AmerykiChiny

Wojna handlowa z Chinami po wygranej Trumpa budzi obawy ekonomistów

Wojna handlowa z Chinami jest jednym z głównych punktów kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Niektórzy ekonomiści bardzo obawiają się jej skutków

Wojna handlowa z Chinami, którą coraz częściej zapowiada Donald Trump podczas swojej ewentualnej drugiej prezydentury niepokoi niektórych amerykańskich ekonomistów. Ich zdanie tym razem może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje dla gospodarki USA niż działania podjęte w 2018 roku.

Wojna handlowa z Chinami zapowiedziana podczas kampanii Trumpa

Według specjalistów Bloomberga możliwość wygrania wyborów przez Donalda Trumpa skłoniła obserwatorów sytuacji gospodarczej w Chinach i USA do przeanalizowania potencjalnych konsekwencji działań, jakie może podjąć w czasie swojej drugiej prezydentury. Przede wszystkim chodzi o podjęcie wojny handlowej z Chinami, którą de facto Trump zapowiada w swojej kampanii. Chęć jej rozpoczęcia dodatkowo potwierdza wybór na wiceprezydenta JD Vance, który uchodzi za antychińskiego.

Ekonomiści z Goldman Sachs obliczyli, że chiński PKB może stracić około 2 p.p. z powodu wspomnianej 50/60% taryfy celnej USA. Ich odpowiednicy z UBS w tym tygodniu obliczyli, że spadek może sięgnąć 2,5 p.p. wzrostu w ciągu roku. Warto także wspomnieć, że ekonomiści sądzą również, iż wojna celna z Chinami może przyczynić się do wzrostu inflacji w USA oraz ograniczenia ich PKB.

Zobacz także: Liberalizacja handlu jest korzystna dla gospodarki, a woda jest mokra [BADANIE]

Pierwsza wojna handlowa, rozpoczęta przez Trumpa w 2018 roku nie wywołała szczególnie negatywnych skutków dla USA. Nie zauważono wzrostu inflacji ani uderzenia w zatrudnienie lub rynki finansowe. Takie skutki mogą zachęcać do dalszych kroków ze strony gabinetu Trumpa. Warto wspomnieć, że Biden nie zmniejszył nacisków na Pekin, a wręcz zwiększył je w niektórych aspektach. Głównie półprzewodników. Trump obecnie zapowiada, że chce prowadzić bardziej stanowczą politykę względem Chin i pragnie skupić się na przeniesieniu przemysłu ponownie do USA.

Trump obecnie zapowiedział, że gdy wróci na prezydencki fotel, wprowadzi cła w wysokości 50 lub 60%. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Dodatkowo została zapowiedziana podstawowa stawka cła w wysokości 10% dla wszystkich państw. Jak pisze Bloomberg:

Pełne cło w wysokości 60% na import z Chin, w połączeniu z uniwersalnym cłem bazowym w wysokości 10% na wszystkie inne kraje, które również zaproponował zespół Trumpa, spowodowałoby, że średnia ważona stawka celna USA wyniosłaby prawie 17%, co byłoby najwyższą stawką od czasów ustawy Smoot-Hawleya z lat 30. XX wieku.

Kurs walutowy punktem niezgody

Trump skrytykował politykę deprecjacji waluty krajowej, z której korzystają Chiny, a także Japonia, co jego zdaniem przyczyniło się do wzrostu konkurencyjności ich sektora produkcyjnego. Z racji międzynarodowego statusu dolara trudno jest kierować jego wartością tylko za pomocą banku centralnego. Dlatego Waszyngtonowi niełatwo jest zwiększać swoją konkurencyjność w przemyśle tym sposobem. Z tej polityki bardzo ochoczo korzysta także Polska. Jest to również ogromny dylemat w kwestii przyjęcia euro. Po tym kroku deprecjacja waluty staje się niemożliwa, o czym boleśnie przekonały się Włochy i Słowacja.

Zobacz także: Amazon bije rekord sprzedaży w dwie doby! Pomogła… sztuczna inteligencja

Niektórzy specjaliści sugerują, że wprowadzenia wysokich taryf celnych można byłoby uniknąć dogadując się w aspekcie reformy kursów walutowych. Przytaczają przykład z 1985 roku kiedy USA, Japonia, Niemcy, Francja i Wielka Brytania zgodziły się na skoordynowany wysiłek, aby obniżyć wartość dolara w stosunku do jego głównych odpowiedników. Z drugiej strony Goldman Sachs zauważa, że Stany Zjednoczone są dużą, stosunkowo izolowaną gospodarką, która handluje niemal wyłącznie we własnej walucie, niższy kurs wymiany dolara nie byłby zbyt dużą pomocą.

Chodzi przede wszystkim o przemysł

Trump, w swoim przemówieniu na Konwencji Narodowej Republikanów wskazał, że nie miałby problemu, gdyby chińskie firmy zakładały działalność w USA. Chodzi mu przede wszystkim o odbudowanie przemysłu USA, aby produkty sprzedawane w Stanach, były budowane w Stanach. Warto w tym aspekcie wspomnieć, że w latach 90. Japonia uniknęła dużych podwyżek taryf przez administrację Clintona, zmuszając swoich producentów samochodów do przeniesienia znacznej części produkcji do USA.

Zobacz także: Prawie 10% Europejczyków nie stać na dobry posiłek. Jesteśmy chlubnym wyjątkiem

Republikanie mogą też widzieć w podwyższonych taryfach sposób na rekompensatę dochodów budżetowych, które miałyby zostać dotknięte zapowiedzianą przez Trumpa obniżka podatków. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że tym razem, jak za poprzedniej prezydentury Trumpa, omawiane obniżki będą korzystne tylko dla najbogatszych oraz korporacji.

Dyrektor Centrum Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Strategii Uniwersytetu Tsinghua twierdzi, że nałożenie na Chiny taryf w wysokości choćby 30% byłoby bardzo szkodliwe. Handel dwustronny może spaść do około 100 miliardów dolarów lub poniżej tego poziomu. W zeszłym roku oba narody odnotowały 575 miliardów dolarów bezpośredniej wymiany handlowej między sobą.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Dawid Błaszkiewicz

Politolog, historyk oraz dziennikarz ekonomiczny. Członek Polskiej Sieci Ekonomii oraz Prezes Stowarzyszenia Racja. Głównym obszarem zainteresowań jest makroekonomia oraz historia gospodarcza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker