EnergetykaEuropa

Gazprom spala gaz, który miał trafić do Niemiec!

Z ustaleń firmy Rystad Energy wynika, że Gazprom spala gaz, który miał trafić do Niemiec gazociągiem Nord Stream 1. Tym samym okazało się, że analitycy zajmujący się handlem rosyjskimi surowcami od samego początku mieli racje. Rosja okazała się równie uzależniona od popytu państw Unii Europejskiej na błękitne paliwo, co Wspólnota od jego dostaw z tego kraju! 

Putin ograniczył dostawy gazu na Zachód

Putin postanowił zrewanżować się Unii Europejskiej i za nałożone na Rosję sankcje, znacznie ograniczył dostawy gazu trafiające do Europy między innymi przez Nord Stream 1. Aktualnie gazociągiem tym do Niemiec dziennie jest transportowane zaledwie 33 mln metrów sześciennych tego surowca energetycznego. Z kolei maksymalna jego przepustowość wynosi aż 160 mln metrów sześciennych dziennie. Co więcej Gazprom zapowiedział, że w dniach 31 sierpnia – 2 września transport gazu przez Nord Stream 1 całkowicie ustanie. Oczywiście, przedsiębiorstwo zaprzeczyło, jakoby ograniczanie dostaw wynikało z chęci wywołania kryzysu energetycznego w UE. Rosyjski koncern państwowy zaznaczył, że aktualnie pracuje nad modernizacją gazociągu oraz przeprowadzona odpowiednie kontrole, przez co został zmuszony do zmniejszenia przesyłu. 

Zobacz także: Dostawy gazu do UE — odcinamy się od Rosji, kupujemy więcej zza oceanu niż ze Wschodu

Gazprom spala gaz, który miał trafić do Niemiec! Analitycy mieli rację!

Jednakże, skoro rosyjskie błękitne paliwo nie trafia do Niemiec, to gdzie? Jak się okazało, do atmosfery. Otóż Gazprom zwyczajnie spala gaz, który trafiłby do naszego zachodniego sąsiada. Z ustaleń firmy Rystad Energy, do których udało się dotrzeć dziennikarzom BBC News, wynika, że na północy zachód od Sankt Petersburga powstała instalacja, która każdego dnia puszcza z dymem ok. 4,34 mln metrów sześciennych gazu o wartości szacowanej na 10 milionów dolarów. Co warto zaznaczyć, instalacja ta nie zajmuje się spalaniem znacznej ilości gazu ani od wczoraj, ani nawet od tygodnia. Ze zdjęć satelitarnych wykonanych przez wspomnianą firmę wynika, że proceder ten ma miejsce już od 11 lipca. 

Zobacz także: Port w Gdańsku z rekordem przeładunków. Pokonaliśmy Rosjan

Do tego należy podkreślić również fakt, że samo spalanie gazu w zakładach przetwórczych nie jest bynajmniej praktyką zaskakującą. W taki sposób ze względu na kwestie techniczne czy związane z bezpieczeństwem postępują przedsiębiorstwa z całego świata. To, co zaskakuje analityków to nie samo istnienie procederu, ale jego skala. Jessica McCarty, ekspertka od danych satelitarnych z Miami University w Ohio, stwierdziła, że nigdy wcześniej nie widziała, aby instalacja LNG spalała aż tak dużo gazu. 

Sama sytuacja udowadnia, że analitycy zajmujący się handlem rosyjskimi surowcami od samego początku mieli rację. Ci już od dawna wskazywali na to, że Rosja ma ogromne złoża surowców, ale jeśli UE zaprzestanie sprowadzania ich od agresora, to kraj ten nie będzie miał komu ich sprzedać. Na przykład w kwietniu bieżącego roku eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego pisali, iż w najlepszym dla Rosji scenariuszu, ponad 80 mld metrów sześciennych gazu z 200 mld metrów sześciennych dotychczas dostarczanych na Zachód nie znalazłoby kupca w wypadku nałożenia embarga przez Zachód. Czy fakt, że Gazprom spala gaz, który miał trafić do Niemiec, nie jest najlepszym dowodem na to, że mieli oni rację? 

Zobacz także: Izraelski gaz ziemny niedługo trafi do Europy!

Bez rosyjskiego gazu Europe czeka trudna zima

Jednakże warto pamiętać również o drugiej stronie medalu. Na ograniczaniu dostaw gazu nie traci tylko Rosja, ale również Unia Europejska, która ostatnio znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Wychodzenie z uzależnienia od rosyjskiego gazu okazało się dla wielu państw, szczególnie tych, które oparły na nim swoją energetykę,  przedsięwzięciem bardzo kosztownym. Choćby w Wielkiej Brytanii regulator rynku energii, Ofgem w piątek zapowiedział, że pozwoli przedsiębiorstwom znacznie podnieść ceny energii konsumentom, którym nie udało się podpisać stałej umowy ze swoim dostawcą. Według zapowiedzi rządowej instytucji od 1 października maksymalną kwotą, którą firma będzie mogła pobrać za rok dostarczania ogrzewania i energii wyniesie 3 549 funtów, czyli będzie ona wyższa o 80 proc. od obecnej (1 971 funtów). Więcej o przyczynach i skutkach wysokich cen energii w Wielkiej Brytanii Czytelnik znajdzie w tekście poniżej: 

Ceny energii w Wielkiej Brytanii osiągną niespotykane wartości

Polecane artykuły

Back to top button