EuropaGospodarka

Recesja w Europie zbliża się WIELKIMI krokami? Wiele na to wskazuje [ANALIZA]

Do wszelkich hipotez wskazujących na rychłą recesję w Europie należy podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu. Trudno stwierdzić, czy rzeczywiście znana nam z podręczników akademickich stagflacja będzie mieć miejsce. Należy jednak podkreślić: zagrożeń jest multum. Wszystko wskazuje na to, że szoki podażowo-popytowe ulegną pogłębieniu. O optymizm nie jest łatwo. Hipoteza na dziś? Recesja w Europie się zbliża, ale to czy do niej dojdzie, zależeć będzie w dużej mierze od kondycji niemieckiej gospodarki i…Putina, a dokładniej od dostaw gazu z Rosji. To w tych dwóch czynnikach upatruję clou rozważań o europejskim kryzysie. 

Rozważania dotyczące europejskiego kryzysu gospodarczego najlepiej podzielić według szoków podażowych oraz popytowych. Pozwoli to nam określić źródło zagrożeń. Do szoków podażowych można zaliczyć m.in. kryzys energetyczny, natomiast do szoków popytowych wzrost ryzyka ponownego kryzysu zadłużeniowego. To jednak tylko niektóre z nich.

Kryzys energetyczny — szok podażowy

Nie sposób analizy o recesji w Europie nie rozpocząć od kryzysu energetycznego, o którym mówi się od kilku dobrych miesięcy. „Ta zima będzie zimniejsza” to slogan, który dobrze oddaje sytuację energetyczną na Starym Kontynencie. Co więcej, źródłem ryzyka nie są już tylko same wysokie ceny surowców energetycznych. Źródłem ryzyka może być po prostu ich niedobór.

Nie czas i miejsce na rozważania dotyczące polityki energetycznej Unii Europejskiej sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę. Napomknę jedynie o tym, że kardynalne błędy europejskich decydentów w jej prowadzeniu powodują, że w obliczu częściowego odcięcia dostaw gazu przez Nord Stream 1 i inne gazociągi, najbardziej uzależnione państwa od rosyjskiego importu są teraz narażone na głęboki spadek PKB.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy wskazuje, że PKB Węgier, Słowacji oraz Czech może spaść nawet do 6% w wyniku niedoboru nawet 40% zużycia gazu. Te trzy kraje Europy Środkowo-Wschodniej są najbardziej uzależnione od rosyjskiego importu gazu ziemnego. We Włoszech spadek PKB może osiągnąć również 6%. W Niemczech jest to prawie 3%.

Najmniej zagrożone spadkiem PKB są oczywiście państwa, które nie przespały ostatnich lat i umiejętnie zdywersyfikowały źródła energii lub po prostu mają ich pod dostatkiem. Do nich zaliczyć można w szczególności kraje skandynawskie (Finlandia, Szwecja), Europę Południową (Hiszpania, Portugalia) oraz Francję i Rumunie. Polska na tle Europy również nie wypada najgorzej. Wszakże kryzys energetyczny w niektórych państwach EŚW oraz Niemczech będzie implikować stan koniunktury w całej Europie. Te wtórne czynniki mogą spowodować, że recesja krajów stosunkowo niezależnych od rosyjskiego gazu i tak nie ominie.

Konsekwencje dla Niemiec

Centrum europejskiej gospodarki są Niemcy. Kraj ten generuje ponad 1/4 PKB Unii Europejskiej i odpowiada za 29% unijnego eksportu oraz 21% importu. Tak jak w dużej mierze od amerykańskiej koniunktury zależy światowa gospodarka, tak od koniunktury niemieckiej gospodarka europejska.

Zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz, czyli całkowite odcięcie rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej, Niemcy znajdą się w głębokiej recesji. Ekonomiści Pekao Banku Polskiego zebrali prognozy instytutów ekonomicznych dotyczące wpływu odcięcia gazu przez Rosję na niemieckie PKB. Największymi pesymistami są ekonomiści z Uniwersytetu w Mannheim, według których recesja może wynieść nawet do 12%. W przypadku scenariusza bazowego (brak jakichkolwiek dostaw gazu od maja 2022 do kwietnia 2023), PKB Niemiec runąłby o 8%. Natomiast w scenariuszu alternatywnym (szybsza niż się przewiduje dywersyfikacja dostaw gazu do Niemiec), gospodarka Niemiec odnotowałaby spadek o 3%.

