Komentarze I Analizy

Premier zamyka produkcję alkotubek. Chyba mu nie smakowały [FELIETON]

Sprawowanie władzy pod publikę to standardy wschodnich watażków, a nie dojrzałej demokracji

Premier interweniuje w sprawie tzw. alkotubek, czyli alkoholu w tubkach, który przypomina popularne musy dla dzieci. Na posiedzeniu rządu poprosił ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego, by ten szybko zajął się problemem. Minister wziął sobie słowa premiera do serca i natychmiast opuścił salę, by stoczyć bohaterską walkę, którą wygrał. Alkotubki znikną z rynku.

Alkotubki znikają z rynku, bo premierowi się nie spodobały

Walka była krótka, bo tuż po wypowiedzi szefa rządu, producent wycofał całą partię produktu i całkowicie wstrzymał produkcję. Jednocześnie wydał oświadczenie:

Żałujemy, że produkt Voodoo Monkey, pomimo że został wyprodukowany i oznaczony zgodnie z obowiązującymi przepisami, wzbudził negatywne i niezamierzone skojarzenia. W związku z tym zarząd spółki OLV podjął decyzję o niezwłocznym wycofaniu całej partii produktów z rynku i natychmiastowym wstrzymaniu produkcji. Przepraszamy za zaistniałą sytuację.

Sytuacja, która miała miejsce w związku z alkotubkami wymaga od nas poważnego zastanowienia, czy na pewno oczekujemy takiego sprawowania władzy? Wielu osobom reakcja premiera bardzo się spodobała. Premier zainterweniował i problem został natychmiast załatwiony. Alkotubki zniknęły ze sklepów. Sęk w tym, że to, w jaki sposób został załatwiony, sprawia, że problem alkotubek powinien stać się dla nas drugorzędnym problemem. Znacznie większym problemem jest sposób, w jaki są rozwiązywane problemy. A są to rozwiązania doraźne robione pod publikę, zamiast klarownych i dobrze przygotowanych rozwiązań systemowych.

Alkotubki znikają ze sklepów. Aż strach premiera czymś częstować

Premier europejskiego państwa aspirującego do grona „Demokratycznego Zachodu” (mam na myśli Polskę) stosuje działania rodem ze wschodu. Powstał już niejeden felieton, który opisywał relacje między dobrym carem a złymi bojarami premierem a ministrami, więc nie będę się nad tym rozwodził. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że zagrywki wizerunkowe stoją ponad budowaniem poważnego państwa.

Pojawił się problem, który rozgrzał opinię publiczną. Premier wjeżdża na białym koniu i rozkazuje ministrowi zająć się problemem. Aż boję się pomyśleć, co się stanie, gdy ktoś dostanie za wysoki rachunek w restauracji. Minister Domański zostanie wysłany do zajęcia się problemem i zamknięcia lokalu?

Działanie premiera jest działaniem pod publiczkę. Mechanizm psychologiczny à la „premier się wściekł” zrugał ministra i załatwił problem po osobistej interwencji. Temat zrobił się głośny, więc czas na reakcję. Problem rozwiązany, nie dziękujcie kochani!

Taki sposób działania jest kuriozalny. Ani rząd, ani premier, ani ministrowie nie są od tego, by usuwać w sklepach towar z półek. Takie działanie jeszcze bardziej nadwyrężają zaufanie do państwa. Ktoś przecież ten towar wyprodukował, a ktoś inny wprowadził do obrotu. Zresztą z przytoczonego tutaj oświadczenia wynika, że zostały spełnione wymogi i zachowane właściwe procedury. Dlaczego więc premier poważnego (wydaje się) państwa interweniuje w sprawie saszetek z alkoholem? Czy od tego mamy szczebel centralny by zajmował się rzeczami, które z perspektywy funkcjonowania państwa są kompletnymi banałami? Od teraz można zdjąć z półek każdy legalny produkt w zależności od widzimisię premiera? Co jeśli premierowi nie zasmakuje szynka? Zamknie całą rzeźnię?

Instytucje państwa są od tworzenia ram prawnych i pilnowania by nikt poza te ramy nie wykraczał. Jeśli w sklepach pojawiły się alkotubki, to państwo (niekoniecznie premier, a raczej odpowiednie instytucje) powinno się zainteresować, czy wszystkie przepisy zostały dochowane, ale jeśli tak, to należy rozpocząć debatę i konsultacje społeczne, które pozwolą ograniczyć ten – bądź co bądź – niewłaściwy proceder.

Legalnie wprowadzony produkt jest niebezpieczny. Jeżdżenie po wódzie już mniej

To czysty populizm. Nie widzę by walczono z takim zawzięciem z tym co dzieje się w IDEAS NCBR. Nie widzę też — jeśli jesteśmy już przy alkoholu — by premier tak zawzięcie zajął się patologią drogową, która zabija każdego dnia ludzi na naszych drogach. Zamiast tego, samorządy dalej malują idiotyzmy przed przejściami dla pieszych, a policja robi trzeźwe poniedziałki, mimo że statystyki od lat mówią, że najwięcej wypadków pod wpływem alkoholu ma miejsce w sobotnie wieczory.

Jeśli więc premier Tusk tak bardzo chce zająć się walką z alkoholową patologią, to niech skupi się na problemach alkoholowych, które istnieją naprawdę. Interwencja szczebla centralnego, by zająć się pojedynczym produktem, niczym się nie różni od wizyty Łukaszenki w fabryce traktorów, który rozwiązuje wszelkie problemy i pod publiczkę ruga dyrektora fabryki.

Niech chociaż społeczeństwo będzie poważne, jeśli politycy nie potrafią.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Filip Lamański

Dziennikarz, założyciel i redaktor naczelny portalu Obserwator Gospodarczy z wykształcenia ekonomista specjalizujący się w demografii i systemie emerytalnym. W 2020 roku nagrodzony w konkursie NBP na dziennikarza ekonomicznego w kategorii felieton lub analiza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker