Komentarze I Analizy

Remont magistrali, który nic nie dał i ubezpieczenie okrętów, które nie istnieją. Tak państwo marnotrawi nasze pieniądze [FELIETON WYSOCKIEGO]

To był mecz do jednej bramki – mówią komentatorzy, gdy spotkanie zdominowała jedna drużyna. W Kielcach każdy mecz jest do jednej bramki, bo… drugiej nie postawiono. Zabrakło funduszy na drugą połowę boiska. Spawa utknęła, bo publiczny inwestor nie przewidział, że pod murawą ciągnie się kanalizacja i prąd. Koszt połowy boiska – 100 tys. zł.

49 przypadków marnowania publicznych pieniędzy przedstawia Warsaw Enterprise Institute w książce Przemysława Staciwy. „Czarną księgę” da się przeczytać w pół godziny, co wystarcza do pogrążenia się w świecie absurdu, który ogarnia władzę na każdym jej szczeblu.

Bezpieczny Kredyt 2% miał ułatwić Polakom nabycie pierwszego mieszkania. Mimo zgodnego głosu ekspertów, że zarobią tylko banki i deweloperzy wydano na ten cel 16 mld zł. Dla porównania: 10 mld zł, to roczny koszt funkcjonowania polskich sądów. Efekt programu: ceny nieruchomości raptownie poszybowały w górę, mieszkania stały się jeszcze mniej dostępne. Teraz gdy wyczerpały się środki na preferencyjny kredyt, ceny stabilizują się, a nawet spadają. Morał: nie warto kłócić się rynkiem, tym bardziej go naprawiać.

Zobacz także: Teraz Azja. Polski biznes powinien walczyć o wpływy w Wietnamie [FELIETON WYSOCKIEGO]

Naprawiać warto kolej, bo jeździ zbyt wolno. Na przykład po magistrali kolejowej E20 łączącej Warszawę i Poznań. Po ciągnącym się latami remoncie pociągi pojadą szybciej o jedną minutę w porównaniu do rozkładu jazdy z lat 2015/16. Koszt owej minuty – 2,5 mld zł. To tyle, ile Polacy wydają rocznie na książki. Znacznie mniej, bo tylko 8 mln zł kosztowała budowa stacji w Patrzykowie w powiecie konińskim. Przez pół roku funkcjonowania nowego obiektu skorzystało z niego 23 pasażerów, a więc utopiono blisko 350 tys. zł na pasażera. Pewnie ci ludzie zgodziliby się dożywotnio nie korzystać z pociągów, gdyby dać im choćby ułamek tych pieniędzy.

Jeśli nie szyny, to chodnik. W Żaganiu zdecydowano się na remont chodnika, który remontu nie wymagał. Co więcej, skutkowało to zwężeniem drogi, przez którą każdego dnia jeżdżą TIR-y do strefy przemysłowej. Na innych ulicach chodnika wciąż nie ma i być nie może, bo dotacja przyznana została na tę konkretną ulicę. Koszt: 406 tys. zł.

O tym, że „przezorny zawsze ubezpieczony” przekonuje Polska Grupa Zbrojeniowa, która realizuje program modernizacji polskiej marynarki wojennej, co w obecnej sytuacji geopolitycznej wydaje się koniecznością. Jego wartość sięga 15 mld zł. Problem w tym, że okrętów jeszcze nie ma, a całość będzie gotowa dopiero w 2031 roku. Nie ma też w kasie 157 mln zł, które poszły na ubezpieczenie trzech budowanych okrętów. Sprawa trafiła do prokuratury.

Absurdy mają wspólny mianownik. To człowiek i jego decyzje. Ktoś coś głupiego wymyślił, ktoś się z tym zapoznał i wydał opinię, ktoś zatwierdził i dał do realizacji. Publicznych pieniędzy nie wydaje się tak łatwo, jak swoich własnych, firmowych czy prywatnych. A jednak absurdy przechodzą całą formalną procedurę, podpisuje się pod nimi wiele osób i… mamy otwarcie połowy boiska, czy niepotrzebnych peronów. Mamy całe programy rządowe, które ładnie brzmią, a przynoszą tylko fatalne skutki. Jak do tego dochodzi?

Pamiętam stary tekst Roberta Krasowskiego, autora ciekawych książek politycznych, w którym prowokacyjnie tłumaczył, że przy wszelkich inwestycjach publicznych jakaś część kasy idzie gdzieś bokiem, w formie łapówek, czy podziękowań. Jego teza: trzeba się pogodzić, że świat tak wygląda. Podzielam ten pogląd. Nie ma co się krzywo patrzeć na każdą inwestycję, jak robił to Lech Kaczyński, gdy był prezydentem Warszawy. Na podstawie rzekomych, nigdy nieudowodnionych afer w czasach panowania Pawła Piskorskiego, doszedł on do wniosku, że lepiej nic nie budować, bo zawsze ktoś nakradnie. Rzecz jasna, takie myślenie to ślepa uliczka.

Gdyby więc korupcją móc wytłumaczyć opisane w książce marnotrawienie publicznych środków, bylibyśmy w domu. Najwyżej prokurator miałby więcej do roboty. Obawiam się jednak, że wiele przypadków, to zwykła i to zbiorowa głupota. W prywatnym sektorze łatwiej o opamiętanie. Niby bez zbędnych procedur, ale jednak wydaje się swoje pieniądze i musi pojawić się refleksja, czy projekt rzeczywiście ma jakiś sens. A nawet jeśli inwestycja jest ekonomicznym absurdem, to więcej ich nie będzie. Skończą się środki na głupie projekty. Publicznych pieniędzy nigdy nie zabraknie.

I kolejne wytłumaczenie. Publiczne pieniądze wydają mierni decydenci. To przeważnie ludzie, którzy sami nic nie zarobili i żyją z publicznych pensji. Ich odpowiedzialność jest rozmyta i fikcyjna. Nie ryzykują własnymi środkami, a nawet utratą pracy. Kolejna już w Polsce stacja bez pasażerów, lotnisko w Radomiu bez samolotów – wszystko da się wytłumaczyć. Choćby długofalowym planem, troską o nielicznych mieszkańców, koniecznością wydania dotacji, cokolwiek.

Tylko jak wytłumaczyć otrzymanie statuetki Misia, inspirowanej kultowym filmem Stanisława Barei, którą WEI wręcza autorom najbardziej absurdalnych projektów?

 

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker