Finanse

Tulipomania, czyli pierwsza bańka spekulacyjna to… mit?

Czy tulipomania, czyli najbardziej znana bańka spekulacyjna w historii, naprawdę nie była bańką? Dziś wielu ekonomistów twierdzi, że gwałtowne wzrosty i spadki cen miały swoje racjonalne przyczyny. Niezależnie od tego, czy była to bańka, to tulipomania na zawsze pozostanie jednym z najbardziej ikonicznych wydarzeń w historii gospodarczej świata.

Tulipomania jest jedną z najbardziej znanych baniek spekulacyjnych w historii. Nowożytni Holendrzy mieli oszaleć na punkcie cebulek tulipanów, a ich ceny wystrzeliły w kosmos. Najcenniejsze warte były tyle, co kamienica w Amsterdamie. Czy naprawdę tulipomania była bańką spekulacyjną? Okazuje się, że prawda jest bardziej skomplikowana.

  • Tulipomania jest pierwszą i prawdopodobnie najbardziej znaną bańką spekulacyjną w historii. W jej szczytowym momencie, cebulki rzadkich tulipanów były warte majątek.
  • Wirus pstrości tulipana sprawiał, że tulipany miały charakterystyczne, pstrokate wzory. Właśnie dlatego choroba czyniła cebulki tulipana szczególnie cennymi.
  • Gwałtowny spadek cen miał doprowadzić do tysięcy bankructw oraz licznych samobójstw. Fortuny wielu kupców zniknęły praktycznie z dnia na dzień.
  • Dziś wielu ekonomistów ma jednak wątpliwości, czy mieliśmy faktycznie do czynienia z bańką spekulacyjną, czy może wzrost, a następnie spadek cen, były zasadne.
  • Wyjaśnień tak gwałtownego wzrostu cen ma być kilka. Wymieniana jest zaraza, czynniki monetarne, wojna czy zmiany w prawie.

Jakie są początki tulipomani?

Czym była tulipomania (znana też pod nazwą tulipanowej gorączki)? To zjawisko ekonomiczne, które doprowadziło do olbrzymich wzrostów cen cebulek Tulipanów w Holandii w latach 1636-37. U podstaw tego wzrostu miał leżeć popyt spekulacyjny. Tulipomania uważana jest przez wielu za pierwszą bańkę spekulacyjną w historii. Jak do tego doszło?

Tulipany nie rosły naturalnie w Europie. Na dziko kwiaty te spotkać może było kiedyś w większości na Bliskim Wschodzie oraz w Azji Centralnej. W Persji kwiaty te uprawiano prawdopodobnie już w X wieku, czyli w czasach, gdy Polska dopiero powstała. Dokonywano selekcji najpiękniejszych i krzyżowano je, aby uprawiać cebulki najbardziej okazałych tulipanów. W stolicy Bizancjum — Konstantynopolu (dzisiejszy Stambuł) uprawiano je już w 1055 roku, choć jeszcze wtedy nie zwróciły one tak dużej uwagi Europejczyków.

Z czasem kwiaty te były coraz bardziej cenione. W XV wieku stały się one symbolem Turków i należały one do najbardziej cenionych kwiatów. Po sprowadzeniu do Europy stały się one niezwykle popularne. Były one bardzo często przedstawiane na obrazach holenderskich malarzy z okresu Złotego Wieku Holandii. Od tamtego czasu kraj ten jest europejskim liderem w produkcji kwiatów. Dziś Holandia eksportuje co roku tulipany warte dziesiątki milionów euro.

Złote lata Holandii

W XVII wieku Holandia przeżywała swoje najlepsze dni. Była ona krajem o najwyższym poziomie PKB per capita na całym świecie. Szacunki ekonomistów sugerują, że PKB per capita Holandii było wtedy ponad 4-krotnie wyższe niż w Polsce. Położenie na przecięciu ważnych szlaków handlowych, tania energia pochodząca z wiatraków, rozwinięta sieć kanałów, rozbudowana flota, czy Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, to przyczyny potęgi gospodarczej tego kraju. W 1602 roku w kraju powstała Giełda Papierów Wartościowych, a w 1609 założono Bank Amsterdamski.

Tulipomania. XVII-wieczny Amsterdam — Plac Dam z nowym ratuszem w budowie. Obraz namalowany w 1656 roku przez Johannesa Lingelbacha. Obraz znajduje się obecnie w muzeum Amsterdamskim.
XVII-wieczny Amsterdam — Plac Dam z nowym ratuszem w budowie. Obraz namalowany w 1656 roku przez Johannesa Lingelbacha. Dzieło znajduje się obecnie w muzeum Amsterdamskim.

Jak jednak do Holandii trafiły tulipany? Europejczycy zwrócili na nie uwagę, gdy dyplomaci ze Starego Kontynentu obserwowali te kwiaty na osmańskim dworze. Niektórzy badacze twierdzą, że do sprowadzenia przyczynił się Olghier Ghiselin de Busbecq. Był on ambasadorem Imperium Osmańskiego na dworze Ferdynanda I. Co do tego, czy faktycznie sprowadził on do Europy tulipany, nie ma jednak pewności.

Pierwsze tulipany w Europie

Tulipomania — Semper Augustus
Tulipan Semper Augustus, Norton Simon Art Foundation

Pewnym jest jednak, że w 1573 roku Charles de L’Écluse uprawiał je w ogrodzie botanicznym w Wiedniu, a 21 lat później (czyli od 1594 roku) rosły one także w ogrodzie botanicznym Uniwersytetu w Lejdzie w Holandii. To właśnie rok 1594 uznawany jest za początek przemysłu tulipanowego w Holandii. Charles de L’Écluse stworzył pierwsze prace naukowe na temat tulipanów oraz przyczynił się do rozprzestrzeniania tych kwiatów w Holandii.

Tulipany szybko stały się symbolem statusu w Holandii. Ich posiadanie wiązało się z dużym prestiżem, co sprawiało, że ceny tych kwiatów rosły. Tulipomania zbliżała się wielkimi krokami. Kwiaty te były bardzo cenione z uwagi na bardzo intensywne kolory. W 1596 i 1598 skradziono z ogrodu Charles de L’Écluse’a ponad 100 cebulek tulipanów. To jeden z dowodów na dużą wartość tych kwiatów. Najbardziej cenione były te, których kolory i wzory były najrzadsze.

Tulipomania a wirus pstrości tulipana

Na uwagę zasługuje tutaj wirus pstrości tulipana. Sprawiał on, że tulipany miału charakterystyczne pstrokate wzory. Do przykładów takich zarażonych tulipanów należą np.: Viseroij, Semper Augustus czy Admiral van der Eijck.

Wirus sprawiał również, że cebulka tulipana nie wykształcała się w pełni, a sam kwiat był osłabiony. Dodatkowo nośnikiem wirusa były jedynie cebulki, a nie nasiona tulipana, co sprawiało, że takie rośliny były szczególnie cenne. Duży popyt na tulipany sprawił, że w 1634 roku na rynek wejść mieli spekulanci. Były to osoby, które kupowały tulipany nie po to, aby je zasadzić, tylko sprzedać po wyższej cenie. Tak zaczęła się tulipomania.

Ich ceny zaczynały rosnąć bardzo dynamicznie, co sprawiło, że chętnych na kupno spekulantów przybywało. Coraz więcej osób nabywało tulipany jedynie w celu dalszego odsprzedania tych kwiatów. Tulipomania była zjawiskiem, które w 1841 roku w swojej książce „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów” opisał szkocki dziennikarz Charles Mackay. Autor w książce opisywał liczne przykłady, które miały dowodzić szaleństwa, które ogarnęło ówczesnych.

Kosmiczne ceny tulipanów

Tulipan „Viseroij” (ang. „namiestnik”) wystawiony w holenderskim katalogu Verzameling van een Meenigte Tulipaanen z 1637 r. Źródło: Wageningen University & Research
Tulipan „Viseroij” (ang. „namiestnik”) wystawiony w holenderskim katalogu Verzameling van een Meenigte Tulipaanen. Źródło: Wageningen University & Research

Arystokracja, mieszczanie, rolnicy, rzemieślnicy, marynarze, lokaje, pokojówki, nawet kominiarze i handlarski starzyzny parali się handlem tulipanami — pisał Mackay. Autor podał też konkretne przykłady. Za jednego tulipana odmiany Viseroij zaoferowano: dwa łaszty (łaszt to 3000-3840 dm3) pszenicy, cztery łaszty żyta, cztery tłuste woły, osiem tłustych świń, dwanaście tłustych owiec, dwanaście beczek wina, cztery beczki piwa, dwie kadzie masła, tysiąc funtów sera, łóżko z pełnym wyposażeniem, komplet ubrań i srebrną filiżankę.

Łączna wartość cebulki wyniosła 2500 guldenów florenów. Czy to dużo? Można kwotę tę porównać do przeciętnej płacy wykwalifikowanego robotnika. Zarabiał on wtedy średnio 150 guldenów… rocznie. Oznacza to, że kwiat ten osiągnął wartość niemal 17 lat zarobków wykwalifikowanego robotnika. Dodatkowo należy zauważyć, że nie była to wcale najdroższa odmiana. Semper Augustus niejednokrotnie sprzedawana była za więcej niż 5,5 tys. guldenów.

Za jednego tulipana oferowano kiedyś 5 ha ziemi, a są przypadki, że warte były tyle, co kamienica w Amsterdamie. Znany jest także przypadek, gdy w 1637 roku sprzedano tulipan „Semper Augustus” za niewyobrażalną kwotę 13 tys. guldenów. To właśnie w tym roku bańka spekulacyjna miała osiągnąć swój szczyt.

Zobacz też: Bańka na rynku nieruchomości, która wywołała recesję. Casus Hiszpanii i Irlandii [ANALIZA]

W tamtym czasie handlowano już nie tylko samymi cebulkami, ale kontraktami na nie. Tulipany kwitną od kwietnia do maja. Cebulki mogą być wyjęte z ziemi w czerwcu, ale powinny być posadzone z powrotem do końca września. Czas handlu fizycznymi cebulkami jest więc bardzo ograniczony. Dlatego powstał w Holandii rynek instrumentów pochodnych.

Sprzedawać zaczęto gwarancję na otrzymanie takiej cebulki za kilka miesięcy. W zamian kupujący wpłacali zaliczkę i zobowiązywali się nabyć cebulkę, gdy ta zostanie wyjęta z ziemi. Jak twierdzi Mackay, jeden kontrakt mógł zmieniać właściciela kilka razy.

Tak zakończyła się tulipomania – pęknięcie bańki tulipanowej

W lutym 1637 roku podczas aukcji w Haarlem nie pojawili się kupcy. Część badaczy łączy ten fakt z epidemią dżumy, która nawiedziła w tamtym okresie Holandię. Brak chętnych doprowadził do gwałtownego spadku cen tulipanów, co z kolei przełożyć się miało na falę bankructw. Mackay w swojej książce pisał:

W końcu jednak bardziej roztropni ludzie zaczęli dostrzegać, że to szaleństwo nie może trwać wiecznie. Bogaci już nie kupowali kwiatów, by sadzić je w ogrodach, ale aby odsprzedawać je ze stuprocentowym zyskiem. Jasne było, że w końcu ktoś na tym straszliwie straci. W miarę jak przekonanie to się rozpowszechniało, ceny zaczęły spadać, by już nigdy nie wzrosnąć. Ufność znikła, a pośredników ogarnęła powszechna panika — czytamy.

Umowy zrywano we wszystkich miastach Holandii. Kupcy, którzy jeszcze kilka dni wcześniej byli bardzo zamożni, budzili się jako właściciele kilku niewiele wartych cebulek tulipanów. Zamożni kupcy stali się niemalże żebrakami, a wielu arystokratów było świadkami, jak bezpowrotnie topnieją fortuny ich rodów — pisał Mackay.

Tulipomania to… mit?

Wielka bańka pęka, a dorobek życia tracą tysiące ludzi. Wielu z nich popełnia samobójstwo – to historia, którą mogło słyszeć wielu z nas. Co jeśli cała ta historia to… mit? Choć opowieść rozpowszechniona dzięki książce Mackay’a jest bardzo popularna, to dziś wielu historyków oraz ekonomistów podważa jej prawdziwość.

Wiele wskazuje na to, że autor ten bazował na pracy autora – Johanna Beckmanna. Ten z kolei bazować miał na satyrycznych Dialogach, które kpiły ze spekulantów. Obraz bańki spekulacyjnej, którą dziś znamy pod nazwą „Tulipomania”, mógł być przesadzony. Dziś badacze podważają nie tylko rozmiary spekulacji, ale także jej zasięg jak i skutki. Niektórzy ekonomiści twierdzą nawet, że bańki nie było w ogóle. Jak to możliwe? Zacznijmy od tego, z czym zgadzają się wszyscy. Cebulki tulipana faktycznie osiągały ceny, które można nazwać absurdalnymi. Mamy też dowody na gwałtowne spadki tych cen. Samo zmiany nie oznaczają jednak, że jest to bańka spekulacyjna.

Tulipomania nie była bańką?

Stwierdzenie, czy bańka istnieje, czy jej nie ma, nie jest wcale tak proste, jak może się wydawać. Wiele osób twierdzi, że w największych polskich miastach mamy do czynienia z bańką spekulacyjną na rynku nieruchomości, ale analizy ekonomistów dowodzą, że takiej bańki nie ma. Za wysokimi cenami stoi duży popyt oraz niska podaż mieszkań. Bańka występuje z kolei, gdy ceny osiągają ceny, które wskazywałyby na występowanie dużego popytu spekulacyjnego, czyli kupowania danego dobra, tylko po to, aby je sprzedać z zyskiem.

Tulipomania. Tulipan „Admiral van der Eijck” (ang. „namiestnik”) wystawiony w holenderskim katalogu Verzameling van een Meenigte Tulipaanen. Źródło: Wageningen University & Research
Tulipan „Admiral van der Eijck” wystawiony w holenderskim katalogu Verzameling van een Meenigte Tulipaanen. Źródło: Wageningen University & Research

Ekonomista Peter Garber w swojej pracy “Tulipmania” postanowił porównać omawianą Tulipomanię z lat 30. XVII wieku do kształtowania się cen nowych odmian tulipanów i hiacyntów, które pojawiały się później. Wyniki jego analiz mogą być dla wielu zaskoczeniem. Okazało się bowiem, że tak gwałtowne wzrosty, a następnie spadki, nie są żadną anomalią na rynku rzadkich odmian kwiatów. Nawet współcześnie ceny nowych odmian mogą osiągnąć bardzo wysokie ceny.

Uczony zaznacza, że o ile sam wzrost cen rzadkich odmian nie jest niczym zaskakującym, to jego praca nie wyjaśnia tego, dlaczego rosły także ceny tych pospolitych cebulek w ostatnim miesiącu spekulacji, co oznacza, że sytuacja mogła mieć jednak znamiona bańki spekulacyjnej.

Tulipomania nie była bańką?

To jednak nie jedyny ekonomista, który zmierzył się z tym tematem. Wyzwanie podjął także Earl Thompson. W swojej pracy „The  tulipmania: Fact or artifact?” przekonuje, że krótkookresowy spadek cen był znacznie głębszy i wyniósł aż 99,999%. Ekonomista podaje jednak racjonalne wyjaśnienie tego stanu rzeczy. Gdy ceny zaczęły spadać, to podjęto decyzję, że można zawartych w sezonie zimowym umów, uiszczając jedynie niewielki procent ceny zapisanej w kontrakcie.

Kolejne powody spadku przybyły do Holandii z Niemiec. Niemcy przegrali bitwę pod Wittstock. Niemiecka arystokracja była jednym z największych rynków zbytu, a zagrożenie zewnętrzne oraz wewnętrzne rebelie ograniczyły popyt z tego kierunku. Zmiany przepisów miały sprawić, że tulipomania z przełomu 1636 i 1637 roku była prowadzona w oparciu o przekonanie, że będzie można zwyczajnie zrezygnować z kupna cebulki.

Monetarne przyczyny tulipomani?

Innym ekonomistą, który postanowił sprawdzić, czyli tulipomania faktycznie była bańką spekulacyjną, jest Douglas French. W pracy „Early Speculative Bubbles and Increases in the Supply of Money” postanowił podejść on do sprawy z nieco innej strony. Badacz doszukuje się przyczyn… w czynnikach monetarnych. Mówiąc najprościej – w podaży pieniądza.

Wprowadzone w tamtym czasie prawo „Free coinage” polegało na zobowiązaniu się państwa do wybicia monet z dowolnej ilości dostarczonego metalu szlachetnego za niewielką opłatą. Co oznaczało to w praktyce? Do kraju ściągnęło wielu posiadaczy metali szlachetnych. Dodatkowym atutem Holandii był Bank Amsterdamski. Prawem Kopernika-Grashama mówi o tym, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. W ten sposób gorsze monety (zużyte, z mniejszą domieszką metali szlachetnych) wypierały więc bardziej wartościowe.

Gmach starego ratusza oraz Banku Amsterdamskiego (na prawo od wieży). Obraz Pietera Saenredama z 1657 roku. Źródło Rijksmuseum
Gmach starego ratusza oraz Banku Amsterdamskiego (na prawo od wieży). Obraz Pietera Saenredama z 1657 roku. Źródło: Rijksmuseum

Udało się to zmienić dzięki Bankowi Amsterdamskiemu, który deponował monety, nie według nominalnej wartości, a ich wagi i zawartości cennego metalu. W zamian klienci otrzymywali banknoty. To pozwoliło na powstanie jednolitej waluty. Wygodna i bezpieczeństwo zachęcały na tyle, że nastąpił olbrzymi napływ srebra i złota do Holandii. French szacuje, że między 1633 a 1638 rokiem wartość depozytów wzrosła o 60%

Tulipomania: szaleństwo i samobójstwa handlarzy nie są prawdą?

Swoją cegiełkę do obalania mitu dołożyła także amerykańska ekonomistka Anne Goldgar. Zauważa ona, że ceny nie były oderwane od fundamentów, ponieważ samo uzyskanie tych odmian było niezwykle trudne. Mitem miało być także przechodzenie tych cebulek z rąk do rąk. Prześledzenie ksiąg handlowych sprawiło, że doszła ona do wnioski, iż cebulki, które zmieniały właściciela częściej niż 4-krotnie, były rzadkością.

Mitem są także zawrotne ceny. Owszem – były przypadki, że za cebulkę tulipana płacono tysiące guldenów, lecz jedynie 37 transakcji miało wartość przekraczającą 2-letnie wynagrodzenie wykwalifikowanego pracownika, czyli 300 guldenów.

Ekonomistka podaje także kolejne wytłumaczenie gwałtownego wzrostu, a następnie spadku cen tulipanów. Tulipomania była jedynie rynkową odpowiedzią na obawy związane z potencjalną zarazą tulipanów. Gdy w lutym 1637 roku okazało się, że obawy te są bezzasadne, to ceny spadły. Nieprawdą miała być także fala samobójstw spowodowanych tulipomanią. Badaczka nie odnalazła ani jednego przypadku samobójstwa spowodowanego przez spadki cen tulipanów.  

Przytoczone przykłady pokazują, że historia pierwszej bańki spekulacyjnej w historii wcale nie jest tak prosta, jak może się wydawać. Tulipomania jest i z pewnością pozostanie jednak jednym z najbardziej ikonicznych zdarzeń w historii gospodarczej świata.

Na polskim rynku nieruchomości jest bańka spekulacyjna. PKO: Nie ma.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Radosław Ditrich

Świat postrzegam przez pryzmat liczb. Kocham przeglądać wykresy, tabele i mapy. Lubię także pobiegać i podróżować komunikacją publiczną.

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker