GospodarkaPolska

Putinflacja nie jest w stanie wyjaśnić wzrostu cen w Polsce!

Tanienie surowców energetycznych najprawdopodobniej nie będzie w stanie zbić inflacji do celu ustalonego przez NBP

Jak wskazują członkini RPP Joanna Tyrowicz oraz profesor ekonomii Jan Hagemejer w swojej analizie, putinflacja nie jest w stanie całkowicie wyjaśnić tempa wzrostu cen w Polsce. Gdyby szok w postaci znacznego podrożenia nośników energii przeszedł natychmiastowo przez wszystkie sektory naszej gospodarki to i tak inflacja w Polsce byłaby znacznie niższa niż obecnie. Oznacza to, że obecnie obserwowane na globalnych rynkach tanienie surowców energetycznych najprawdopodobniej nie będzie w stanie zbić inflacji do celu ustalonego przez NBP. 

Putinflacja: czy energetyczna wojna Rosji podniosła ceny w Polsce?

Putin wypowiedział Europie energetyczną wojnę. Rosja znacznie ograniczyła transport błękitnego paliwa na nasz kontynent. Co więcej, ze względu na rzekomą modernizację, a potem w wyniku wybuchu przez tajemniczych sabotażystów, najpewniej tych samych, którzy wcześniej zrzucali na Polskę stonki ziemniaczane, transport gazu przed Nord Stream całkowicie ustał. Czynniki te sprawiły, że podaż gazu drastycznie spadła, co przyczyniło się do znacznego podrożenia surowca. Jak widać na zamieszczonym poniżej wykresie cena gazu ziemnego w najważniejszym, europejskim hubie gazowym w Niderlandach w tym roku wystrzeliła. Kontrakt na MWh gazu ziemnego  jeszcze w 2021 roku kosztował ok. 25 euro. Z kolei w tegorocznym lipcu trzeba było za niego zapłacić nawet ponad 200 euro. Ponadto warto zaznaczyć, iż rosyjska inwazja sprawiła, że podrażały również inne nośniki energii między innymi węgiel czy ropa. 

Ceny gazu w Europie
Źródło: Bank Pekao, Twitter

Zobacz także: Ceny gazu ziemnego nadal rosną. Znów pobiły rekord!

Biorąc to pod uwagę niektórzy politycy oraz analitycy zaczęli wysuwać teorię o putinflacji. Według niej to właśnie wzrost cen energii ma być głównym winowajcą odpowiedzialnym za to, że inflacja w Polsce osiągnęła w ostatnich miesiącach rekordowe wartości. W końcu praktycznie każde przedsiębiorstwo niezależnie czy sprzedaje hamburgery, czy oferuje usługi prawne, musi uiścić opłatę za dostarczanie ogrzewania bądź prądu. Jednakże czy faktycznie putinflacja jest w stanie wyjaśnić obecną sytuację w naszym kraju? Na to pytanie postanowili odpowiedzieć członkini RPP Joanna Tyrowicz oraz profesor ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim Jan Hagemejer w swojej analizie zatytułowanej „O roli „putinflacji””

Putinflacja nie jest w stanie wyjaśnić wzrostu cen w Polsce!

Szok inflacyjnym związany ze wzrostem cen nośników energii działa niczym fala, która przepływa przez większość sektorów gospodarki. Ze względu choćby na wzrost cen energii nie tylko gospodarstwa domowe zobaczą wyższe rachunki, ale również firmy. Przy czym, w wypadku niektórych branż wydatki związane jedynie z zakupem prądu stanowią 10 proc. kosztów. W takiej sytuacji przedsiębiorstwa mają trzy możliwości. Mogą one obniżyć swoją marżę, zwiększyć ceny (podnosząc tym samym inflację), bądź ograniczyć konsumpcję nośników energii przez na przykład zmianę sposobu produkcji dóbr. Choćby ze względu na podrożenie energii, wcześniej nieopłacalne metody wytwarzania mogły stać się rentowne, skłaniając przedsiębiorcę do wprowadzenia zmian. Jednakże, co warto zaznaczyć, transformacja jest często nie tylko czasochłonna, ale również kosztowna, więc potencjalnie może ona mieć negatywny wpływ na wielkość inflacji. 

Zobacz także: Działania Rosji są odpowiedzialne za ponad jedną trzecią inflacji w Polsce

Biorąc to pod uwagę, Tyrowicz i Hagemejer postanowili opracować model, w którym to wzrost cen w jednym sektorze natychmiastowo rozlewa się na wszystkie pozostałe. Przy czym, aby sprawdzić, czy putinflacja w Polsce faktycznie ma miejsce, postanowili skupić się oni głównie na sektorach produkujących nośniki energii. A o to ich wyniki!

Jak widać na zamieszczonych poniżej wykresach, efekty są zdecydowanie zbyt małe, aby wyjaśnić aktualną inflację w Polsce. W wypadku, gdyby jedynym winowajcą obecnego stanu rzeczy był sektor górnictwo i wydobywanie, aktualny wzrost cen w Polsce mieściłby się w celu NBP! Z tego powodu, ekonomiści wskazują, że procesy cenotwórcze w tym sektorze najprawdopodobniej miały historycznie niewielki wpływ na obecne tempo wzrostu cen. 

Putinflacja w Polsce
Źródło: Jan Hagemejer, Joanna Tyrowicz, „O roli „putinflacji””

Inaczej zaś sytuacja prezentuje się w wypadku wytwarzania i przetwarzanie koksu oraz produktów rafinacji ropy naftowej. Gdyby ceny w całej gospodarce natychmiastowo odzwierciedliły zmiany zaobserwowane w tej sekcji gospodarki, inflacja w Polsce byłaby wyższa od celu NBP. Jednakże i tak efekt nie jest na tyle duży, by był w stanie wyjaśnić obecny wzrost cen. Jak możemy wyczytać w analizie:

Obecnie efekt zbyt mały, by obarczać go odpowiedzialnością za więcej niż 40 proc. bieżącej inflacji.

Putinflacja w Polsce
Źródło: Jan Hagemejer, Joanna Tyrowicz, „O roli „putinflacji””

Podobna sytuacja ma miejsce w wypadku wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, ogrzewanie. Impuls powstały w tej branże w wypadku natychmiastowego rozprzestrzenienia się odpowiadałbym obecnie za ok. 5 pkt proc. inflacji w naszym kraju. 

Putinflacja w Polsce
Źródło: Jan Hagemejer, Joanna Tyrowicz, „O roli „putinflacji””

Zastanawiać może, dlaczego nie wzięto wpływu zmian w tych wszystkich sekcjach gospodarki na raz. W końcu dzięki temu uzyskalibyśmy potencjalny, całościowy wpływ putinflacji na wzrost cen w Polsce, a nie trzy oddzielne wyniki? Według analityków coś takiego nie miałoby zwyczajnie sensu. Jak możemy wyczytać w analizie:

Nie ma sensu brać na raz wydobycia, rafinacji/koksu oraz wytwarzania, bo duża część zmian cen np. rafinacji/koksu jest uwzględniona w wytwarzaniu (i odwrotnie). W Polsce wkład bezpośrednio koksu/rafinacji do koszyka konsumpcji gospodarstw domowych to 0.8 proc., a wytwarzania to 3.1 proc.

Zobacz także: Inflacja pomaga Walmartowi? Sprzedaż internetowa mocno w górę!

Potanienie nośników energii nie uratuje nas przed drożyzną

Przy czym, jak zaznaczają ekonomiści, wpływ tych impulsów na inflację w Polsce jest raczej przeszacowany, niż niedoszacowany. Otóż analitycy postanowili wykorzystać dokładnie ten sam model do przeanalizowania innych europejskich krajów. Po zrobieniu tego okazało się na przykład, że w niektórych państwach podrożenie nośników energii powinno podnieść tempo wzrostu cen do wyższego poziomu, niż obecnie jest obserwowanego. Przy czym, ten efekt może wynikać na przykład z tego, iż w prawdziwym świecie, szok inflacyjny zazwyczaj natychmiastowo nie wpływa na koszty w innych sektorach. Przedsiębiorcy nierzadko mają podpisane umowy długo terminowane z dostawcami, które chronią ich właśnie przed takim, nagłym wzrostem kosztów. 

Co z tego wynika? No cóż, putinflacja nie jest oparta na faktach. Gdyby faktycznie teoria ta byłaby prawdziwa, obecnie inflacja w Polsce byłaby znacznie niższa. W takim razie, co jeszcze napędza obecny wzrost cen w naszym kraju. Ekonomiści nie precyzują tego w swojej analizie, ale sądząc po wypowiedziach Tyrowicz, zdaje się, że ich zdaniem tym czynnikiem jest spirala oczekiwań. Z tego powodu, samo tanienie nośników energii raczej nie uratuje nas przed drożyzną. Jak podkreślają eksperci: 

Skoro inflacja nie wzrosła tylko na skutek rozlewania się po gospodarce wzrostów cen nośników energii, to także nie obniży się „sama z siebie” do celu inflacyjnego, gdy te ceny spadną.

Inflacja w Polsce spadła! GUS opublikował najnowszy szacunek za listopad

Polecane artykuły

Back to top button