EuropaGospodarkaPolskaUSA

Cenzura Internetu to wina rządów i UE? Nie, to działanie platform

okazuje się, że w 99,7 proc. przypadków cenzury to platformy same podejmowały decyzje o ograniczeniu treści

Napięcia pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi w sferze cyfrowej koncentrują się w dużej mierze wokół kontroli treści i wolności wypowiedzi. Tymczasem dane pokazują, że cenzura w zdecydowanej większość nie wynika z działań Unii Europejskiej, lecz z wewnętrznych regulaminów i polityk samych platform.

  • Od początku stycznia do końca maja 2025 r. platformy internetowe podjęły ponad 8,5 miliarda decyzji dotyczących treści publikowanych przez użytkowników.
  • Najwięcej działań ograniczających dostęp do treści odnotowano na platformie Google Shopping – aż 79,8 proc.
  • Kiedy popatrzymy na działania cenzuralne, okazuje się, że w 99,7 proc. przypadków to same platformy je podejmowały.

Transparentność i cenzura dzięki Aktowi o usługach cyfrowych

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, od początku stycznia do końca maja 2025 r. platformy internetowe podjęły ponad 8,5 miliarda decyzji dotyczących treści publikowanych przez użytkowników. Aż 99,6 proc. tych decyzji wynikało z własnej inicjatywy platform – czyli nie były one efektem żadnych zewnętrznych zgłoszeń czy działań instytucji publicznych, w tym unijnych.

Zobacz także: Raben kontynuuje ekspansję i wchodzi do Turcji! To już 17. kraj w portfolio firmy

Zgodnie z obowiązującym Aktem o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA), dostawcy niektórych usług cyfrowych – w tym platform internetowych – mają obowiązek publikowania danych dotyczących moderowania treści. Informacje te pozwalają nie tylko pokazać skalę podejmowanych działań, ale też ich charakter – czy chodziło o usunięcie treści, jej demonetyzację, czy ograniczenie zasięgów. Co ważne, raporty wskazują także źródło działań (czy była to inicjatywa własna, czy zgłoszenie zewnętrzne), a także to, czy decyzję podjęto automatycznie, czy z udziałem ludzkiego moderatora.

Najwięcej działań na Google Shopping, TikToku i Facebooku

Komisja Europejska monitoruje 132 platformy. Najwięcej działań ograniczających dostęp do treści odnotowano na platformie Google Shopping – aż 79,8 proc. z wszystkich jej decyzji dotyczyło głównie oferowanych tam produktów. Drugie miejsce pod względem liczby decyzji zajmuje TikTok – z około 763 milionami działań moderacyjnych. Trzecie miejsce należy do Facebooka, gdzie podjęto 238 milionów takich decyzji. Dla porównania, na platformie X (dawny Twitter) liczba decyzji tego typu wyniosła zaledwie 335 tysięcy.

Cenzura? W 99,7 proc. to działania platform, a nie zewnętrzne naciski

Jeśli spojrzymy wyłącznie na działania, które można uznać za zbliżone do cenzury, okazuje się, że w 99,7 proc. przypadków to platformy same podejmowały decyzje o ograniczeniu treści. Zaledwie 0,03 proc. działań było inicjowanych z zewnątrz – odpowiada to liczbie 1,382 miliona zgłoszeń. To pokazuje, że zewnętrzna ingerencja, w tym ta wynikająca z przepisów UE, stanowi jedynie marginalną część moderacji treści w internecie.

cenzura

Spór transatlantycki — zdaniem USA cenzura to działanie UE

W ostatnich miesiącach kwestia wolności wypowiedzi w internecie stała się przedmiotem rozmów między przedstawicielami Komisji Europejskiej a administracją USA. Strona amerykańska – wspierana przez część platform cyfrowych – zarzuca Unii Europejskiej cenzurowanie treści online. Szczególną krytykę kieruje się pod adresem Aktu o usługach cyfrowych, czyli rozporządzenia przyjętego w 2022 r., które na nowo reguluje obowiązki firm pośredniczących w dostarczaniu treści w sieci.

Zobacz także: Francja inwestuje, Polska eksportuje – rosnące znaczenie partnerstwa gospodarczego

Jednak publikowane w ramach DSA dane pokazują jasno, że to platformy same formułują zasady ograniczające wolność wypowiedzi – tworzą regulaminy i wytyczne, które następnie konsekwentnie egzekwują. Interwencje wynikające z unijnych przepisów stanowią jedynie niewielki ułamek wszystkich działań moderacyjnych.

Różnice wrażliwości, nie zasad

Moderacja treści oraz różne formy ograniczeń to powszechna praktyka w całym świecie cyfrowym. Różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi dotyczą bardziej wrażliwości na konkretne rodzaje treści, niż rozumienia samej wolności słowa. Co innego mówiąc kolokwialnie, dotyka czy też uwrażliwia na Europejczyków, a co innego Amerykanów.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Aleksander Piwowarski

Redaktor w redakcji Obserwator Gospodarczy. Student prawa i administracji oraz doradztwa politycznego i publicznego. Interesuję się ekonomią, polityką oraz marketingiem.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker