GospodarkaKomentarze I Analizy

Siły globalne napędzają inflację w krajach rozwiniętych [BADANIE]

Jakie są przyczyny inflacji? To siły globalne czy lokalne? Ekonomiści R. Auer, M. Pedemonte i R. Schoenle w badaniu pt. Sixty years of global inflation: a post GFC update oszacowali jaki udział inflacji w kilkudziesięciu krajach wyjaśniają czynniki globalne: wzrost cen ropy naftowej, wyższe ceny żywności na światowych rynkach czy polityka pieniężna Fed. Jakie płyną wnioski? 

Inflacja raz jest większa, raz jest mniejsza, ale zawsze podlega wahaniom. Zadaniem ekonomistów, analityków, badaczy jest wyjaśniać, dlaczego inflacja się zmienia, jakie czynniki w tejże zmienności odgrywają kluczową rolę. Jeżeli to krajowa polityka gospodarcza destabilizuje ceny, wtedy z grubsza wiemy, że może bank centralny powinien lepiej zarządzać polityką monetarną, natomiast jeżeli motorem napędowym zmienności inflacji są zjawiska globalne, wówczas polityka makroekonomiczna nie jest głównym winowajcą – nie powoduje inflacji, ale może ograniczać tzw. efekty drugiej rundy, czyli rozlanie i utrwalenie się szoku cenowego płynącego z zewnątrz w całej gospodarce. Co zatem napędza inflacje?

Wątpliwości postanowili rozwiać ekonomiści R. Auer, M. Pedemonte i R. Schoenle w badaniu pt. Sixty years of global inflation: a post GFC updateZbadali oni m.in. jaki udział lokalnej inflacji można wyjaśnić czynnikami globalnymi. Z badania wyłania się kilka nieoczywistych wniosków, ale zanim o nich… kilka słów o metodyce.

Autorzy badania wykorzystują analizę czynnikową. Metoda ta polega na wyodrębnieniu jakiegoś wspólnego czynnika determinującego zmienność cen dla wszystkich badanych krajów, np. jeżeli wartość czynnika wspólnego wynosi 0,70 (lub 70%) dla kraju A, wówczas zmienność inflacji w 70% wynika ze zjawisk o charakterze globalnym – resztę (czyli w tym przypadku 30%) wyjaśniają zjawiska o charakterze lokalnym, np. zbyt ekspansywna polityka fiskalna, napięty rynek pracy. To dość znana metoda, często wykorzystywana wśród ekonometryków, która dobrze sprawdza się w tego typu analizach, które próbują wyodrębnić część wspólną dla danego zbioru danych. Dobrze, dość już tych zawiłych treści ekonometrycznych. Przejdźmy teraz do „mięcha”, czyli wyników oraz wniosków.

Najważniejsze wyniki badania w pewną całość składa poniższy wykres przedstawiający udział krajowej inflacji wyjaśniony przez czynniki globalne w latach 2000-2023 we wszystkich analizowanych krajach. Wyniki i wnioski? Po pierwsze, w Polsce czynnik wspólny wynosi aż 75%, a zatem trzy czwarte zmienności inflacji pochodzi ze zjawisk globalnych, np. szoków surowcowych. Generalnie, w większości krajach rozwiniętych, to zjawiska globalne są główną siłą determinującą zmienność cen. Nie powinno to dziwić – większość krajów o wysokich dochodach to gospodarki ze sobą zintegrowane handlowo i finansowo.

Zobacz też: Przemysł radzi sobie źle, albo bardzo źle! Usługi? Przeżywają boom

Jest jednak grupa krajów, dla których czynnik wspólny wynosi zaledwie kilka procent. To między innymi Chiny, Arabia Saudyjska czy Indie. Co łączy te kraje? Mianowicie, są to eksporterzy netto, gospodarki raczej zamknięte na import, ale bardzo otwarte na eksport, które permanentnie generują nadwyżki handlowe. Ale co to oznacza? To oznacza, że kraje te są mniej podatne na szoki cen importu (bo mniej importują, więcej eksportują). Ogólnie rzecz biorąc, najbardziej podatne na szoki globalne są małe gospodarki otwarte (dla Estonii globalne czynniki wyjaśniają aż 90% inflacji krajowej), natomiast najmniej podatne są właśnie duże gospodarki częściowo zamknięte na globalną wymianę handlową. Wśród grupy państw, gdzie inflacja ma przede wszystkim charakter lokalny jest też Argentyna borykająca się z hiperinflacją m.in. w wyniku monetyzacji długu.

Co chyba najciekawsze, czynniki globalne wyjaśniają również znaczną część inflacji bazowej w analizowanych krajach. W Polsce czynnik wspólny wynosi 59%. Czy nas to dziwi? Niekoniecznie. Wiele razy wyjaśnialiśmy, że inflacja bazowa nie jest najlepszą miarą do interpretacji przyczyn inflacji w podziale na czynniki wewnętrzne vs zewnętrzne, np. mimo że inflacja bazowa nie zawiera cen żywności i energii to de facto jej wzrost może wynikać z szoków surowcowych, ponieważ w sektorach nieenergetycznych ceny mogą rosnąć, gdy firmy przerzucą wzrost kosztów na konsumentów (ale polityka makroekonomiczna może ograniczać proces przenoszenia wysokich kosztów na odbiorców finalnych poprzez ograniczanie zagregowanego popytu – problem w tym, że dla gospodarki oznacza to co najmniej spowolnienie, o ile nie recesję).

Zobacz też: Biden znów uderza w Chiny! Nowe cła mocno ich zabolą…

Z badania regresji wynika, że głównymi siłami globalnymi powodującymi zmienność cen w badanych krajach są indeks dolara (np. aprecjacja dolara sprawia, że rośnie inflacja importowania, bo względne ceny dóbr zagranicznych rosną), globalny indeks cen towarów (tu najwięcej do powiedzenia mają zmiany cen żywności i energii) oraz stopy procentowe Fed (dlatego, że ta zmienna wpływa na i) inflację w USA, z którymi handlują w zasadzie wszystkie gospodarki, ii) indeks dolara, od którego zależą ceny importu).

Badanie pokazuje, że inflacja to bardzo złożona kwestia, często mało zależna od poczynań polityki makroekonomicznej, a można odnieść wrażenie, że wielu krajowych ekonomistów lubi przypisywać wzrost inflacji „upadkowi” wiarygodności banku centralnego, czy nadmiernym deficytom budżetowym – ale zarówno o wiarygodność, jak i stabilność fiskalną trzeba dbać, gdyż w dłuższym okresie są to bardzo ważne instytucje. Mamy więc do czynienia z małym paradoksem, bo z jednej strony polityka gospodarcza zazwyczaj nie wywołuje szoków inflacyjnych, z drugiej strony musi im przeciwdziałać, np. NBP ma wpisany w swój mandat „dbanie o stabilność cen”, natomiast społeczeństwo zazwyczaj obwinia polityków o szybki wzrost cen (występuje więc duża presja społeczna). Oczywiście narzędzia polityki makroekonomicznej są w stanie ograniczać utrwalenie się wysokiej inflacji poprzez przeciwdziałanie efektom drugiej rundy. Wkraczamy tu jednak w pewien dylemat – narzędzia te są jednocześnie antyinflacyjne i antywzrostowe, czyli polityka makroekonomiczna musi przeciwdziałać inflacji, której nie wywołała, a dodatkowo podkopywać sobie dołki, co może nieść określone koszty polityczne.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Gabriel Chrostowski

Analityk makroekonomiczny, w wolnych chwilach uprawiający piłkę nożną oraz biegi krótko- i długodystansowe

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker