Szczury na swoim i problemy mikroprzedsiębiorców [FELIETON WYSOCKIEGO]

Pan Władysław ma zakład kamieniarski w Poznaniu. Biznes był stabilny, przynosił niezłe pieniądze, ale kosztem ciężkiej pracy, rodziny, wakacji i skołatanych nerwów. Najgorzej było z pracownikami, którzy do pracy przychodzili w kratkę. Tak to trwało latami, ale przyszła choroba, rok wyjęty na badania i szpitale. Bez nadzoru zakład podupadł, pojawiły się długi. Pan Władysław mówi, że gdyby miał jeszcze raz zaczynać, to wybrałby ciepły etat w jakiejś korporacji, taki jaki mają jego dzieci. Obecnie to tzw. korporacyjne szczury wiodą żywot godny podziwu, gdzie jeszcze nie tak dawno temu świat w Polsce należał do przedsiębiorców.
Korporacyjne szczury i trudne lata 90. w Polsce
Kiedyś to właśnie korporacja słynęła z morderczej i pełnej stresu pracy. Dużo dawała, ale wymagała coraz więcej. Młodzi ludzie pracowali po kilkanaście godzin dziennie, rywalizując w słynnym już „wyścigu szczurów”. Ciągła presja kierownictwa, wyśrubowane cele, wewnętrzna konkurencja i nieczyste zagrywki biurowych kolegów. Codziennie do biur płynął potok młodych ludzi w garniturach i z czarną teczką. Kusiły pieniądze, możliwość awansu, wizytówka, prestiż pracy dla znanej firmy. Zapominano albo nie przyjmowano do wiadomości, że „problemem w wyścigu szczurów jest to, że nawet jeśli wygrasz, to ciągle jesteś szczurem”. (Lily Tomlin).
Co było alternatywą? Praca na swoim. Jednak to nie takie proste. Brakowało kapitału, a zwłaszcza wzorców. PRL-owski socjalizm osłabił zmysł przedsiębiorczości. Prywaciarz kojarzony był z badylarzem, spekulantem, bazarowym handlarzem, co najwyżej z drobnym rzemieślnikiem. Na tym tle garnitur i praca w korporacji wydawała się luksusem, awansem, spełnieniem aspiracji.
Zobacz także: Znikające zasiłki rodzinne, masowe rozdawnictwo [FELIETON WYSOCKIEGO]
Nastal czas na work-life balance
Bardzo to się zmieniło. Prywatny biznes rozkwitał, aktywował się gen przedsiębiorczości Polaków. Powstające firmy odnosiły często spektakularne sukcesy, także na rykach międzynarodowych. Sprzyjała temu tania siła robocza i fakt, że silna konkurencja dopiero się rodziła. Wielu młodych, dobrze wykształconych ludzi próbowało swoich sił w biznesie i im się udało. Wówczas często korporacyjne szczury patrzyły zawistnym okiem na ich domy i wciąż nowe samochody.
Jednakże i korporacyjne standardy z czasem się zmieniły. Nie trzeba było związków zawodowych i unijnych dyrektyw, by firmy stały się bardziej przyjazne. To rynek pracy wymusił stałe, etatowe zatrudnienie, płatne nadgodziny i mnóstwo pozapłacowych benefitów. Doszło do tego, że firmy szukając specjalistów, wręcz prześcigają się w socjalnych ofertach. Korporacyjne szczury już nigdzie nie zamierzają biec, a pracownik ma mieć teraz maksymalny komfort. To już nie „wyścig szczurów”, tylko „work-life balance”.
Zobacz także: Jaka praca w drodze po własne mieszkanie? Obierz kurs na Poznań i informatykę
Korporacyjne szczury w przeciwieństwie do mikroprzedsiębiorców dobrze się urządzili w Polsce
Drobny przedsiębiorca może dziś tylko o tym pomarzyć. Jeśli nie Polski Ład i wyższa składka zdrowotna, to rosnące koszty pracy i ceny energii. A na „pocieszenie” pogardliwe słowa prezesa Kaczyńskiego z czasów, gdy niepodzielnie rządził: „Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się do niej po prostu nie nadaje”. Ma to swoje konsekwencje, o których mówi raport „Mikroprzedsiębiorcy w stanie zagrożenie”. To właśnie o tych, których jest już łącznie 2,35 miliona, zatrudniają do 10 pracowników i generują łącznie 45,3 proc. PKB. Bez nich polska gospodarka po prostu by nie istniała.
„Work-life-balance”, to nie jest ich świat. Aż 96 proc. z nich cierpi z powodu nadmiernego obciążenia pracą, a 73 proc. nie jest w stanie oddzielić życia zawodowego od prywatnego. Tu nie ma odkładania służbowego telefonu po godzinie 18. Blisko połowa ankietowanych jest pod telefonem całą dobę, także podczas krótkich urlopów. Nic dziwnego, że co trzeci właściciel małej firmy ma objawy depresji, a podobna liczebnie grupa jest nią zagrożona.
Zobacz także: Podatek od wynajmu. Zapomniany Arthur Laffer [FELIETON WYSOCKIEGO]
Wczytując się w raport, można załamać ręce. 57 proc. badanych przeżywa długotrwały lęk, a 68 proc. potwierdza, że w ostatnich latach doświadczyło kryzysu psychicznego. Średnio co trzeci stale czuje przygnębienie, nie widzi nadziei na przyszłość i już nie pamięta, co to znaczy czuć radość. Nic dziwnego, że aż 30 proc. przedsiębiorców sięga po pomoc psychologa lub psychiatry. Respondentów o to nie pytano, ale powszechnie wiadomo, że bardzo wielu ukojenie nerwów znajduje w alkoholu i narkotykach.
Są też twarde dane, które potwierdzają, że w obecnej rzeczywistości większy komfort to praca na etacie. Tylko 13 proc. pracowników etatowych rezygnuje z urlopu z powodu obowiązków zawodowych, a wśród przedsiębiorców to niemal połowa (46 proc.). Podobne proporcje występują, gdy pytamy o rezygnację z urlopu dłuższego niż tydzień. Także brak lub opóźnienie płatności to problem głównie przedsiębiorców. Dotyczy to, co drugiego z nich, podczas gdy wśród etatowców problem sygnalizuje 17 proc. badanach.
Zobacz także: Nadchodzi kryzys w lotnictwie! Brakuje pracowników… wszędzie
Państwo nie powinno dokładać problemów
Ktoś powie nie bez racji, że praca na swoim to zawsze stres i ryzyko. Problem w tym, że państwo dokłada tu swoje. Z raportu wynika, że przedsiębiorcy prowadzący działalność uczciwie i zgodnie z prawem, boją znaleźć na celowniku urzędników, którzy jedną decyzją mogą zaszkodzić im w biznesie. Uważają też, że urzędy faworyzują duże przedsiębiorstwa, kosztem tych mikro. O ile jakiś poziom lęku zawsze z biznesem będzie związany, to nie może być to strach przed własnym państwem!
Jaki z tego wnioski? Bardzo niepokojące. Dla potencjalnych adeptów biznesu wręcz zniechęcające. To fajnie, że na etacie tak dobrze się teraz pracuje i ten komfort niech się utrzyma, ale te wygodne etaty ktoś musi stworzyć, ktoś musi wytworzyć blisko połowę PKB. Dobre chociaż to, że etatowcy zdają sobie z tego sprawę. 80 proc. z nich postrzega sektor mikroprzedsiębiorstw jako koło zamachowe gospodarki, a prawie taki sam procent uważa, że w Polsce nie szanuje się osób prowadzących małe biznesy. Warto, by rządzący brali pod uwagę opinię swego „etatowego” elektoratu.





