GospodarkaPolska

Chcemy bogatej Polski, to musimy zacząć inwestować w edukację!

Kapitał ludzki, głupcze! Jeżeli chcemy utrzymać nasz potencjał rozwojowy, chyba nie ma lepszej ścieżki, niż tej wiodącej przez edukację. 

Z ostatniego badania ekonomistów polskiego MF pt. Human capital and GDP projections in selected EU countries płynie wniosek, że dynamika PKB w krajach UE w nadchodzących dekadach może być wyższa, niż wskazują bieżące projekcje, ponieważ jakość kapitał ludzkiego jest w stanie silnie podnieść potencjał wytwórczy, czego prognozy nie wyceniają.

Ale jednocześnie dalej wiele będzie zależeć od edukacji ustawicznej, czyli tej rozłożonej przez cały cykl życia i realizowanej przede wszystkim przez przedsiębiorstwa oraz państwowej, czyli tej zależnej od decydentów politycznych, która jest chyba najważniejsza, bo dotyczy okresu dojrzewania, gdy kształtują się nasze zainteresowania, umiejętności kognitywne, komunikacyjne i to, jak patrzymy na świat. Im bardziej będziemy w stanie poprawiać jakość kapitału ludzkiego, tym większe muskuły ekonomiczne zbudujemy. To, w jakim punkcie znajdzie się gospodarka za kilkadziesiąt lat zależy od decyzji podejmowanych dziś, bo konsekwencje makroekonomiczne nakładów na edukację materializują się przez wiele, wiele lat.

Na wielu konferencjach naukowych i biznesowych wskazuje się, iż edukacja to będzie czynnik, który najsilniej zaważy na rozwoju gospodarczym w ciągu najbliższych dekad. Można w zasadzie odnieść wrażenie, że słowo „edukacja” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Dlaczego? Między innymi dlatego, że wchodzimy najprawdopodobniej w erę „maszyn”, podczas której największe korzyści w podwyższaniu krańcowej wydajności pracy będą czerpać społeczeństwa najlepiej wyedukowane. To zaś zależy przede wszystkim od edukacji podstawowej, bo to w czasie dojrzewania najszybciej kreują się zdolności poznawcze. Państwo ma tu do odegrania olbrzymią rolę. Badania, na podstawie których Obserwator Gospodarczy chce budować wizję przyszłości są nieubłagane. Inwestycje w edukację przynoszą ogromne stopy zwrotu.

Zobacz też: Luzowanie ilościowe miało zniszczyć gospodarkę, a ją uleczyło!

Na przykład, w badaniu pt. Shaping Inequality and Intergenerational Persistence of Poverty: Free College or Better Schools amerykańscy ekonomiści zbadali wpływ dwóch reform na gospodarkę, w tym między innymi na PKB, konsumpcję czy zasób kapitału – wyposażenie w maszyny, urządzenia, technologie. Analizują oni implikacje dwóch reform. Pierwsza reforma polega na zagwarantowaniu darmowej edukacji wyższej przez amerykański rząd (jak powszechnie wiadomo studia w USA są płatne). Druga reforma (bardziej miarodajna dla krajów UE, w tym Polski, gdyż u nas studia są darmowe) polega na zwiększenie nakładów z budżetu państwa na edukację średnią o 1000 dolarów na ucznia (w Polsce są to licea). Efekty makroekonomiczne takich polityk publicznych są ogromne i rozłożone w czasie.

Dwa najważniejsze efekty są następujące.

Po pierwsze, pod wpływem wzrostu nakładów na edukację średnią, PKB po kilkunastu latach od wdrożenia reformy jest wyższe o około 6% w stosunku do scenariusza bez tej ingerencji (w przypadku darmowych studiów efekt jest słabszy, ale również silny). Po drugie, udział populacji z wyższym wykształceniem rośnie o ok. 5 pkt proc. dla obu polityk. Reformy te jednocześnie generują znaczny wzrost dobrobytu – konsumpcja (lepsza miara dobrobytu, niż produkcja) rośnie o ponad 10% w dłuższym okresie. Nie ma chyba lepszej drogi do wzrostu potencjału produkcyjnego gospodarki, niż zwiększenie inwestycji w kapitał ludzki, zwłaszcza wśród młodszych kohort demograficznych. Aż chce się spuentować „kapitał ludzki, głupcze!”.

Zobacz też: Chińskie pociągi alternatywą dla statków? Ruch do Europy znów w górę

W minionych dekadach głównym bodźcem rozwojowym w krajach o średnich i wysokich dochodach była tzw. dywidenda demograficzna. Kraje zwiększały potencjał demograficzny, ponieważ udział osób w wieku produkcyjnym w populacji ogółem rósł. Ale to przeszłość, czas rozpocząć tzw. dywidendę edukacyjną. Wkraczamy w czas recesji demograficznej, wiele krajów w zasadzie już się w niej znajduje (np. my, Polska). A więc, aby podtrzymać potencjał rozwojowy na piedestał musi zostać wystawiona jakość kapitału ludzkiego, która – miejmy nadzieję – będzie wzmacniana przez coraz bardziej zaawansowane technologie. Ale materializacja takiego scenariusza wymaga przemyślanej polityki edukacyjnej, czyli konkretnych reform (ciekawe propozycje padły np. w ostatnim raporcie Pulsu Biznesu pt. Od kompetencji przemysłowych do technologicznych). To wymaga dużego, relatywnego (w relacji do PKB!) wzrostu wydatków na edukację – tych bieżących (np. wzrost pensji nauczycieli), jak i tych kapitałowych (np. uposażenie szkół w lepsze laptopy o większych mocach obliczeniowych – to tylko przykład). Wydatek dziś to korzyść rozłożona na kilkadziesiąt lat, na następne pokolenia. W idealnym świecie, politycy pewnie właśnie taką ideą kierowaliby się w podejmowaniu określonych decyzji. Ale niestety nie żyjemy w świecie idealnym.

 

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Gabriel Chrostowski

Analityk makroekonomiczny, w wolnych chwilach uprawiający piłkę nożną oraz biegi krótko- i długodystansowe

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker