USA

Dolar jako broń. Jak USA przejęły kontrolę nad światowym systemem finansowym

Dolar i globalny system finansowy stały się jedną z najskuteczniejszych form nacisku Białego Domu na inne państwa świata

Dolar zdominował światową wymianę handlową, stając się jedną z najskuteczniejszych broni Stanów Zjednoczonych w rywalizacji międzynarodowej. Jednak nie tylko waluta, a cały system finansowy stał się znaczącym elementem nacisku w rękach Białego Domu. Fishman w swojej książce Punkty Krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych przedstawia metody ekonomicznej walki XXI wieku.

Dolar stał się najskuteczniejszą bronią USA

Wojna na przestrzeni wieków ewoluowała i przybierała coraz nowsze formy, także gospodarcze. Państwa w wyścigu zbrojnym dąży do dominacji nad innymi bez żadnego wystrzału. Kiedyś można było spróbować wziąć wroga głodem odcinając od handlu i surowców. Historie starć gospodarczych przedstawiliśmy w artykule: Krótka historia wojen handlowych. Przeobrażenia globalnych zmagań. Jednak oblężenia, blokady morskie i bombardowania zawsze były kosztowne i niosły za sobą wiele ofiar po obu stronach. Jak wskazuje książka Punkty krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowychod wydawnictwa Prześwity dopiero XXI wiek przyniósł broń finansową.

Edward Fishman, były urzędnik Departamentu Stanu i Departamentu Skarbu USA, przedstawia, jak Stany Zjednoczone zamieniły dolara, SWIFT i globalny system bankowy w broń zależną od decyzji wychodzących z Białego Domu. Stany Zjednoczone budowały swój system dominacji od Korei Północnej i Iranu po Rosję i Chiny. Obecnie dolar jest kręgosłupem globalnej gospodarki. Po II wojnie światowej system Bretton Woods oparł światowe finanse na dolarze wymienialnym na złoto. Po szoku Nixon w 1971 roku ten parytet upadł, ale rola dolara wcale nie zniknęła, a przyspieszyła. W latach 70. i 80. deregulacja rynków, rozwój petrodolarów i liberalizacja przepływu kapitału sprawiły, że to właśnie amerykańska waluta stała się naturalną infrastrukturą globalizacji.

Zobacz także: Mieliśmy rację. Rząd zostawia skrajnie ubogich bez wsparcia

Według książki kulminacją miało być porozumienie z Arabią Saudyjską po kryzysie naftowym. Waszyngton dogadał się z Rijadem, abym ropa była sprzedawana za dolary, a nadwyżki w dużej części trafiały i trafiają w amerykańskie obligacje skarbowe, czy na amerykańską giełdę. Tak powstał system petrodolarów, który zacieśnia pętlę między handlem surowcami a finansowaniem długu USA. Dziś efekty widać w danych. Według najnowszego przeglądu Rezerwy Federalnej dolar odpowiada za około 58% ujawnionych rezerw walutowych świata, przy około 20% euro i zaledwie około 2% renminbi.

Europejski Bank Centralny szacuje, że około 40% globalnego eksportu jest fakturowane w dolarze. Jest to znacznie więcej, niż wynikałoby z udziału USA w światowym handlu. A w rynku walutowym dolar jest po jednej ze stron niemal 90 proc. transakcji, przy dziennym obrocie przekraczającym 9,5 bln dolarów. Fishman doszedł do wniosku, że jeżeli ktoś chce handlować z resztą świata, prędzej czy później musi przejść przez dolara. A to oznaczy, że musi też przejść przez infrastrukturę, którą w dużej mierze kontroluje Waszyngton. Departament Skarbu USA stał się jednym z najbardziej wpływowych organów w światowej wymianie handlowej.

Departament Skarbu na wojnach Stanów Zjednoczonych

Po zamachach z 11 września 2001 roku w Waszyngtonie dojrzewało przekonanie, że terrorystów i państwa zbójeckie trzeba ścigać nie tylko rakietami, ale przede wszystkim po śladach finansowych. Jednocześnie Skarb stracił większość klasycznych kompetencji takich jak Tajną Służbę, służbę celną czy biuro ds. alkoholu, tytoniu i broni przeniesiono do nowo tworzonego Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. W tej powstało TFI, czyli Biuro ds. Terroryzmu i Wywiadu Finansowego. Fishman wskazuje, że jego budżet wynosił zaledwie 100 mln dolarów, jednak posiadał pewną ważną cechę. Własną agencję wywiadowczą. Jak zaznacza, Departament Skarbu staje się jedynym ministerstwem finansów na świecie z wbudowaną funkcją wywiadu.

Fishman opisuje początki powstania TFI i przedstawia sylwetki ludzi tworzących od podstaw te jednostkę administracyjną. Zadaniem młodego personelu było znalezienie punktów krytycznych w globalnym systemie finansowym i wykorzystać je tak, by nawet mały zespół mógł wywierać presję na całe państwa. Pierwszym wielkim sprawdzianem dla TFI była Korea Północna. Reżim Kim Dzong Ila finansował się z klasycznej szarej strefy. Chodziło o narkotyki, podrabiane papierosy, fałszywe banknoty 100-dolarowe. Jednak, aby móc zmienić to na zasoby, reżim potrzebował dostępu do  międzynarodowego systemu finansowego.

Zobacz także: Chińsko-japońskie starcie o Tajwan. Pekin wykonuje gospodarczy ruch

Urzędnicy TFI znaleźli słaby punkt. Banco Delta Asia, mały bank w Makau, który za odpowiednią opłatą obsługiwał północnokoreańskie transakcje, pozwalał otwierać konta i deponować gotówkę. Bank nie był duży, ale stanowił jeden z kluczowych wyjść reżimu na świat. Urzędnicy skorzystali z sekcji 311 i uznali Banco Delta Asia za instytucję budzącą główne obawy związane z praniem brudnych pieniędzy. Taka etykietka pozwoliła Departamentowi Skarbu odciąć bank od amerykańskich instytucji, ale też wysłać sygnał reszcie świata. Kto z nim współpracuje, sam może zostać ograniczony.

Fishman opisuje skutki tego kroku jako efekt domina. Klienci zaczęli wycofywać depozyty, bank w praktyce wypadł z systemu, a Pjongjang z dnia na dzień stracił kluczowy kanał finansowania. Nie trzeba było ani jednego żołnierza. Wystarczyło użyć reputacji dolara i strachu przed odcięciem od niego. To pierwszy pokazowy przykład tego, co autor nazywał „mikro-oblężeniem finansowym”. Chodzi o precyzyjne uderzenia w pojedynczy węzeł sieci. Kolejny poziom skali to Iran. Na początku lat 2010. amerykański Kongres naciskał na coraz ostrzejsze sankcje, a jednym z głównych narzędzi stało się odcięcie Teheranu od SWIFT-u.

SWIFT kolejnym narzędziem nacisku w rękach amerykańskich decydentów

Fishman opisał pomysł senatora Marka Kirka, który domagał się, aby nie nakładać sankcji na same irańskie banki, ale także na SWIFT, jeżeli ten nie odłączy ich od systemu. Dla Brukseli i globalnych banków miało to brzmieć jak szaleństwo. Przypomnijmy, że SWIFT jest jednym z nielicznych elementów krytycznej infrastruktury finansowej poza terytorium USA. Jak podaje książka, uderzenie w niego mogłoby zaburzyć płynność w całym systemie i utrudnić nawet walkę z terroryzmem, która opierała się m.in. na danych SWIFT-owych. Autor wskazuje, że sama groźba wystarczyła. Unia Europejska, nie chcąc ryzykować otwartego konfliktu finansowego z Waszyngtonem, naciskała na SWIFT, który ostatecznie odciął od systemu największe irańskie banki.

Fishman zestawia to z wykresem pokazującym, jak w tym czasie spada irański eksport ropy i jednocześnie rośnie produkcja ropy z łupków w USA. W pewnym momencie dodatkowa produkcja amerykańska niemal dokładnie kompensuje baryłki, które znikają z rynku przez irańskie sankcje. Dla Teheranu był to podwójny cios i finansowy, i geopolityczny. Najmocniejszy rozdział „Punktów krytycznych” dotyczy jednak Rosji. Fishman przedstawia narady w gronie państw G7 przed i po inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku.

Zobacz także: Obwodnica Drezdenka już gotowa. I to niemal rok przed terminem

Przez lata wydawało się, że najostrzejszym finansowym ciosem wobec dużego państwa może być odłączenie jego banków od SWIFT-u. Gdy rosyjskie czołgi wjeżdżały na Ukrainę, w Brukseli i Waszyngtonie szybko zapada decyzja o usunięciu części rosyjskich instytucji z systemu. Ale w tle toczyła się znacznie bardziej ryzykowna dyskusja. Czy uderzyć także w bank centralny Rosji i zamrozić jego rezerwy walutowe? Fishman opisuje, jak kanadyjska minister finansów, jako jedna z pierwszych naciska, by takie rozwiązanie poważnie rozważyć. Początkowo inni byli sceptyczni. Rosyjski bank centralny był ponad sześć razy większy niż irański, a jego aktywa były głęboko wpięte w globalny system finansowy.

Mimo obaw, grupa G7 ostatecznie zdecydowała się na ten ruch. Znacząca część rezerw Banku Rosji zostaje zamrożona. W praktyce Moskwa z dnia na dzień straciła dostęp do dużej części swoich rezerw. Fishman nazywa ten moment otwarciem puszki Pandory. Po raz pierwszy broń finansowa była używana przeciwko dużemu państwu nuklearnemu, które jest głęboko powiązane z globalną gospodarką. Z jednej strony pokazuje to skalę władzy dolara. Z drugiej wysyła innym rządom sygnał, że rezerwy w dolarze i euro nie są już absolutnie bezpieczne, jeśli wejdzie się w konflikt z Zachodem.

Ograniczenie dostępu do najnowszych technologii kolejny elementem walki

Ciekawy punktem jest opisywana przez Fishmana historia Huawei. Sukces małej firmy do globalnego giganta oparty na konsekwentnym wsparciu z Pekinu oraz imporcie wiedzy i technologii z Zachodu. Gdy w Waszyngtonie dojrzało przekonanie, że chińskie firmy telekomunikacyjne są narzędziem wpływu państwa, zaczęła się seria działań. Raport Kongresu o zagrożeniach związanych z Huawei i ZTE, naciski na sojuszników, by nie wpuszczali chińskiego sprzętu do swoich sieci, a w końcu wykorzystanie kontroli eksportu i dostępu do dolara jako kija wobec ZTE.

Zobacz także: Warszawa wśród liderów zatrudnienia w UE. Pobiło nas tylko jedno miasto

Firma zostaje złapana na łamaniu amerykańskich sankcji wobec Iranu. Departament Handlu i Departament Sprawiedliwości nałożyły na nią wielomiliardowe kary, a potem na krótko odcięły ją od możliwości kupowania krytycznych komponentów z USA. Dla chińskiej telekomunikacji miał to być sygnał ostrzegawczy, że bez dostępu do zachodnich technologii i finansowania nawet największe korporacje są podatne na presję. Fishman wykorzystuje ten przykład, żeby pokazać, że w epoce półprzewodników i sztucznej inteligencji „punktami krytycznymi” są już nie tylko banki i systemy płatności, ale także wąskie gardła w łańcuchach dostaw, zaawansowane maszyny litograficzne, oprogramowanie projektowe, know-how kilku firm.

Dane MFW i Fed pokazują, że udział dolara w rezerwach stopniowo spada. Z około 70% na początku wieku do nieco poniżej 58% w 2024 roku. Nie wynika to ze zwiększającej się dominacji innej waluty, a bardziej dywersyfikacji w stronę wielu mniejszych, wiarygodnych walut. Renminbi mimo ambicji Pekinu ma wciąż udział rzędu kilku procent w rezerwach i niespełna 3% w płatnościach SWIFT. Dodatkowo potencjalny pieniądz grupy BRICS pozostaje tylko teoretycznym snem, który nie ma większego sensu. Opisaliśmy to w artykule: Waluta BRICS nie ma sensu. Zrobiliśmy coś, o czym zapomnieli jej zwolennicy. Pomyśleliśmy.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Dawid Błaszkiewicz

Politolog, historyk oraz dziennikarz ekonomiczny. Członek Polskiej Sieci Ekonomii oraz Prezes Stowarzyszenia Racja. Głównym obszarem zainteresowań jest makroekonomia oraz historia gospodarcza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker