Gospodarka

Państwo jako strażnik wolności: paradoks ograniczeń, które nas wyzwalają

Między kontraktem prywatnym a umową społeczną rozciąga się pole walki o sens wolności. Tekst dowodzi, że w świecie asymetrii informacji i władzy neutralne „egzekwowanie umów” nie istnieje — wybory instytucjonalne zawsze kogoś wzmacniają. Dlatego progresywne podatki, ochrona socjalna i reguły rynku pracy nie są kaprysem państwa, lecz warunkiem sprawiedliwości.

Podpisując umowę, ludzie wyrażają zgodę na zrobienie czegoś; umowa ogranicza ich swobodę działania w przyszłości w zamian za coś uzyskane od drugiej strony. Strony umowy chętnie się zgadzają na takie ograniczenia, ponieważ wymiana przynosi im korzyści, podobnie jak „przymus”, który państwo może narzucić, aby regulować pewne działania lub zmuszać obywateli do płacenia podatków w celu finansowania inwestycji publicznych, które przynoszą korzyści wszystkim.

Wszystkie umowy zapewniają obu stronom, akceptującym umowy w odpowiedni sposób, pewne korzyści, ale wiążą się także z ograniczeniami. Bez umów kredytowych na przykład ludzie nie mogliby uzyskać dostępu do pieniędzy, których potrzebują, aby dokonywać inwestycji o wysokiej stopie zwrotu. W zamian akceptują ograniczenia, w tym dotyczące sposobu, w jaki mogą wykorzystać uzyskane pieniądze, a być może nawet ograniczenia dotyczące innych aspektów tego, co mogą zrobić, takich jak wzięcie kredytu od innego pożyczkodawcy.

Fakt, że umowa jest dobrowolna, nie oznacza, że nie wiąże się z wyzyskiem – do tego tematu powrócę później. Ktoś może podpisać umowę o pracę mającą charakter wyzysku, jeśli jest to jedyny sposób na przetrwanie. W takiej sytuacji można powiedzieć, że osoba została przymuszona – lub gorzej, jeśli pozbawiono ją alternatywy, jak w przypadku czarnoskórych Afrykańczyków z RPA, którym odebrano prawo do uprawiania roli. W tym sensie istnieje duża różnica między umowami zawartymi przez strony o mniej więcej równej pozycji społecznej bądź ekonomicznej, a umowami między stronami o nierównym statusie.

Koncepcja umowy społecznej

Filozofowie od dawna postrzegają relacje między jednostkami a społeczeństwem jako regulowane podobną umową społeczną, ograniczającą obywateli w sposób, który zwiększa ich ogólną wolność i dobrobyt. Ważne jest, aby zauważyć, że umowa społeczna jest metaforą; nie ma żadnej spisanej ani sformalizowanej umowy.

Umowa społeczna określa relacje między jednostką a społeczeństwem, podobnie jak rzeczywista umowa, w której zapisane są obowiązki stron umowy i wobec siebie nawzajem.

Istnieje jednak duża różnica między umową społeczną a zwykłymi umowami. Naruszenie tych drugich oznacza konsekwencje dla relacji między stronami umowy, zwłaszcza dla tej, która ją pogwałciła. Pokrzywdzona strona może próbować nałożyć karę na tych, którzy naruszyli umowę. Kiedy ktoś łamie umowę, istnieją jasne reguły dotyczące oceny, czy i w jakim zakresie zostały naruszone warunki umowy (zasady i przepisy), oraz kar, które należy wymierzyć. Ale kiedy państwo nie robi tego, co powinno, nie ma odpowiedniego mechanizmu egzekwowania umowy społecznej. To jest podstawowa różnica między zwykłą umową a umową społeczną. Za każdą zwykłą umową stoi rząd, który ją egzekwuje. Umowy społeczne opierają się na zaufaniu. W przypadku umowy społecznej istnieje ryzyko, że jeśli obywatele uznają, że ich rząd ją pogwałcił, prawo i porządek mogą się załamać.

Tworzenie umowy społecznej

Pojęcie umowy społecznej skłania do postawienia pytania, jakie reguły i zasady stanowiące jej podstawę mogą przyczynić się do dobrobytu społecznego. Istnieją istotne społeczne kompromisy przy ustalaniu zasad funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa. Czy skupiamy się na dobrobycie wilków, czy owiec? Na posiadaczach broni czy ofiarach przemocy z użyciem broni? Na bogatych, których wolność jest ograniczona przez progresywne opodatkowanie, czy na biednych, których wolność do życia jest znacznie rozszerzona, gdy rząd pomaga finansować lepszą edukację, zdrowie i odżywianie?