Średnia dla poniższych prognoz wynosi 4-6%. Wniosek jest prosty: całkowite odcięcie dostaw gazu z Rosji oznacza dla Niemiec silną recesję z apogeum w I kwartale 2023 roku. Proces produkcyjny w przemyśle był dotychczas oparty o tani surowiec z Rosji. Zmiana status quo będzie kosztować.

Analizy Pekao

Zobacz także: POLIKRYZYS, czyli pandemia, wojna, kryzys żywnościowy, ryzyko stagflacji i gra geopolityczna

Oczywiście takiej prognozy recesji nie zobaczymy w raportach MFW, Banku Światowego i innych organizacji, gdyż w swoich estymacjach nie zakładają one całkowitego odcięcia gazu z Rosji oraz racjonowania gazu. Mówi o tym na przykład Fitch Ratings, który zaznacza, że w ich scenariuszu bazowym gospodarka strefy euro wzrośnie o 2,6% w 2022 r. oraz 2,1% w 2023 r. przy założeniu przepływu gazu z Rosji do państw Europy Zachodniej.

Proszenie się o kryzys

Z pewnością nie grozi nam szok energetyczny z lat 70. ubiegłego wieku. Wynika to z prostego faktu. Gospodarki zużywają mniej energii do wytworzenia danej wielkości PKB. Na przestrzeni lat zużycie energii na jednostkę PKB maleje. Na początku lat 90. zużywano w UE ok. 200 kg energii na wytworzenie 1 tys. EUR PKB, obecnie zaś jest to ok. 100 kg energii. To między innymi zasługa wzrostu udziału elektrowni atomowych oraz OZE w źródłach energii. Niestety polityka energetyczna Niemiec ukierunkowana jest na likwidację elektrowni atomowych. Proces ten ma zostać zakończony do końca 2022 roku. Takie działania przeddzień kryzysu energetycznego to proszenie się o recesję.

Szok cenowy na rynku surowców nieco ustępuje, gdyż w obliczu spowolnienia gospodarczego, spada zagregowany popyt na ropę naftową oraz gaz. Jest to jakieś optymistyczne zjawisko, niemniej nie wynika ono z reorganizacji po stronie podażowej (np. zwiększenie wydobycia), lecz załamania po stronie popytowej. Innymi słowy: popyt na energię spada do podaży energii. Z kolei pożądanym zjawiskiem jest wzrost podaży do wielkości popytu.

Mamy za sobą pierwszy szok podażowy, który wbrew niektórym opiniom nie ustępuje — bynajmniej nie w centralnej części Europy.

Kryzys zadłużeniowy — szok popytowy

Istnieje realne zagrożenie powtórki z lat 2010-2012, kiedy strefa euro, a w szczególności kraje południowe znalazły się w kryzysie zadłużeniowym. Taka teza niestety ma silne podstawy empiryczne. Taki szok popytowy zwiększa bariery do wzrostu w następnym roku.

10-letnie obligacje włoskiego rządu notowane są obecnie na poziomie 3,2% i jest to ponad 4-letnie maksimum. Ostatni raz tak wysokie rentowności obligacji tego kraju miały miejsce na początku 2018 roku, a jeszcze wcześniej podczas kryzysu finansowego, o którym już wspominałem. Skąd tak nagły wzrost rentowności? Przyczyn jest kilka. Europejski Bank Centralny lada moment zaostrzy politykę monetarną oraz skończy luzowanie ilościowe. Rentowności włoskich obligacji są pochodnymi trzech czynników: stopy procentowej EBC, oczekiwań stopy procentowej EBC oraz premii za ryzyko kredytowe.

10-letnie obligacje rządowe Włoch

Źródło: MarketWatch

Kiedy Europejski Bank Centralny w maju zapowiedział podwyższenie stóp procentowych na lipcowym posiedzeniu, wzrosły oczekiwania co do stóp procentowych, wobec czego rentowności włoskich obligacji wzrosły. To pierwsza przyczyna. Ponadto EBC politykę pieniężną normalizuje już od grudnia ubiegłego roku, kiedy rozpoczęty został proces stopniowego zmniejszania luzowania ilościowego. Skutkiem tego jest wzrost rentowności obligacji włoskich. Banki centralne po to skupują na szeroką skalę aktywa, aby rentowności długoterminowych papierów wartościowych (10-letnie obligacje) spadły. Takie działania były popularne m.in. w czasie kryzysu finansowego oraz kryzysu pandemicznego. Jeżeli BC kończy wykorzystywanie tego instrumentu, to siłą rzeczy oprocentowanie obligacji rośnie, co ma obecnie miejsce. To druga przyczyna.

Ktoś mógłby spytać: Dlaczego obligacje niemieckie charakteryzują się niższą rentownością (1,2%)? I tu przechodzimy do czynnika trzeciego, jakim jest premia za ryzyko. Od kryzysu zadłużeniowego w strefie euro, państwa Europy Południowej mają podwyższoną rentowność w stosunku do członków strefy euro uchodzących za bardziej stabilnych finansowo. Nic w tym dziwnego. Wierzyciele, znając historię kredytową Grecji, Włoch czy Hiszpanii domagają się wyższego oprocentowania. W Hiszpanii 10-letnie obligacje rządowe notowane są na poziomie 2,4%.

10-letnie obligacje rządowe Hiszpanii

Źródło: MarketWatch

Rosnące koszty obsługi długu są zawsze zjawiskiem negatywnym. Oczywiście, wysoka inflacja nieco łagodzi te skutki, gdyż jednocześnie silnie rosną wpływy budżetowe. Niemniej, ryzyko zadłużeniowe i tak jest wyceniane na bardzo wysokie.

Po pierwsze Europa Południowa zmaga się ze stagnacją gospodarczą, która zwielokrotniła się w wyniku pandemii COVID-19. Wszakże gospodarki tych państw uzależnione są od turystyki, która najbardziej ucierpiała. Niski wzrost gospodarczy i silny wzrost odsetek od długu to recepta na kryzys finansowy. Zapewne z pomocą ruszy Europejski Bank Centralny. Problem w tym, że jego udział w zadłużeniu (tam, gdzie „coś” może podziałać) wcale nie jest wysoki. Wynosi on ok. 40% PKB — podobny udział mają zagraniczni wierzyciele, którzy nie będą tak skorzy do pomocy jak EBC. Reasumując, wprowadzenie tzw. anti-fragmentation tool przez europejskich bankierów centralnych może nie uchronić Włoch od kolejnego krachu finansowego na niekorzyść kondycji gospodarczej całego obszaru walutowego.

Dług publiczny Włoch według wierzycieli (jako % PKB)

Kulejący przemysł — szok podażowo-popytowy

Zakłócenia w łańcuchu dostaw oraz rekordowo wysokie ceny surowców energetycznych, na których bazuje europejski przemysł, sprawia, że wskaźniki PMI nurkują i nie widać oznak, aby miały w najbliższych miesiącach rosnąć. Brakuje czynników wspierających wzrost. Inflacja PPI w strefie euro wynosi niemal 40%, co tłumi możliwości zwiększania możliwości produkcyjnych w przemyśle. Ponadto niepewność wynikająca z wojny w Ukrainie oraz wzrostu obaw o gwałtowne zwiększenie liczby zakażeń obniża skłonność producentów do inwestycji, czy to poprzez zakup aktywów trwałych, czy akumulację zapasów. Polityka „zero-covid” w Chinach zwiększyła jednocześnie czas oczekiwania na dostawy. Zostrzenie polityki monetarnej EBC może jeszcze pogorszyć koniunkturę w sektorach wrażliwych, np. w budownictwie.

Wskaźniki PMI dla przemysłu

Twitter: Robin Brooks

Zobacz także: Możemy mówić o stagflacji! PMI nurkuje, a inflacja osiąga kolejny szczyt

Kulejący handel — szok podażowy

W czerwcu zrobiło się głośno o deficycie handlowym (1 mld EUR) w Niemczech pierwszy raz od 1992 roku. Z reguły nasi zachodni sąsiedzi słynęli z wysokiej nadwyżki handlowej głównie za sprawą eksportu samochodów oraz części samochodowych, maszyn oraz urządzeń elektrycznych i niskiego kosztu importu – głównie surowców energetycznych. Obecnie, kiedy sektor motoryzacyjny kuleje, a notowania gazu oraz ropy są najwyższe w historii dochodzi do deficytu. Nie można zapominać również o słabości euro w stosunku do innych twardych walut, co zwiększa koszty importerów.

W związku z powyższym, bilans handlowy strefy euro jest ujemny, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Rosną nierównowagi makreokonomiczne, co nasila presję na recesję gospodarczą na Starym Kontynencie.

Bilans handlowy strefy euro (mln EUR)

Źródło: TradingEconomics

Zobacz także: Światowa gospodarka wpada w dekoniunkturę. Co powinny zrobić banki centralne?

Spadek konsumpcji – szok popytowo-podażowy

Inflacja w Unii Europejskiej w czerwcu wyniosła aż 9,6%, z największym poziomiem w Estonii (22,0%), na Litwie (20,5%) oraz na Łotwie (19,2%). Najniższa inflacja spośród członków UE jest na Malcie i wynosi „tylko” 6,1%.

Wysokie ceny w Europie obniżają skłonność gospodarstw domowych do konsumpcji. Jednocześnie nadchodzący kryzys energetyczny oraz zaostrzenie warunków finansowych (wzrost obciążenia finansów gospodarstw domowych poprzez kanał kredytowy podwyżek stóp procentowych) powodują, że może nadejśc rychłe załamanie popytu konsumpcyjnego. Powoli widać oznaki zaciskania pasa przez konsumentów, szczególnych tych najuboższych, gdzie udział wydatków na żywność i energię w koszyku konsumpcyjnym jest najwyższy.

Recesja w Europie

Zaledwie dwa lata po kryzysie pandemicznym gospodarka europejska oraz światowa ponownie wchodzi w okres szoków popytowo-podażowych. Jakbyśmy przeanalizowali historię gospodarczą, doszlibyśmy do wniosku, że zjawisko jednoczesnego szoku popytowego oraz podażowego jest niezwykle rzadkie. Z reguły do czynienia mieliśmy z szokiem popytowym, który powodował negatywne fluktuacje wskaźników koniunkturalnych (Wielki Kryzys, światowy kryzys finansowy) lub szokiem podażowym (kryzys naftowy w latach 70. XX wieku). Dopiero kryzys pandemiczny był pierwszą większą kompilacją zjawisk wewnętrznych oraz zewnętrznych negatywnie oddziałujących na podmioty gospodarcze. Wiele wskazuje na to, że efektem tej obecnej kompilacji szoków będzie nie tylko recesja w Europie, ale i stagflacja.

Wystąpienie recesji w Europie zależeć będzie od skali kryzysu energetycznego, który zbliża się nieuchronnie. Działania Unii Europejskiej oraz pojedynczych rządów powinny być ukierunkowane na ochronę najbiedniejszych gospodarstw domowych, których ogrzewanie oparte jest o gaz. Z działań krótkoterminowych to na przykład dopłaty w formie rekompensat dla gospodarstw domowych, które są najbardziej obciążone finansowe w wyniku wysokich cen energii, natomiast z działań długoterminiowych to oczywiście transformacja oraz dywersyfikacja energetyczna. Europa, aby uniknąć krótkotrwałej, a może i długotrwałej recesji musi stawić czoła tym wyzwaniom. Niestety zwalczenie kryzysu energetycznego to nie jedyny problem. W tym tkwi klucz. Zagrożeń dla gospodarki Wspólnoty Europejskiej jest o wiele więcej.

Jakby tego było mało, EBC rozpoczyna cykl podwyższania stóp procentowych w okresie wchodzenia gospodarki w stan spowolnienia. To ciekawy paradoks, gdyż załamanie PMI w Eurolandzie nastąpiło przed podwyżką stóp procentowych. Te jednak muszą w końcu odbić się od zera zważywszy na deprecację euro do dolara (doszło już do parytetu) oraz nadmierną inflację. Dojdzie więc w Europie jednocześnie do technicznej recesji oraz zacieśnienia polityki monetarnej. Tak jak pisałem we wstępie: trudno o optymizm.

Krzywa Phillipsa – zniszczy gospodarkę, czy inflację? [ANALIZA]

Polecane artykuły

Back to top button