorem” inflacji?

Bieżący i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej pokazuje, że optymizm gospodarstw domowych nie jest tak wysoki, jak sprzed pandemii. Co więcej, od początku roku notuje silny spadek. To oznacza, że nie mamy do czynienia z jakimś nadmiernym popytem konsumpcyjnym w gospodarce. W związku z powyższym silne zaostrzanie polityki pieniężnej może nie być uzasadnione. Oczywiście, stopy procentowe należy podnosić, aby oddziaływać na oczekiwania rynkowe (te także mają wpływ na zwalczanie inflacji), jednak w umiarkowanym tempie. To raczej zwiększenie mocy wytwórczych (zasób siły roboczej, odbudowa łańcuchów dostaw) będzie odgrywać przeważającą rolę w przeciwdziałaniu inflacji spośród dwóch zmiennych: popytu i podaży, jeżeli chcemy uniknąć recesji. Problem w tym, że stopy procentowe oddziałują szybciej, aniżeli polityka strukturalna, demograficzna czy energetyczna. Już w maju (spadek realnych wynagrodzeń) zauważyliśmy wpływ stóp procentowych na gospodarkę. Pytanie, czy to dobra droga? O tym, już niebawem w naszym kolejnym raporcie.

Polski Instytut Ekonomiczny

Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową [RAPORT OG]

 

Polecane artykuły

Back to top button