DemografiaKomentarze I Analizy

Katastrofa demograficzna? Nieprawdziwa i szkodliwa narracja

Katastrofa demograficzna? Jak Polska może dostosować się do spadku dzietności i starzejącego się społeczeństwa

W ostatnich latach, kiedy słyszymy o demografii jest to zawsze w kontekście katastrofy. Od lat tzw. eksperci od demografii (nie demografowie akademicy) załamują ręce w rozpaczy obserwując spadający współczynnik dzietności. Szala goryczy przelewa się każdego roku wraz z danymi od GUS-u. W 2023 współczynnik dzietności był na rekordowo niskim poziomie (1,16). Co więcej wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w najbliższych latach współczynnik dzietności spadnie poniżej 1 i dołączymy do krajów z najniższą dzietnością jak Korea Południowa. Te dane powodują rozpacz u komentatorów, którzy mówią o katastrofie demograficznej.

  • Prognozy wskazują na spadek liczby ludności i starzenie się społeczeństwa w Polsce, ale narracja o „katastrofie demograficznej” jest przesadzona i nie uwzględnia możliwości adaptacji.

  • Zamiast prób bezskutecznego podnoszenia dzietności, należy przygotować się do zmian poprzez reformy: wydłużenie wieku emerytalnego, kontrolowaną imigrację i ewentualnie wyższe podatki.

  • Rozwój technologiczny (automatyzacja, wzrost wydajności) może złagodzić skutki mniejszej liczby osób w wieku produkcyjnym.

  • Zmiany demograficzne są powolnym procesem, dającym czas na dostosowanie, dlatego straszenie „wymieraniem Polski” utrudnia rzeczową debatę.

Niska dzietność jest traktowana jako katastrofa głównie ze względu na skutki jakie za sobą niesie. Na przestrzeni lat ludność Polski znacznie się skurczy (w 2100 będzie nas około 20 milionów), a społeczeństwo będzie starsze (mediana wzrośnie z 42 do 52 lat w 2100). Te zmiany demograficzne będą generowały problemy ekonomiczne. Po pierwsze obecne systemy społeczne (np. emerytury, ochrona zdrowia) polegają na tym, że ludzie w wieku produkcyjnym płacą z podatków na osoby na emeryturze. Będzie więcej osób starszych i mniej osób w wieku produkcyjnym, stąd strach przed tym, czy system się nie zawali. Po drugie, skoro będzie dużo mniej osób w wieku produkcyjnym to kto będzie pracował i wytwarzał PKB? Oprócz ekonomii spadek dzietności jest traktowany jako katastrofa z powodów społecznych. Dla niektórych samo zmniejszenie liczby Polaków i Polek jest traktowane jako tragedia i stąd biorą się sformułowania jak ‘Polska wymiera’.

Różni komentatorzy zwracają uwagę na różne problemy, ale narracja o katastrofie łączy wszystkie dyskusje na temat demografii. Wszyscy zastanawiają się w jaki sposób zwiększyć dzietność. Lewica mówi o żłobkach i mieszkaniach, a prawica o wartościach chrześcijańskich. Obserwując spadek dzietności we wszystkich rozwiniętych krajach na przestrzeni lat można stwierdzić, że nie ma czarodziejskiej różdżki, która odwróci obecne procesy demograficzne. Nie pomoże różdżka lewicowa. Nawet gdyby był żłobek był na każdym rogu i każdy miałby mieszkanie na własność to nie wrócimy do współczynnika dzietności na poziomie 2,1. Różdżka prawicowa również nie pomoże. Zakazanie netflixa i wpajanie wartości chrześcijańskich nie spowoduje znaczącego wzrostu dzietności.

Oczywiście można zmniejszać bariery dla osób, które chciałyby mieć więcej dzieci (mieszkanie, żłobki), ale nie są to sposoby, które spowodują, że wrócimy do współczynnika dzietności na poziomie 2,1. Oznacza to, że trzeba zaakceptować, że będzie nas mniej. I o tej akceptacji jest ten artykuł.

Zamiast zawracać kijem Wisłę lepiej zastanowić się w jaki sposób możemy się dostosować się do zmian demograficznych. Do tej pory cała dyskusja w przestrzeni publicznej polega na szukaniu sposobów, które mają zwiększyć dzietność. W tym artykule zastanowię się w jaki sposób możemy dostosować się do niskiej dzietności. Przedstawiam zmiany demograficzne jako wyzwanie do których można się przygotować, co jest w kontrze do dominującej narracji o katastrofie demograficznej.

Dominująca narracja. Dlaczego katastrofa?

Dominująca narracja o katastrofie demograficznej bierze się z prognoz demograficznych. Prognozy różnią się w zależności od przyjętego współczynnika dzietności i salda migracji, ale wszystkie zakładają znaczący spadek liczby ludności w Polsce do 2100 roku. W pesymistycznym scenariuszu jest to 19,5 mln (World Population Prospects 2024), bardziej optymistyczne mówią o dwudziestu kilku milionach.

Oprócz znaczącego spadku ludności w Polsce nasze społeczeństwo się zestarzeje. Eurostat przewiduje, że obecna mediana wieku wzrośnie z 42 lat do 50,4 lat w 2100 roku. Sama liczba nie wygląda złowieszczo, ale ma ogromne przełożenie na funkcjonowanie społeczeństwa. W demografii mówi się o tzw. współczynniku obciążenia demograficznego (ADR- age dependency ratio). Przyrównuje on liczbę osób w wieku nieprodukcyjnym (dzieci, emeryci) do osób w wieku produkcyjnym. Współczynnik jest różnie wyliczany w zależności od tego, kiedy przyjmiemy wiek emerytalny i wiek produkcyjny. Pomimo różnic metodologicznych trend jest wyraźny: współczynnik obciążenia demograficznego rośnie. Czyli coraz więcej osób w wieku produkcyjnym (15-64) musi utrzymywać osoby w wieku nieprodukcyjnym. Według danych na koniec 2022 współczynnik obciążenia demograficznego wynosił 29,3% i ma wzrosnąć do 60,1% w roku 2100. Czyli: obecnie mamy w Polsce 3 pracujących na jednego niepracującego, w 2100 będziemy mieli 1,5 pracujących na jednego niepracującego.

Podsumowując, są różne prognozy, które różnią się w zależności od przyjętych danych i metodologii. Ale wszystkie potwierdzają te same trendy do 2100 roku. Po pierwsze będzie nas zdecydowanie mniej. Po drugie polskie społeczeństwo będzie dużo starsze. Dlaczego te dane są traktowane jako katastrofa i eksperci biją na alarm?

Problemy

Zmiany demograficzne (mniej ludzi i starsze społeczeństwo) są traktowane jako zagrożenie dla funkcjonowania państwa, ponieważ większość systemów społecznych jest zbudowana na solidarności międzypokoleniowej. Czyli jako dzieci korzystamy z dóbr publicznych jak edukacja, a na starość pobieramy emerytury. Solidarność polega na tym, że w wieku produkcyjnym płacimy podatki na osoby niepracujące (dzieci i emerytów), bo sami byliśmy dziećmi i najprawdopodobniej będziemy emerytami, którzy korzystają z podatków płaconych przez osoby w wieku produkcyjnym.

Wcześniej pisałem o rosnącym współczynniku obciążenia demograficznego. Z obecnych 3 osób pracujących na osobę niepracującą w 2100 roku będzie to niewiele ponad 1,5 osoby. Ten spadek będzie miał ogromny wpływ na system ubezpieczeń społecznych jak emerytury. Coraz mniejsza liczba osób w wieku produkcyjnym będzie musiała utrzymywać coraz większą liczbę emerytów.  W obecnym systemie podatkowym stopa zastąpienia, czyli stosunek średniej emerytury do średniej pensji w gospodarce w 2024 roku wyniósł 45,6% (na podstawie ZUS 2024; 2025), a do 2060 roku ma spaść do 18,7% przy obecnym wieku emerytalnym. Oprócz problemu z emeryturami zmiany demograficzne doprowadzą do wzrostu kosztów ochrony zdrowia. Więcej osób starszych oznacza, że obecne 5% PKB na ochronę zdrowia na pewno nie wystarczy na rosnące koszty leczenia. Dodatkowo będziemy mieli ogromny problem z osobami starszymi, które wymagają opieki. Na ten moment opieka nad starszymi jest głównie oparta na barkach dzieci. Te barki będą coraz bardziej obolałe, ponieważ będzie mniej dzieci, a ludzie żyją dłużej. Oznacza to, że często na barkach jednego dziecka będzie dwoje starszych, schorowanych rodziców. Na ten moment instytucjonalne rozwiązania (np. domy opieki) nie  rozwiązują tego narastającego problemu.

Zmiany demograficzne oznaczają również mniej rąk do pracy. W narracji o katastrofie jest niepokój przed tym, że nie będzie miał kto pracować, bo będzie brakowało ludzi w wieku produkcyjnym. Kolejnym problemem są mniejsze wpływy do budżetu państwa. Jeżeli będzie mniej osób w wieku produkcyjnym to nie tylko będzie mniej pieniędzy na emerytury, ale z powodu niższych wpływów podatkowych zabraknie pieniędzy na wszystkie usługi publiczne.

Nie opisałem wszystkich problemów związanych ze zmianami demograficznymi. Natomiast powyższe argumenty pozwalają zrozumieć dlaczego mamy narracje o katastrofie demograficznej. Będzie nas mniej i będziemy starsi co doprowadzi do katastrofy obecnego systemu ubezpieczeń społecznych.

Dlaczego narracja o katastrofie jest niewłaściwa

Opisałem dominującą narrację o katastrofie demograficznej. Teraz pokażę, że nie jest to katastrofa, a proces do którego jako społeczeństwo możemy się dostosować. Zanim przejdę do strategii adaptacyjnych chciałbym zwrócić uwagę na problematyczność z samą narracją o katastrofie.

Po pierwsze alarmiści często przedstawiają prognozy dotyczące demografii jakby była to prognoza pogody. Podaje się liczbę ludzi w 2100 roku, wielkość emerytur, strukturę demograficzną jako obiektywne dane. Proszę pamiętać, że prognozy demograficzne dotyczące 2100 roku to trochę jak wróżenie z fusów. Tak naprawdę możemy przewidzieć sytuację demograficzną na następne 30/40 lat, bo wiemy jaka jest dzietność dzisiaj. Natomiast 2100 rok to tylko projekcje, które nie muszą opisywać rzeczywistości. Ostatnie lata (covid, wojna) powinny nam uświadomić, że rzeczywistość jest nieprzewidywalna. Oczywiście bierzmy pod uwagę projekcje demograficzne, ale nie traktujmy ich jako wyroczni. W latach 60. XX wieku demografowie obawiali się „bomby demograficznej” i tego, że będzie za dużo ludzi.  Dzisiaj jest strach, że wyginiemy. Spokojnie.

Po drugie sama narracja o katastrofie demograficznej jest kontrskuteczna. Osoby, który piszą o katastrofie zazwyczaj chcą jej zapobiec poprzez zwiększenie dzietności. Dlaczego mówienie o katastrofie demograficznej jest kontrskuteczne? Jesteśmy istotami społecznymi, które patrzą co robią inni. Jeżeli dostajemy informację o tym, że stopa dzietności to 1 to część z nas zaczyna traktować ją jako normę społeczną. Dodatkowo z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że osoby, które słyszą w mediach o katastrofie demograficznej nie pobiegną do sypialni, aby stworzyć dziecko w celu uratowania gospodarki.

Po trzecie narracja o katastrofie demograficznej jest po prostu nieprawdziwa. Zmiany demograficzne to nie tsunami, które zniszczy gospodarkę i polskie społeczeństwo, a wieloletnie procesy.  Zmiany demograficzne są powolne i rozkładają się na wiele dziesięcioleci. Oznacza to, że mamy czas aby się do nich dostosować.

Na ten moment dominuje w przestrzeni publicznej inna narracja. Żeby zapobiec katastrofie demograficznej trzeba zwiększyć stopę dzietności. Patrząc na doświadczenia wszystkich krajów rozwiniętych w ostatnich kilkudziesięciu latach ta droga jest zamknięta. Oznacza to, że powinniśmy zaakceptować niższy współczynnik dzietności i zastanowić się nad tym w jaki sposób możemy dostosować się do przyszłej struktury demograficznej, gdzie będzie mało dzieci i mniej ludzi w wieku produkcyjnym, a dużo emerytów i emerytek.

To co możemy zrobić, żeby dostosować się do zmian demograficznych?

Późniejszy wiek emerytalny

Najbardziej oczywistą strategią radzenia sobie ze zmianami demograficznymi jest podniesienie wieku emerytalnego. Wiele krajów europejskich wydłużyło wiek do 67 lat (dla kobiet i mężczyzn). Jest to najprostszy i najefektywniejszy sposób na radzenie sobie z rosnącym współczynnikiem obciążenia demograficznego. Wydłużając wiek działamy na dwóch płaszczyznach. Zwiększamy liczbę ludzi pracujących równocześnie zmniejszając liczbę osób pobierających emerytury. Nawet 2 lata to ogromne oszczędności dla budżetu.

Ta strategia jest najprostsza pod względem technicznym, ale bardzo trudna do wprowadzenia pod względem społecznym. Wiadomo jak dużym obciążeniem dla PO było wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat w 2012 roku co PiS odwrócił w 2016. W ostatnim czasie we Francji były ogromne protesty związane z wydłużeniem wieku emerytalnego z 62 do 64 lat. Wydaje się, że żadna partia polityczna nie będzie chciała wydłużyć wieku emerytalnego, bo jest to polityczne samobójstwo. Natomiast sytuacja może zmienić się wraz z czasem. Wraz z problemami budżetowymi i niższymi emeryturami coraz większa liczba osób może być zmuszona zaakceptować wydłużenie wieku emerytalnego. Polskie społeczeństwo nie różni się tak bardzo od społeczeństw europejskich, gdzie podniesiono wiek emerytalny.

W dużej mierze chodzi o narrację i sposób w jaki takie reformy się przeprowadza. Narracja PO o wydłużeniu wieku była katastrofalna. Było to technokratyczne rozwiązanie pośpiesznie narzucone społeczeństwu bez żadnych konsultacji społecznych. Nie zwrócono uwagi na to, że jest różnica pomiędzy profesorem na uczelni, który może pracować i do 80. roku życia, a pracownikiem fizycznym, który nie da rady pracować do 67. roku. Te aspekty i różnice w rodzajach pracy muszą być wzięte pod uwagę przy potencjalnym wydłużaniu wieku emerytalnego. Jest to kwestia sprawiedliwości społecznej. Być może problem będzie mniejszy dzięki robotyzacji i automatyzacji. Coraz mniej prac będzie wymagało sprawności fizycznej, która nie jest tak dużą barierą w pracach „umysłowych”.

Podsumowując. Wydłużenie wieku emerytalnego będzie generowało ogromne kontrowersje społeczne i niechęć. Natomiast coraz większe problemy z utrzymaniem systemu emerytalnego, niższe emerytury i mniejsza liczba ciężkich prac fizycznych mogą spowodować, że społeczeństwo do pewnego stopnia zaakceptuje wydłużenie wieku emerytalnego. A nawet jeśli nie zaakceptuje to rządzący będą zmuszeni to zrobić w celu utrzymania kurczącego się budżetu.

Imigracja

Drugą najważniejszą strategią przeciwdziałająca negatywnym skutkom zmian demograficznych jest imigracja. Jest to strategia stosowana od dziesięcioleci przez wysoko rozwinięte kraje europejskie. Nie chodzi tutaj o zwiększenie współczynnika dzietności. Dane pokazują, że imigranci z czasem dostosowują dzietność do dzietności kraju do którego imigrowali. Chodzi o znalezienie rąk do pracy. Przez lata Polska była krajem emigranckim, z którego ludzie w wieku produkcyjnym wyjeżdżali na Zachód. W ostatnich latach staliśmy się krajem imigranckim, do którego ludzie imigrują.  Wraz z rozwojem gospodarczym atrakcyjność Polski będzie tylko rosła. Sama imigracja ma ogromny wpływ na sytuację demograficzną.

Prognozowane przez ONZ 19,5 mln mieszkańców Polski w 2100 roku samo w sobie zawiera 5 mln migrantów. Może wydawać się to ogromną liczbą, ale w perspektywie 75 lat to nie jest już tak dużo. Jeżeli popatrzymy na prognozy innych krajów europejskich na 2100 rok jak Francja, UK czy Szwecja ich populacja się nie zmniejszy. Nie jest to wynikiem współczynnika dzietności powyżej 2,1, ale większej liczby migrantów. Migranci są tak istotni, ponieważ odciążają współczynnik obciążenia demograficznego. Imigrantami są osoby głównie w wieku produkcyjnym, które wytwarzają PKB i poprzez podatki utrzymują stabilność systemów ubezpieczeń społecznych (emerytura, ochrona zdrowia itp.).

Oczywiście migracja generuje problemy społeczne, które widzimy ostatnio w Polsce jak i w innych krajach. Prawicy jest bardzo łatwo grać nastrojami antyimigranckimi. Nie zmienia to jednak faktu, że partie prawicowe u władzy pomimo swojej antyimigranckiej retoryki ściągają imigrantów, bo wiedzą, że są niezbędni dla funkcjonowania gospodarki i utrzymania starzejącego się społeczeństwa. Przykładem był PiS, ale inne partie prawicowe w Europie robią to samo. Dodatkowo nie należy demonizować stosunku społeczeństwa do imigracji. Nawet jeżeli łatwo szczuć przeciwko imigrantom to większość polskiego społeczeństwa nie jest przeciwko wszystkim imigrantom. Większość Polaków i Polek nie jest przeciwko imigrantom, którzy pracują i wspierają gospodarkę. Łatwo jest przedstawić imigrantów jako zło wcielone, ale wydaje się, że w długiej perspektywie migracja do Polski nie zostanie zatrzymana. Obserwując kraje zachodnie, gdzie procesy demograficzne zaszły szybciej niż w Polsce, widzimy że ludzie są bardziej skłonni przyjąć większą liczbę migrantów niż rodzić więcej dzieci.

Podsumowując. Większa liczba imigrantów tworzy napięcia społeczne, które są rozgrywane przez prawicę. Ale co do zasady starzenie się społeczeństwa powoduje coraz większą potrzebę ściągania imigrantów. Pomimo retoryki prawicy nic nie zapowiada, aby imigracja miała być zakazana. Trzeba jednak pamiętać o tym, że imigracja to nie jest magiczna różdżka w rozwiązywaniu problemów demograficznych. Zachód Europy przekonał się, że to nie jest tak, że korzystamy z imigrantów w wieku produkcyjnym a potem na starość wracają do swoich krajów. Imigranci się starzeją, jak wszyscy, i będą pobierać emerytury, a ich dzieci będą chodzić do szkoły.

Podatki

Kolejną strategią, która może łagodzić problemy związane ze zmianami demograficznymi są wyższe podatki. Żeby utrzymać systemy społeczne jak emerytury i wpływy do budżetu można bardziej obciążyć podatkami osoby pracujące. Oczywiście będzie to generowało ogromne niezadowolenie społeczne. Proszę jednak pamiętać, że zmiany demograficzne spowodują, że będzie coraz więcej ludzi na emeryturze. Oznacza to, że partie polityczne będą zabiegały o ich głosy. Grupa emerytów będzie na tyle istotna, że trzeba będzie znaleźć środki na rosnące koszty emerytur czy ochronę zdrowia. Jednym z nich może być podniesienie podatków. Oczywiście będzie to generowało napięcia pomiędzy młodymi a starszymi, czyli dwoma grupami wyborców o odmiennych interesach.  Młodzi będą chcieli płacić jak najniższe podatki, starsi będą chcieli mieć zapewnione godne emerytury, a partie polityczne będą targetować grupę, która da więcej głosów.

Podsumowując. Będą rosły napięcia pomiędzy pracownikami a emerytami i ciężko przewidzieć jak nasza demokracja sobie z tym poradzi. Ale na pewno nie dojdzie do katastrofy w tym sensie, że ZUS upadnie i nie będzie emerytur. Emeryci staną się jeszcze istotniejszą grupą wyborczą i politycy chcąc zdobyć ich głosy będą musieli zapewnić godne emerytury.

Zmiany technologiczne wybawieniem?

Skupiałem się na strategiach, które mogą łagodzić zmiany związane ze zmianami demograficznymi. Wielkim nieobecnym w dyskusjach na temat katastrofy demograficznej jest rozwój technologiczny. Oczywiście jest to wróżenie z fusów i nie da się przewidzieć, jak będzie wyglądała technologia w 2100 roku. Patrząc optymistycznie możemy założyć, że rozwój technologiczny będzie postępował. Jeżeli tak się stanie to wiele problemów demograficznych zostanie rozwiązanych.

Po pierwsze, dzięki postępującej automatyzacji wiele prac nie będzie musiało być wykonywane przez ludzi. Dzięki temu pomimo starzejącego się społeczeństwa nie zabraknie rąk do pracy, bo nie będą one potrzebne.

Po drugie, dzięki rozwojowi technologicznemu zwiększy się PKB i efektywność pracy. Oznacza to wzrost wpływ do budżetu i więcej pieniędzy na emerytury i ochronę zdrowia pomimo mniejszej liczby osób pracujących.

Po trzecie, zmiany technologiczne mogą sprawić, że życie starszych osób będzie lepsze i łatwiejsze. Oczywiście jest to tylko gdybanie. Nie mamy pojęcia co się wydarzy do 2100 roku. Dlatego lepiej, żebyśmy jako społeczeństwo skupili się na strategiach nad którymi mamy kontrolę.

Uwzględniłem w artykule zmiany technologiczne pomimo ich nieprzewidywalności, ponieważ osoby mówiące o katastrofie demograficznej ich nie uwzględniają. Jest to jeden z kardynalnych błędów popełnianych w prognozowaniu skutków ekonomicznych w kontekście demografii. W XIX wieku popełniał go Thomas Malthus, a w 1972 twórcy Raport Rzymskiego przewidując katastrofę z powodu zbyt dużej liczby ludzi. Teraz problem jest odwrotny (za mało ludzi), ale nadal widzimy niedocenianie wpływu zmian technologicznych przez osoby, które snują wizje demograficzne.

Katastrofa demograficzna nie taka straszna

W debacie publicznej na temat demografii dominuje jedna narracja: „katastrofa demograficzna”. Jesteśmy straszeni tym, że do 2100 roku wymrze połowa Polaków. Nastąpi demograficzne tsunami, które spowoduje upadek systemów ubezpieczeń społecznych i gospodarki. Jedyną nadzieją w tych mrocznych czasach jest powrót do przeszłości i wysokiego poziomu dzietności.

Oczywiście narracja katastroficzna jest wynikiem tego jak działają media. Ale ta narracja to nie tylko clickbaitowe nagłówki. Wydaje się, że na ten moment jako społeczeństwo potrafimy myśleć o zmianach demograficznych tylko w kontekście zagrożeń i katastrofy.

W tekście starałem się przeciwstawić tej katastroficznej narracji pokazując dlaczego jest ona fałszywa. Pokazałem, że można zapobiegać negatywnym skutkom zmian demograficznym poprzez różnego rodzaju strategie jak wydłużenie wieku emerytalnego, imigracje i podatki.

Nie chciałbym być niewłaściwie odebrany. Nie prezentuję tutaj poglądów doktora Panglossa z powieści „Kandyd” Voltaire’a, który uważał, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i wszystkie negatywne zjawiska mają swoją pozytywną stronę.

Zmiany demograficzne będą generować wiele problemów ekonomicznych i społecznych. Natomiast jesteśmy w stanie się do nich dostosować. Ale żeby zacząć myśleć konstruktywnie o zmianach demograficznych trzeba zakończyć ze straszeniem katastrofą i mrzonkach o tym, że współczynnik dzietności wróci do poziomu 2,1.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker