Gospodarka

Krótka historia wojen handlowych. Przeobrażenia globalnych zmagań

Wojny handlowe na przestrzeni wieków przeszły znaczne przeobrażenia. Obecny świat zostawił najważniejsze narzędzia w rękach USA

Historia wojen handlowych i sankcji jest znacznie bardziej rozbudowana, niż wielu z nas sądzi. Obecnie jednak jej wpływ został spotęgowany przez globalizacje i złożone relacje handlowe. Zapraszamy na krótką historię zmagań handlowych.

XXI wiek to nowa era wojen gospodarczych

Kiedy dziś mówimy o sankcjach i odłączaniu banków od SWIFT-u, łatwo zapomnieć, że wojna ekonomiczna nie jest wynalazkiem XXI wieku. Nowe jest to, jak ją prowadzimy. Edward Fishman w książce „Punkty krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych” od wydawnictwa Prześwity pokazuje, że przez większość dziejów ekonomiczna presja oznaczała statki, blokady i długie negocjacje dyplomatyczne. Dopiero globalizacja finansów i cyfryzacja obrotu sprawiły, że wystarczy publikacja jednego rozporządzenia w internecie, by realnie uderzyć w gospodarkę całego państwa.

Wojny ekonomiczne prowadzone w starym stylu prowadziły do głodujących Aten z powodu odciętego Bosforu. Napoleona, który próbował zadusić brytyjską gospodarkę kontynentalnym embargiem. Warto też wspomnieć o Saddamie Husajnie, który po zajęciu Kuwejtu otrzymał najszersze w historii embargo ONZ, a jego reżim mimo to trwał. SWIFT, dolar i współczesny arsenał finansowy pojawiły się względnie niedawno.

Wojna bez miecza: Ateny, Bosfor i pierwsze embarga

Fishman zaczyna swoją narrację od miejsca, które w historii pojawia się, zwłaszcza antycznej, dość często, cieśniny Bosfor. To wąski przesmyk dzielący Europę i Azję, łączący Morze Czarne ze Śródziemnym. Dla Aten V w. p.n.e. był życiodajną tętnicą zaopatrzeniową. Zboże z najróżniejszych kolonii Morza Czarnego, ryby z Krymu, inne towary tamtego regionu musiały przepłynąć przez to wąskie gardło. Nietrudno było dostrzec zależność miasta od importu z tamtego kierunku. Uczyniła to także Sparta, główny rywal ateńskiej dominacji w tamtym okresie.

Podczas wojny peloponeskiej starły się Ateński Związek Morski oraz Związek Peloponeski pod przewodnictwem Sparty rywalizowały na wszelkie sposoby nad dominacją w greckim świecie. Wskazuje się, że kluczowym momentem w konflikcie było przejęcie wspomnianego szlaku. Gdy Sparta przecięła ateńską linię zaopatrzenia, metropolia stopniowo zaczęła się dusić. Oczywiście spartańskie wojska dokonywały blokady miasta, także z lądu gdzie plądrowała Attykę uniemożliwiając uprawę roli, a także zajęły kopalnie srebra. Według Fishmana upadek Aten został przypieczętowany niespektakularną bitwą lądową, lecz konsekwentnym odcięciem handlu.

Zobacz także: Metale ziem rzadkich – powód przyszłej okupacji Ukrainy przez USA

Kilka dekad wcześniej Ateny same testowały siłę embarga tzw. uchwałą megaryjską. Nałożyły zakaz handlu na Megarę, niewielkie miasto sprzymierzone z ich przeciwnikami. Cel był prosty, pokazać całej Grecji, co znaczy potęga morska Aten. Efekt był odwrotny. Zamiast odstraszyć wrogów, Ateńczycy utwierdzili Spartę w przekonaniu, że z takim hegemonem nie da się żyć w pokoju. Embargo stało się jednym z kroków na drodze do wybuchu wielkiej wojny. Ateny, które starały się rządzić swoim zawiązkiem strachem i przemocą pchnęły inne polis do szukania wsparcia w jej odwiecznym rywalu.

Ta zaciekła wojna antycznego świata, na bardzo ograniczonym terenie jednak z wieloma podmiotami politycznymi pokazała pewne zależności, które mają powtarzać się na przestrzeni kolejny stuleci. Pierwszą z nich jest wskazanie, że ekonomiczna blokada potrafi być śmiertelnie skuteczna. Drugim ważnym punktem, jest to, że podczas takich działań łatwo o niezamierzone konsekwencje. Presja gospodarcza nie zawsze prowadzi do uległości; często przyspiesza eskalację. Bardziej współczesnym przykładem może być chęć ograniczenia ekspansji Japonii w I poł. XX w. przez szereg sankcji i ultimatum, które doprowadziły do ataku na Pearl Harbor.

