FinansePolska

Stopy procentowe w Polsce powoli stają się najwyższe na świecie

Polska wkrótce może stać się krajem, gdzie warunki monetarne będą należeć do jednych z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Innymi słowy, stopy procentowe w Polsce stają się wysokie na tle innych krajów, co w teorii powinno osłabić nasz krótkoterminowy potencjał wzrostu, szczególnie kanałem inwestycyjnym, który od lat kuleje. 

Z kraju, gdzie realne stopy należą do jednych z najniższych na rynkach wschodzących, powoli zmierzamy w kierunku krajów, gdzie warunki monetarne są bardzo restrykcyjne. Z jednej strony, to efekt gwałtownej zmiany funkcji reakcji Rady Polityki Pieniężnej, czyli organu NBP, który zarządza polityką stóp procentowych. Z drugiej strony, wynika to z rozpoczęcia fazy luzowania monetarnego w wielu krajach rozwijających się i rozwiniętych. Polska jest i będzie w tym gronie rodzynkiem. Coraz więcej prognoz wskazuje, że gdy świat będzie szybko obniżał stopy procentowe, my będziemy utrzymywać stopę referencyjną na niezmienionym poziomie co najmniej do końca 2025 roku.

W rezultacie, wkrótce gospodarka może znaleźć się w ultra-restrykcyjnym środowisku, tzn. w takim, gdzie stopa realna znacznie przekracza stopę neutralną, która wyznacza granicę pomiędzy luźnymi i restrykcyjnymi warunkami monetarnymi. W Polsce różnica pomiędzy obiema stopami może pod koniec 2025 r. należeć do jednych z najwyższych na rynkach wschodzących i rozwiniętych. Będziemy jednym z niewielu krajów, w którym stopa procentowa nie będzie schodziła w okolice stopy neutralnej. Takie środowisko, przynajmniej krótkookresowo, powinno studzić potencjał rozwojowy.

Zobacz też: Sektor informatyczny w Polsce rozwija się w niesamowitym tempie, a nie powinien!

Wysokie realne stopy procentowe w Polsce to szeroko rozlane implikacje makroekonomiczne. Wymieńmy te najważniejsze.

Dla państwa, wysokie stopy implikują wyższe koszty obsługi długu, co obniża skłonność do zaciągania nowych zobowiązań, czyli prowadzenia ekspansywnej polityki fiskalnej (ujemne saldo pierwotne), której raczej potrzebujemy przy dużych potrzebach wydatkowych (obronność, ochrona zdrowia, edukacja, transformacja energetyczna). Ergo, i tak będziemy mieć dość głęboki deficyt budżetowy, z tymże odsetki od długu będą nas srogo kosztować, co w krótkim okresie pewnie nie będzie generować niestabilności, ale w długim okresie może, zwłaszcza jeżeli stracimy potencjał rozwojowy. Będzie to też rodzić nieefektywność w polityce fiskalnej, gdyż większą część wydatków będziemy przeznaczać na płatności odsetkowe.

Dla gospodarstw domowych, im wyższe realne stopy procentowe, tym teoretycznie większa skłonność do oszczędzania, czyli mniejsza skłonność do konsumpcji, co z jednej strony jest zjawiskiem negatywnym, bo obniża krótkookresowy wzrost, z drugiej strony pozytywnym – więcej oszczędności, to – potencjalnie – więcej inwestycji. Ale, to tylko teoria. W ekonomii często praktyka bardzo odjeżdża rozważaniom akademickim. Jeżeli produktywność i płace realne będą rosnąć szybko to pewnie starczy gospodarstwom domowym i na „przejedzenie” wyższych dochodów rozporządzalnych i na zaoszczędzenie większej puli środków. Z tymże przy niższych stopach pewnie relacja konsumpcji do oszczędności byłaby wyższa. Już teraz widzimy, że konsumpcja rośnie w historycznie słabym tempie w stosunku do dochodów rozporządzalnych, co oznacza, że gospodarstwa domowe oszczędzają nadwyżki.

Zobacz też: Tusk dał zielone światło! CPK powstanie! Wiemy też co z Chopinem

Wreszcie, polski biznes nie inwestował przy niskich stopach, a co dopiero, przy wysokich. I to chyba jest największa bolączka, bo jednym z kluczowych wyzwań jest podniesienie stopy inwestycji, która od lat należy do jednych z najniższych w UE. Przy wysokich stopach próżno o większe nadzieje na podniesienie inwestycji. Jedyną jaskółką jest KPO, czyli krajowy plan odbudowy, ale aby trwale podwyższyć stopę inwestycji, nie możemy liczyć tylko na sprzyjające okoliczność płynące z zewnątrz – w tym przypadku zastrzyk gotówki z funduszy unijnych. Wysokie stopy procentowe tłumią popyt na kredyt długoterminowy, czyli ten, który w dużej mierze jest źródłem finansowania inwestycji sektora prywatnego. Polskie firmy nie mają wystarczających buforów gotówkowych, by duże projekty finansować ze środków własnych.

Oczywiście przy wysokim koszcie pieniądza będzie nam pewnie łatwiej ustabilizować procesy cenowe – na poziomie makroekonomicznym to pewnie jedyna jasna strona utrzymywania wysokich stóp na dłużej. Paradoksalnie, mamy powoli jeden z najbardziej konserwatywnych banków centralnych na świecie.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Gabriel Chrostowski

Analityk makroekonomiczny, w wolnych chwilach uprawiający piłkę nożną oraz biegi krótko- i długodystansowe

Polecane artykuły

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker