Metale ziem rzadkich – powód przyszłej okupacji Ukrainy przez USA
Gdy wojna na Ukrainie dobiegnie końca, czeka nas kolejna. Mniej krwawa, jednak nie mniej istotna i ponownie rozegra się o Ukrainę

Kto ma metale, ten ma władzę. Ten frazes od dawna krąży wśród ludzi surowców, ale dopiero ostatnie lata pokazały, że to nie jest przesada to streszczona w jednym zdaniu cała przyszła gospodarka. Wojna na Ukrainie brutalnie przypomniała światu, że nie chodzi już tylko o ropę i gaz. Chodzi o nikiel, lit, grafit, tytan, gal, german itp. To od nich zależą baterie do aut elektrycznych, lasery wojskowe, radary przeciwlotnicze, turbiny wiatrowe, serwery sztucznej inteligencji i cała reszta podstaw XXI wieku.
Rozwój gospodarczy potrzebuje rzadkich metali
Dlatego USA, Chiny i Rosja grają o ukraińskie złoża nie tylko w kategoriach bogactwa, ale bezpieczeństwa narodowego. Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę w lutym 2022 roku, cena niklu, czyli kluczowego metalu do akumulatorów litowo-jonowych, eksplodowała do ok. 100 tys. dol. za tonę, a Londyńska Giełda Metali musiała wstrzymać handel. Powód był prosty. Świat zdał sobie sprawę, że jeśli odetnie Rosję, zabraknie surowca do baterii, czyli serca całej transformacji energetycznej i elektromobilności. Ten epizod ustawił surowce krytyczne w tej samej kategorii co gaz i ropa: to jest geopolityka.
Zobacz także: Austro-Węgry: między nowoczesnością a zacofaniem gospodarczym
Metale ziem rzadkich to 17 pierwiastków używanych m.in. w magnesach do silników elektrycznych, laserach wojskowych, ekranach i radarach. Problem nie jest w tym, że ich nie ma, problem jest w tym, że trudno je skoncentrować i oczyścić. Dziś prawie cały świat jest uzależniony od Chin, które kontrolują nie tylko złoża, ale przede wszystkim rafinację. Ukraina ma rozpoznane występowanie REE (m.in. skand, itrowce) w kilku obwodach na wschodzie i południu kraju, w tym w Donbasie i na Krymie. Jednak obecnie te obszary są w dużej części okupowane lub przy froncie.
Nawet gdyby nastał czas pokoju to w niedawnych latach wciąć brakowało działających kopalni REE, nie ma także przemysłowej rafinacji i niestety jak amerykańska służba geologiczna oceniał, skala tych złóż nie jest dziś porównywalna z Chinami czy Australią. Czyli Ukraina na ten moment nie jest nowym zapleczem metali dla Europy i USA. Jednak ma to się zmienić. Jak możemy przeczytać w książce „Wyścig o najważniejsze metale świata” od wydawnictwa Prześwity to, co naprawdę interesuje USA i przemysł zachodni, to nie tylko REE, ale cały pakiet surowców krytycznych, w którym Ukraina jest już graczem.
Ogromne bogactwo zakopane w ukraińskiej ziemi
Szacunki mówią nawet o 500 tys. ton litu w tzw. tarczy ukraińskiej. To jedne z największych złóż w Europie. Lit to rdzeń baterii litowo-jonowych, czyli aut elektrycznych, magazynów energii i wojskowych systemów zasilania. Można powiedzieć, że całej zielonej transformacji UE i trzon przyszłej gospodarki, tak jak kiedyś węgiel, a do niedawna ropa i gaz. Dodatkowo Ukraina ma ok. 19 mln ton zasobów grafitu. Grafit jest materiałem anod w akumulatorach. Dziś jego przetwarzanie kontrolują głównie Chiny. Zachód szuka alternatywy, którą może być Ukraina.
Zobacz także: Zatrzymać samotność, odbudować wspólnotę – recepta na więcej dzieci [WYWIAD]
Występuje także mangan i nikiel. Mangan trafia do baterii i do stali. Nikiel jest krytyczny dla katod akumulatorów o wysokiej gęstości energii, takich jak w samochodach elektrycznych klasy premium. Rosja jest wielkim dostawcą niklu klasy bateryjnej. Indonezja też, ale kosztem ogromnych skażeń środowiska i fatalnych warunków pracy. USA i Europa chcą zdywersyfikować dostawy z dala od Rosji i Chin. Poza tym z terytorium Ukrainy można także pozyskiwać tytan, german, gal, uran, cyrkon. To surowce dla lotnictwa, energetyki jądrowej, półprzewodników, sensorów, systemów militarnych. Bez nich nie ma nowoczesnej armii.
Według ukraińskich danych przytaczanych we wspomnianej książce w granicach Ukrainy znajduje się ok. 5% globalnych złóż tzw. surowców krytycznych. W niektórych analizach całkowitą wartość zasobów mineralnych państwa szacuje się nawet na kilkanaście bilionów dolarów. Ostrożniejsze wyceny mówią o setkach miliardów dolarów na samych terenach obecnie okupowanych przez Rosję. Różnice są duże, ale ostatecznie potencjał jest olbrzymi. Jednak trzeba podkreślić, że znaczna część najbardziej atrakcyjnych geologicznie złóż litu, manganu czy REE leży właśnie na wschodzie i południu kraju. Czyli tam, gdzie Rosja albo już jest, albo chce być.
USA mają plan i jeżeli chcą być wielkie muszą go zrealizować
W pracy możemy przeczytać, że Waszyngton działa tu chłodno i długoterminowo. Przede wszystkim uniezależnić się od Chin. Chiny kontrolują rafinację metali ziem rzadkich, dominują w przetwarzaniu grafitu, mają ogromny wpływ na nikiel, kobalt i mangan. Kontrolują też produkcję katod, anod i gotowych ogniw. USA nie chcą być w pozycji zakładnika, jeśli dojdzie do ostrej konfrontacji gospodarczej. Następnym krokiem jest zabezpieczenie łańcucha dostaw baterii i technologii wojskowych. Baterie litowo-jonowe napędzają obecnie lub będą napędzały wszystko. Auta elektryczne, drony rozpoznawcze, systemy zasilania radarów polowych, mobilne infrastruktury łączności. To nie tylko rynek motoryzacyjny.
Zobacz także: Zmodernizują kolej do elektrowni atomowej. Kolejna umowa podpisana
W tym celu niezbędne jest zbudowanie produkcji bliżej siebie. Samo wydobycie rudy nic nie daje, jeżeli i tak trzeba ją rafinować w Chinach. USA chcą surowca plus przetwórstwa po swojej stronie. Ukraina leży blisko UE, jest politycznie związana z Zachodem, ma zasoby i desperacko potrzebuje inwestycji. Dlatego Ukraina posiada karty, aby przekonać do siebie USA i UE w kontekście pomoc w negocjacjach pokojowych. Dodatkowo po zakończeniu wojny USA oraz niektóre państwa członkowskie najprawdopodobniej wyślą wojska na Ukrainę w celu stabilizacji i odstraszenia Rosji przed kolejną inwazją. Poza tym obecność wojska jest najlepszym gwarantem zabezpieczającym interesy. W sytuacji Ukrainy najbardziej działaby szantaż ich zabrania z powrotem do Ameryki i braku ochrony przed Rosją.
Amerykanie zaproponowali Ukrainie pakiet, który można streścić jako „bezpieczeństwo i finansowanie odbudowy w zamian za uprzywilejowany dostęp do surowców krytycznych”. W wariantach roboczych pojawiał się pomysł wspólnego funduszu inwestycyjnego USA-Ukraina. Ukraina miałaby wnosić udziały z przyszłej monetyzacji zasobów, USA wchodziłyby kapitałem, technologią i parasolem politycznym. Z punktu widzenia Waszyngtonu to sposób, żeby mieć dostęp do litu i grafitu bez proszenia Chin, do tytanu bez proszenia Rosji i do metali ziem rzadkich bez importu półproduktów z Azji.
Polska musi działać i aktywnie tworzyć wpływy
Z punktu widzenia Kijowa to gwarancja, że USA nie odwrócą się po prostu po podpisaniu rozejmu. Bo jeśli amerykański przemysł baterii, energetyki i obronności zacznie opierać się na ukraińskich złożach, Ukraina przestaje być tylko beneficjentem pomocy. Staje się częścią łańcucha dostaw krytycznych dla USA. Dodatkowo jeżeli Zachód faktycznie zbuduje na Ukrainie wydobycie i rafinację litu, grafitu, tytanu czy germanu, to może powstać pierwszy w historii realny europejsko-amerykański łańcuch dostaw baterii i surowców krytycznych niezależny od Chin.
Zobacz także: Rolnictwo w Polsce jest przeskalowane i mało efektywne [RAPORT OG]
Jednak jeżeli Rosja utrzyma kontrolę nad częścią Donbasu, Zaporoża czy Krymu, to utrzyma też kontrolę nad częścią tych złóż. To byłby trwały klin wbity między UE a dostęp do surowców przyszłości. Pamiętajmy, że Polska leży na granicy tej strefy. To oznacza potencjalne centra logistyki, przetwarzania, montażu komponentów baterii, w dalszej kolejności produkcji systemów militarnych nowej generacji. Dlatego bardzo ważne, aby Polska położyła swoją rękę, na jak największej ilości tych surowców jak tylko zdoła. A konkurentów mamy wielu, wystarczy powiedzieć, że wszystkie istniejące państwa takie jak USA, Niemcy, Wielka Brytania i Francja, ale również mniejsi rywale. Po wojnie na Ukrainie czeka nas wojna o surowce.