Napoleon i kontynentalna blokada, czyli jak przegrać przez embargo

W książce jest poruszona także inna, znacznie większa blokada, która w zamyśle miała objąć cały kontynent. Na początku XIX wieku Francja Napoleona dominuje na lądzie, Wielka Brytania na morzu. Cesarz wie, że nie pokona Londynu frontalnym starciem floty. Próbuje więc osłabić potencjał gospodarczy przeciwnika. Odciąć wyspy od handlu blokadą kontynentalną. W taki sposób powstał  system kontynentalny, rozległe embargo, które miało wyrzucić Brytyjczyków z europejskiego rynku.

Zobacz także: Sceny jak z jakiegoś filmu. Spóźnieni pasażerowie gonili samolot

Formalnie wszystkie państwa kontrolowane przez Francję, od Hiszpanii po Polskę, nie mogły handlować z Anglią. Problem w tym, że to Londyn miał realną kontrolę nad morzami. Brytyjskie towary nadal trafiały do portów Europy, tyle że okrężną drogą i z wyższą marżą. Francuscy urzędnicy walczyli z przemytem, lokalne elity się buntowały, a gospodarka kontynentalna zaczynała dusić się od własnych ograniczeń. Ograniczenia nie przynosiły zamierzonych rezultatów, za to bardzo duże niezadowolenie wśród sojuszników cesarza.

Gdy car Aleksander I przestał przestrzegać zakazu handlu z Anglią, Napoleon zareagował inwazją na Rosję. Embargo, które miało być tańszą alternatywą dla wojny, stało się jednym z czynników pchających Europę wprost do eskalacji konfliktu. Jak wiemy, wyprawa Napoleona skończyła się klęską Wielkiej Armii, upadkiem napoleońskiego ładu i powrotem do polityki równowagi sił. Fishman wykorzystuje ten przykład, aby pokazać najważniejszą słabość dawnej wojny ekonomicznej. Wymagała ona nie tylko kontroli nad szlakami, ale też posłuszeństwa sojuszników. Bez jednego i drugiego sankcje zamieniają się w kosztowną fikcję albo w pretekst do kolejnej wojny.

Sankcje, embarga i ograniczenia w XX wieku

Po I wojnie światowej świat był zmęczony okopami i masowymi rzeziami. W 1919 roku, w celu stabilizacji ładu międzynarodowej, powstała Liga Narodów. Miał to być pierwszy poważny eksperyment z instytucjonalnym systemem bezpieczeństwa zbiorowego. Jednym z jej kluczowych narzędzi miały być sankcje gospodarcze. Idea była prosta, zamiast od razu sięgać po armię, społeczność międzynarodowa będzie karać agresorów odcięciem ich od handlu i finansowania.

W praktyce wszystko rozbija się o politykę i interesy. Część państw nie chciała ponosić kosztów embarga, inni grały na zwłokę. Sankcje wobec Włoch Mussoliniego za agresję na Etiopię okazały się spóźnione i dziurawe. Japonia, po zajęciu Mandżurii, po prostu ignorowała decyzje Ligi. Fishman zwraca uwagę, że w tej epoce ekonomiczna presja była nierozerwalnie związana z klasyczną siłą militarną. Kto chcciał poważnie kogoś blokować, musiał być gotów wysłać flotę, przeszukiwać statki, egzekwować embargo siłą. A to kosztowało i łatwo zamieniało politykę „bez walki” w wojnę jak najbardziej kinetyczną.

Zobacz także: Pokój i szekle. Spokój z Iranem dał Izraelowi ponad 12% PKB

W dwóch wojnach światowych blokady morskie stały się standardowym narzędziem. Brytyjska blokada Niemiec w latach 1914-1918 znacząco ograniczała dostawy żywności i surowców do II Rzeszy, przyczyniając się do załamania nastrojów wewnętrznych. Jednak koszt był olbrzymi także dla ludności cywilnej. Według autora po wojnie rodziło to pytania o moralną granicę wojny ekonomicznej. W czasie zimnej wojny Zachód stosował mix ograniczeń. Od embarga na handel z blokiem wschodnim, przez sankcje na Kubę, po stopniowe dociskanie Republiki Południowej Afryki i Rodezji. Egzekwowanie tych środków wymaga szerokiej koalicji i żmudnych negocjacji.

Fishman wskazuje, że kulminacją tej epoki było embargo ONZ na Irak po inwazji na Kuwejt. W 1990 roku Saddam Husajn zajął bogaty w ropę Kuwejt. Świat zareagował stanowczo. Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła niemal całkowite embargo na Irak. Legitymacja tamtym razem była pełna. Decyzję popierało zarówno USA, jak i ZSRR. Statki były kontrolowane, eksport ropy zablokowany, a import dóbr do Iraku ściśle reglamentowany. Efektem było to, że reżim Saddama pozostał u władzy przez kolejnych kilkanaście lat. Gospodarka Iraku przechodziła głęboką zapaść, państwo popadło w biedę, a największe koszty ponosiła zwykła ludność. Autor wskazuje, że wojna ekonomiczna nie przynosi zmiany politycznej, którą miała wywołać. Zostawiła za to gigantyczny rachunek humanitarny i reputacyjny.

Granice dawnych zmagań ekonomiczno-handlowych

Fishman podsumowuje tę epokę w jednym zdaniu: aż do przełomu XX i XXI wieku wojna ekonomiczna miała dwa podstawowe ograniczenia. Po pierwsze, wymagała kontroli nad morzami. Po drugie, oczekiwała szerokiej zgody międzynarodowej, czy to w ramach koalicji wojennej, czy organizacji takich jak Liga Narodów, czy ONZ. To rodziło kilka konsekwencji. Granica między wojną ekonomiczną a konwencjonalną była bardzo cienka. Żeby realnie blokować handel, trzeba było używać siły, interweniować na morzu, zatrzymywać statki, ryzykować incydenty zbrojne. Embargo stawało się nie tyle alternatywą, ile wstępem do wojny.

Skuteczność sankcji zależała od tego, czy państwa były gotowe same ponieść gospodarcze koszty. Im dłużej embargo trwało, tym większa pokusa, by je obchodzić tak jak w epoce napoleońskiej. Wojna ekonomiczna często kończyła się fiaskiem politycznym. Ateny przegrały swoją ryzykowną grę. Napoleon doprowadził się do katastrofy. Liga Narodów okazała się bezsilna. Embargo na Irak nie obaliło Saddama. Z tego punktu widzenia wojna ekonomiczna była narzędziem niepewnym, kosztownym i obarczonym ogromnym ryzykiem ubocznym. W dodatku jej użycie wymagało spowolnienia całego handlu światowego. W epoce, w której globalizacja dopiero raczkowała.

Zobacz także: Nowe rozdanie dla Portugalii. Czy ponownie nas wyprzedzi?

Właśnie w tym miejscu „Punkty krytyczne” wykonują zwrot w stronę współczesności. Fishman pokazuje, że wszystko zmienia się wraz z globalizacją finansów. Najpierw w latach 70., gdy upada system Bretton Woods, a przepływy kapitału zaczynają przyspieszać, potem w latach 90., kiedy po Zimnej Wojnie rosną globalne łańcuchy dostaw i handel międzynarodowy. W świecie, w którym ogromna część transakcji przechodzi przez kilka wielkich węzłów (banki korespondencyjne, systemy rozliczeniowe, sieci płatnicze), nie trzeba już wysyłać floty na morze, by kogoś zablokować. Wystarczy odciąć go od infrastruktury, której i tak używa na co dzień. Od globalnego systemu bankowego, od rozliczeń w dolarze i od sieci komunikatów płatniczych.

Zdaniem Fishmana obecnie, zamiast kontrolować fizyczne statki, kontroluje się strumień informacji i zapisów księgowych. Zamiast czekać na zgodę całej społeczności międzynarodowej, wykorzystuje się fakt, że kluczowe węzły systemu znajdują się w jurysdykcji jednego państwa, czyli USA, które posiadają w swoich rękach dolara oraz SWIFT. Książka wskazuje, że zmieniła się logika gry wojen handlowych. Z ciężkiej blokady morskiej na szybkie decyzje regulacyjne. Fishman zauważa, że dziś to nie generałowie, lecz prawnicy i urzędnicy departamentów skarbu czy handlu są architektami najważniejszych bitew gospodarczych.

Obserwator Gospodarczy jest patronem książki „Punkty krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych” od wydawnictwa Prześwity. Zachęcamy do zakupu pod linkiem.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Dawid Błaszkiewicz

Politolog, historyk oraz dziennikarz ekonomiczny. Członek Polskiej Sieci Ekonomii oraz Prezes Stowarzyszenia Racja. Głównym obszarem zainteresowań jest makroekonomia oraz historia gospodarcza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker