Bezpieczeństwo EkonomiczneFinanseKomentarze I AnalizyPolska

Prezes ZUS przyłącza się do politycznej narracji emerytalnej [KOMENTARZ]

„Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo systemu emerytalnego, 13. i 14. emerytura są lepszymi rozwiązaniami niż na przykład dwie waloryzacje” – tak skomentowała idee kolejnych świadczeń emerytalnych w programie „Pieniądze to nie wszystko”, prof. Gertruda Uścińska, Prezes ZUS.

Otóż nie są lepszymi rozwiązaniami. Powiem więcej, są to całkowicie różne rozwiązania, których absolutnie nie należy traktować jako substytuty. Różnica między waloryzacją a trzynastą, czternastą i każdą kolejną emeryturą jest taka, że pierwsze to rozwiązanie systemowe, a to drugie to widzimisię polityków.

Waloryzacja świadczeń jest trwałym instrumentem. W tym roku była ona wysoka i wynosiła 7 proc., co wiąże się z zaciągnięciem na trwałe zobowiązania w wysokości kilkunastu miliardów złotych. Tym samym będą rosły zobowiązania w kolejnych latach na wypłaty świadczeń emerytalnych. Natomiast z punktu widzenia bezpieczeństwa Funduszu Emerytalnego bezpieczniejsze jest rozwiązanie, kiedy państwo interweniuje poprzez środki pochodzące z budżetu państwa i wypłaca świadczenia jednorazowe w postaci 13. i 14. emerytury” – powiedziała prof. Uścińska w wywiadzie dla Super Expressu.

Powiedziałbym, że słowa Prezes ZUS są niefortunne, ale lepszym słowem jest „kompromitujące”. Waloryzacja jest rozwiązaniem systemowym o jasnych zasadach. Jest gwarantowana i zależna od inflacji oraz wzrostu płac, czyli od mechanizmów rynkowych. Ma ona miejsce co roku i sprawia, że świadczenia emerytów nie stracą na sile nabywczej.

Zobacz także: Polski system emerytalny jest rządzony przez ignorancję i demagogię [RAPORT OG]

Trzynastka i czternastka są natomiast widzimisię polityków, którzy chcą kupować głosy emerytów. Jest to świadczenie bardzo silnie zależne od polityków i nie gwarantuje powtarzalności. Poza tym 13. i 14. emerytura nie są częścią systemu zabezpieczenia społecznego. Co więcej, są jego zaprzeczeniem.

Polski system emerytalny ufundowany został na założeniu, że każdy ubezpieczony odkłada składki na własne konto. Odprowadzona kwota jest waloryzowana, by z chwilą przejścia na emeryturę stanowić podstawę do obliczenia wysokości świadczenia. Efektem jest to, że wysokość świadczenia zależy od samego ubezpieczonego. Niestety odeszliśmy od tej zasady wprowadzając 13-tki i 14-tki. W praktyce oznacza to demontaż systemu zdefiniowanej składki i przejście do systemu mieszanego, gdzie dłuższa praca przestaje się opłacać, a świadczeniobiorcy uzależnieni są od woli partii rządzącej, która będzie chciała zyskać popularność wyborców – komentuje Antoni Kolek, ekspert Instytutu Emerytalnego.

Dlaczego więc Prezes – wydawałoby się – apolitycznej instytucji głosi tego typu tezy? Nie wiem, ale się domyślam i mam tu na myśli wspomnianą „apolityczność”. Prof. Uścińska doskonale wie, jaka jest różnica między waloryzacją a świadczeniami spoza Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), którymi są trzynastka i czternastka. Zamiast tego, woli jednak chwalić całe rozwiązanie twierdząc, że ma to korzystny wpływ na finanse FUS.

Zobacz także: Centralna Informacja Emerytalna, czyli Wielki Brat zagląda nam do portfela

Ze smutkiem należy stwierdzić, że to już nie pierwszy przypadek, w którym instytucja z założenia apolityczna włącza się w dyskurs polityczny, próbując stosunkowo wątpliwym merytorycznie argumentami popierać rozwiązania lansowane przez polityków. Trzeba jasno powiedzieć, że tzw. 13. i 14. emerytura nie mają nic wspólnego z systemem emerytalnym – komentuje dr Marcin Wojewódka z kancelarii Wojewódka i Wspólnicy.

Warto dodać, że na mocy dotychczasowych analiz ZUS wynika, że sytuacja systemu emerytalnego w długiej perspektywie ma się poprawiać. Analizy przeprowadzone przed pandemią prognozowały, że FUS w najgorszej sytuacji będzie w 2025 roku. Od tamtej pory jego sytuacja ma się poprawiać, co ma być efektem wymierania tzw. starego portfela.

Analizy te jednak nie zakładały pandemii, która przyczyniła się do dziesiątek tysięcy nadmiarowych zgonów wśród osób starszych. To z kolei może oznaczać, że być może już teraz sytuacja FUS jest najgorsza i kolejne lata będą coraz lepsze. Do podobnych wniosków doszła także Komisja Europejska. W raporcie KE można znaleźć m.in. dane dot. tego jak starzejące się społeczeństwo będzie wpływać na sytuację systemów emerytalnych. Z danych tych wynika, że wydatki na świadczenia emerytalne wynoszą obecnie ok. 11,2% PKB. Z kolei w 2070 roku będą wynosić już 10,2% PKB. W związku z tym, prognozy Komisji Europejskiej potwierdzają wyliczenia ZUS, które mówią, że system emerytalny w Polsce będzie dla gospodarki coraz mniejszym obciążeniem i będzie dążył do samobilansowania się. W efekcie sytuacja finansowa FUS będzie coraz lepsza.

O tych danych doskonale wie prof. Uścińska jednak, zamiast tego woli głosić tezy o tym, że trzynasta i czternasta emerytura są lepsze niż waloryzacja emerytur. Nie są, są wyborczym przekupstwem. Przecież równie dobrze zamiast corocznej 13. emerytury można by wdrożyć mechanizmy systemowe i poprawić np. wskaźnik waloryzacji. Dlaczego tego nie zrobiono? Ponieważ waloryzacja byłaby wprowadzana raz, a chodzi o to, by suwerenowi przypominać, kto o niego „dba”. Szkoda tylko, że do  tej demagogicznej narracji, która ogarnęła nasz system emerytalny, dołączyła osoba zarządzająca najważniejszą z perspektywy tego systemu instytucją.

Polski system emerytalny jest rządzony przez ignorancję i demagogię [RAPORT OG]

Polecane artykuły

Back to top button