EuropaGospodarka

Europę czeka powolna agonia jeśli nie zaczniemy inwestować i walczyć z Chinami

Europa spoczęła na laurach i traci swoją pozycję na świecie. Musimy więcej inwestować i być bardziej innowacyjni

Były prezes Europejskiego Banku Centralnego, Włoch Mario Draghi opublikował swój raport, w którym opisuje przyszłość Europy. Zaznacza w nim, że konieczne są odważne inwestycje, mniejsza biurokracja i stawianie na innowacje. W innym przypadku Europę czeka powolna agonia i utrata pozycji na rzecz Chin i USA. Takie wnioski przekazuje nam raport Draghiego.

  • Europa musi zacząć więcej inwestować.
  • USA i Chiny uciekają Europie pod kątem innowacyjności i komercjalizacji pomysłów.
  • Bez odważnych decyzji Unia Europejska zostanie zdegradowana do drugiej ligi.

Mario Draghi w swoim 400-stronicowym raporcie nawołuje przede wszystkim do wielkich i odważnych inwestycji. Były prezes EBC zwraca uwagę, że Unia Europejska musi zwiększyć nakłady inwestycyjne o minimum 750 mld euro rocznie jeśli chce dalej pozostać konkurencyjna.

Doszliśmy do punktu, w którym bez podjęcia działań będziemy musieli albo narazić na szwank nasz dobrobyt, nasze środowisko, albo naszą wolność.

Takie słowa płyną z raportu Draghiego, który jawnie nawiązuje do niebezpiecznej konkurencji ze strony Chin. Draghi dostrzega to co wielu obserwatorów widzi od lat. Europa w bardzo szybkim tempie traci swoją pozycję potęgi gospodarczej na rzecz USA i Chin. W Polsce te słowa wybrzmiewają znacznie mocniej, gdyż od kilku lat jednym z głównych zwolenników odważnego inwestowania i wydatkowania pieniędzy jest prof. Marcin Piątkowski, który zaznacza, że Polska cierpi na deficyt inwestycyjny. Tak się składa, że to samo zauważa Mario Draghi, ale w nieco większej skali.

Osiągnięcie wzrostu wymagałoby, aby udział inwestycji UE wzrósł z około 22% PKB obecnie do około 27%, odwracając trwający od wielu dekad spadek w większości dużych gospodarek UE – można wyczytać w raporcie.

Z raportu Draghiego płynie co najmniej kilka rekomendacji. Wśród najważniejszych jest pilna potrzeba zwiększenia wydatków na cyfryzację, transformację ekologiczną oraz zbrojenia. Proponuje on także emisję wspólnych instrumentów dłużnych, które byłyby wykorzystywane do finansowania wspólnych projektów inwestycyjnych, które zwiększą konkurencyjność i bezpieczeństwo UE.

Raport Draghiego: Europa zmienia narrację wobec Chin

Co równie interesujące w raporcie wielokrotnie pojawiają się Chiny. Najczęściej w formie antagonisty. To z kolei może sugerować zmianę narracji wobec Państwa Środka, które dla Europy przestało być miejscem taniej produkcji, a stało się bardzo niebezpiecznym konkurentem w walce o globalną hegemonię.

Draghi w raporcie zauważa, że nieuczciwa konkurencja ze strony Chin jest bardzo poważnym zagrożeniem dla wielu sektorów europejskiego przemysłu. Wśród tych najbardziej zagrożonych podał sektor czystych technologii oraz sektor automotive. W przypadku tego pierwszego Europa już straciła olbrzymią część rynku. W przypadku tego drugiego właśnie trwa walka o przetrwanie.

Warto jednak zaznaczyć, że Draghi jak i inni czołowi politycy UE nie mówią o zerwaniu relacji z Chinami. Zresztą byłoby to bardzo trudne, żeby nie powiedzieć, że niemożliwe. Powiązania gospodarcze z Państwem Środka są tak silne, że zerwanie relacji gospodarczych nikomu by nie pomogło. Niemniej wyraźnie wybrzmiewają głosy o „przywróceniu równowagi” w wielu sektorach gospodarki, tak by zapobiec nieuczciwej konkurencji ze strony Chin.

Były szef Europejskiego Banku Centralnego mówi o potrzebie budowania przez Europę własnej strategii przemysłowej, która jest bardzo mocno zagrożona przez offshoring. Przekonali się o tym Amerykanie, którzy w pogoni za redukcją kosztów poprzenosili swoje fabryki za granicę, co spowodowało na terenie USA bardzo silną redukcję mocy produkcyjnych przemysłu. Draghi ostrzega przed takim scenariuszem ze strony UE, jednocześnie ubolewając, że polityka przemysłowa nie jest koordynowana.

UE musi unikać „pułapek protekcjonizmu” i nie powinna systematycznie nakładać ceł – ale sponsorowana przez państwo [red. – Chiny] konkurencja kosztuje europejskie miejsca pracy – stwierdził Mario Draghi.

Europa nie potrafi komercjalizować innowacji. Dlatego świat nam ucieka

Innowacyjność w Europie wyraźnie odstaje od innowacyjności w Chinach i USA. Jak stwierdził Draghi w swoim raporcie:

Problem nie polega na tym, że Europie brakuje pomysłów lub ambicji (…), ale na tym, że innowacje są blokowane na kolejnym etapie: nie udaje nam się przełożyć innowacji na komercjalizację.

Draghi zwraca uwagę na kolejny problem, o którym eksperci mówią od lat, ale na co unijni politycy nie zwracali uwagi lub nie potrafili wystarczająco szybko zareagować. To też tłumaczy, z czego wynika problem z europejską innowacyjnością.

Mario Draghi podkreślił na konferencji prasowej, że od 2019 r. UE przyjęła około 13 000 aktów prawnych, podczas gdy Stany Zjednoczone przyjęły 3 000 i 2 000 rezolucji. Podając te liczby, wyraźnie chciał zaznaczyć, że UE jest tworem zdecydowanie zbyt biurokratycznym i bardziej skupia się na ciągłym tworzeniu prawa zamiast na konkretnych działaniach.

Efektem tych wszystkich działań jest niska innowacyjność Unii Europejskiej oraz ucieczka firm z kontynentu. W Europie od 50 lat nie powstała od podstaw żadna firma, która dziś byłaby warta więcej niż 100 mld euro. Wśród największych firm na świecie europejskich firm jest coraz mniej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu europejskie koncerny były kluczowymi w rankingach największych przedsiębiorstw na świecie. Dziś można ich w takich rankingach szukać na próżno. Głównie znajdują się tam firmy z Chin i USA, co jest kolejnym dowodem na to, że Europa bardzo szybko traci to co budowała przez wieki – pozycję globalnego hegemona.

USA uciekają Europie pod względem produktywności

O problemach Unii Europejskiej piszemy od lat, zwracając uwagę, że Europa się zwija. Nie są to jednak słowa bez pokrycia w danych. Produktywność w Europie w stosunku do USA zmniejszyła się w ostatnich latach do najniższego poziomu od 1969 roku. Po II wojnie światowej, zniszczona Europa wsparta pieniędzmi z Planu Marshalla, bardzo szybko się odbudowywała i rozwijała. Niemniej kiedy nastąpił tzw. koniec historii w latach 90., nastąpił również koniec dynamicznego rozwoju Europy. Od 1990 roku trajektoria produktywności w strefie euro w relacji do USA ponownie znalazła się w trendzie spadkowym. W 2021 roku relacja ta wyniosła 80%, kurcząc się do najniższego poziomu od 1969 roku. W 2022 roku minimalnie wzrosła do 81,1%. Europa przestaje się rozwijać, a zaczyna się zwijać.

Europa niewątpliwie stoi przed naprawdę poważnymi problemami. Starzejące się społeczeństwo, wojna na kontynencie, niedoinwestowanie i utrata konkurencyjności. Ktoś, patrząc na to z boku, może dojść do wniosków, że Europa spoczęła na laurach. Uznano, że jest to tak potężny kontynent, że nie musi się starać, bo i tak się każdy z nim liczy. Jak się okazuje, tak nie jest i przez taką postawę zdegradujemy się do drugiej ligi, a najważniejsze globalne decyzje będą podejmowane przez Chiny i USA ponad naszymi głowami. Dostrzega to coraz więcej osób, dostrzegł to również Draghi.

Zobacz także: UE w kolejnym kwartale bliska stagnacji. USA bije Wspólnotę na głowę

Najważniejszym pytaniem jest jednak, czy raport Draghiego cokolwiek zmieni? Czy będzie impulsem, który obudzi Europę ze snu, czy pozostanie ciekawostką historyczną? Jedną z głównych przyczyn obecnych problemów Europy jest sposób funkcjonowania UE. Brak koordynacji, przeciągające się negocjacje i procedury. Rozdmuchana legislacja i rozwiązywanie problemów kolejnymi aktami prawnymi. Najważniejsze pytanie jak bardzo zakorzeniona jest ta mentalność w strukturach UE? Jeśli bardzo, to obawiam się, że raport Draghiego niewiele zmieni, bo UE po prostu nie jest zdolna do tak ambitnych i szybkich działań.

Należy też pamiętać, że proces decyzyjny w UE jest inny niż w USA i kompletnie inny niż w Chinach. Co więcej, Niemcy, będące największym graczem w UE mają awersję do długu i na dodatek ciągle mają nadzieję na robienie interesów z Rosją i Chinami. Krótko mówiąc, nie mają chęci na rewolucję. Dlatego raport Draghiego jest szczególnie ważny dla Polski. W naszym kraju debata o potrzebie inwestowania i innowacyjności trwa już od dłuższego czasu, a omawiany raport powinien nas ugruntować w przekonaniu, że mamy rację. I dlatego powinniśmy działać, nie oglądając się na UE.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Filip Lamański

Dziennikarz, założyciel i redaktor naczelny portalu Obserwator Gospodarczy z wykształcenia ekonomista specjalizujący się w demografii i systemie emerytalnym. W 2020 roku nagrodzony w konkursie NBP na dziennikarza ekonomicznego w kategorii felieton lub analiza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker