Komentarze I Analizy

Staże mają być płatne, więc firmy z nich zrezygnują [FELIETON WYSOCKIEGO]

Rząd planuje zakazać bezpłatnych staży, przedstawiając to jako krok w stronę sprawiedliwości społecznej. Krytycy ostrzegają jednak, że pomysł Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych – zniechęcić firmy do przyjmowania praktykantów, zwiększyć koszty działalności i w konsekwencji zaszkodzić zarówno przedsiębiorcom, jak i młodym ludziom wchodzącym na rynek pracy.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce zakazać bezpłatnych staży. To już kolejny projekt resortu kierowanego przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, którego celem jest pokazywanie lewicowej twarzy rządu, pozorna troska o lud pracujący, a w efekcie realne zwiększanie dziury budżetowej do kosmicznych rozmiarów. Gdy w Polsce zanikną, i tak już mało aktywne, związki zawodowe, resort pracy spokojnie przejmie ich rolę i postulaty. W imię pokrętnie rozumianej sprawiedliwości społecznej tworzone są projekty szkodliwe, zbyt drogie lub bezsensowne. Przeważnie wszystko naraz.

Wiele firm już teraz płaci stażystom, choć takiego obowiązku nie ma. Dlaczego? Bo to się firmie może opłacać. Szczególnie takiej, która działa w branży, gdzie brakuje fachowych rąk i mózgów do pracy. Jeśli firma rośnie, chce zwiększać udział w rynku musi myśleć o rekrutacji. Tak jest też w przypadku firm, na których rynek wymusza wymianę pokoleniową. Na bezpłatny staż mało kto by się zgłosił. Nawet jeśli tylko część stażystów spełni oczekiwania, przejdzie na etat i zostanie na długo, dla firmy to dobry interes. I nie trzeba ustawowych zabiegów lewicowej pani ministry, żeby tak to się kręciło.

Ale są też firmy, które działają inaczej. Wynika to z ich specjalizacji, lub szerokiego rynku specjalistów, także zagranicznych. Są firmy, w której praca to marzenie dla niejednego absolwenta szkoły, czy uczelni. Niełatwo się tam dostać. Już sam staż przynosi korzyści: mocny punkt w CV, praktyczna nauka tego, co do tej pory było abstrakcyjną teorią. Nauka pod okiem mentora w renomowanej firmie, to wartość bezcenna. Weźmy choćby znane kancelarie adwokackie, czy wielkie firmy audytorskie. Tu nie brakuje chętnych na bezpłatne staże.

Mamy pomieszanie pojęć. Stażysta w firmie budowlanej ma za zadaniem noszenie cegieł, w firmie kurierskiej ma wozić skuterem przesyłki. Trudno te zadania zawalić, praca jest prosta do wykonania. Trudno też sobie wyobrazić, że te banalne prace wykona ktoś za darmo. Tak, to jest praca. Ale w firmach bardziej specjalistycznych, staż to właściwie nauka, realne przyuczenie do wykonywania zadań. Firma musi oddelegować doświadczonego pracownika, który zamiast zajmować się swoją pracą, musi w tym czasie przyuczać adepta, często z wykorzystaniem drogiego sprzętu. To jest realny koszt dla firmy. Koszt i ryzyko, bo stażysta może też popełnić błędy, co narazi firmę na straty.

Nawet gdy praktykant wchłonie wiedzę i umiejętności, może grzecznie podziękować, na odchodne przynieść ciasto i… pójść do konkurencji, już jako pracownik z jakimś doświadczeniem. I za co tu płacić ma firma, która go przyuczyła? A może przelew powinien pójść w drugą stronę? Są firmy, które tak robią. Staże są płatne, ale przez stażystów. A takich nie brakuje, gdy firma to uznana marka, rozpoznawalność, prestiż i szeroki dywan wiodący do kariery. O takim wydatku zwykło się mówić, że ktoś zainwestował w siebie.

Grażyna Sytek-Bandurska, ekspert rynku pracy i dialogu społecznego w Federacji Przedsiębiorców Polskich ostrzega, że jeśli przepisy zostaną przeregulowane, to pracodawcy mogą zrezygnować z przyjmowania stażystów. Sugeruje rozważenie modelu, w którym jeśli już firma płaci stażyście, to w umowie powinien znaleźć się warunek lojalnościowy, zobowiązujący stażystę do pozostania w firmie przez określony czas. W idealnym świecie miałoby to jakiś sens, w świecie realnym wprost przeciwnie. Załóżmy, że na dziesięciu płatnych praktykantów czterech okaże się leniami, a pięciu sobie nie radzi. Zostaje jeden, którego warto zatrzymać. Ale zgodnie z propozycją pani ekspert, tym dziewięciu nie dość, że trzeba za staż zapłacić, choć była to strata czasu, to jeszcze „lojalnie” w firmie zostaną np. na pół roku obciążając płacowy budżet. Za te zmarnowane pieniądze firma spokojnie znajdzie specjalistę płacąc agencji rekrutacyjnej, która nie tylko prześwietli kandydata, ale podmieni go, gdy ten się jednak nie sprawdzi.

Jest zapowiedź premiera, że rząd ruszy z ofensywą legislacyjną i pokaże swą sprawczość. Warto jednak przy tej okazji nie wymyślać projektów, których sens jest co najmniej wątpliwy, a może wręcz prowadzić do opłakanych skutków.

Poglądy przedstawione w tekście są wyłącznie poglądami autora.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker