
Zakończenie Wielkiej Wojny, czyli I wojny światowej, jest pamiętane w Polsce głównie z perspektywy lokalnej. Odzyskanie przez Polaków swojego państwa nie było jednak jedynym wydarzeniem, jakie miało miejsce jesienią 1918 roku. Kiedy na frontach cichły działa, na morzu można było obserwować szczyt potęgi Wielkiej Brytanii na wodach świata oraz koniec marzeń cesarza Wilhelma II.
- 11 listopada 1918 roku podpisano rozejam w Compiègne, kończący walki na zachodzie. Jednak poza sprawami lądowymi ów dokument dotyczył też kwestii morskich
- Zakończenie Wielkiej Wojny to szczyt potęgi Wielkiej Brytanii na morzach i oceanach świata
- Wydarzenia w Scapa Flow były podsumowaniem wieloletnich zmagań o dominację na Morzu Północnym
Rozjem w Compiègne a sprawy morskie
I wojna światowa, nazywana Wielką Wojną, kojarzy się większości osób z długimi i krwawymi walkami na froncie zachodnim. Zakończenie tej wojny w Polsce jest zapamiętane głównie przez pryzmat lokalny, ponieważ Polacy odzyskali swoje niepodległe państwo. Jednak takie punktowe spojrzenie na wydarzenia z jesieni 1918 roku sprawia, że zapomina się o równie ciekawych wydarzeniach z tamtego okresu. Jesienią 1918 roku kończył się bowiem pewien rozdział historii marynarki Niemiec oraz Wielkiej Brytanii.
Zobacz także: Ryanair i Wizz Air tną połączenia z Polski. Na liście Kraków i Gdańsk
8 listopada 1918 roku do lasu w miejscowości Compiègne przybyła delegacja niemiecka. Tam, w wagonie kolejowym, oczekiwała delegacja państw Ententy (Francji i Wielkiej Brytanii). Negocjacje nad warunkami rozejmu trwały aż do 11 listopada. Niemiecka delegacja początkowo nie chciała zgodzić się na żądania Ententy. Przykładowo kapitan Ernst Vanselow, reprezentujący marynarkę Cesarstwa, nie chciał zgodzić się na internowanie okrętów niemieckich, ponieważ nie zostały one pokonane w walce. Pierwszy Lord Morski (inne stanowisko niż Pierwszy Lord Admiralicji), Rosslyn Wemyss, miał odpowiedzieć, że jeśli będzie to wymagane, flota niemiecka musi tylko wyjść z portu i podjąć walkę.
Zobacz także: Powstanie nowy port w Świnoujściu! Poznajcie Przylądek Pomerania
Ostatecznie jednak przedstawiciele Niemiec podpisali warunki stawiane przez stronę Ententy. Rozejm w Compiègne w kwestiach związanych z marynarką pokonanych Niemiec określał między innymi, jakie i ile okrętów musi zostać poddanych internowaniu. Dokument wskazywał, że dziesięć najnowszych pancerników, sześć krążowników liniowych, osiem lekkich krążowników, pięćdziesiąt niszczycieli oraz wszystkie okręty podwodne Niemiec miały zostać internowane w Wielkiej Brytanii. Dodatkowo rozejm przewidywał kontynuację blokady morskiej Niemiec aż do momentu zawarcia stałego pokoju oraz gwarantował pełny dostęp do wód niemieckich okrętom Ententy.
Droga do Wielkiej Brytanii i początek internowania
Od 20 listopada do początku grudnia 1918 roku do portu w Harwich przybywały kolejne niemieckie okręty podwodne. Łącznie aż 176 jednostek dotarło do tej bazy. Wydarzenia te były stosunkowo mało nagłośnione przez media czy też polityków. Większość załóg niemieckich okrętów podwodnych została szybko odesłana do domów. Mimo że Wielka Brytania poniosła duże straty we flocie handlowej z rąk niemieckich U-Bootów, to nie one były głównym punktem uwagi internowania. Ten „zaszczyt” przypadł Hochseeflotte (Flocie Oceanicznej). Taki stan rzeczy był wyraźnie popierany przez dowódcę Grand Fleet, admirała Davida Beatty’ego.
Zobacz także: Rosja z brakami benzyny! Ukraińskie ataki przynoszą owocne efekty
Internowanie niemieckiej Hochseeflotte miało podkreślić przewagę Wielkiej Brytanii nad pokonanymi. Niemiecki odpowiednik Beatty’ego, admirał Franz von Hipper, nie był w stanie zmusić się do poprowadzenia floty na internowanie. Z tego powodu zadanie to spadło na admirała Ludwiga von Reutera. Rankiem 21 listopada brytyjski lekki krążownik, pełniący rolę prowadzącego okrętu, i niemiecka Hochseeflotte spotkały się na Morzu Północnym. Warto zaznaczyć, że Niemcom brakowało po jednym okręcie każdego typu. Pancernik König i krążownik lekki Dresden miały problemy z napędem, krążownik liniowy Mackensen był jeszcze w budowie, a niszczyciel V30 zatonął na minie.
Zobacz także: Kolonizacja Syberii przez Rosjan. Powód zajęcia tych terenów może zaskoczyć
Nieco po 9 rano Hochseeflotte spotkała się z Grand Fleet. Większe okręty Ententy utworzyły dwie linie po obu stronach, a z tyłu formacji płynęły niszczyciele. Łącznie rejs Hochseeflotte osłaniały trzydzieści trzy pancerniki, dwanaście krążowników liniowych, trzydzieści cztery krążowniki lekkie oraz sto dwadzieścia niszczycieli. Po kilku godzinach okręty dotarły do zatoki Firth of Forth. Tam Niemcy po zacumowaniu musieli obserwować, jak cała Grand Fleet przepływa przed nimi, niejako defilując i podkreślając swoją potęgę. Przepłynięcie zamykał pancernik HMS Queen Elizabeth, z którego pokładu Beatty zasygnalizował, że bandery niemieckie zostaną opuszczone o zachodzie słońca i nie zostaną ponownie podniesione bez brytyjskiej zgody. Niemcy wykonali polecenie — rozpoczął się okres internowania.
Scapa Flow i droga do samozatopienia
W ostatnich tygodniach 1918 roku internowane jednostki przeniesiono do Scapa Flow. Tam stopniowo dołączały do nich kolejne okręty. Po dotarciu na miejsce na pokładach pozostała jedynie minimalna część załóg potrzebna do obsługi okrętów. Przybycie do Scapa Flow rozpoczęło trwający około siedmiu miesięcy okres internowania. Okrętów niemieckich rotacyjnie pilnowały jednostki brytyjskie. Problemem jednak nie była potencjalna wymiana ognia, lecz bunt wśród marynarzy. Admirał Ludwig von Reuter zmagał się z własnymi ludźmi, ogarniętymi rewolucyjnymi nastrojami, którzy mieli dość słuchania rozkazów.
Zobacz także: 3 września 1939 roku. Dzień w którym III Rzesza przegrała wojnę
Morale i dyscyplina praktycznie nie istniały. Rozkazy wydane przez admirała musiały zostać zaakceptowane przez Radę Robotników, którą założyli zwykli marynarze. Doszło nawet do tego, że von Reuter musiał zmienić okręt, ponieważ pewnej nocy marynarze nie pozwalali mu spać. Zdesperowany admirał poprosił stronę brytyjską o gwarancję, że w razie pełnego buntu otrzyma pomoc w opanowaniu sytuacji. Tymczasem w Paryżu trwały rozmowy pokojowe, podczas których miano ustalić los niemieckich okrętów.
Zobacz także: Okręty podwodne ,,zatopiły” przemysł Japonii
W Paryżu różne państwa miały odmienne stanowiska wobec kwestii Hochseeflotte. Włochy i Francja chciały otrzymać po jednej czwartej internowanych okrętów, Wielka Brytania zaś proponowała ich całkowite zniszczenie. Przepychanki w Paryżu trwały aż do czerwca 1919 roku. W tym miesiącu Niemcy odmówili przyjęcia części warunków Ententy i przedstawili własne propozycje. Zwycięzcy nie mieli zamiaru ich tolerować. 17 czerwca w gazetach pojawiła się informacja, że Niemcy mają pięć dni na poparcie warunków Ententy. W razie odmowy państwa zwycięskie miały wznowić działania wojenne.
Koniec Hochseeflotte
W 1919 roku łączność była utrudniona, dlatego wiadomości z Paryża dotarły do admirała von Reutera dopiero 20 czerwca — dzień przed końcem ultimatum. Dowódca niemiecki zdawał sobie sprawę, że w razie wznowienia wojny Brytyjczycy po prostu zajmą jego okręty. Z tego powodu podjął decyzję o samozatopieniu floty. Rozkazy wydano z poleceniem ich wykonania następnego dnia.
Zobacz także: Chiny z nowym lotniskowcem. Czy zmienia on znaczącą balans sił?
Rankiem 21 czerwca okręty brytyjskie przydzielone do pilnowania Hochseeflotte wypłynęły w morze. Brytyjczycy wiedzieli, że ultimatum przedłużono do 23 czerwca, jednak nikt nie poinformował o tym von Reutera. W południe na wszystkich internowanych okrętach podniesiono bandery Kaiserliche Marine (Cesarskiej Marynarki Wojennej). Tym samym rozpoczęło się samozatapianie. Wystarczyło 16 minut, by pierwszy z niemieckich pancerników obrócił się do góry dnem i zatonął. Brytyjskie niszczyciele i mniejsze jednostki próbowały uratować część okrętów. Dochodziło nawet do ostrzału niemieckich marynarzy, by zmusić ich do powrotu na tonące okręty.
Zobacz także: Wyścig zbrojeń który przesądził o wyniku Wielkiej Wojny
Ostatecznie zginęło dziewięciu Niemców, a szesnastu zostało rannych. Spośród internowanych okrętów tylko jeden pancernik, cztery krążowniki lekkie i osiemnaście niszczycieli nie zatonęły lub osiadły na mieliźnie. Admirała von Reutera sprowadzono na jeden z okrętów, który powrócił z morza, i dopiero wtedy dowiedział się o przedłużeniu ultimatum. Samozatopienie Hochseeflotte odbiło się szerokim echem. Francja i Włochy były rozczarowane i wściekłe, że ich potencjalne okręty zatonęły. Brytyjczycy oficjalnie potępili von Reutera, oskarżając go o złamanie honoru marynarskiego, lecz w kuluarach przyjęli samozatopienie z ulgą.
Epilog
Samozatopienie Hochseeflotte stanowi ważny symbol końca Wielkiej Wojny. Duma i marzenie cesarza Wilhelma II w postaci floty, która miała rzucić wyzwanie Wielkiej Brytanii, spoczęły na dnie Scapa Flow. Od tego momentu Niemcy, nawet w kolejnym konflikcie światowym, nie byli w stanie podjąć walki na morzu z Royal Navy. Mimo zatwierdzenia w 1939 roku Planu Z, nawet III Rzesza nie podjęła tak wielkiego wysiłku jak Cesarstwo Niemieckie w próbie pokonania Wielkiej Brytanii na morzach. W obu wojnach światowych Niemcy, pomimo prób, nie zdołały przełamać blokady ani zneutralizować potęgi brytyjskiej floty.
Zobacz także: Największe państwa świata. Które kraje są największe, a które najludniejsze? [RANKING]
Lata 1918–1919 były zarazem okresem ostatniego etapu dominacji Wielkiej Brytanii na morzach i oceanach świata. W tym czasie Royal Navy, posiadając aż trzydzieści trzy pancerniki, dominowała nad flotami USA, Japonii, Francji czy Włoch. Jednak sukces ten okupiono ogromnymi kosztami. Jeszcze przed I wojną światową Wielka Brytania wydała równowartość około 72 miliardów współczesnych funtów na nowe okręty. Z tego powodu Londyn dążył do uniknięcia kolejnego wyścigu zbrojeń. W 1922 roku podpisano traktat waszyngtoński, w którym Wielka Brytania uznała Stany Zjednoczone za równe sobie pod względem tonażu floty.