Gdy już zrozumiemy, że wolności oznaczają kompromisy, musimy opracować zasady, które pozwolą porównywać rozszerzanie wolności dla niektórych z ograniczaniem wolności dla innych; pozwoli to uniknąć prawa dżungli, gdy silniejszy rozszerza swoją wolność kosztem wszystkich innych. John Rawls w książce Teoria sprawiedliwości (1971, pierwsze polskie wydanie 2005) proponuje takie właśnie zasady. Możemy sobie wyobrazić, jak ludzie dokonywaliby tych kompromisów, gdy podniesiona zostanie – jak określa to Rawls – „zasłona niewiedzy” i zobaczą, jakie jest ich miejsce w społeczeństwie. Czy będą bogaci, czy biedni? Ukryci za „zasłoną” nie wiedzą tego. Ramy Rawlsa, potraktowane pragmatycznie, są podobne do „bezstronnego obserwatora” Smitha:

Normy moralne wyrażają zatem uczucia bezstronnego obserwatora. Uczucie to, czy to u osoby zmotywowanej do podjęcia działania, czy u osoby, na którą inni działali, jest godne moralnej aprobaty wtedy i tylko wtedy, gdy bezstronny obserwator je podziela.

Zarówno Rawls, jak i Smith po prostu sugerują, że osoba – oceniając, co sprawia, że społeczeństwo jest dobre lub sprawiedliwe – powinna dystansować się od własnego interesu. Rawls przedstawia metodę, która – przy wyborze zasad i strategii, którymi będziemy się kierować w życiu – zapobiega wybieraniu korzystnych dla nas zasad. To właśnie nazywa sprawiedliwością jako bezstronnością. Bezstronny obserwator Smitha w pewnym sensie jest personifikacją tej metody.

Rawls wykorzystuje te ramy, aby przedstawić przekonujący argument za progresywną redystrybucją jako pożądaną częścią umowy społecznej. Wykorzystam jego podejście, aby zastanowić się nad szerokim zakresem rozwiązań instytucjonalnych, które rządzą społeczeństwem.

O różnych klauzulach umowy społecznej możemy myśleć jako o określaniu zasad i regulacji społeczeństwa. Rynki nie istnieją w próżni. Nie ma czegoś takiego jak abstrakcyjny wolny rynek. Rynki są określone przez zasady i regulacje. Sądzę, że za zasłoną niewiedzy istniałby szeroki konsensus co do kompromisów związanych z tworzeniem umowy społecznej. Jak porównamy wolność wilków z wolnością owiec? Wyzyskiwacza z wyzyskiwanym? Możemy zapytać: kryjąc się za zasłoną niewiedzy, gdy nie wiemy, jaka będzie nasza pozycja w społeczeństwie – szansa na bycie dominującym monopolistą jest raczej mała, podczas gdy szansa na bycie potencjalnie wyzyskiwanym pracownikiem lub konsumentem wydaje się raczej duża – jakich zasad i regulacji pragnęlibyśmy? Znacznie mniej niezgody będzie prawdopodobnie dotyczyć tych postanowień, które można uważać za przynoszące społecznie sprawiedliwe wyniki. Mówiąc najprościej, wybralibyśmy przepisy, które krzewią jak największą równość, zgodną z ogólną wydajnością gospodarczą.

Te ramy można wykorzystać do udzielania wskazówek dotyczących niezliczonych praw, zasad i regulacji wymaganych w gospodarce XXI wieku, w tym mających na celu ochronę pracowników, konsumentów, konkurencji i środowiska. Co ciekawe, Adam Smith, którego nazwisko jest tak często przywoływane na poparcie ekonomii leseferystycznej, pozbawionej interwencji rządu, rozumiał znaczenie tego, w jaki sposób dana regulacja zostanie zapisana:

Gdy więc orzeczenie wypada na korzyść robotnika, jest ono zawsze słuszne i sprawiedliwe; gdy natomiast wypada po myśli majstrów, często jest inaczej.

Smith rozumiał, że przepisy dotyczące współpracy pracowników wpływają na siłę przetargową, a także dostrzegał asymetrie w sile rynkowej:

Zwykłe prace robocze zależą wszędzie od umów zawieranych między tymi dwiema stronami, których interesy bynajmniej nie są takie same. (…) Nietrudno jednak przewidzieć, która z tych dwóch stron we wszelkich zwykłych okolicznościach musi mieć przewagę w sporze i zmusi drugą stronę do przyjęcia swych warunków. Pracodawcy, jako mniej liczni, o wiele łatwiej mogą się zrzeszać (…) Przy wszelkich takich zatargach pracodawcy mogą wytrwać o wiele dłużej.

Następnie stwierdził, że:

Pracodawcy są zawsze i wszędzie w pewnego rodzaju milczącym, lecz stałym i nieodmiennym porozumieniu co do tego, by nie podnosić płac roboczych powyżej istniejącej stopy. (…) Pracodawcy wchodzą z sobą niekiedy również w specjalne porozumienia, by obniżyć płace nawet poniżej tej stopy. Porozumienia te są zawsze nawiązywane w największym milczeniu i tajemnicy…

Smith zauważył, że to, co widzimy, w rzeczywistości znacznie różni się od tego, czego moglibyśmy oczekiwać w umowie społecznej spisanej za zasłoną niewiedzy. Rzeczywiste zasady i regulacje odzwierciedlają intencje władzy – w szczególności władzy politycznej, ponieważ są ustalane w ramach procesów politycznych. Naturalne asymetrie władzy, które pojawiają się w stosunkach pracy, często są pogarszane przez ramy regulacyjne, które w taki czy inny sposób ograniczają tworzenie związków zawodowych (pracownicy „łączą się”), a czasami przymykają oko na „łączenie się” firm w celu obniżenia płac. Niezwykłe w przytoczonych fragmentach, napisanych długo przed narodzinami gospodarki przemysłowej, nie mówiąc już o gospodarce opartej na wiedzy, jest to, że wciąż brzmią one prawdziwie. Giganci technologiczni, tacy jak Apple czy Google, spiskowali w tajemnicy, aby nie werbować od siebie nawzajem pracowników; w efekcie niższy poziom konkurencji obniżył płace inżynierów, od których osiągnięć intelektualnych zależały sukcesy obu firm.

Punkt widzenia prawicy

Wcześniej stwierdziłem, że ludzie byliby gotowi zaakceptować regulacje lub podatki ograniczające ich wolność, ponieważ w ostatecznym rachunku zapewniają im one większe możliwości. Prawica często ma osobliwy i ograniczony pogląd na istotę takiej umowy społecznej. Liczba ograniczeń, które byłaby gotowa uznać jako część umowy społecznej, jest niewielka i dotyczy takich zachowań, jak zabójstwo czy kradzież. Krytyczne znaczenie mają dla niej prawa własności, niezależnie od tego, w jaki sposób własność została nabyta. Rolą rządu jest egzekwowanie praw własności i umów prywatnych. Dla prawicy jest to tak oczywiste, że nie wymaga żadnego uzasadnienia.

Umowy i własność bez klauzuli wykonalności oczywiście znaczą niewiele. Bez egzekwowania umów nie doszłoby do realizacji wielu korzystnych wymian, zwłaszcza gdy zobowiązują one jedną stronę do zrobienia czegoś dzisiaj (np. dokonania płatności), a drugą do wykonania czegoś później (np. dostarczenia obiecanego dobra). Podobnie bez praw własności nie byłoby zachęty do inwestowania. Ktoś mógłby po prostu zawłaszczyć czyjąś własność. Ale – jak omówię to w następnym rozdziale – prawa własności muszą zostać zdefiniowane. Prawa własności i zasady regulujące umowy są konstruktami społecznymi, czymś, co tworzymy i określamy w celu promowania interesu społecznego. Nie zostały przekazane na górze Synaj ani nie stworzyły ich żadne tajemnicze prawa natury. Społeczeństwo musi również zdecydować, które umowy powinny być akceptowane i egzekwowane przez rząd.

Wielu ludzi na prawicy najwyraźniej tego nie rozumie, a dokładniej chcą oni zasad, które jeszcze bardziej naruszą równowagę sił na korzyść tych, którzy mają władzę. Zgodnie z zasadą swobody umów twierdzą, że rząd powinien egzekwować umowy prywatne bez względu na to, że mogą one mieć charakter wyzysku; wystarczy, że zostały zawarte dobrowolnie. Prawica nalega na egzekwowanie prawa, nawet jeśli występuje duża asymetria informacji i gdy jedna strona wprowadziła drugą w błąd. Jej przedstawiciele dopuszczają, a nawet ułatwiają wspólne działania podejmowane za pośrednictwem podmiotów prawnych – korporacji – podczas gdy zabraniają, traktując jako zmowy, innych działań, takich jak tworzenie związków zawodowych przez pracowników w celu realizacji ich interesów. Prawica utrudnia również podejmowanie wspólnych działań w celu odzyskania strat poniesionych przez pracowników lub konsumentów na skutek działań korporacji.

Zasady i regulacje forsowane przez prawicę (które, jak nie wprost twierdzą jej przedstawiciele, powinny być częścią umowy społecznej) mają oczywiste konsekwencje dla dobrobytu społecznego oraz dystrybucji władzy i bogactwa. Ludzie o niskich dochodach, a nawet klasa średnia, mogą przeciwdziałać interesom bogatych tylko poprzez współpracę. Blokując tę drogę prawica de facto zachęca do wyzysku przez korporacje, co zwiększa nierówności i zmniejsza dobrobyt społeczny.

Wątpię, czy umowa społeczna, której pragnie prawica – dotycząca tylko ochrony praw własności i egzekwowania wszystkich umów – mogłaby powstać w wyniku racjonalnej dyskusji na temat tego, jaki kształt powinna mieć społecznie sprawiedliwa umowa społeczna, a nawet umowa skupiająca się na efektywności gospodarczej. Zmieniający się charakter społeczeństwa i gospodarki wymaga dziś większej niż w przeszłości interwencji i inwestycji rządowych, a co się z tym wiąże, wyższych podatków i większej liczby regulacji. Możemy się spierać o najlepszy sposób realizacji tych inwestycji, ale nikt rozsądny nie zaprzeczy potrzebie i konieczności finansowania znacznej części ich kosztów ze środków publicznych.

Które umowy prywatne powinny być egzekwowalne?

Umowy same z siebie są etycznie neutralne; mogą ułatwiać zarówno transakcje niepożądane społecznie, jak i te pożądane. Dobra umowa społeczna nie zachęcałaby do zachowań społecznie niepożądanych, dlatego rządy nie powinny egzekwować umów prywatnych, które to robią. To jest tak oczywiste, że aż banalne – tak samo oczywiste, jak potrzeba regulacji przeciwko kradzieży i zabijaniu. Umowa, która zobowiązuje kogoś do zrobienia czegoś nielegalnego, sama z siebie powinna być nielegalna i nie powinna być egzekwowana. Mimo to prawica, podkreślając „świętość umów”, nie uznaje rozróżnienia między umowami dobrymi i złymi społecznie. Oczywiście przy okazji nieuchronnie pojawią się spory i debaty dotyczące tego, które umowy są społecznie dobre, a które złe. Ale gdy już uznamy, że umowy są konstruktami społecznymi, tym samym zaakceptujemy, że mogą one być dobre lub złe; a nawet zgodzimy się, że niektóre umowy, dalekie od świętości, w gruncie rzeczy budzą odrazę.

Przyznanie, że mogą istnieć rozbieżności co do tego, co jest dobrą, a co złą umową, rodzi interesujące pytania. Pojawia się na przykład miejsce na debatę o tym, co powinno być dozwolone do sprzedaży. Nawet gdyby istniała powszechna zgoda, że ludziom nie powinno się pozwalać na sprzedawanie swoich nerek, czy powinno się im pozwalać na sprzedawanie swojej krwi? Istnieją dowody na to, że w przypadku krwi efekty są lepsze zarówno pod względem ilości, jak i jakości (czyli krew jest wolna od chorób, które mogą być przenoszone w wyniku transfuzji), gdy krew jest pozyskiwana wyłącznie dobrowolnie, a takie postępowanie staje się normą społeczną. Podobnie niezależnie od tego, co ludzie myślą o prostytucji, istnieje uzasadnione pytanie, czy umowa o świadczenie takich usług powinna być egzekwowalna z mocy prawa.

Na marginesie tych rozważań mogą się pojawić kontrowersje co do tego, które umowy powinny być akceptowalne i egzekwowalne zgodnie z zasadą praworządności. Współcześnie panuje zgoda, że umowa społeczna nie powinna dopuszczać, a tym bardziej egzekwować, umów i postanowień umownych, które przyzwalają na pracę dzieci, handel ludźmi, oszustwa i wyzysk, niewolnictwo, pracę niewolniczą lub sprzedaż organów i innych ważnych części ciała.

Innym przykładem wątpliwej klauzuli w umowie jest zapis o zachowaniu poufności (ang. nondisclosure agreement, NDA), coraz częściej stosowany przez korporacje. Mogą istnieć okoliczności, w których tajność (brak przejrzystości) jest pożądana, ale często jest ona wykorzystywana do ukrycia czegoś złego. Takie zapisy są często używane w ugodach, gdy wpływowi mężczyźni dopuścili się napaści seksualnej na kobiety i okazały się one istotną przeszkodą w pociągnięciu ich do odpowiedzialności. Rola NDA została podkreślona w owianej złą sławą sprawie Harveya Weinsteina, potentata filmowego i drapieżnika seksualnego. NDA utrudniają również, jeśli nie uniemożliwiają, identyfikację i rozwiązywanie innych problemów systemowych, takich jak uprzedzenia rasowe w bankowości, gdzie częste są pozwy i ugody. Mam nadzieję i wierzę, że narasta przekonanie, że takie postanowienia umowne nie powinny być egzekwowalne.

W równoważeniu zysków i strat w odniesieniu do wolności  stanowisko powinno być jasne: sprawiedliwa umowa społeczna nie pozwalałaby na pisanie umów, które dopuszczają wyzysk, nie mówiąc o wzywaniu lub wymaganiu od rządów ich egzekwowania.

Dalsze postanowienia umowy społecznej: ochrona społeczna i pomoc w zarządzaniu czasem życia

Istnieje kilka innych aspektów umowy społecznej, które są ważne i na które, za zasłoną niewiedzy, wszyscy by się zgodzili. Wiele odnosi się do przypadków, w których rynki nie działają tak, jak działałyby w wyidealizowanym i fikcyjnym świecie prawicy. Przy czym wiele z tych porażek jest przyrodzonych. Rynki po prostu nie działają tak, jak wyobraża to sobie prawica, ponieważ informacja jest z natury niedoskonała i asymetryczna, a przezwyciężenie tych niedoskonałości informacji jest kosztowne. Ponadto działanie rynków kosztuje i to niemało.

Gdy mówimy o „doskonałych rynkach” – przynoszących efektywne wyniki – muszą się one wiązać z doskonałymi rynkami ubezpieczeniowymi, na których można się ubezpieczyć od każdego istotnego ryzyka. (Nie jest to oczywisty wymóg, ale ustalenie, że rynki ubezpieczeniowe muszą być uwzględnione, było jednym z najważniejszych osiągnięć teorii ekonomii ostatniego ćwierćwiecza XX wieku). Jednak skala i wielkość niektórych z najważniejszych rodzajów ryzyka, z jakimi się mierzymy, są nieznane. Pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie ilustrują wielkie ryzyko, z jakim zmaga się gospodarka – z ogromnymi konsekwencjami dla firm i gospodarstw domowych na całym świecie – jednak rynek nie zapewnił żadnego ubezpieczenia od tych czynników ryzyka. Jest raczej trudne do wyobrażenia, że stanie się tak w przypadku podobnych rodzajów ryzyka w przyszłości.

Ochrona socjalna w umowie społecznej

Jednym z aspektów dobrej umowy społecznej, obecnym w praktycznie każdym nowoczesnym społeczeństwie i stanowiącym jedną z najważniejszych innowacji społecznych w ostatnich 150 latach, jest ochrona socjalna. To rozwiązanie chroni przed kaprysami i zmiennymi kolejami losu, zwłaszcza tak poważnymi, jak utrata pracy lub poważna choroba. Ochrona socjalna pomaga w tym, co będę nazywać zarządzaniem czasem życia, związanym z faktem, że ludzie często nie mają pieniędzy i zasobów w momencie, gdy ich potrzebują. Niektóre z istotnych czynników ryzyka życiowego są powiązane z rodzajem zdarzeń opisanych w poprzednim akapicie, od których prywatne rynki nie zapewniają i nie mogą zapewnić ubezpieczenia.

Ponadto młodzi ludzie nie mają funduszy na inwestowanie w swoją edukację i zdrowie. Borykający się z problemami młodzi rodzice nie mają pieniędzy na zapewnienie dobrej opieki nad dziećmi, a emeryci mogą stwierdzić, że nie mają wystarczających zasobów, aby wieść godne życie. W USA rodzice często nie mają pieniędzy, aby wysłać swoje dzieci na studia, choć wiedzą, że bez dyplomu ukończenia studiów ich dzieci mają ograniczone szanse życiowe.

Biorąc pod uwagę te oczywiste ograniczenia rynkowe, wydaje się równie oczywiste, że ludzie za zasłoną niewiedzy chcieliby umowy społecznej, która zapewnia przynajmniej pewne ubezpieczenie społeczne i inwestuje w młodych ludzi, aby umożliwić im wykorzystanie ich potencjału (zamiast tylko polegać na zasobach rodziców). Praktycznie wszystkie społeczeństwa współczesne tak robią.

Porażki rynku i perspektywa konserwatysty

Wielu ekonomistów – jak i libertarian oraz innych osób na prawicy – przyjmuje istnienie doskonałych rynków kapitałowych, a wygląda to mniej więcej tak: Młodzi mogą pożyczać pieniądze pod zastaw przyszłych zarobków. Młodzi ludzie (lub rodzice działający w ich imieniu) inwestują w zdrowie i edukację w sposób racjonalny, równoważąc stopy zwrotu i koszt funduszy, które na idealnym rynku byłyby niskie. Młodzi rodzice mogą rozłożyć swoje dochody w ciągu całego życia, zatem jeśli chcą opieki przedszkolnej nad dzieckiem, sami ją sobie wykupują, a jeśli nie, jedno z rodziców zostaje w domu.

W umysłach wielu ekonomistów takie rozwiązanie jest efektywne i pożądane. Jednak rząd, zapewniając lub dofinansowując opiekę nad dziećmi, wszystko psuje, ponieważ w efekcie zbyt wiele kobiet podejmuje pracę. Lepiej byłoby, gdyby część kobiet pozostała w domu, aby opiekować się dziećmi. Dochód, który osiągają, nie uzasadnia kosztów opieki nad dziećmi zapewnianych przez rynek. (Rachunek ekonomiczny, użyty do porównania kosztów i korzyści, oczywiście nie bierze pod uwagę szerszych kwestii społecznych dotyczących tego, czy kobiety wykorzystują swój potencjał, ani relacji władzy między płciami. Standardowy model ignoruje istnienie jakichkolwiek relacji władzy i zakłada idealne rynki).

Absurdalność takiego poglądu na temat doskonałych rynków ilustruję na przykładzie moich studentów ekonomii, z których praktycznie wszyscy mają obecnie niskie dochody, a w przyszłości będą mieli znacznie wyższe. Wielu z nich z pewnością chciałoby mieć lepsze mieszkanie i częściej jeździć na narty teraz, kiedy są młodzi. Jak dowiedzieli się z większości innych wykładów z ekonomii, standardowy model mówi, że powinni rozłożyć swoją konsumpcję w czasie, pożyczając teraz pod zastaw przyszłych dochodów. Sugeruję, żeby poszli do lokalnego banku i poprosili o pożyczkę, która im to umożliwi. Wiem, co by się stało, gdyby to zrobili: usłyszeliby zdecydowaną odmowę. Mogą otrzymać nieduży kredyt, do tego zazwyczaj wysoko oprocentowany. W prawdziwym świecie kredyt jest reglamentowany.

Przejdźmy do rynków ryzyka. Prawica, ponownie odwołując się do standardowego modelu ekonomicznego, zakłada, że istnieją idealne rynki ryzyka. Wszystkie „inwestycje” opisane w dwóch poprzednich akapitach są ryzykowne. Ludzie nie znają zwrotu z inwestycji w zdrowie i edukację ani w edukację przedszkolną. Nie wiedzą też, jak długo będą żyć. A w niektórych przypadkach nawet eksperci nie są zgodni co do wielkości zysków z inwestycji. Wiemy jednak, że bez odpowiedniej edukacji i opieki zdrowotnej nikt nie może w pełni wykorzystać swojego potencjału. Ale w żadnym z tych przypadków ludzie nie mogą kupić prywatnego ubezpieczenia nawet od znaczących przyszłych rodzajów ryzyka, które wpływają na zwroty z inwestycji w zdrowie i edukację dzieci. Ogólnie rzecz biorąc, ryzyko zniechęca do takich inwestycji, a zatem w przypadku braku efektywnych rynków ryzyka, poziom inwestycji będzie niższy niż ten, który byłby społecznie produktywny.

Istnieje wiele innych zagrożeń, które wpływają na dobrostan człowieka. Niepewność może mieć niszczycielski wpływ na ludzi – dlatego wezwanie prezydenta Franklina D. Roosevelta do „wolności od strachu” było tak ważne.

Opieka zdrowotna, bezrobocie i emerytury

W ciągu ostatniego stulecia rządy coraz częściej uznawały, że istnieją istotne ryzyka, z którymi borykają się obywatele, dla których prywatne rynki ubezpieczeniowe nie mają odpowiedniej oferty. Dało to impuls do powstania ubezpieczeń społecznych.

Zanim za prezydentury Lyndona B. Johnsona Kongres USA w 1965 roku uchwalił Medicare, zobowiązując rząd do zapewnienia opieki zdrowotnej starszym Amerykanom, wielu z nich nie było stać na wykupienie ubezpieczenia zdrowotnego, a wielu z tych, którzy mogli to zrobić, było zmuszonych do płacenia niezwykle wysokich cen. Przed uchwaleniem wielu ustaw i rozporządzeń, w szczególności Ustawy o przystępnej opiece zdrowotnej z 2010 roku, wiele osób poniżej 65. roku życia również nie mogło wykupić ubezpieczenia zdrowotnego, zwłaszcza jeśli miały wcześniejsze schorzenia, takie jak choroba serca lub zapalenie stawów, które sprawiały, że uzyskanie ubezpieczenia było tym ważniejsze. A dla wielu osób, które mogły sobie pozwolić na wykupienie ubezpieczenia, koszt ten stanowił duży procent ich dochodu.

Rynek prywatny nigdy nie zapewniał ubezpieczenia od bezrobocia, mimo że jednym z najpoważniejszych zagrożeń i źródeł niepewności, z jakimi borykają się rodziny pracujące, jest utrata pracy przez głównego żywiciela rodziny i niemożność szybkiego znalezienia innej.

Kolejnym przykładem publicznie zorganizowanej ochrony socjalnej są publiczne programy emerytalne, takie jak Social Security w USA. Kanclerz Niemiec Otto von Bismarck jako pierwszy wprowadził w 1889 roku program ubezpieczenia społecznego na starość. W tamtym czasie stosunkowo niewiele osób żyło dłużej niż wynosił wiek emerytalny 65 lat. Obecnie średnia długość życia w niektórych krajach wynosi 80 lat lub więcej. W Japonii są to 82 lata dla mężczyzn i 88 lat dla kobiet – piętnaście lub więcej lat od przejścia na emeryturę. Nadal istnieje ogromna niepewność co do tego, jak długo będzie żyła dana osoba, chociaż mamy dobre statystyki dotyczące długości życia różnych grup w obrębie populacji. Prywatne polisy ubezpieczeniowe, które wypłacają stałą kwotę (rentę) niezależnie od tego, jak długo żyje ubezpieczona osoba, łagodzą to ryzyko, ale za bardzo wysoką cenę, znacznie wyższą niż ta, którą można uzasadnić danymi o przewidywanej długości życia. Oczywiście nie stanowi to zaskoczenia. Ktoś musi zapłacić za ogromne zyski i koszty reklamy firm ubezpieczeniowych, a tym kimś jest klient.

Ubezpieczenie społeczne w dużej mierze można postrzegać jako rentę wypłacaną przez rząd, przy czym koszty transakcyjne stanowią ułamek kosztów sektora prywatnego. Social Security regulują przepisy, które mają ważne znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa ubezpieczonego, a których nie ma w polisach prywatnych; przede wszystkim jest to uwzględnienie inflacji. Inflację udawało się tłumić przez dziesięciolecia po gwałtownym wzroście w latach 70. XX w., ale po pandemii COVID-19 przypomniała wszystkim, że może ponownie wzrosnąć. Potrzebujemy ubezpieczenia od takich zdarzeń, nawet jeśli pojawiają się one rzadko. Rynek sobie z tym nie radzi, ale rządy mogą dostosowywać rentę do inflacji i robią to.

W amerykańskim systemie emerytalnym istnieje jeszcze jeden ważny zapis: wypłaty rosną wraz ze wzrostem wynagrodzeń w gospodarce. Bez tego w sytuacji szybkiego wzrostu płac – jak to było w dekadach po II wojnie światowej – starsi ludzie, którzy polegają wyłącznie na swoich oszczędnościach, mieliby standard życia znacznie niższy niż ludzie młodzi. Poziom dysproporcji dochodów międzypokoleniowych byłby nieakceptowalny. Publiczne programy emerytalne zapewniają pewne dzielenie się ryzykiem i wygładzanie dochodów międzypokoleniowych, ponieważ jednym z czynników określających świadczenia emeryta jest obecny poziom płac, choć kwotę renty determinuje głównie wkład własny danej osoby.

Zaskakuje, że niektórzy przedstawiciele prawicy wciąż chcą prywatyzować różne formy ubezpieczeń społecznych, podczas gdy powodem wprowadzenia każdej z nich był fakt, że istniały rodzaje ryzyka, z którymi rynek sobie nie radził; w wielu przypadkach było to wręcz niemożliwe.

Sprzeciw wobec publicznej ochrony socjalnej wynika z ideologii, która głosi, że działania zbiorowe naruszają wolność jednostki, a rząd jest zawsze nieefektywny. (W dużej mierze takie myślenie jest również napędzane przez nagi interes własny. Niektórzy w sektorze finansowym wiedzą, że mogliby zarobić górę pieniędzy, gdyby, powiedzmy, Social Security zostało sprywatyzowane, nie wspominając o kosztach dla emerytów.)

Odniosłem się już do twierdzenia o działaniu zbiorowym. Program Social Security znacznie rozszerzył wolność (zbiór możliwości) większości obywateli. Wielu z nich osiągnęło nawet to, czego najbardziej pragnął prezydent Roosevelt: uwolniło się od strachu lub co najmniej znacznie zmniejszyła się ich niepewność.

Dowody obalają twierdzenie, że rząd z definicji jest nieefektywny. Jak wspomniałem, koszty transakcyjne płacenia prywatnych rent są znacznie wyższe niż w przypadku wypłat dokonywanych przez Social Security. Wielokrotnie, podczas spotkań z politykami i gdzie indziej, obywatele domagali się, aby rząd trzymał swoje ręce z dala od Medicare i ubezpieczeń społecznych. Te dwa programy działają tak dobrze, że każdy, kto jest pod wpływem ideologii prawicy, musi się domagać, aby były one zarządzane przez firmy prywatne.

Można zrobić więcej: zwiększanie możliwości edukacyjnych

Australia ma program pożyczek studenckich, zgodnie z którym kwota do spłaty zależy od dochodu, jaki osiąga absolwent. Rząd (społeczeństwo) ponosi część ryzyka związanego z inwestycjami w edukację. Zapewnia to dzielenie się ryzykiem, czego sektor prywatny nie robi. Okazuje się, że publiczny program jest dużo bardziej efektywny niż program pożyczkowy sektora prywatnego – mimo że ten drugi może wydawać się prostszy.

Bruce Chapman, emerytowany profesor ekonomii na Australijskim Uniwersytecie Narodowym i ojciec australijskiego programu pożyczek zależnych od dochodów, żartobliwie wspomina rozmowę, jaką odbył z kimś z innego kraju; padło pytanie, ile osób zatrudnia rząd do zarządzania programem, który udziela pożyczek niemal wszystkim studentom. Kiedy Chapman odpowiedział: „Siedemnaście”, osoba ta była pod wrażeniem: „Siedemnaście tysięcy… to jest rzeczywiście efektywny program”. „Nie” – odpowiedział Chapman. „Tylko siedemnaście. Kropka”. Chodziło o to, że program pożyczkowy korzysta z systemu podatku dochodowego; kredytobiorcy spłacający swoje pożyczki studenckie są automatycznie „fakturowani” na określoną kwotę poprzez dodanie jej do ich należności podatkowych. Administrowanie całym systemem, dzięki nowoczesnej technologii, wymaga tylko siedemnastu dodatkowych pracowników.

Inne elementy w projektowaniu umowy społecznej

Wiele dyskusji na temat sprawiedliwości społecznej i projektu umowy społecznej skupia się na dystrybucji, gdy pyta się nie wprost, zasłaniając się niewiedzą, jaki rodzaj systemu podatkowego jest społecznie sprawiedliwy. John Rawls przedstawił przekonujący argument na rzecz zalet opodatkowania progresywnego.

Twierdzę, że można i należy patrzeć na każdy aspekt umowy społecznej i organizacji społecznej w podobny sposób, za zasłoną niewiedzy. W rozdziale 3 przeanalizowałem zasady i regulacje, które pomagają społeczeństwu radzić sobie z efektami zewnętrznymi. W rozdziale 4 omówiłem, jak sprawiedliwe społeczeństwo, za zasłoną niewiedzy, traktowałoby wydatki publiczne i rozwiązywało problemy koordynacji. W tym rozdziale omówiłem, jak powinniśmy myśleć o tym, jakie rodzaje umów prywatnych nie powinny być egzekwowane, a szerzej, co jeszcze należy uwzględnić w umowie społecznej. Podkreśliłem potrzebę ochrony socjalnej i inwestycji w zarządzanie czasem życia – w edukację i publiczne wydatki na opiekę nad dziećmi i emerytury.

Uwagi końcowe. Poszukiwanie wskazówek w projektowaniu umowy społecznej

Powinno już być oczywiste, jak złożona może być społecznie sprawiedliwa umowa społeczna. Obejmuje regulacje i inne postanowienia, które ograniczają wąsko zdefiniowane wolności, ale zarazem rozszerzają bardziej ogólne swobody. Różni się ona od umowy społecznej prawicy, która ogranicza się do egzekwowania umów prywatnych i praw własności, niezależnie od tego, jak szeroko próbuje je określić. Stwierdziłem, że niektóre umowy nie powinny być egzekwowalne – niektóre są naprawdę odrażające – i później wyjaśnię, w jaki sposób prawa własności są i muszą być ograniczone. Za zasłoną niewiedzy nigdy nie mogłaby istnieć umowa społeczna, która egzekwowałaby wszystkie umowy, ani taka, w której istniałyby nieograniczone prawa własności.

W USA i innych krajach rządy często zwracają się do liderów finansów i biznesu o poradę w sprawie przepisów i regulacji dotyczących handlu. Najczęściej chodzi o złożone dziedziny, takie jak regulacje finansowe lub handel międzynarodowy. Jednak Adam Smith ostrzegał przed proszeniem tych liderów o radę:

Jednakże interes przedsiębiorców każdej poszczególnej gałęzi handlu czy przemysłu jest zawsze pod pewnym względem różny od interesu publicznego, a nawet mu przeciwny. (…) Propozycja jakiegoś nowego prawa czy przepisu regulującego handel, która pochodzi od tej klasy, powinna się zawsze spotkać z najwyższą ostrożnością i nie powinna być nigdy przyjęta, zanim nie zostanie wszechstronnie i dokładnie zbadana, nie tylko z największą skrupulatnością, lecz z najbardziej podejrzliwą uwagą. Pochodzi ona bowiem od klasy (…) która jest zainteresowana w tym, by oszukiwać, a nawet ciemiężyć społeczeństwo.

Smith wyraża tu głęboki brak zaufania do porad przedsiębiorców w zakresie polityki publicznej, uznając, że ich interesy nie pokrywają się z interesami całego społeczeństwa. (Szkoda, że rząd USA nie poświęcił więcej uwagi mądrym słowom Smitha niż zaleceniom finansistów z Wall Street w latach poprzedzających kryzys finansowy z 2008 roku).

Nasza dyskusja o Rawlsie pomaga lepiej wyjaśnić, dlaczego Smith miał rację: społeczeństwo powinno być ostrożne w stosunku do rad biznesmenów i finansistów, których głosy tak często dominują, zwłaszcza w kwestiach ekonomicznych. Większość biznesmenów nie myśli o tym, co jest dobre dla społeczeństwa za zasłoną niewiedzy. Są przyzwyczajeni do prostego pytania: „Jak zwiększyć moje zyski i zyski mojej korporacji?”. Jedną z odpowiedzi jest przekonanie rządu do tworzenia zasad i regulacji oraz wydawania pieniędzy w sposób, który wzbogaci ich firmę.

Co więcej, nawet jeśli mają znakomitą wiedzę o zawieraniu transakcji lub o własnym sektorze, niewielu jest ekspertami w rozumieniu, jak działa cały system ekonomiczny, polityczny i społeczny. Naukowcy, którzy poświęcają temu tematowi całe życie, przejawiają pokorę, dostrzegając wielkość zadania, ale przynajmniej zadają właściwe pytania. Wiedzą, że nawet dobrowolne umowy mogą być niepożądane. Tylko poprzez zrozumienie, jak działa system, można ocenić tę lub inną interwencję i wydać osąd na temat tego, jaki rodzaj umowy społecznej rozszerza wolność, sensownie określoną, dla większości ludzi. Dopiero wtedy można zdecydować, jaki rodzaj umowy społecznej zostanie przyjęty za zasłoną niewiedzy.

Rozważania te pomagają w zastanowieniu się nad kluczowymi aspektami gospodarki, w tym nad prawami własności, dystrybucyjnymi aspektami opodatkowania i regulacjami dotyczącymi konkurencji i wyzysku.

Fragment książki Droga do wolności. Ekonomia i budowa dobrego społeczeństwa

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker