GospodarkaKomentarze I Analizy

Inflacja okazała się przejściowa, ale „przejście” trwało naprawdę długo

Inflacja na świecie zaczyna się stabilizować na niskim poziomie, a proces dezinflacji zaskoczył większość ekonomistów, analityków, polityków i dziennikarzy – także i nas. W niniejszym tekście staramy się pokazać pewien kontekst historyczny epizodów dezinflacyjnych. Wniosek jest taki, iż wróciliśmy z bardzo dalekiej podróży, a szybszy – na tle poprzednich epizodów – proces dezinflacji sugeruje, że ostatni szok cenowy w dużym stopniu miał charakter przejściowy. 

W krajach strefy euro, regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Wielkiej Brytanii czy USA wskaźniki inflacji wróciły, albo prawie wróciły do poziomu sprzed pandemii. Chociaż problem ostatniej mili ma pewien sens (ekonomiści powołujący się na ten *problem* wskazują, że spadek inflacji do 2% w krajach rozwiniętych może wymagać istotnego pogorszenia koniunktury na rynku pracy), to szybki proces dezinflacji przy utrzymaniu solidnej koniunktury (nie wszędzie, ale na większości rynkach rozwiniętych nie doszło do recesji) jest nieodzownym, bardzo pozytywnym zjawiskiem. Zwłaszcza, jeżeli porówna się obecny epizod inflacyjny do poprzednich szoków.

Poniższy wykres przedstawia szok inflacyjny w latach 2022-2023 na tle poprzednich szoków: w latach 70., 80 i 90. XX wieku w 2008 roku w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech oraz w latach 2000, 2004 i 2008 w Polsce. Jakie płyną wnioski z tego wykresu? Co wyróżnia obecny szok inflacyjny na tle tych poprzednich?

Zobacz też: AI to szansa, ale ludzie wyczekujący cudu, mogą się zawieść

Po pierwsze, podczas obecnego, powoli mijającego już szoku cenowego, proces dezinflacji przebiega stosunkowo szybko, zwłaszcza w Polsce, gdzie inflacja wzrosła do bezprecedensowego, rekordowego poziomu, ale równie szybko spadła – podobnie jak w Niemczech, choć tam nieco wolniej. Przy czym należy studzić optymizm w kontekście procesów cenowych w naszej gospodarce, bo wiele wskazuje, że do końca roku inflacja wzrośnie w okolice 4-5% (więcej tutaj). Po drugie, historycznie rzecz biorąc, ani w USA, ani w Wielkiej Brytanii, obecny szok inflacyjny nie wyróżnia się szczególną silą i trwałością. Można stwierdzić, że był umiarkowanie silny, a co ważniejsze – raczej przejściowy. Podczas wcześniejszych szoków, inflacja na tym samym etapie (ok. 20 miesięcy po osiągnięciu szczytu) była wyższa, wolniej schodząc do celu.

Zobacz też: Świetny początek roku dla Airbusa i fatalny dla Boeinga. Amerykański gigant zdominowany

Można odnieść wrażenie, że z czasem koncepcja podażowego i przejściowego charakteru epizodu inflacyjnego w latach 2022-2023 zyskuje na znaczeniu, podczas gdy koncepcja utrwalonej, podwyższonej inflacji poprzez np. ekspansję fiskalną – na tym znaczeniu traci. Inflacja na świecie gwałtownie wzrosła w wyniku szoku cen paliw i strukturalnych szoków podażowych (zerwane łańcuchy dostaw), a następnie szybko się skurczyła, gdy te negatywne szoki ustąpiły.

Taki wniosek jest zgodny m.in. z ostatnim badaniem Banku Światowego, z którego wynika, że szoki cen ropy i negatywne szoki podażowe odpowiadają za ponad 50% wahań światowej inflacji w XXI wieku. Jednocześnie badanie ujawnia, że od 1970 roku znaczenie cen paliw w kształtowaniu inflacji na świecie rośnie, zaś znaczenie szoków popytowych – maleje (np. w latach 1970-1975 szoki popytowe odpowiadały ze 35,9% zmiany inflacji, zaś w latach 2001-2022 za 21,4%, natomiast szoki cen paliw odpowiadały za kolejno 20,5% i 43,7%).

Można więc spuentować, że inflacja raczej okazała się przejściowa, chociaż „przejście” z wysokich do niskich poziomów trochę trwało.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Gabriel Chrostowski

Analityk makroekonomiczny, w wolnych chwilach uprawiający piłkę nożną oraz biegi krótko- i długodystansowe

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker