Dobrowolne ubóstwo, czy wolny wybór? [FELIETON WYSOCKIEGO]
![Dobrowolne ubóstwo, czy wolny wybór? [FELIETON WYSOCKIEGO]](https://obserwatorgospodarczy.pl/wp-content/uploads/2025/02/measles-956065_1280-780x470.jpg)
Raport „Dobrowolne ubóstwo — o konsekwencjach dobrowolnego ZUS dla samozatrudnionych” sporządzony dla ZUS przez Polską Sieć Ekonomii długo nie mógł ujrzeć światła dziennego. Zapewne dlatego, że pokazuje marny los na emeryturze osób pracujących na tzw. samozatrudnieniu. Niby to żadna tajemnica, ale ta prawda jest powszechnie wypierana zarówno przez tych, których dotyczy, jak i decydentów politycznych. Co ciekawe, paradoks polega na tym, że system może i jest trochę dziwaczny, ale każdemu w nim jakoś dobrze się żyje.
JDG, czyli dylemat między wyższą płacą teraz a wyższą emeryturą za 35 lat
Opracowanie autorstwa Janiny Petelczyc ze Szkoły Głównej handlowej i Tomasza Lasockiego z Politechniki Warszawskiej skupia się na zgubnych skutkach preferencyjnego oskładkowania osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą (JDG). Takowych ludzi w Polsce jest ponad 2,2 mln. Przy czym, warto zauważyć, że jest to bardzo zróżnicowana grupa. Pod tą nazwą działają przedsiębiorcy zatrudniający wielu pracowników i prowadzący biznesy „poważnych” rozmiarów, ale są firmy typu hydraulik, taksówkarz, krawcowa, bez pracowników i o dość marnych dochodach. Co więcej, na JDG znajdziemy również zwykłych pracowników różnego szczebla.
Zobacz także: JDG w Polsce: Kto prowadzi, w jakich sektorach działa i czy się opłaca?
Zdarza się, że przy sąsiednich biurkach w korporacji siedzą koledzy, z których jeden to „firma”, drugi to zwykły pracownik na etacie. Ich praca się nie różni, ale różni się płaca. I na tym cała zabawa polega, i jej emerytalne konsekwencje. Raport niczego nowego nie wnosi, ale wyraźnie to pokazuje. I to jest jego wartość, choć z rekomendacjami zniesienia tej anomalii można się już nie zgadzać. Dla przypomnienia ZUS dla samozatrudnionych obliczany jest na podstawie 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w całej gospodarce. Etatowcy płacą, do pewnego pułapu, kwotę od całości zarobionych pieniędzy. Jeśli więc zarabiasz całkiem nieźle, to bardziej opłaca ci się założyć firmę.
Zobacz także: ZUS dla kierowców ciężarówek czekają zmiany? Znamy stanowisko resortu
Jestem pracodawcą od zarania polskiej przedsiębiorczości po transformacji ustrojowej. Świadomość kandydatów do pracy rośnie, ale nadal zdarza się, że w rozmowie pojawia się popularny termin „na rękę”, który mocno irytuje. Rozumiem człowieka, ale niech on pomyśli i postara się zrozumieć pracodawcę. Wyjaśniam to zazwyczaj w następujący sposób: w budżecie firmy mamy przeznaczone 10 tys. zł na zatrudnienie pracownika o określonych zdolnościach. W przypadku etatu „na rękę” będzie tyle, jeśli założysz firmę — więcej, a jak możliwa jest umowa o dzieło, to najwięcej. Dla mnie to obojętne wybieraj kandydacie, czy owa „ręka” jest dla ciebie ważna, czy przyszła emerytura… za 35 lat, o ile ktoś jeszcze ją będzie wypłacał. Niczego nie sugeruję, nie pytam o powody takiej, czy innej decyzji.
Czy dobrowolne ubóstwo jest złe?
Główny tytuł raportu brzmi „Dobrowolne ubóstwo” i dobrze, choć nieidealnie, oddaje obiektywny stan rzeczy. Samozatrudnieni liczyć mogą na minimalną emeryturę, której wysokość ustala państwo. Jest to kwota (niespełna 2 tys. zł), za którą trudno jest przeżyć. Jednakże nieprawdą jest, że to wina pracodawców wypychających ludzi na samozatrudnienie. Prowadzący JDG ma prawo odprowadzać wyższe składki do ZUS-u i tym sposobem zadbać o wyższą emeryturę. Jednakże robi to tylko niespełna 1 proc. z nich! Uważają, że to im się nie opłaca. W tym sensie tytuł raportu jest prawie adekwatny.
Zobacz także: Tajny raport ZUS — publikacja po burzy medialnej
Prawie, bo dzięki wyższym zarobkom „na rękę” można więcej zaoszczędzić. Faktycznie te pieniądze można przejeść, przepić, słowem – roztrwonić, nie myśląc o swym senioralnym losie, ale można też zainwestować w taki sposób, aby pracowały i na starość dawały dodatek do mizernej emerytury. Dobrą lokatą są tu nieruchomości, z których to najmu można śmiało podwoić kwotę otrzymywaną od ZUS-u. Na koniec jeszcze skorzystać z funduszu hipotecznego, który do śmierci wypłacać będzie kasę w zamian za przeniesienie praw własności lokalu.
Wystarczy kalkulator, żeby to sobie przeliczyć. Przy czym zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy statystycznie spędzą na emeryturze relatywnie niewiele lat, rachunek i wnioski są oczywiste. I chociaż trzeba przyznać, że obecny stan, w którym dwaj koledzy z pracy funkcjonują na zupełnie innych zasadach jest dziwny, to ma on więcej zalet niż mankamentów. Daje możliwość wyboru. W tym sensie jest sprawiedliwy, choć fani sprawiedliwości społecznej mogą kręcić nosem. To też ich dobre prawo i wolny wybór.




