Gra o metale ziem rzadkich. Trump rusza po REE, a Chiny i tak rozgrywają Zachód po swojemu
Pekin dominuje globalnie: 59% wydobycia, 91% przetwórstwa i 94% produkcji magnesów trwałych

Dyplomatyczne działanie Donalda Trumpa przyniosło coś więcej niż uściski dłoni i serię wspólnych zdjęć. Stany Zjednoczone wracają z Azji z pakietem porozumień dotyczących surowców krytycznych i metali ziem rzadkich (REE), podpisanych z Kambodżą, Koreą Południową, Japonią, Malezją i Tajlandią. W świecie, w którym REE decydują o sile nowoczesnych armii i przyszłości przemysłu, te umowy stają się geopolitycznym paliwem — szczególnie w dobie narastającej rywalizacji z Chinami. To jednak dopiero część historii. Prawdziwy ciężar gatunkowy miało spotkanie z Xi Jinpingiem, które zaważy o przyszłości globalnego rynku tych surowców.
- REE to inaczej metale ziem rzadkich lub pierwiastki ziem rzadkich.
- Pekin dominuje globalnie: 59% wydobycia, 91% przetwórstwa i 94% produkcji magnesów trwałych.
- W latach 2020–2023 aż 70% amerykańskiego importu REE pochodziło z Chin.
Azjatycka ofensywa USA to gra o metale ziem rzadkich
Jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny wśród podpisanych porozumień, szczególną wagę mają zwłaszcza te podpisane z Malezją i Japonią. I nie bez powodu. Malezja to dziś drugie miejsce na świecie w przetwórstwie REE — 4% światowego rynku. Japonia natomiast pozostaje największym po Chinach producentem magnesów trwałych, także z udziałem 4%. A to właśnie magnesy — oparte o metale rzadkie — są sercem nowoczesnej elektroniki, elektromobilności i uzbrojenia.

Od razu też chcę wyjaśnić, że same REE to grupa 17 pierwiastków o unikatowych właściwościach chemicznych i fizycznych, które czynią je niezastąpionymi w technologiach XXI wieku. Paradoks polega na tym, że metale ziem rzadkich nie są wcale tak rzadkie, jak sugeruje nazwa — problemem jest kosztowne, energochłonne i obciążające środowisko ich wydobycie i przetwórstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że walka o dostęp do tych surowców, dogodne ich wydobycie i przetwórstwo jest ogromnym polem bitwy między mocarstwami.
Nawet u nas w Europie mamy i będziemy mieli dalszy bój o surowce, które posiada obecnie na swoim terytorium Ukraina, o czym pisał mój redakcyjny kolega Dawid Błaszkiewicz Redaktor Obserwatora Gospodarczego. W swoim artykule pod tytułem „Metale ziem rzadkich – powód przyszłej okupacji Ukrainy przez USA” skrupulatnie i merytorycznie opisał, czym są wspomniane surowce i jakie znaczenie dla przyszłości Ukrainy będą miały. Jednocześnie warto sięgnąć przy tym do książki wydawnictwa Prześwity, zatytułowanej „Wyścig o najważniejsze metale świata. Brudne oblicze czystej energii i cyfrowych technologii„. Wspomniana pozycja dokładnie opisuje, jak wygląda wojna o surowce w XXI wieku.
Amerykańska słabość polega na zależności od chińskich dostaw
Choć USA mają ambicję być światowym liderem technologicznym, w kwestii REE pozostają w głębokiej defensywie. W latach 2020–2023 aż 70% amerykańskiego importu REE pochodziło z Chin. W samych Stanach działa tylko jedna kopalnia (Mountain Pass w Kalifornii) i wyłącznie jeden producent magnesów trwałych — Neveon Magnetic.
Zobacz także: Cła Trumpa a gospodarka USA. Protekcjonizm, który się nie opłacił
Brakuje jednak zaawansowanej technologii separacji i rafinacji, przez co amerykański koncentrat REE ostatecznie i tak trafia… do Chin. Tymczasem Pekin dominuje globalnie: 59% wydobycia, 91% przetwórstwa i 94% produkcji magnesów trwałych. Uzależnienie Zachodu od jednego dostawcy jest więc faktem — i potężnym narzędziem politycznym.
Spotkanie Trump–Xi to odwilż czy geopolityczne złudzenie?
Przełomem miała być rozmowa z Xi Jinpingiem. Pekin zgodził się odłożyć na rok wprowadzenie restrykcji eksportowych ogłoszonych 9 października br., i to w zamian za konkretną korzyść: obniżkę ceł „fentanylowych” z 20% do 10%. Planowane restrykcje miały objąć:
- rozszerzoną listę 12 pierwiastków (w tym holm, erb, tul, europ, iterb),
- wszystkie części i komponenty zawierające chińskie REE,
- technologie wykorzystywane w przetwórstwie.
Mówiąc kolokwialnie, Pekin szykował się do przykręcenia kurka dla całych branż USA i UE — od motoryzacji po zbrojeniówkę. Mimo optymizmu w komunikatach Białego Domu wciąż nie wiadomo, czy ustalenia z Xi obejmują również wcześniejsze kontrole eksportu REE z 4 kwietnia br., dotyczące siedmiu kluczowych pierwiastków (m.in. samar, terb, dysproz) oraz magnesów trwałych.
To właśnie te ograniczenia wywołały największe turbulencje — szczególnie w sektorze samochodowym. W maju i czerwcu administracja USA informowała o „sukcesie” w Genewie i Londynie, sugerując, że eksport zostanie odblokowany. Pekin konsekwentnie jednak wykorzystywał surowce jako instrument nacisku, wymuszając kolejne ustępstwa.
Zobacz także: Umowa na piętrowe pociągi dla Intercity zagrożona? Stadler zapowiada skargę
Co więcej, Chiny opisują restrykcje jako element systemowej polityki bezpieczeństwa, a nie tymczasową reakcję. Oznacza to, że przyszłe ograniczenia nie są kwestią „czy”, ale „kiedy”. Niejasna pozostaje również kwestia, czy porozumienie dotyczy eksportu REE do Unii Europejskiej. Dla europejskiego przemysłu — od elektromobilności po technologie obronne — to strategiczne pytanie.
Wnioski z tego takie, że globalna szachownica REE dopiero się rozstawia
Działania Trumpa podjęte w Azji pokazały, że USA zdają sobie sprawę, że walka o surowce to dziś walka o przyszłość gospodarczą i bezpieczeństwo narodowe. Porozumienia z Malezją, Japonią i innymi państwami regionu to próba osłabienia chińskiego monopolu.
Jednocześnie każde ustalenie z Pekinem ma charakter ulotny i może zmienić się wraz z kolejną rundą geopolitycznej gry. Dopóki Chiny trzymają w ręku metale ziem rzadkich i większość łańcucha dostaw, Zachód pozostaje graczem reaktywnym, zmuszonym do balansowania między dyplomacją a twardą polityką przemysłową. Wojna o metale ziem rzadkich trwa. A jej wynik przesądzi o tym, kto będzie dyktował warunki technologicznej przyszłości.



