Komentarze I Analizy

KPO i sztuka marnowania pieniędzy na „innowacje”

Środki z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) miały wspierać innowacje i rozwój gospodarki. W polskich realiach stały się jednak kolejnym polem do marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Politycy od lat utrwalają mechanizmy sprzyjające nadużyciom, a prawdziwi innowatorzy muszą mierzyć się z biurokratyczną drogą przez mękę.

  • KPO w polskich realiach częściej finansuje pozory innowacji niż realny rozwój.

  • Biurokratyczne procedury skutecznie zniechęcają firmy do sięgania po środki na badania.

  • Politycy od lat utrwalają system sprzyjający marnotrawstwu publicznych pieniędzy.

Pozwolę sobie na krótki wątek dotyczący Krajowego Plan Odbudowy oraz patologii finansowania innowacji i wsparcia dla przedsiębiorstw.

Na początek warto zaznaczyć, by kierować emocje we właściwą stronę. Wiele osób oburza się na przedsiębiorców, którzy otrzymali dotacje. Tymczasem – bądźmy szczerzy – każdy z nas, mając możliwość legalnego uzyskania takich środków, zapewne by z niej skorzystał. Dyskusyjny może być sposób, w jaki część firm zdobyła fundusze, jednak jeśli odbyło się to w granicach prawa i regulaminu, trudno mieć pretensje do samych przedsiębiorców.

Pretensje powinniśmy mieć raczej do państwa, które stworzyło i utrwaliło system sprzyjający nadużyciom. I nie chodzi tu o urzędników niższego szczebla – ci jedynie realizują procedury. Winę ponoszą politycy, którzy od lat aprobują mechanizmy sprzyjające marnotrawstwu.

Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej środki w formie dotacji były często wydawane w sposób daleki od racjonalnego. Wielu beneficjentów przeznaczało je na projekty, których faktyczny koszt stanowił ułamek otrzymanej kwoty, bądź otwierało działalność gospodarczą tylko po to, by po wymaganym roku ją zamknąć, sprzedać zakupiony sprzęt i przeznaczyć środki na cele prywatne.

Setki miliardów złotych, które trafiły do Polski, w niewielkim stopniu przełożyły się na rozwój innowacyjności gospodarki. W praktyce były to raczej środki konsumpcyjne z opóźnionym terminem realizacji. Przeznaczenie części funduszy KPO na branżę HoReCa jest symbolicznym przykładem tej sytuacji. Mam też obawy, że wydatki na kulturę pokażą patologie w jeszcze większej skali.

Piszę o tym również z własnego doświadczenia. Uczestniczyłem w procesie ubiegania się o środki z NCBiR na badania i rozwój – realne badania, mające na celu poprawę innowacyjności produktu w branży systemów magazynowych. Projekty tego typu wymagają znacznych nakładów i długofalowej pracy. Fundusze unijne mogły być istotnym wsparciem, które napędziłoby rozwój firmy.

KPO w polskim wydaniu: biurokracja dla jednych, łatwe pieniądze dla innych

Problemy pojawiły się już na samym początku. Rozbudowane wymogi formalne, progi ostrożnościowe, ograniczenia w zakresie wydatków – wszystko to tworzyło skomplikowaną barierę. Co więcej, istniało poważne ryzyko, że w przypadku niepowodzenia badań – co jest naturalnym elementem procesu innowacyjnego – konieczny będzie zwrot setek tysięcy, a nawet milionów złotych. Dla wielu firm to ryzyko jest po prostu zbyt wysokie.

Mamy więc sytuację, w której ogromne środki trafiają do podmiotów niemających nic wspólnego z innowacyjnością, często pod pretekstem „dywersyfikacji działalności” czy „odporności na kryzysy”. Tymczasem firmy, które rzeczywiście prowadzą badania, przechodzą skomplikowaną i kosztowną procedurę, ryzykując przy tym własną stabilność finansową. W krajach zachodnich czy w Chinach wspieranie rodzimego przemysłu jest strategicznym priorytetem. W Polsce – przykrym obowiązkiem narzuconym przez Brukselę.

Efekt jest taki, że przedsiębiorstwa walczą o niewielką pulę środków, a system został tak skonstruowany, by wielu zniechęcić już na starcie – głównie perspektywą konieczności zwrotu pieniędzy, jeśli projekt nie zakończy się komercyjnym sukcesem. Tymczasem na całym świecie wiele badań kończy się na etapie laboratoryjnym i jest to zupełnie normalne.

Dobrze, że nikt nie wpadł jeszcze na pomysł programu „innowacyjnego wsparcia” dla dealerów BMW, Mercedesa czy Audi. Obawiam się, że wówczas znaczną część środków z KPO można by od razu przeznaczyć na „modernizację środków transportu” w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Filip Lamański

Dziennikarz, założyciel i redaktor naczelny portalu Obserwator Gospodarczy z wykształcenia ekonomista specjalizujący się w demografii i systemie emerytalnym. W 2020 roku nagrodzony w konkursie NBP na dziennikarza ekonomicznego w kategorii felieton lub analiza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker