FinanseKomentarze I Analizy

Giełda i hazard: dwa rynki, ta sama potrzeba ryzyka

W ostatnich latach w Polsce obserwujemy równoległy wzrost zainteresowania hazardem, spekulacją giełdową i kryptowalutami. Na pierwszy rzut oka są to odrębne światy — regulowane przez różne instytucje, oparte na innych mechanizmach i obudowane inną narracją. Coraz częściej jednak łączy je nie instrument, lecz psychologia decyzji: skłonność do ryzyka, emocjonalny język marketingu i potrzeba szybkiej zmiany pozycji finansowej.

To przesunięcie nie mówi wiele o „moralności” uczestników rynku, ale bardzo dużo o warunkach społecznych i ekonomicznych, w których dziś podejmowane są decyzje finansowe.

Kilka tygodni temu trafiłem na krótki film na Instagramie, w którym autor przekonywał, że Polacy coraz chętniej inwestują w hazard. Brzmiało to alarmująco — jakbyśmy masowo zamieniali długoterminowe myślenie o pieniądzach na logikę kasyna: szybki ruch, szybka nagroda.

Pierwsza reakcja była czysto emocjonalna: jeśli to prawda, to mamy problem. Druga — już bardziej dziennikarska: sprawdźmy to. Napisałem więc do kolegi-maklera — dzięki, Maćku! — żeby rozplątać tę narrację. I bardzo szybko okazało się, że instagramowe filmy nie kłamią, ale bardzo upraszczają: sklejają w jedno różne zjawiska, które w rzeczywistości mają wspólne źródło, lecz zupełnie odmienne konsekwencje.

Fakty i liczby

W 2024 r. wydatki Polaków na hazard sięgnęły rekordowych 69 mld zł, z prognozami dalszego wzrostu w 2025 r. (ok. 7,5 mld zł na legalnym rynku, plus szara strefa). Równolegle rośnie aktywność inwestorów indywidualnych — w grudniu 2025 r. obroty akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęły 44,7 mld zł (+76,2% r/r). Udział krajowych inwestorów indywidualnych wyniósł ok. 13%, przy dominacji inwestorów zagranicznych (ok. 70%) i krajowych instytucji (ok. 17%).

Dynamicznie rośnie także rynek ETF-ów i ETC (trzycyfrowe dynamiki), a niemal co piąty dorosły Polak (18,4%) miał kontakt z kryptowalutami. Na papierze wygląda to jak dwa różne światy. W praktyce — jak zauważył dr Maciej Kietliński, licencjonowany makler i ekspert od finansów behawioralnych — coraz częściej spotykają się w tych samych miejscach.

Zestawienie tych danych nie wskazuje na prostą ucieczkę kapitału z giełdy do kasyna, lecz na równoległy wzrost aktywności w obszarach opartych na zmienności, emocjach i obietnicy ponadprzeciętnego zysku w krótkim czasie.

Hazard vs giełda: rywale czy bliźniacy?

Spójrzmy, kto faktycznie jest odbiorcą obu światów. Trybuny gal MMA, eventy sportów walki, transmisje freak-fightów czy duże wydarzenia sportowe — to tam dziś spotykają się młodzi mężczyźni, osoby szukające emocji, rywalizacji i adrenaliny oraz ludzie, dla których ryzyko jest czymś naturalnym, a nie abstrakcyjną kategorią z podręcznika ekonomii.

To nie przypadek, że w tych samych przestrzeniach reklamują się bukmacherzy, kasyna online, domy maklerskie i platformy krypto. Język jest uderzająco podobny: „wejdź do gry”, „podejmij ryzyko”, „graj odważnie”, „nie stój z boku”.

Z jednej strony hazard — prosty, binarny, natychmiastowy. Z drugiej giełda i kryptowaluty — bardziej złożone, opakowane w narrację inwestowania, ale coraz częściej sprzedawane tym samym kodem emocjonalnym.

Dla wielu osób te światy nie są alternatywami, lecz różnymi odsłonami tej samej potrzeby: kontroli nad niepewnością i szansy na skokowy awans finansowy. Mechanika jest inna. Psychologia decyzji — zaskakująco podobna.

Dlaczego to ma znaczenie?

Jeśli równolegle rosną hazard, inwestowanie giełdowe i kryptowaluty, pytanie nie brzmi już: czy Polacy wolą kasyno czy giełdę. Pytanie brzmi: jakiego rodzaju ryzyka szukają — i dlaczego właśnie teraz?

Czy giełda i krypto stają się „bezpieczniejszą” wersją tej samej adrenaliny? Czy hazard jest substytutem poczucia sprawczości, którego brakuje w innych obszarach życia? A może oba zjawiska są odpowiedzią na niepewność przyszłości, drogie mieszkania, wolny awans i poczucie, że „normalną pracą” coraz trudniej coś nadrobić?

Nie bez powodu domy maklerskie sponsorują gale sportowe, sportowcy i celebryci stają się twarzami kampanii inwestycyjnych, a kryptowaluty wchodzą do popkultury szybciej niż klasyczna edukacja finansowa. Inwestowanie przestało być tylko arkuszem Excela. Stało się stylem życia — narracją o odwadze i grze z losem.

Rozmowa z dr. Maciejem Kietlińskim

Czy inwestowanie giełdowe i hazard mają wspólne źródło psychologiczne?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba spojrzeć na inwestowanie giełdowe przez pryzmat finansów behawioralnych. Oczywiście każdy rozpoczyna przygodę z inwestowaniem po to, aby zarobić dodatkowe pieniądze. Jednak z czasem często okazuje się, że ten pierwotny cel zostaje szybko zastąpiony innym — chęcią otrzymania silnego zastrzyku dopaminy, jaki daje inwestowanie na giełdzie. Zwłaszcza gdy pojawiają się pierwsze sukcesy. Rośnie — nierzadko szybciej niż umiejętności — pewność siebie, saldo na koncie oraz poczucie przynależności do wąskiej grupy osób, która rzekomo rozszyfrowała czarną magię inwestowania.

Co naprawdę napędza spekulantów giełdowych?
Osobie inwestującej na giełdzie przyświeca najczęściej jeden cel: zarobić szybko, łatwo i w miarę bez wysiłku — oraz poczuć dreszczyk emocji. Jeśli mówimy o spekulantach giełdowych, czyli osobach, które chcą szybko kupić akcje spółki i równie szybko je sprzedać z zyskiem, nie analizując jej finansowych fundamentów ani nie myśląc o długoterminowym inwestowaniu (np. pod kątem dywidendy), to cechy takie jak odwaga, skłonność do ryzyka i umiejętność błyskawicznego podejmowania decyzji bardzo się w tym świecie przydają.

Dlaczego cechy spekulantów i hazardzistów tak często się pokrywają?
Nie bez powodu te same cechy charakteryzują szerokie rzesze hazardzistów. W przypadku zarówno hazardzistów, jak i spekulantów — a nie inwestorów giełdowych — mówimy w dużej mierze o zaspokajaniu podobnej potrzeby: zastrzyku adrenaliny i dopaminy. Stąd obserwowany równoległy wzrost obu aktywności, które przyciągają osoby o zbliżonym profilu i podobnych cechach osobowości.

Kim jest długoterminowy inwestor i dlaczego jest go coraz mniej?
Inwestor giełdowy najczęściej charakteryzuje się zupełnie innymi cechami niż spekulant. Podchodzi do inwestowania długoterminowo, poświęca czas na wybór perspektywicznej branży, a następnie selekcję spółek, które — jego zdaniem — mogą zapewnić najwyższą stopę zwrotu. Analizuje trendy ekonomiczne i branżowe, specyfikę spółki, często posiłkując się także analizą techniczną. Problem w tym, że w dzisiejszym zabieganym świecie coraz mniej osób — poza wąską grupą specjalistów — może pozwolić sobie na luksus wielogodzinnych analiz makroekonomicznych i giełdowych.

Jak marketing, FOMO i historie sukcesu deformują decyzje finansowe?
Zwłaszcza gdy bombardują nas reklamy obiecujące szybki zysk oraz opowieści znajomych, którzy — korzystając ze „specjalnych metod” zapożyczonych od internetowych guru inwestowania — zarobili X procent w kilka dni, poświęcając na to znacznie mniej czasu i wysiłku niż skrupulatny inwestor opierający się na własnych analizach. Dodajmy do tego zjawisko FOMO i zasadę „keep up with the Joneses”, a przepis na kolejną grupę osób podatnych na oszustwa mamy gotowy.

Gdzie kończy się edukacja finansowa, a zaczyna manipulacja?
Wystarczy przypomnieć, że niedawno UOKiK nałożył kary o łącznej sumie 24 mln zł na dwie amerykańskie spółki (iGenius i International Markets Live) działające na polskim rynku, które z pozoru oferowały szkolenia inwestycyjne, mamiąc klientów wizjami życia pod palmami, a w rzeczywistości — zdaniem UOKiK — okazały się piramidami finansowymi.

Czy spekulacja sama w sobie jest czymś złym?
Nie oznacza to jednak, że bycie spekulantem giełdowym jest czymś złym. Chodzi raczej o to, by wiedzę i edukację finansową opierać na sprawdzonych źródłach oraz inwestować za pośrednictwem renomowanych domów maklerskich, zachowując szczególną ostrożność wobec podmiotów o wątpliwej proweniencji. Jak we wszystkim — potrzebne są zdrowy sceptycyzm i jeszcze zdrowszy rozsądek. Bo jeśli ktoś obiecuje łatwy i szybki zysk, warto pamiętać, że sukces osiągnięty w pięć minut najczęściej trwa dokładnie tyle samo.

Autorska pointa

Na końcu tej historii nie stoi ani giełda, ani kasyno. Stoi człowiek, który próbuje poradzić sobie z niepewnością: drogimi mieszkaniami, wolnym awansem, presją porównań i poczuciem, że reguły gry są gdzieś indziej niż tam, gdzie go uczono. Hazard i spekulacja nie są więc kaprysem ani patologią finansową. Są odpowiedzią — często naiwną, czasem desperacką — na świat, który coraz słabiej nagradza cierpliwość, a coraz mocniej premiuje odwagę i widoczność.

Prawdziwy problem nie polega na tym, że Polacy ryzykują. Ryzyko było, jest i będzie wpisane w rozwój. Problem zaczyna się wtedy, gdy ryzyko mylimy z kompetencją, a emocje z wiedzą. Gdy logika gry wypiera logikę budowania, a marketing skuteczniej edukuje niż szkoła, media i instytucje publiczne. Wtedy giełda zaczyna przypominać kasyno — nie dlatego, że taka jest z natury, lecz dlatego, że tak ją dziś opowiadamy.

Jeśli chcemy rozmawiać o hazardzie, giełdzie i kryptowalutach uczciwie, musimy przestać pytać, czy to dobre czy złe, a zacząć pytać, jakie potrzeby one dziś zaspokajają — i dlaczego tak wielu ludzi szuka w nich nie tylko pieniędzy, ale także sensu, sprawczości i nadziei na zmianę pozycji. Bez tej rozmowy będziemy dalej liczyć miliardy złotych — i dalej nie rozumieć, skąd się naprawdę biorą.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker