GospodarkaUSA

Nagłówki o rzekomej „niewypłacalności USA” nie mają nic wspólnego z rzeczywistością [FELIETON]

Dług narodowy Stanów Zjednoczonych wynosi 31,5 bilionów dolarów, co stanowi 129% PKB. Dług ten jest tak wysoki, że amerykański Kongres jest zmuszony co jakiś czas podnosić ustawowy pułap zadłużenia. Wówczas w głównych mediach pojawiają się nagłówki z rzekomym wysokim ryzykiem niewypłacalności USA. Następnie pułap zostaje podwyższony, stan finansów publicznych ma się w jak najlepszej kondycji, a nagłówki znikają. Dlaczego? Ponieważ Stany Zjednoczone zbankrutować nie mogą, a sam limit zadłużenia jest bardziej narzędziem politycznym niż realną przestrogą przed zagrożeniem destabilizacji fiskalnej. 

Narzędzie polityczne

Republikanie zagrozili, że Stany Zjednoczone mogą stanąć w obliczu największego w historii kryzysu finansowego, ponieważ Departament Skarbu może nie być w stanie opłacić rachunków. Niespełnienie zobowiązań amerykańskiego rządu doprowadziłoby do ogromnego niepokoju na rynkach finansowych i destabilizacji globalnego systemu finansowego. Dlatego też, gdy poziom długu narodowego zbliża się do ustawowego pułapu zadłużenia, opcja opozycyjna w Kongresie (na ten moment Republikanie) nie jest zbyt skora do głosowania za podwyższeniem owego pułapu. Rząd musiałby bowiem dokonać ogromnych cięć wydatków i znalazłby się w pułapce zadłużenia w związku z brakiem podwyższenia limitu. Ograniczenie nakładów na takie programy jak Medicare i Social Security wraz z ryzykiem niewypłacalności doprowadziłoby do gwałtownego spadku poparcia dla obecnie urzędującego prezydenta Joe Bidena. A wybory prezydenckie już w przyszłym roku.

Stąd pułap zadłużenia jest kartą przetargową do realizacji celów politycznych. Sęk w tym, że czarny scenariusz nigdy się nie sprawdza i kończy się na groźbach aniżeli na rzeczywistych perturbacjach w wymiarze politycznym, społecznym i ekonomicznym.

Za czasów Donalda Trumpa Republikanie chętnie przegłosowywali ustawy odnośnie do limitu zadłużenia. Teraz gdy wiedzą, o co toczy się gra polityczna, takiej determinacji im brakuje. Jednak prawdopodobieństwo, że pułap ten podniesiony nie zostanie, co wiązałoby się z poważnym kryzysem fiskalnym, jest bliskie zeru. Departament Skarbu uruchomił „nadzwyczajne środki”, które nie wymagają podniesienia limitu zadłużenia i pozwolą sfinansować nadchodzące wydatki. Środki te wyczerpią się w czerwcu tego roku, stąd Kongres ma niecałe sześć miesięcy na znalezienie konsensusu, który oczywiście znajdzie. Jak zawsze.

Zobacz także: Wzrost marż odpowiadał za wzrost inflacji w USA w 2021 roku [BADANIE]

Dlaczego Stany Zjednoczone nie mogą zbankrutować?

Ustawowy limit zadłużenia może wprowadzić chaos w amerykańskim systemie politycznym i finansowym jedynie przez nieodpowiedzialność polityków. Gdy limit nie zostanie podniesiony, recesja i krach finansowy to zjawiska gwarantowane. Chaos nie może być jednak wywołany przez czynniki stricte ekonomiczne, ponieważ poziom długu narodowego nic nie mówi o kondycji fiskalnej.

Departament Skarbu finansuje działania rządowe za pomocą rachunków bankowych Rezerwy Federalnej. Wydatki – takie jak wypłaty w budżetówce, opłacanie usług publicznych, np. Medicare i Medicaid, płacenie wierzycielom – finansowane są z dwóch źródeł: 1) wpływów podatkowych, 2) emisji obligacji. Nie ma tu żadnej czarnej magii, a cały proces wygląda w uproszeniu tak samo, jak w każdym innym stabilnym fiskalnie i gospodarczo kraju. Rachunki bankowe są zasilane na bieżąco.

Stąd właśnie, brak podniesienia limitu zadłużenia oznacza, że Departament Skarbu nie może wyemitować obligacji i musi się posiłkować tylko wpływami podatkowymi. To zaś sprawia, że część zobowiązań wydatkowych rządu nie może zostać uregulowana. W celu sfinansowania wydatków Stany Zjednoczone pożyczają obecnie kwotę równą ok. 4% PKB. Brak podniesienia limitu równa się cięciom fiskalnym na poziomie tym 4% dochodu narodowego. Zakładamy jednak, że pułap zadłużenia zostanie podwyższony, ponieważ jak wspomniałem, jest to narzędzie polityczne, które ma spowodować „na moment” zawirowania w Kongresie. Żaden rozsądnie myślący polityk nie postawi krzyżyka na systemie finansowym i gospodarce swojego kraju.

Zobacz także: Sprzedaż detaliczna w USA spadła. Problemy detalistów nie dotyczą jednak e-commerce

Podwyższenie limitu to nic innego jak zgoda polityczna na kontynuowanie emisji obligacji skarbowych, na które departament oczywiście znajdzie kupców. Po pierwsze, USA emitują najważniejszą walutę świata, która bierze udział w blisko 90% transakcjach na rynku walutowym i stanowi blisko 60% rezerw walutowych banków centralnych. Ponadto więcej niż połowa światowego handlu rozliczana jest w USD. Dodając do tego jeszcze wzrost stóp procentowych Fed i tym samym wyższą rentowność amerykańskich obligacji oraz ocenę wiarygodności na najwyższym poziomie „AAA” nie ma żadnych ryzyk jakiejkolwiek destabilizacji na rynku obligacji USA. Od lat azjatyccy wierzyciele lokują kapitał na obligacjach skarbowych emitowanych przed Departament Skarbu, choć warte odnotowania jest, że w ostatnim roku proces ten osłabł. To za sprawą mniejszego zaangażowania największego zagranicznego wierzyciela Japonii w amerykańskich obligacjach.

Zobacz także: W USA spada inflacja i tanieje benzyna. Dane zbieżne z oczekiwaniami analityków

Dług nominalny niewiele mówi o kondycji fiskalnej

Reasumując, poziom nominalnego długu narodowego USA ma zerowy związek z ekonomicznymi podstawami zdrowotności finansów publicznych i nie jest skorelowany z rzeczywistymi miarami sytuacji fiskalnej jak koszt obsługi długu, czyli płatności odsetek od długu publicznego w relacji do produktu krajowego brutto. Wskaźnik ten determinowany jest stopą procentową Fed, stopą za ryzyko wierzycieli i stopą wzrostu nominalnego PKB (deflator PKB + wzrost realnego PKB).

Stąd, jeżeli już, to większym zagrożeniem jest potencjalna recesja obniżająca wzrost nominalnego PKB. Jednak wysoka inflacja stłumi jej negatywny wpływ na kondycję fiskalną. W 2022 r. koszty obsługi długu wyniosły zaledwie 1,6% PKB, co odpowiada średniej z ostatnich dwóch dekad i jest poniżej poziomu z lat 90. XX wieku. W najbliższych latach oczekuje się jednak wzrostu tego wskaźnika do nawet 3% PKB w efekcie rosnących stóp procentowych amerykańskich obligacji. Według prognoz CBO (ang. Congressional Budget Office) krótkoterminowe stopy procentowe wzrosną do 2,6% na koniec 2025 r.

Wzrost kosztów obsługi długu w obliczu restrykcyjnej polityki pieniężnej jest zjawiskiem naturalnym i nie niesie ryzyka, ponieważ nie jest efektem ograniczenia popytu na obligacje lub gwałtownego wzrostu stopy za ryzyko. W latach 80. XX wieku płatności odsetkowe zwiększyły się do ponad 3% PKB przez volckerowskie zacieśnianie, a stabilność fiskalna USA pozostała korzystna.

Mimo to w czerwcu zapewne ponownie zobaczymy nagłówki z cyklu „Stany Zjednoczone mogą zbankrutować” czy „USA w obliczu niewypłacalności”, kiedy Kongres zostanie zmuszony do podniesienia limitu zadłużenia. Wszakże nie będzie to mieć nic wspólnego z realną sytuacją finansów publicznych. Tak jak dotychczas.

Krach w USA! To był najgorszy rok dla amerykańskiej giełdy od światowego kryzysu finansowego

 

Polecane artykuły

Back to top button