EuropaNews

Państwa bałtyckie czują oddech Kremla na karku. Inwestycje w obronność coraz większe

Litwa, Łotwa i Estonia na poważnie traktują zagrożenie ze strony Rosji

Państwa bałtyckie szykują się do potencjalnej konfrontacji z Federacją Rosyjską. Inwestycje w obronność Litwy, Łotwy i Estonii z roku na rok są coraz większe. Jednocześnie, obok rozbudowy i modernizacji sił zbrojnych, trwają również przygotowania ludności cywilnej do potencjalnej wojny.

  • Państwa bałtyckie gwałtownie rozbudowują swój potencjał obronny 
  • Kraje te dbają również o przygotowanie swoich obywateli. W Rydze, na przykład, gromadzone są zapasy, a także oznaczane schrony
  • W ostatnim czasie Rosja coraz śmielej testuje NATO 

Państwa bałtyckie szykują się do potencjalnego konfliktu z Rosją

Litwa, Łotwa oraz Estonia przygotowują się do potencjalnego konfliktu z Federacją Rosyjską. Państwa te, będąc najbardziej zagrożonymi spośród członków NATO, od wielu lat znajdują się w centrum uwagi polityków, analityków oraz wojskowych Sojuszu. Jedyne lądowe połączenie z nimi znajduje się na granicy polsko-litewskiej. Określane jako „Przesmyk Suwalski” miejsce to jest jednym z głównych punktów potencjalnej wojny między NATO a Rosją. Skutkuje to obecnością wojsk Sojuszu w tych państwach. Jednak kraje bałtyckie mają na uwadze również swoje własne, rodzime możliwości obronne.

Zobacz także: DHL inwestuje w Afryce! 300 milionów na subsaharyjską logistykę

Litwa i Estonia wyraźnie rozpoczęły proces rozbudowy swoich sił zbrojnych. Oba państwa przystąpiły do tworzenia własnych, pojedynczych dywizji. Łotwa, która jako jedyna na ten moment nie rozpoczęła tego procesu, skupia się obecnie na innych aspektach obrony. W Rydze rozpoczęto gromadzenie poszczególnych materiałów — między innymi łóżek polowych i sprzętu ratunkowego. Jednocześnie władze miasta prowadzą prace nad modernizacją oraz rozbudową systemu schronów. Na wielu budynkach można już znaleźć tabliczki informujące o tym, że w razie ataku można w nich znaleźć schronienie.

Rosyjskie prowokacje oraz sytuacja na Ukrainie

Rosyjskie drony nad Polską nie były jedyną prowokacją, z jaką borykały się państwa NATO. Już znacznie wcześniej rosyjskie lotnictwo naruszało przestrzeń powietrzną poszczególnych krajów Sojuszu. Jednak 10 października doszło do pierwszego wyraźnego zdarzenia na lądzie. Na granicy estońsko-rosyjskiej zauważono uzbrojoną, niezidentyfikowaną jednostkę. Żołnierze ci zostali określeni jako „zielone ludziki”. Jest to oczywiście nawiązanie do wydarzeń, jakie miały miejsce na Krymie w 2014 roku, kiedy nieoznakowane jednostki rosyjskie zajęły półwysep.

Zobacz także: 2% budżetu Niemiec – tyle Polska mogła przeznaczyć na armię w 1939

Owa prowokacja, podobnie jak wcześniejsze incydenty, jest skutkiem obecnej sytuacji geopolitycznej. USA coraz mocniej okazuje niezadowolenie z działań Rosji. Równocześnie na froncie w Ukrainie nie widać znaczących postępów ze strony wojsk Kremla. Rosjanom wciąż nie udało się dokonać gwałtownego przełamania, a strona ukraińska stopniowo wycofuje się z części miejscowości. Niemniej jednak wojska agresora nadal nie zajęły między innymi Pokrowska ani Kupiańska. Z tego też powodu Rosja desperacko próbuje pokazać swoją siłę w inny sposób. Przykładem tego są prowokacje na granicy z państwami NATO.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Dominik Popławski

Redaktor w redakcji Obserwator Gospodarczy. Student doradztwa politycznego i publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Interesuje się historią oraz stosunkami międzynarodowymi.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker