
24 grudnia w jednym z wenezuelskich portów miała miejsce seria eksplozji. Jak się okazało, byli za to odpowiedzialni Amerykanie. W poniedziałek, 29 grudnia Donald Trump publicznie przyznał, iż USA przeprowadziły już pierwszą akcję na terenie Wenezueli.
- Nieokreślony port znajduje się na terenie wenezuelskiego stanu Zulia
- Siły USA miały przeprowadzić atak na tę placówkę ze względu na operujący w niej gang Tren de Aragua
- Konfrontacja wenezuelsko-amerykańskie zbliża się wielkimi krokami
Wenezuela na celowniku służb specjalnych i wywiadu USA
24 grudnia w jednym z wenezuelskich portów w stanie Zulia miał miejsce szereg eksplozji. Od tamtego dnia pojawiło się wiele spekulacji na temat tego zdarzenia. Jednak wczoraj, w czasie wizyty premiera Izraela Benjamina Netanjahu w USA, Donald Trump oświadczył, iż to amerykańskie służby przeprowadziły atak. Celem miał być port, w którym członkowie gangu Tren de Aragua mieli ładować swój towar na pokłady statków. Atak miała przeprowadzić Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) przy użyciu dronów, a wsparcie wywiadowcze zapewnić miały siły specjalne.
Zobacz także: Latające taksówki zabiorą nas na lotnisko? Ambitny projekt Brytyjczyków
Lokalna telewizja podaje, iż w czasie ataku nikt nie znajdował się na terenie, w którym nastąpiły eksplozje. Nie ma oficjalnych informacji o zabitych czy rannych w wyniku ataku. Uderzenie USA było pierwszym takim wydarzeniem w trwającym obecnie kryzysie — wcześniej Amerykanie uderzali w cele znajdujące się na wodzie, z dala od lądu. Brak ofiar może świadczyć o tym, iż amerykańska operacja miała charakter symboliczny. Co ciekawe, prezydent USA już dwa dni po ataku dawał poszlaki, iż to Amerykanie przeprowadzili operację. Niemniej jednak oficjalna informacja została podana w poniedziałek, 29 grudnia, chociaż nie ujawniono żadnych szczegółów.
Wenezuela vs USA. Czy czeka nas nowy Wietnam, czy może Panama?
Amerykańskie przygotowania do wielkiej operacji w Wenezueli są raczej rzeczą znaną dla wszystkich. USA co chwilę ściągają w rejon Karaibów kolejne siły. Tydzień temu do baz w Portoryko Amerykanie ściągnęli kolejne myśliwce F-35. Równocześnie USA dają do zrozumienia, iż nadal potrafią aktywnie zwalczać swoich wrogów. W grudniu Waszyngton przeprowadził już ataki w Syrii oraz Nigerii. Uderzenia wymierzone w organizacje terrorystyczne mają najpewniej podkreślić, iż USA nie lękają się otwartych starć z wrogimi elementami.
Zobacz także: Gospodarka pod brzemieniem władzy: wizja, którą realizował Piotr Wielki
Widmo amerykańskiej inwazji na Wenezuelę wzbudza szereg dyskusji. Wielu analityków wskazuje, iż USA mogą pogrążyć się w długiej wojnie partyzanckiej na wzór Wietnamu. Górzysty oraz tropikalny klimat Wenezueli powoduje, iż teren ten jest idealny do prowadzenia działań asymetrycznych. Z drugiej strony jednak, w odróżnieniu od Wietnamu, większość populacji Wenezueli nie jest zindoktrynowana przez władze. Skłania to więc do rozważań, czy potencjalne uderzenie USA nie zakończy się jak inwazja na Panamę czy Grenadę. W obu tych przypadkach siły USA przeprowadziły szybką operację i doprowadziły między innymi do zmiany władzy w obu państwach.




