Afryka i Bliski WschódGospodarka

Zacofane kraje mają szansę na rozwojowy skok, ale z niej nie skorzystają!

W ciągu najbliższych 50 lat w krajach o niskich dochodach liczba osób w wieku produkcyjnym może wzrosnąć o ponad 800 mln, podczas gdy w krajach o wysokich dochodach liczba ta skurczy się o prawie 130 mln. Gdy kraje rozwinięte będą przeżywać demograficzną zapaść, najniżej rozwinięte państwa w dużej mierze położone na południe od Sahary znajdą się w erze boomu demograficznego. To szansa dla krajów o niskich dochodach, aby wyjść z marazmu ekonomicznego poprzez czerpanie zysków z dywidendy demograficznej. Ale ta oczywiście bardzo optymistyczna wizja zmaterializuje się tylko wtedy, gdy dojdzie do diametralnych zmian na polu instytucjonalnym. Na razie niewiele na to wskazuje. Innymi słowy, zacofane państwa mają szansę na cywilizacyjny skok, ale rychłe nadzieje, że z niej skorzystają. 

Dodatnia dywidenda demograficzna w pewnym stopniu wyjaśnia gospodarczy i cywilizacyjny skok azjatyckich tygrysów oraz generalnie wysokie tempo wzrostu w krajach Globalnej Północy po II wojnie światowej. Dobrym przykładem jest Japonia, która rozwijała się w szybkim tempie, gdy posiadała relatywnie młode, produktywne społeczeństwo, zaś gdy wpadła w sidła recesji demograficznej, a społeczeństwo stawało się coraz starsze, gospodarka znalazła się w stagnacji. Nie jest to wszakże jedyna i może nawet nie główna przyczyna ekonomicznego marazmu, niemniej wiele przykładów wskazuje, że im wyższa liczba osób w wieku produkcyjnym, tym większy potencjał rozwojowy – pozytywne trendy demograficzne pobudzają wzrost.

Sęk w tym, że kraje rozwinięte wchodzą w coś, co ekonomiści nazywają recesją demograficzną. Z roku na rok liczba osób w wieku produkcyjnym będzie się kurczyć. W krajach o wysokich dochodach najbardziej produktywna część populacji do 2075 roku ma  spaść o prawie 130 mln osób. Z kolei w krajach najsłabiej rozwiniętych, które są skupione głównie w Afryce Subsaharyjskiej liczba osób w wieku produkcyjnym wzrośnie w tym czasie aż o ponad 800 mln. To prawie jedna dziesiąta globalnej populacji. Pytanie brzmi, czy kraje słabo rozwinięte będą przeżywać swoją dywidendę demograficzną?

Zobacz też: Lubisz niskie podatki? To dobrze, bo będzie musiało ich być więcej

Dywidenda demograficzna to zjawisko szybkiego przyrostu liczby osób w wieku produkcyjnym, które staje się ważnym motorem napędowym gospodarki. Taki proces zaszedł m.in. w krajach azjatyckich w latach 1960-1990, które przeżywały boom demograficzny i dzięki temu dysponowały dużym potencjałem wytwórczym. Warto podkreślić, że dywidenda demograficzna to nie tylko swego rodzaju mechaniczne podwyższenie potencjału gospodarczego (więcej osób może produkować i konsumować, co siłą rzeczy podwyższa PKB).

Mianowicie, im więcej osób w kwiecie wieku, tym więcej potencjalnych innowatorów, tym bardziej łakomy kąsek dla kapitału zagranicznego, tym mniejsza presja na budżet państwa i większa przestrzeń fiskalna do rozwijania ważnych sektorów, a nie do zasypywanie luki powstałej w systemie emerytalnym. Więcej osób w wieku produkcyjnym to też szerszy potencjał konsumpcyjny na rynku wewnętrznym i większy optymizm przedsiębiorców. Generalnie, potencjalne pozytywne efekty szybkiego przyrostu liczby osób w wieku produkcyjnym są rozlane szeroko po gospodarce. To sprawia, że realny PKB rośnie znacznie szybciej, niż populacja, co podnosi dobrobyt mieszkańców. Dotychczasowe dowody ilościowe z wielu krajów Azji, Europy czy Ameryki Północnej to potwierdzają.

Zobacz też: Kryzys żeglugowy na Morzu Czerwonym ma globalne konsekwencje

Ale, aby tak się stało muszą być stworzone odpowiednie zasady gry – silne państwo, silne instytucje, efektywny system edukacji, wykształcone społeczeństwo, spójność społeczna, brak konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych, rządy prawa, demokracja i tak dalej, i tak dalej. Niestety, kraje o niskich dochodach w zasadzie żadnych z tych kryteriów nie spełniają. I pewnie dlatego obecne prognozy wskazują, że o ile w najbliższych dwudziestu latach populacja afrykańska będzie rosnąć w tempie 2,2% rocznie, o tyle PKB per capita zwiększy się tylko o 1,5%. Można zakładać, że poza wyjątkami żaden kraj o niskich dochodach nie dokona cywilizacyjnego skoku, bo aby tak się stało, pewne zmiany powinny być już widoczne dziś. A tymczasem liczba konfliktów zbrojnych nie spada, a rośnie. W obliczu destabilizacji politycznej trudno budować dobrobyt.

Jak pisaliśmy w raporcie Cud nad rzeką Han, czyli jak Korea dokonała największego skoku gospodarczego w dziejach:

Korea Południowa w latach sześćdziesiątych była jednym z najbiedniejszych krajów świata i wychodziła z kilkuletniej stagnacji spowodowanej wyczerpującą wojną z Koreą Północną. Kolejne dekady to jednak złoty czas dla tego azjatyckiego tygrysa, który w mgnieniu oka z kraju uzależnionego od pomocy zagranicznej stał się potęgą gospodarczą.

Korea Południowa z kraju głodu przeszła długą, momentami wyboistą drogę do kraju obfitości. Zadziałało kilka trybików. Po pierwsze, skuteczna polityka industrializacyjna, co możliwe jest tylko, gdy posiada się silne struktury państwowe. Po drugie, wykształcone społeczeństwo, które jest warunkiem nieodzownym w absorpcji zagranicznych technologii. Po trzecie, relatywnie inkluzywne, choć wciąż dość dalekie od ideału instytucje. Te czynniki, ale też wiele innych niewymienionych powyżej sprawiły, że Korea Południowa stała się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie i zostawiła daleko w tyle Koreę Północną od zawsze znajdującą się w instytucjonalnym rozpadzie. Znani ekonomiści D. Acemoglu i J. Robinson w książce zatytułowanej Dlaczego narody przegrywają piszą tak:

Kraje przeżywają załamanie się państwa nie z powodu swego położenia geograficz­nego czy tradycji kulturowej, lecz z powodu dziedzictwa instytu­cji wyzyskujących, które władzę i bogactwo koncentrują w rękach grupy sprawującej kontrolę nad państwem, co staje się początkiem niepokojów, konfliktów i wojny domowej.

Jest to tak zwany proces błędnego koła: gdy zaistnieją instytucje wyzyskujące (np. niewolnictwo, „wyścig o Afrykę” tj. jej kolonizacja) trudno jest stworzyć przyjazne, rozwojowe zasady gry. Jak wskazują Acemoglu i Robinson:

Jak koła sukcesu pozwalają trwać instytucjom włączającym, tak błędne koła rodzą potężne siły, które wspierają trwanie insty­tucji wyzysku. Historia to nie przeznaczenie i nie jest tak, że błęd­nych kół nie można przerwać. Nie jest to jednak łatwe z racji potężnego procesu ujemnego sprzężenia zwrotnego, za którego sprawą wyzyskujące instytucje polityczne kształtują wyzyskujące instytucje gospodar­cze, te zaś z kolei wspierają trwanie tych pierwszych.

Czy z błędnego koła istnieje droga wyjścia? Tak, co historia kilku krajów potwierdza (np. Chin, Botswany, Japonii), ale wymaga to splotu oddziaływania różnych czynników, w tym czasami przypadku (np. śmierć radykalnego przywódcy i objęcie władzy przez bardziej łagodnego, dyktatora, który wprowadza mniej represyjne środki rządzenia państwem), które tworzą bardziej włączające instytucje gospodarcze i polityczne. Być może pojedyncze gospodarki o niskich dochodach wyjdą z tegoż błędnego koła, ale trudno przypuszczać, że w perspektywie kilkudziesięciu lat większość najmniej rozwiniętych państw obierze demokratyczny i niewyzyskujący kurs. To na dziś raczej utopia. Zacofane kraje mają więc szansę na rozwojowy skok, ale chyba z niej nie skorzystają.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Gabriel Chrostowski

Analityk makroekonomiczny, w wolnych chwilach uprawiający piłkę nożną oraz biegi krótko- i długodystansowe

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker