GospodarkaPolska

Kolejki do specjalistów w Polsce są ogromne. Jednak to nie liczba lekarzy jest problemem!

W Polsce od lat mówi się o niedoborze lekarzy oraz innych pracowników systemu ochrony zdrowia. Jednakże liczba lekarzy w Polsce jedynie nieznacznie odstaje od średniej dla państw Europy czy OECD. Skąd więc takie długie kolejki do specjalistów? Jak się okazuje, problemem w przypadku medyków nie jest liczebność, a dystrybucja!

Liczba lekarzy w Polsce — jak wypadamy na tle Europy?

Zgodnie z szacunkami opublikowanymi przez GUS, sporządzonymi na podstawie danych administracyjnych, liczba lekarzy posiadających prawo do wykonywania zawodu w 2023 roku w Polsce wyniosła 163,2 tys. Jednakże, jak zauważa sam Urząd, statystyka ta jest myląca. W skład tej grupy wchodzi wiele osób, które na co dzień nie zajmuje się leczeniem. W jej skład wchodzą m.in. emerytowani lekarze, którzy mają jeszcze prawo do wykonywania zawodu (te wygasa dopiero po 5 lat bez jego wykonywania), ale w praktyce z niego korzystają, lekarze zatrudnieni w administracji, czy też ci pracujący na uniwersytetach i innych ośrodkach naukowych. Liczba lekarzy w Polsce, którzy pracują bezpośrednio z pacjentem, jest zauważalnie mniejsza.  Zgodnie z doniesieniami GUS, w 2023 roku wyniosła ona 141,5 tys. Daje to 37,6 lekarzy na 10 tys. mieszkańców. Czy to mało? 

Liczba lekarzy w Polsce i ich dystrybucja ze względu na wiek
Źródło: GUS, „Zasoby kadrowe w wybranych zawodach medycznych na podstawie źródeł administracyjnych w 2023 r.”

Zobacz także: Przez to umierają Polacy. Wiemy, jakie są główne przyczyny zgonów Polaków

Zgodnie z danymi pochodzącymi ze Światowej Organizacji Zdrowia, bynajmniej nie. Według najnowszych ustaleń tej organizacji wyspecjalizowanej ONZ, w 2022 roku średnio w Europie na 10 tys. mieszkańców przypadało 37,6 lekarzy. Dla Polski analogiczny odsetek wyniósł wówczas 34,8. Wynika z tego, że faktycznie odstawaliśmy od reszty kontynentu, ale jedynie w nieznacznym stopniu. Podobne wnioski płyną z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Jak widać na zamieszczonym poniżej wykresie, w 2021 roku na 1000 mieszkańców Polski przypadało 3,4 lekarzy pracujących z pacjentem, podczas gdy średnia dla całego OECD osiągnęła 3,7. Przy czym na poniższym wykresie widać również, że na tym polu przypominamy pozostałe państwa naszego regionu (z wyjątkiem Litwy oraz Czechy). Analogiczny wskaźnik dla Słowacji, Rumunii, Estonii, Łotwy czy Węgier wyniósł 3,7, 3,5, 3,4, 3,4 oraz 3,3.  

Liczba lekarzy w Polsce na tle państw OECD
Źródło: OECD, „Health at a Glance 2023 OECD INDICATORS”

Dlaczego w takim razie na specjalistę trzeba czekać i czekać?

Dlaczego w takim razie, w naszym kraju są takie duże kolejki do lekarzy? Co warto zaznaczyć, te faktycznie istnieją i są znacznie poważniejsze niż w innych krajach. Z państw, dla których OECD udało się zdobyć dane, to w Polsce trzeba było medianowo najwięcej dni w celu otrzymania prostej operacji. W 2022 roku na wymianę stawu biodrowego ponad połowa pacjentów musiała czekać ponad 780 dni (to ponad dwa lata). Z kolei w przypadku wymiany stawu kolanowego medianowy pacjent w Polsce musiał czekać 921 dni (to ponad dwa i pół roku)! W obu kategoriach zajęliśmy pierwsze miejsce. Na Węgrzech, które mają mniej lekarzy per capita niż Polska, analogiczne czasy oczekiwania wniosły kolejno 186 oraz 227 dni.

Co więcej, w przeszłości na tych polach również wypadaliśmy niekorzystnie. Według raportu OECD z 2020 roku, pod względem medianowego czasu oczekiwania na wymianę stawu biodrowego oraz wymianę stawu kolanowego znaleźliśmy się 3. miejscu od końca. Z drugiej strony, przynajmniej jeżeli chodzi o operację zaćmy zrobiliśmy zauważalne postępy. W 2018 roku medianowy czas oczekiwania na tę operację w naszym kraju wyniósł 246 dni i był najdłuższy w całym OECD. Z kolei średnia dla OECD osiągnęła 92 dni, a we Włoszech w kolejce trzeba było spędzić tylko 40 dni. W 2022 roku zaś na operację zaćmy połowa pacjentów czekała mniej niż 72 dni, co uplasowało nas w środku rankingu. 

Źródło: OECD, „Health at a Glance 2023 OECD INDICATORS”

Liczba lekarzy w Polsce jest mniejszym problemem niż ich dystrybucja

Jak to możliwe? Skoro liczba lekarzy w Polsce nie jest znacznie niższa niż w innych w krajach, dlaczego kolejki są znacznie dłuższe? Otóż jak wskazuje w wywiadzie dla OKO press prof. Urszula Demkow, problemem w Polsce nie jest liczba, a dystrybucja lekarzy. Po pierwsze, problemem jest ich rozlokowanie geograficzne. Jak możemy wyczytać w rozmowie:

Otóż to, co jest niepokojące, to nawet nie sama liczba lekarzy, ale rozmieszczenie. Bo jeżeli większość z nich pracuje w pięciu dużych miastach, a reszta kraju jest pozbawiona odpowiedniej liczby lekarzy, to jest to pierwszy poważny problem. 

Zobacz także: Ważne przejęcie w logistyce! UPS wzmacnia pozycję w ochronie zdrowia

Dane wskazują na skrajnie nierównomierne rozłożenie lekarzy w Polsce. Widać to już po samych województwach. Z danych zamieszczonych na poniższej mapce wynika, że w województwie mazowieckim na 10 000 mieszkańców przypada niemal dwa razy więcej lekarzy niż w województwie warmińsko-mazurskim. Jednakże to różnice to nic, w porównaniu do tych na poziomie powiatów! 

Według danych pochodzących z map potrzeb zdrowotnych Ministerstwa Zdrowia, w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Lublinie łącznie jest ok. 50 tys. pracujących z pacjentem lekarzy, czyli jedna trzecia całej ogólnokrajowej kadry. Przy czym, co warto podkreślić, na większe miasta przypada więcej lekarzy, niż wynikałoby to z ich populacji. Przykładowo w Katowicach, Lublinie i Warszawie na 10 tys. mieszkańców przypada kolejno 170, 154 oraz 127 lekarzy (przypomnijmy średnia dla kraju to 37,6). Z drugiej strony mamy w Polsce 14 powiatów, w których na 10 tys. mieszkańców nie przypada nawet 10 lekarzy!

Lekarze nie specjalizują się w tym co trzeba

Po drugie istnieje problem z pewnymi specjalizacjami. Jak wskazuje prof. Urszula Demkow:

Trzeci problem to to, że liczba lekarzy w różnych specjalizacjach zdecydowanie się różni. Są specjalizacje, w których lekarzy jest o wielu za mało. Ale są też takie, gdzie ich liczba jest wystarczająca, a z prognoz wynika, że będzie ona rosła szybciej niż potrzeby społeczeństwa

Zobacz także: Katastrofa ochrony zdrowia w Polsce. Wydajemy za mało i nieefektywnie

Przy czym specjalizacją, która cierpi na poważne braki jest między innymi chirurgia ogólna. Bardzo trafnie całą trudną sytuację z nią związaną ujął w rozmowie dla portalu Prawo.pl Ryszard Kijak, członek Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba chirurgów w Polsce zmniejszyła się o 15 proc., średnia ich wieku wynosi około 58 lat, a 15 proc. wykonujących tę specjalizację jest już w wieku emerytalnym [przyp. red. zgodnie z danymi Ministerstwa Zdrowia w wieku emerytalnym jest 35, a nie 15 proc. lekarzy ze specjalizacją w chirurgii ogólnej]. Dyrektorzy szpitali, tłumacząc się niską wyceną przez NFZ procedur w tej dziedzinie medycyny, często płacą chirurgom mniej niż innym niektórym specjalistom. 

Liczba pielęgniarek w Polsce wypada źle, a będzie jeszcze gorzej

Na samym końcu, warto również spojrzeć na to, jak duża jest liczba pielęgniarek w Polsce. W 2023 roku łącznie w naszym kraju z pacjentami pracowało ich 214,4 tys., co daje 57,4 pielęgniarki na 10 tys. mieszkańców. Co warto zaznaczyć, na tej płaszczyźnie istnieje zauważalnie większa różnica między nami a resztą europejskich państw niż w przypadku liczby lekarzy. Zgodnie z danymi pochodzącymi ze Światowej Organizacji Zdrowia, średnio w Europie w 2022 roku na 10 tys. mieszkańców przypadało 82,6 pielęgniarek i położnych. Dla Polski ta statystyka we wspomnianym roku wyniosła 64,1, z czego 56,8 stanowiły pielęgniarki. Z danych OECD również płynie ten sam wniosek. Średnia liczba pielęgniarek przypadająca na 1000 pacjentów w Polsce w 2021 roku wyniosła 5,7, co stanowiło zaledwie ok. 60 proc. średniej dla całego OECD. 

Źródło: OECD, „Health at a Glance 2023 OECD INDICATORS”

Co więcej, również przeciwnie niż w przypadku lekarzy, sytuacja na tym polu będzie stawać się coraz gorsza z czasem. Podczas gdy skutecznie udajemy nam się kształcić kolejne kadry lekarzy, tak do pielęgniarstwa garnie się bardzo mało młodych osób, co widać po dystrybucji pielęgniarek ze względu na wiek. Aktualnie większość pielęgniarek w Polsce jest już w podeszłym wieku. Jak widać, na poniższej tabelce aż 59,3 proc. osób pracujących w tym zawodzie ma ponad 50 lat! Przy czym jest to o tyle zaskakujące, iż obecnie pielęgniarstwo jest bardzo obiecującą i dobrze płatną ścieżką kariery zawodowej. W badaniu  ekonomicznych losów absolwentów pielęgniarstwo wykładane na Wyższej Szkole Medycznej w Kłodzku znalazło się obok analiz danych, elektroniki, informatyki i wielu jej wariancji oraz budownictwa wśród zaszczytnych 30. kierunków w całej Polsce, których absolwenci mogą się pochwalić największymi zarobkami. 

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Adam Suraj

Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker