Wiemy ile Wielka Brytania straciła na Brexicie. Problemy będą się ciągnęły przez dekady
Jak się okazuje, Brexit odcisnął trwałe i znaczące piętno na gospodarce Wielkiej Brytanii. Najnowsze badanie wskazuje konkretne liczby

Brexit obciął brytyjską gospodarkę o 6-8 proc. PKB. Nowe wyliczenia nie pozostawiają złudzeń, że dezintegracja z europejskim rynkiem była dla wysp potężnym ciosem. Według raportu skutki mogą ciągnąć się jeszcze przez długie lata.
- Brexit obniżył poziom wzrostu PKB Wielkiej Brytanii o 6-8% do 2025 roku.
- Inwestycje firm są niższe o 12-18%, zatrudnienie o 3-4%, produktywność o 3-4%.
- Po 2016 roku UK schodzi na trwale niższą ścieżkę wzrostuk.
- Największy rozjazd nastąpił w pandemii. Głębsze tąpnięcie i płytsze odbicie.
- Inwestycje wygasały stopniowo. Głównym hamulcem była niepewność regulacyjno-handlowa.
- Firmy najbardziej powiązane z UE cięły nakłady najmocniej. Skumulowany spadek to około12 p.p. do 2023/24. Mniej B+R, software i szkoleń, czas zarządów spalony na przygotowania do Brexitu, trwałe podwyższenie zapasów.
- Handel towarami istotnie osłabł dopiero po wejściu TCA (2021), ale koszty miękkie pojawiły się wcześniej.
- Rynek pracy ucierpiał. Mniej imigrantów z UE, wyższe koszty pracy, niedobory kadr w logistyce, przetwórstwie i opiece.
Wielka Brytania nie radzi sobie po pandemii bez UE
Według raportu przygotowanego dla NBER przez zespół Nicholasa Blooma („The Economic Impact of Brexit”, z listopad 2025) do 2025 roku Brexit ściął poziom PKB Wielkiej Brytanii o 6-8%, inwestycje firm o 12-18%, zatrudnienie o 3-4%, a produktywność o 3-4%. Autorzy opierają się na dwóch ścieżkach analizy. Porównują ścieżkę brytyjskiej gospodarki z „syntetycznym bliźniakiem” złożonym z trzydziestu kilku podobnych państw oraz wchodzą głęboko w mikrodane o około siedmiu tysiącach firm, które łącznie odpowiadają za blisko jedną dziesiątą zatrudnienia w prywatnym sektorze. Oba „termometry” pokazują w gruncie rzeczy to samo. Wyjście z Unii nie tyle wywołało chwilowy szok, lecz ustawiło Wielką Brytanię na trwale niższej ścieżce rozwoju.
Warto jednak zwrócić uwagę, że Wielka Brytania pozostaje we względnej stagnacji od 2008 roku. Więcej na ten temat pisałem w tekście: Kryzys w Wielkiej Brytanii. Polska goni byłe imperium. Raport jednak wskazuje, że przed 2016 rokiem brytyjskie PKB per capita zachowywało się „normalnie”, czyli rosło mniej więcej w tym samym tempie, co w grupie dobranych państw porównawczych. Z perspektywy danych trudno mówić o państwie w strukturalnej zapaści. Autorzy twierdzą, że dopiero referendum w sprawie Brexitu staje się wyraźnym punktem zwrotnym.
Zobacz także: Krótka historia wojen handlowych. Przeobrażenia globalnych zmagań

W kolejnych latach ścieżki zaczynają się rozjeżdżać. W świecie bez Brexitu, odtworzonym za pomocą metod typu synthetic control, brytyjski dochód na mieszkańca byłby na początku 2025 roku wyraźnie wyższy. Tymczasem rzeczywistość przynosi zaledwie około 4% wzrost PKB per capita w omawianym okresie. W zależności od przyjętej wersji „syntetycznej” gospodarki luka między tym scenariuszem a realnymi danymi sięga 6-10 p.p. Średni szacunek, na którym opiera się raport, to około 8% utraconego wzrostu PKB na mieszkańca. Czyli biorąc wynik z okresu po Brexicie do początku 2025 roku wzrost PKB per capita byłby o 8% wyższy niż jest obecnie.
Ten wynik nie jest efektem jednorazowego krachu i późniejszego odbicia. Bardziej przypomina systematyczne odklejanie się od peletonu. W testach permutacyjnych, w których autorzy zestawiają podobny szok polityczny nastąpił w innych państwach, Wielka Brytania plasuje się w dolnych decylach rozkładu i należy do najsłabiej wypadających gospodarek w całej grupie.
Trzeba też zwrócić uwagę, że na powyższym wykresie wynik scenariusza kontrfaktycznego (żółta przerywana linia) i rzeczywistego (czerwona) rozjeżdża się od 2018 roku, jednak największą różnice widać w okresie pandemii, gdzie załamanie w Wielkiej Brytanii było bardzo głębokie, a odbicie względnie płytkie i niepełne. Powolna odbudowa została zatrzymana w 2022 roku i od tamtej pory wynik Zjednoczonego Królestwa lekko spada. Na tej podstawie możemy sądzić, że do problemów, które Wielka Brytania posiadała wcześniej doszedł głównie brak integracji z rynkiem i mechanizmów pomocowych takich jak KPO.
Inwestycje cierpią na skutek dezintegracji wspólnego rynku
Zdaniem autorów najbardziej spektakularnie skutki Brexitu widać w inwestycjach przedsiębiorstw. Z makroekonomicznych szeregów wynika, że poziom inwestycji firm w Wielkiej Brytanii jest dziś przeciętnie o około 18% niższy niż w państwach porównawczych, przy rozpiętości szacunków od 13 do 26% w zależności od konstrukcji grupy odniesienia. Nie mamy tu nagłego załamania tuż po referendum, ale raczej powolne, konsekwentne wygaszanie dynamiki nakładów.
Mikrodane dają podobny obraz, tyle że w skali pojedynczych przedsiębiorstw. Firmy silniej powiązane z Unią – eksportujące do UE, importujące z niej komponenty, zatrudniające większy odsetek pracowników z państw członkowskich czy podlegające regulacjom unijnym – ograniczały inwestycje bardziej niż te o niższej ekspozycji. Dla przeciętnej firmy wystawionej na rynek unijny autorzy szacują, że po 2016 r. w każdym roku inwestowała ona średnio o około 1,7 punktu procentowego mniej, niż gdyby Brexitu nie było. Skumulowany efekt do roku finansowego 2023/24 to mniej więcej 12 proc. niższy poziom inwestycji.
Zobacz także: Nowe rozdanie dla Portugalii. Czy ponownie nas wyprzedzi?

Za tą zmianą stoi nie tylko obawa przed gorszymi warunkami handlu, ale przede wszystkim niepewność. W modelach, które równocześnie biorą pod uwagę oczekiwany spadek sprzedaży i miary niepewności, to właśnie ten drugi element okazuje się kluczowy dla decyzji inwestycyjnych. Gdy autorzy patrzą na niepewność w oderwaniu od reszty, otrzymują spadek inwestycji rzędu 15%, chociaż ostatecznie trzymają się ostrożniejszego wyniku opartego na twardym wskaźniku ekspozycji. Podobne działania mogliśmy zauważyć po wojnie na Ukrainie i ruchach celnych Donalda Trumpa. Firmy wstrzymały wydatki, m.in. w Polsce, ze względu na niepewność.
W praktyce te liczby oznaczają mniej nowych fabryk, magazynów, linii produkcyjnych, ale też mniej inwestycji w oprogramowanie, infrastrukturę cyfrową, marketing czy kapitał organizacyjny. To nie jest koszt, który znika wraz z wygaszeniem politycznych sporów. Niższa baza kapitału dzisiaj przekłada się na niższe tempo wzrostu produktywności i płac w kolejnych latach.
Rynek pracy ucierpiał po Brexicie
Rynek pracy również nie wyszedł z Brexitu bez szwanku. W danych makro autorzy widzą, że całkowite zatrudnienie w brytyjskiej gospodarce jest około 4% niższe niż w syntetycznej grupie porównawczej. Mikrodane z Decision Maker Panel i firmowych sprawozdań księgowych wskazują z kolei, że w sektorze prywatnym skumulowany spadek zatrudnienia sięga około 3,5% do 2023 roku. Po uwzględnieniu sektora publicznego daje to około 3% dla całej gospodarki.

Za tymi liczbami kryją się dwa mechanizmy. Po pierwsze, kanał popytowy. Przedsiębiorstwa, które oczekują słabszej sprzedaży, po prostu nie tworzą nowych miejsc pracy albo wolniej je uzupełniają. W regresjach to właśnie prognozowany spadek przyszłych przychodów okazuje się najlepiej wyjaśniać cięcia w zatrudnieniu. Po drugie, kanał podażowy związany z migracją. Po referendum napływ pracowników z UE do Wielkiej Brytanii wyraźnie słabnie, a firmy, które opierały się na tej grupie, mają największy problem z uzupełnieniem kadr. Dotyczy to także Polaków. Ci którzy byli zatrudnieniu w gorzej płatynych pracach postanowili wrócić do Polski. Doprowadziło to do tego, że: Polacy w Wielkiej Brytanii elitą. Zarabiają więcej niż Brytyjczycy.
Zobacz także: Dawna gierkówka już przebudowana. Trasa Siedlec Duży – Koziegłowy otwarta
Co ważne, spośród sześciu składowych wskaźnika ekspozycji na Unię to właśnie udział pracowników z UE okazuje się najbardziej powiązany z późniejszymi spadkami zatrudnienia. W wielu sektorach, od logistyki i przetwórstwa po rolnictwo i usługi opiekuńcze, mniejsza imigracja oznacza wyższe koszty pracy i większe napięcia płacowe, które niekoniecznie idą w parze z wyższą wydajnością. Najdalej idące konsekwencje widać jednak w danych o produktywności. W długim okresie to właśnie ona determinuje poziom płac, konkurencyjność eksportu i zdolność gospodarki do finansowania usług publicznych.

Na poziomie makro PKB na pracownika jest w Wielkiej Brytanii około 4% niższe niż w krajach porównawczych. W zależności od metody ważeń szacunki mieszczą się w przedziale od -2 do -6%. Analiza mikro, oparta na TFP liczonym dla poszczególnych firm, wskazuje na skumulowany spadek rzędu 3,5% do 2023 roku przy przeciętnej ekspozycji na UE. Co charakterystyczne, największy cios w produktywność przypada na lata 2018-2020, a więc jeszcze przed wejściem w życie nowego reżimu handlowego pod auspicjami Trade and Cooperation Agreement.
Brexit wpłyną na produktywność całej gospodarki Wielkiej Brytanii
Gdy autorzy rozkładają zmiany TFP na czynniki pierwsze, okazuje się, że większość efektu odbywa się w środku firm, przez gorsze wykorzystanie zasobów, mniej innowacji i przycinanie wydatków rozwojowych. Przed referendum to firmy o wyższej produktywności były najsilniej zintegrowane z rynkiem unijnym, więcej eksportowały, częściej korzystały z importu z UE, były bardziej regulowane przez prawo unijne i częściej wykorzystywały pracowników oraz menedżerów z państw członkowskich.
Po Brexicie to właśnie one doświadczają najsilniejszego uderzenia. Ich udział w strukturze gospodarki maleje, a wraz z nim spada średnia produktywność całego sektora. Przypominamy, że napisaliśmy raport o wielkości przedsiębiorstw na przykładzie Polski: Stawianie na mikroprzedsiębiorstwa to patologia, a rząd chce żeby było ich więcej [RAPORT OG]. Autorzy szacują, że sam ten mechanizm obniża wydajność o około 0,4%. To mniej niż efekt zmian wewnątrz firm, jednak twierdzą, że Brexit nie tyle czyści rynek z najbardziej nieefektywnych, ile przyhamowuje lokomotywy.
W raporcie dużo miejsca poświęcono konkretnym kanałom, przez które Brexit przekłada się na spadek wydajności. Sprowadzają się one do trzech grup. Pierwsza dotyczy inwestycji w niewidzialny kapitał. Oprócz klasycznych nakładów na maszyny i budynki firmy ograniczały wydatki na badania i rozwój, oprogramowanie, cyfryzację procesów oraz szkolenia pracowników. Tam, gdzie skala cięć inwestycyjnych była większa, spadek TFP okazał się głębszy. Dane patentowe dodatkowo sugerują, że przedsiębiorstwa najsilniej powiązane z UE, które przed 2016 rokiem patentowały częściej, po referendum wyraźnie spowolniły z aktywnością innowacyjną. Efekt ten nie zawsze osiąga klasyczne progi istotności statystycznej, ale jego kierunek dobrze wpisuje się w całość obrazu.
Zobacz także: Japońska gospodarka w tarapatach. PKB i eksport w dół
Druga grupa kanałów to koszty przygotowań do nowego reżimu. Ankiety DMP pokazują, że w latach 2017-2020 około 10% dyrektorów finansowych poświęcało na kwestie związane z Brexitem co najmniej sześć godzin tygodniowo, a kolejne mniej więcej 25% od jednej do pięciu godzin. W sumie niemal trzy czwarte firm przyznaje, że ich najwyższa kadra zarządzająca spędzała istotną część czasu na analizach scenariuszy, przebudowie łańcuchów dostaw, konsultacjach prawnych i przygotowaniu do nowych procedur granicznych. Im więcej tego czasu, tym, jak wynika z regresji, słabszy późniejszy wzrost produktywności. Zasoby menedżerskie, które normalnie służyłyby poprawie organizacji, wdrażaniu innowacji czy ekspansji rynkowej, zostały skonsumowane przez zarządzanie ryzykiem politycznym.
Trzeci kanał ma charakter czysto finansowy. W obawie przed zakłóceniami handlu wiele firm zaczęło gromadzić zapasy, czyli zwiększać poziom magazynów surowców, półproduktów i dóbr gotowych. W danych księgowych widać rosnącą relację zapasów do aktywów w przedsiębiorstwach najsilniej powiązanych z UE. Część tego ruchu była przejściowa, ale w wielu przypadkach wyższy poziom zapasów okazał się trwały. To de facto martwy kapitał obrotowy, który mógłby finansować inwestycje w rozwój, a zamiast tego leży na magazynie jako polisa na wypadek zakłóceń.
Niepewność studziła gospodarczą aktywność w Wielkiej Brytanii
Co ciekawe, handel towarami między Wielką Brytanią a Unią Europejską nie załamuje się natychmiast po referendum. Badania, na które powołują się autorzy, pokazują, że wyraźny spadek eksportu i importu pojawia się dopiero po wejściu w życie Trade and Cooperation Agreement w 2021 roku. W okresie przejściowym wielkość przepływów towarowych pozostaje stosunkowo stabilna. Oznacza to, że najwcześniejsze i najsilniejsze koszty Brexitu miały charakter miękki. Gospodarka płaciła nie tyle za same nowe taryfy i bariery, ile za okres przedłużonej niepewności i za proces dostosowania do nadchodzących zmian. Twarde konsekwencje handlowe tylko domknęły ten proces, pogłębiając już istniejące problemy z inwestycjami i produktywnością
Według analizy dane makroekonomiczne mówią o około 8% utraconego PKB, 18% niższym poziomie inwestycji biznesowych, 4% niższym zatrudnieniu i 4% spadku produktywności. Mikrodane dają odpowiednio 6% PKB, 12% inwestycji, 3% zatrudnienia i 3% spadku produktywności. Przyjmując wygładzenie wyników możemy założyć, że PKB per capita wzrosło o około 7% niż potencjalnei mogło. W przypadku inwestycji jest to około 15%, a zatrudnieniu i inwestycjach około 3,5%.
Zobacz także: Pokój i szekle. Spokój z Iranem dał Izraelowi ponad 12% PKB
Różnice w poziomach są naturalne. Dane makro łapią również efekty ogólnej równowagi, czyli wpływ słabszych inwestycji i niższej produktywności na popyt krajowy, kurs walutowy, premię za ryzyko czy politykę fiskalną. Analiza mikro jest z natury bardziej lokalna, pokazuje to, co dzieje się w firmach, opierając się na ich sprawozdawczości i deklaracjach. Jednak kierunek i rząd wielkości są zbieżne. Oba światy potwierdzają, że Brexit przełożył się na trwałą stratę rzędu kilku procent PKB i kilkunastu procent inwestycji. Zestawienie przygotowane przez MFW tuż po referendum wskazywało przeciętnie na około 4% długookresowy spadek PKB.
Z perspektywy 2025 roku okazuje się, że w średnim okresie te prognozy były całkiem trafne. Około pięć lat po referendum, mniej więcej w 2021 r.oku, oszacowany spadek PKB sięgał 4-6%, czyli pozostawał w granicach pierwotnych szacunków. Problem polega na tym, że na tym się nie skończyło. W drugiej połowie dekady luka pogłębiła się do 6-8%, znacząco przekraczając wyjściowe przewidywania. W tym sensie ekonomiści się mylili, ale raczej przez nadmierny optymizm co do skali i długości trwania perturbacji. Modele zakładały relatywnie szybkie przejście do nowego, stabilnego reżimu. Rzeczywistość przyniosła długotrwały polityczny impas, przedłużając okres niepewności i kosztów dostosowawczych. Oczywiście nie możemy zapominać, że wpływ na to miała również pandemia oraz wojna na Ukrainie, którą Wielka Brytania gorzej znosiła przez brak instrumentów pomocowych UE.
Podsumowanie Brexitu
Z brytyjskiego doświadczenia płynie kilka uniwersalnych wniosków. Po pierwsze, niepewność potrafi być droższa niż same zmienione reguły gry. Gospodarka Wielkiej Brytanii płaciła wysoką cenę już w okresie, gdy handel wciąż odbywał się na dotychczasowych zasadach, a nowy układ z UE pozostawał niewiadomą. Po drugie, największe koszty poniosły podmioty najbardziej produktywne i najbardziej otwarte na europejski rynek. To one przed Brexitem były najmocniej zintegrowane z rynkiem unijnym, to one w największym stopniu inwestowały w kapitał intelektualny i innowacje. Uderzenie w nie przełożyło się na ubytek potencjału całej gospodarki, a nie tylko na szum statystyczny.
Zobacz także: Najlepszy wynik od trzech lat. PKB znacząco w górę!
Po trzecie, wyjście z dużego bloku gospodarczego jest strukturalnym szokiem, a nie neutralną zmianą statusu. Rachunek obejmuje nie tylko taryfy i formalne bariery, lecz także koszt zmarnowanego czasu zarządów, podwyższonych stanów zapasów, mniejszej migracji oraz ograniczonych inwestycji w rozwój. I wreszcie, strata rzędu 6-8% PKB oznacza nowy, niższy poziom, a nie chwilowe tąpnięcie. To tak, jakby kraj oddał kilka lat wzrostu gospodarczego bez gwarancji, że kiedykolwiek ten dystans odrobi. Dużą rolę odegrał tutaj problem z odbiciem po pandemii.




